Zapowiadałem dłuższy przegląd książek, filmów, gier itp. jakie ukończyłem w 2017 :) Oto ten materiał…

Książki (pominę te, które były już opisywane lub recenzowane na blogu)

Roger Żelazny, Kroniki Amberu 2-5 – jakoś tak wychodzi, że w styczniu zwykle wracam do jakiejś ulubionej powieści fantasy lub SF. Rok wcześniej była to Czarna Kompania, w 2017 przypomniałem sobie świetny cykl Amber Rogera Zelaznego. Pierwszy tom, „Dziewięciu książąt Amberu” czytałem chyba z 15 razy, więc tym razem dla odmiany zacząłem od drugiego i doczytałem aż do końca cyklu Corwina. (Mam takie fajne zbiorcze wydanie, 10 części w jednej cegle… Do metra się nie nadaje, ale miło mieć na półce.) Jeśli ktoś nie zna, bardzo polecam.


John Sweeney, North Korea Undercover – jedna z tych książek, które chciałem przeczytać jeszcze podczas pobytu w Korei. Choć się nie wyrobiłem, to cieszę się, że udało mi się ją skończyć. Bardzo interesująca i wielowymiarowa podróż po najbardziej absurdalnej dyktaturze świata, pisana z ogromnej ilości perspektyw – od uciekinierów, przez oficjalną propagandę, a kończąc na bojownikach IRA, którzy szkolili się w Korei Północnej i kucharzu, który został wynajęty by nauczyć nadwornych kucharzy Kima pieczenia dobrej pizzy…




Mike Carey, Fellside –  uwielbiam Mike’a Carreya, ale trzeba przyznać, że jego styl jest nieco nierówny. W Fellside mamy świetne rozpoczęcie fabuły, która niestety później pada na twarz…




Henry Kuttner, Twonk,Opowiadania – próba powrotu do starej polskiej SF. Nieudana.


Walter Isaacson, Steve Jobs – słynna cegła Isaacsona o założycielu Apple. Swoje wrażenia opisałem w dużej mierze we wpisie Fenomen Steve’a Jobsa


Lem Put, The Specialist – nowelka, którą Terry Pratchett polecał jako wzorzec humoru. Preferuję jednak Pratchetta.


Marcin Bruczkowski, Powrót Niedoskonały – bardzo sympatyczna, choć nieco zbyt „rwana” powieść Marcina Bruczkowskiego, znanego głównie ze świetnych książek o Azji. Zderzenie z polską mentalnością po latach na dalekim wschodzie czyta się nader przyjemnie.


Maciej Bobula (red.), Bękarty Wołgi – przypadkowy w sumie nabytek, zbiór opowiadań inspirowanych legendami miejskimi… Ehh, jako fan legend miejskich boleję, bo ograniczono się na koniec dnia do strasznych klisz… A szkoda.




Małgorzata Leduchowska, Telesprzedaż – przyjemy podręcznik n.t. skutecznej sprzedaży telefonicznej.




Paweł Reszka, Mali Bogowie – książka, którą moim zdaniem koniecznie trzeba przeczytać, jeśli chce się lepiej zrozumieć wielowymiarowość problemów ze współczesną służbą zdrowia. Jest też bardzo ciekawa jako ilustracja tego, jak długotrwała patologia „krystalizuje się”, gdyż ludzie zaczynają znajdywać sposoby na obchodzenie problemów, zarabiać na tych sposobach… i nagle powstaje duża grupa osób, którym zmiana się zupełnie nie opłaca…


Paweł Reszka, Chciwość – powrót do wczesnych lat dwutysięcznych i kredytowo-ubezpieczeniowego boomu. Konieczna lektura dla dowolnej osoby wchodzącej do tej branży…




Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem – opowieść o zmarłej matce narratora poprzez rzeczy, które po niej pozostały. Zaczyna się bardzo ciekawie i mocno, z czasem mocno „oklapuje”.




