Syndrom celu

Swoją karierę zawodową zaczynałem w organizacjach pozarządowych zajmujących się redukcją szkód od narkotyków. Dla jasności, nie byłem terapeutą uzależnień. Moja praca polegała głownie na organizacji konferencji gdzie specjaliści różnych szczeblów (terapeuci, ustawodawcy, przedstawiciele rządu, policji i więziennictwa, itp.) mieli okazję do wymiany wiedzy i doświadczeń.

W takich konferencjach brały udział różne międzynarodowe organizacje. Jedną z nich była organizacja zrzeszająca ludzi przyjmujących narkotyki i walcząca o ich prawa. Chodziło o to, że jeśli ktoś np. pali zioło, ale w pracy jest trzeźwy, to żeby nie był zwolniony za to co robi w czasie wolnym.

Idea słuszna, ale współpraca z tym środowiskiem była wybitnie ciężka.

Cierpieli bowiem na coś, co określam mianem „syndromu celu”.

Na czym polegał ten „syndrom”? Przedstawiciele tej organizacji byli przeczuleni. Jeśli jakąś sytuację dało się odczytać jako atak na nich lub dyskryminację, było pewne, że tak zostanie to odebrane. Nawet jeśli druga strona miała jak najlepsze intencje. Np. przy jednej konferencji (przy której nie brałem bezpośrednio udziału), organizacja ta dostała na swoje potrzeby absolutnie najlepszą przestrzeń, jaką dało się jej zapewnić, dużo lepszą niż inne, które z nami współpracowały. Tyle tylko, że była ona nieco bardziej oddalona od centrum konferencji. Natychmiast padły więc zarzuty, że staramy się naszych „biorących” odizolować od reszty uczestników.


Takie podejście było wybitnie irytujące i zniechęcające do pracy z nimi. Nic dziwnego, że wszyscy szybko przestali pałać do tej organizacji sympatią. Słuszne cele czy nie, jeśli z tymi ludźmi tak niefajnie się współpracuje, łatwo o narastającą niechęć. Tym samym dalsza współpraca robiła się coraz gorsza, napędzając cały cykl.


Jednocześnie jednak, trudno mi winić członków tej organizacji. Syndrom celu nie bierze się z powietrza. Jest pochodną konkretnych doświadczeń życiowych.

Tamte osoby były przyzwyczajone do nieustannych ataków i dyskryminacji. Były przyzwyczajone, że o każde, najmniejsze nawet ustępstwo muszą toczyć ciężkie boje.

Nic więc dziwnego, że automatycznie doszukiwali się takich ataków nawet tam, gdzie ich nie było.


Czemu o tym piszę?

Ponieważ taki „syndrom celu” jest czymś dość powszechnym. Wiele osób czy grup jest przyzwyczajona do tego, że w pewnych sytuacjach jest regularnie atakowana. W efekcie będzie odbierała jako atak nawet zachowania, które atakiem nie są. Tak już działa uwarunkowanie.


Co z tym zrobić?

Na początek, przyjrzeć się sobie. Czy nie ma takich obszarów, gdzie za wcześnie odbierasz jakieś zachowanie jako atak? Może warto wtedy zrobić krok wstecz i upewnić się co do intencji drugiej strony.

A jeśli to my jesteśmy tą „drugą stroną”? Okaż więcej cierpliwości. Postaraj sie jasno wyjaśnić swoje intencje. Nie zawsze to pomoże, ale warto przynajmniej spróbować.



Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis