Skuteczność coachingu: środowisko

U poprzednich częściach pisałem o wpływie podejścia coacha oraz podejścia klienta na skuteczność coachingu. Cykl chciałbym zakończyć trzecim elementem układanki, czyli środowiskiem coachingowym. Jak wpływa ono na skuteczność pracy?

10639179_847312331954692_770193819_oPrywatność – wiem, że wielu początkujących coachów spotyka się z klientami w kawiarniach albo lobby hotelowych. Jest to dobry sposób na oszczędzenie pieniędzy za wynajem gabinetu, zwłaszcza gdy pracujemy z klientem „za darmo”. Sam tak robiłem przez kilka pierwszych lat swojej kariery – miałem jedną czy dwie ulubione kawiarnie, gdzie mogłem liczyć na w miarę dużą prywatność.

A potem, gdy jednak okazało się to być problematyczne, przeniosłem się do prywatnego gabinetu – i moja skuteczność wzrosła znacząco.

Patrząc z perspektywy, nie powinno to być żadnym zaskoczeniem. Klienci czuli się po prostu nieporównywalnie bardziej bezpiecznie. Łatwiej im się było otworzyć i zaufać.

Dlatego prywatność jest czymś, na co zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Z tego samego powodu gabinety w coworkingach, z cienkimi ściankami przez które wiele słychać postrzegam jako dużo mniej wartościowe, niż prywatne gabinety coachingowe.


Ekskluzywność – przez lata pracowałem z klientami w:

– kawiarniach,

– kawalerce częściowo przerobionej na gabinet,

– wynajmowanych salach w coworkingach,

– wynajmowanych gabinetach w mieszkaniach przerobionych na ośrodki coachingowe/terapeutyczne,

– wynajmowanych salach w biurach,

– przestrzeni publicznej, eksperymentalnie np. na wielkich schodach, albo placu zabaw,

– własnym gabinecie w biurowcu w centrum.

Jakkolwiek to dla mnie zaskakujące, tak długo jak zaspokojona była kwestia prywatności (i kilka innych o których wspomnę powyżej), jakość lokalu coachingowego nie wpływała na skuteczność pracy. Jasne, nie pracowałem w żadnych totalnych ruderach… Choć nie, była jedna taka sala wynajęta na wyjeździe szkoleniowym! To korekta, pracowałem też raz w umiarkowanej ruderze. Atrakcyjność i prestiż miejsca coachingu nijak nie wpływała na jego skuteczność.

Oczywiście, być może jest pewna kategoria klientów, która po prostu nie przyjedzie do coacha, który nie przyjmuje w szklanym gabinecie na szczycie ultraprestiżowego biurowca w ścisłym centrum. Jeśli tak, nie wiem, czy chciałbym z nimi pracować. Coś czuję, że byłaby to nieustanna wojna, a nie wspólna praca nad zbudowaniem czegoś wartościowego w życiu klienta.


Bezpieczeństwo – może jestem tu przeczulony, ale staram się naprawdę stawać na głowie by zapewnić klientowi maksymalne poczucie bezpieczeństwa. Łącznie z takimi drobiazgami, jak to, że zawsze sadzam klienta bliżej drzwi. Tak, by podświadomie wiedział, że może łatwo wyjść nie omijając mnie w żaden sposób.

Jak wspomniałem, może to kwestia przeczulenia, ale po różnych patologiach z molestowaniem klientów rodem z dr Gapika, poświęcam dużo uwagi by postawić się w głowie klienta i pomyśleć jak zapewnić mu maksymalne poczucie komfortu i bezpieczeństwa.

Czy to wpływa na skuteczność pracy? Nie wiem, przyznam, że tu po prostu nie chcę eksperymentować. Jeśli dotychczas nie dbaliście o takie kwestie, a zaczniecie o nie dbać, napiszcie o wrażeniach.


Czas – napisałem, że zawsze sadzam klienta bliżej drzwi, ale po prawdzie jest od tego jeden wyjątek. Jeśli na sali jest zegar, który widziałby w tej sytuacji klient, a ja bym go nie widział, usiądę tak by widzieć zegar.

Naprawdę nie rozumiem, czemu tak niewiele sal – czy to coachingowych, czy wykładowych – ma na ścianie zegar. Może dlatego, że nigdy nie mogłem się przyzwyczaić do noszenia zegarków na rękę? Jak by nie było, duży, łatwy do dyskretnego sprawdzenia zegar jest BARDZO przydatnym akcesorium na sali coachingowej. Ogromnie ułatwia on kontrolowanie przebiegu procesu, dobór narzędzi wg. ich czasochłonności, itp.


Bodźcowość – mam kolegów po fachu, którzy starają się mieć gabinet jak najbardziej neutralny, wręcz wyprany z bodźców mogących wywołać jakieś skojarzenia u klientów. Mam też takich, których gabinety są wręcz nadźgane różnymi bibelocikami i gadżecikami, mającymi jak najwięcej skojarzeń i reakcji wywołać.

Prywatnie, choć w duszy jestem gadżeciarzem na potęgę, gabinet utrzymuję raczej minimalistyczny. To jednak bardziej kwestia wygody (używam go też jako sali szkoleniowej, mniej prac porządkowych), niż różnic w skuteczności. Wolisz napchany bibelotami gabinet – pracuj w tym. Wolisz czysty – pracuj w tym. Nie wydaje mi się to wpływać na skuteczność…


Praca u klienta – wpływa na nią natomiast, bardzo negatywnie, praca u klienta, zwłaszcza w jego mieszkaniu. Przynajmniej w oparciu o te nieliczne przypadki, gdy miałem doświadczenia z taką pracą. O ile w pracy u klienta różnica w skuteczności nie jest drastyczna, o tyle praca u kogoś w domu jest dramatycznie cięższa. Czy to kwestia tego, że klient jest na swoim terytorium, więc jest mniej skory na reagowanie na coacha? Czy może odpalanych regularnie bodźców powiązanych z problemem, bodźców których brak w gabinecie coacha? Tego nie jestem pewien, ale faktem jest, że zdecydowanie zniechęcam do takiej pracy.

Co w sumie nasuwa mi pytania co do pracy przez skype i tego jak takie bodźce można zlikwidować w tej pracy.


Praca na odległość – skoro już jesteśmy przy Skype… Nie lubię pracy na odległość. Jest ona zdecydowanie mniej wydajna (mniej możliwych narzędzi, mniej treści odnośnie klienta). Jeśli ją prowadzę, to generalnie proszę klienta o kamerę, ale i tak czuję się zmęczony BRAKIEM treści docierających do mnie w pracy. Przy pracy na żywo zwracam uwagę na tak wiele rzeczy,że przy pracy przez Skype mam po prostu niedobór. (Jeden jedyny raz miałem od tego wyjątek, przy bardzo trudnej pracy, wręcz interwencji kryzysowej.)

Generalnie zniechęcam do pracy przez skype, także klientów, choć wiem, że dla niektórych jest to i tak lepsze rozwiązanie niż dojazd do mnie (lub opłacenie mojego dojazdu do nich).


Powtarzalność – czy przy dłuższej pracy lepiej pracować w jednym gabinecie, czy go zmieniać? Rzadko kiedy zdarzało mi się zmieniać w takiej sytuacji, ale nie widziałem wtedy różnic.


I to chyba tyle jeśli chodzi o środowisko pracy. Jeśli macie jakieś uwagi, dajcie znać.



Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  przedpłata na e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Do premiery (15 czerwca 2017), promocyjna cena w przedpłacie! Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Ciekawa praktyka z tym sytuowaniem bliżej drzwi. Ja z kolei na pytanie klienta „Gdzie mam usiąść?” odpowiadam „Tam gdzie Ci wygodniej”. I czasem siada bliżej a czasem dalej drzwi :)

  • Dlatego warto zwracać uwagę na różne aspekty, nie tylko jeśli chodzi o merytoryczną część czyli wiedzę, lecz również środowisko jakie temu towarzyszy. Jeśli pragnę przekazać konkretne informacje i przeprowadzić bardziej poważną rozmowę wolę wybrać miejsce spokojne oraz pozbawione bodźców na które większość z nas reaguje rozproszeniem uwagi, jeśli zaś chodzi o samą motywację, czyli tak zwanego kopa energetycznego dobrze jest wybierać miejsca bardziej „nakręcone” czyli tam, gdzie jest więcej ludzi :)

    Pozdrawiam mega pozytywnie