Rafał Woś, To nie jest kraj dla pracowników – bardzo ciekawe i solidnie podparte źródłami omówienie problemów współczesnego rynku pracy, na świecie i ze szczególną uwagą na Polskę. Książka, która w wielu aspektach zmieniła moje postrzeganie… Andrzeja Leppera.




Peter Watts, Beyond the Rift – co tu dużo mówić, uwielbiam Wattsa. To zbiór opowiadań Wattsa. Pierwsze to opis filmu „The Thing” z wiernej perspektywy tytułowej „Rzeczy” – istoty o świadomości rozproszonej w ciele. Albo należysz do tych, którym na te słowa zaświeciły się oczy, albo Watts może się okazać nieco zbyt hermetyczny ;)


Peter Watts, Starfish – znów Watts, pierwsza część trylogii Rowiarzy. Nie tak dobra jak Blindsight czy zbiór opowiadań, ale wciąż zdecydowanie warta poświęconego czasu.


Claudia Hammond, Mind over Money  – będę o tej książce pisał więcej w podwójnej recenzji razem z Dollars and Sense Ariely’ego i Kreislera. Na razie powiem tyle, że ciekawa, masa badań, choć mogłaby być nieco lepiej napisana.




Marcin Rotkiewicz, W krainie monszatana – miejscami ciężko napisana, ale bardzo ciekawa książka n.t. GMO, absurdów ruchów protestu w tej działce, itp. Myślę, że każdy chcący się wypowiadać o GMO powinien zapoznać się z tym źródłem. Będzie też oddzielny wpis w temacie ;)


Podsumowując:

To (plus drugie tyle omówionych w innych miejscach na blogu) mój przegląd książek przeczytanych w 2017. Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolony z poświęconego na nie czasu, chociaż było tam kilka tytułów – jak biografia Jobsa – które czytałem bardziej z perspektywą „chcę to skończyć i mieć zaliczone” niż dlatego, że sama lektura sprawiała mi jakąś wielką przyjemność. Będę to chciał zmienić w moim podejściu do książek w 2018.

Nieco za dużo było też książek po prostu słabych. Muszę się zastanowić nad lepszą selekcją, lub po prostu szybszą rezygnacją z lektury w 2018.


Filmy:

La La Land – jestem z tych, których La La Land zauroczył. Film jest listem miłosnym do musicali, a że sam je kocham, to mogę się tylko do tego listu dopisać. Rozumiem tych, którym przeszkadzał kicz, ale to o ten kicz tu chodziło. City of stars…


To tylko przyjaźń – duże rozczarowanie. Zapowiadana komedia, wyszło z tego… W sumie nie wiadomo co.




Moonlight – nie rozumiem sukcesu tego filmu. Był on dla mnie tak potwornie o niczym, tak pozbawiony spójnej linii fabularnej, że po prostu ciężko się go oglądało.




Uzamasa Limelight – list miłosny do samurajskiego kina akcji i do starego kina w ogóle. Historia jednego z najstarszych – i ostatnich – specjalistów od umierania na ekranie…




Train to Busan – koreański film o zombie. Całkiem sprawny i rozumiejący podstawową istotę takich filmów. Zombie to tylko wymówka, zagrożenie. Liczą się reakcje ludzi na to zagrożenie.




Handmaiden -nie rozumiem popularności tego filmu, znudził mnie potwornie.




The Girl with all the gifts – ekranizacja powieści Mike’a Carrey’a, a jak już wiecie, lubię gościa. Solidna, ale nie powalająca.




Look who’s back – co by było, gdyby żywy Hitler pojawił się pewnego dnia w środku Berlina? Komedia z kategorii wyjątkowo gorzkich i mocno punktujących. Warto obejrzeć.




Headshot, RED 2 , Redline– dość bezmyślne filmy akcji, nic co by zostało w pamięci.




Strażnicy Galaktyki 2 – klasyka Marvela. Fajny, choć chyba nie tak dobry jak oryginał.


Wonder Woman -pierwszy udany film nowego rozdania DC. Miał swoje wady, ale zdecydowanie warty obejrzenia.




Death Note (Netflix) – aaa! moje oczy! mój mózg! za co? Kocham oryginalną mangę Death Note. Bardzo lubiłem serial animowany, któremu udało się zbudować wizualny dramatyzm czegoś tak nudnego, jak pisanie w notatniku. Amerykańska wersja… Dlaczego zachodnie seriale robią z geniuszy albo ludzi z nadludzką wiedzą, jakiej nie mają prawa posiadać… albo kretynów, którym wychodzi tylko dlatego, że wszyscy wokół są jeszcze głupsi? Nie no, tego filmu nie było i kropka!


War Machine – film reklamowany jako komedia, ale bliżej mu do paradokumentu typu Big Short. Absurdy amerykańskiej okupacji w pełnej krasie.




Hitman’s Bodyguard – to był po prostu przyjemny, zabawny film. Staje się jeszcze lepszy gdy założymy, że to co oglądamy to tak naprawdę opowieść, którą Sam Jackson snuje swoim dzieciom w ramach historii „jak poznałem waszą matkę” ;)




Kingsman 2 – miałem duże oczekiwania wobec tego filmu… I niestety się zawiodłem. Jedynka była odważną power fantasy. Dwójka miała jeden czy dwa odważne wątki, ale w większości skupiła się na anulowaniu sytuacji z jedynki i przygotowaniu gruntu na trójkę. Wciąż da się obejrzeć, ale szkoda potwornie straconego potencjału.


Spiderman Homecoming – bardzo przyjemny i sympatyczny reimagining Spider Mana. Kupuję :)


Ziarno Prawdy – sprawny kryminał i to nawet nasz, krajowy, o dziwo!


Baby Driver – przyjemny film akcji, wyróżniający się muzyką, choć raczej nie jest to coś do czego bym wracał…


Thor: Ragnarok – oj tak! Ten film po prostu chciał się bawić i to czuć w każdej scenie. Jest absolutnie przyjemny i radosny, po prostu idealny film popcornowy i chyba najlepszy film Marvela przynajmniej od czasu pierwszych Avengersów. Chętnie obejrzę go jeszcze kilka razy, niewiele brakowało, a wybrałbym się kilkukrotnie na niego do kina – czego nie robię nigdy.


Listy do M3 -bardzo sprawne i sympatyczne. Lepsze od dwójki, na poziomie jedynki. Jedna z tych serii, które znalazły swoje miejsce i swój głos.


Podsumowując:

Jeśli chodzi o filmy, muszę chyba zacząć stosować większą selekcję. I tak nie oglądam ich jakoś dramatycznie wiele, ale to co oglądam spełnia moje potrzeby tak 50:50. Może wyjściem byłoby znalezienie paru recenzentów, których gusta pokrywają się z moimi? Tylko pytanie, czy przy tej ilości filmów czas poświęcony na weryfikację recenzentów nie okaże się większym kosztem?


Teatr:

Tylko trzy sztuki i to jest coś, czego będę chciał mieć więcej w 2018. Może czas znów pojechać na Fringe?

Człowiek dwóch szefów i Ostra jazda – przyjemne, klasyczne farsy. Do końca życia chyba zapamiętam scenę – jestem pewien, że improwizowaną – z Człowieka dwóch szefów, gdy jeden z aktorów odezwał się do publiczności z pytaniem, czy ktoś ma kanapkę (w niewielkim teatrze o 20…), na co ktoś zawołał, że tak i wyciągnął z plecaka… No i weź pan to ograj ;) Aktor dał radę :)


25 lecie Studia Buffo – uwielbiam Buffo i strasznie się cieszę, że udało mi się załapać na ten koncert. Poziom doprecyzowania ich występów jest po prostu niezwykły. Polecam w zasadzie wszystko u nich :) (No, może poza Politą…)



Przerwa na reklamę ;)


Zbliża się koniec semestru/roku szkolnego? Chcesz wesprzeć w nauce siebie, lub swoich bliskich? 

Kurs Skuteczna Nauka, w 100% oparty na konkretnych, przebadanych rozwiązaniach, to prosty przepis na przyśpieszenie i usprawnienie procesu uczenia się. Tak, żeby ucząc się krócej zapamiętywać więcej. E-kurs dostępny na MindStore, tylko 79 zł za pełen program.


Wracamy do artykułu :)



Seriale:

Przy serialach standardowo liczyłem tylko te, których sezony skończyłem. Jeśli obejrzałem/przewinąłem 1-2 odcinki i dałem spokój, nie ma ich w zestawieniu.

Broadchurch S1, S2 – krótki brytyjski serial kryminalny, którego drugi sezon w cudowny sposób stawia na głowie wszystko, co widzieliśmy w pierwszym. Przepiękne zdjęcia, warto obejrzeć choćby dla nich.




Designated Survivor S1 – chyba mój hit na 2017, serial, który zaczyna się od absolutnego trzęsienia ziemi i utrzymuje poziom przez praktycznie cały sezon.


Flash S3, Arrow S6 – te seriale już tylko przewijałem. Arrow trzymałem na uwadze głównie ze względu na powiązania z Flashem, ale i Flash stracił swoją świeżość.


Gotham S3 – ze wszystkich seriali DC tylko Gotham jak dla mnie wciąż trzyma poziom. Dobra, jest to poziom superbohaterskiej opery mydlanej, ale jakoś tak, cóż, pasuje tutaj. Jedyny, którego nie przewijam.


Overlord S1 – serial, który zgodnie z prawidłami fabuły nie ma prawa zadziałać, a mimo wszystko ogląda się świetnie. Klasyczna niby historia high fantasy, tylko z zastrzeżeniem, że główny bohater ma potęgę w zasadzie równą boskiej i nic nie może mu nawet naskoczyć. W założeniach powinno być do kitu – zero napięcia i te sprawy. A jednak sprawdza się bardzo dobrze i czekam na drugi sezon.


Sense8 S2 – uwielbiałem pierwszy sezon, drugi był też świetny, tylko zdecydowanie za szybko się skończył… A wieść, że ma nie być kontynuacji była strasznie irytująca. Na szczęście protesty fanów dały radę i powstanie film kończący najważniejsze rozpoczęte wątki. Mogło być lepiej, ale dobre i to :) Babylon 5 jak widać zdarza się tylko raz w życiu ;)


Kabaneri of the Iron Fortress, American Gods, Castlevania, The Defenders, Berserk S2 – godne zapomnienia i tyle. Każdy przewijałem, żaden nie porwał choć na trochę.


Game of Thrones S7 – gdyby książki były na tym etapie, pewnie bym nie oglądał. Że książek nie ma, to jeszcze oglądam, ale nie porywa.


Blood Drive – hołd oddany kinu grindhouse, dla mnie serial który przede wszystkim jedzie na cudnej postaci Juliana Slinka i choćby z tego powodu żałuję, że drugiego sezonu nie będzie.


Rick And Morty S3 – klasyka animacji dla dorosłego widza i tyle


Belfer -całkiem sprawny, choć tylko sprawny, serial kryminalny


Last Week Tonight s4 – mam wrażenie, że Johnowi zaczyna powoli brakować tak ciekawych tematów, jak w pierwszych sezonach, ale wciąż miło się ogląda.


Podsumowując

Ilość przewijanych seriali była w tym roku na tyle duża, że zdecydowanie muszę wprowadzić ostrzejszą selekcję. Tym bardziej, że seriale są jednak, w sumie chyba najbardziej czasochłonnym medium rozrywkowym, zwłaszcza gdy zsumuje się całe sezony. Gdy się sprawdzają, dają naprawdę fajny zwrot i dużo emocji, ale zbyt wiele jest rzeczy po prostu przeciętnych. I jasne, prawo Sturgeona, większość rzeczy jest do kitu – ale warto tym bardziej lepiej dobierać.


Gry:

W tym roku wymieniłem w końcu kartę graficzną, miałem więc okazję nadrobić nieco zaległości ;)




Tyranny – RPG przyjemny, ale historia nie udźwignęła ciężaru. Frustruje fakt, że zapowiadany ciężar moralnych decyzji okazał się całkowicie iluzoryczny.


Masquarada: Of Songs and Shadows – przeciętna rozgrywka, którą jednak ratuje niezwykle barwny świat przedstawiony. Nawet przewidywalna historia nie boli w świetle kreatywności pokazanego świata i chętnie bym go jeszcze kiedyś odwiedził.


Orwell – gra krótka, a budząca chyba największe emocje. Choć wiedziałem, że to tylko gra, to jednak poczucie „ej, to nie w porządku”, gdy przeglądałem prywatną pocztę osoby podejrzewanej o powiązania terrorystyczne było zdumiewająco silne.




Final Station: Final Traitor DLC – oryginalne Final Station angażowało narysowanym w tle światem, Final Traitor nieco rozbudował temat.




Expeditions Viking – bardzo sympatyczny rpg taktyczny. Rozbudowany i ciekawy świat i ewidentna ewolucja poziomu. Czekam na kolejne z niecierpliwością :)


Regalia: Of men and monarchs -polski tytuł, który przed laty wsparłem na kickstarterze. Całkiem przyjemna strategia, choć na koniec dnia nie była niczym niezwykłym.


What Remains of Edith Finch – króciutkie, ale niezwykłe dzieło – świadomie używając terminu dzieło – growej sztuki. Zdecydowanie warto poznać i odkryć niezwykły dom Finchów


Pyre – kolejna w tym roku gra, która absolutnie urzekała przedstawionym światem i kreatywnością.


Steamworld Dig 2, Road Redemption, The Evil Within 2 – dotąd chwaliłem gry głównie za fabułę i przedstawiony świat. Tymczasem te trzy tytuły były po prostu świetnymi grami, dającymi masę przyjemności z rozgrywki. Nie mam nawyku powracania do gry, którą już ukończyłem, ale póki się grało, grało się niesamowicie przyjemnie.


Super Dungeon Explore, Rise&Shine, Berserk & The Band of the Hawk, Monster Den Godfall, X-Morph Defense, Dungeons 3, Battle Brothers, Mr. Shifty – każdy z tych tytułów był sam w sobie przyjemny, ale na koniec roku niespacjalnie pamiętam je za cokolwiek.


Podsumowując:

Patrząc na to, co pasowało mi w grach w tym roku, widzę dwa proste wzorce. Albo porywający świat i/lub ciekawa fabuła, które sprawiają, że chce mi się grać dla historii. Albo niesamowicie przyjemna i angażująca rozrywka. Świat i kreatywność da się rozpoznać dość szybko, podobnie jak jakość rozgrywki, muszę więc nieco szybciej podejmować decyzję, czy grać dalej, czy jednak zostawić temat, jeśli jest tam tylko (czy aż) „więcej tego samego, przyzwoitego ale tylko przyzwoitego”). Tym bardziej, że gry jednak potrafią być bardzo czasochłonne. Tym bardziej teraz, gdy różne bundle i wyprzedaże sprawiają, że gry da się kupić naprawdę za grosze.


Patrząc na całość, muszę powiedzieć, że moje ogólne podsumowanie czasu na rozrywki wypada lepiej niż sądziłem. Tak, wiele można usprawnić, ale jednak dużą część poświęconego czasu spędziłem dobrze i było tam kilka prawdziwych perełek. Są też rzeczy do usprawnienia i jest to jak najbardziej do zrobienia. Szybsza selekcja gier i seriali. Jeśli chodzi o filmy, to po namyśle jest chyba ok i wiele tu nie będę zmieniał. Jeśli chodzi o książki – muszę dużo szybciej porzucać słabe – wyznaczę sobie chyba konkretne progi, np. godzina lektury i trzy godziny, po których będę decydował czy naprawdę jest sens dalej. Jeśli książka nie osiąga co najmniej 7/10, nie ma sensu iść dalej (no, chyba, że jest do recenzji ;) ).


I to tyle z mojej strony. Przegapiłem coś fajnego z 2017? Polecacie coś? Ganicie za podły gust? (Tak, wiem że mam podły, nigdy nie zaprzeczałem :D )



Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis