Dziś zajmiemy się tematem ciężkim i potwornie delikatnym. Jednocześnie jest to temat, który warto dobrze zrozumieć i którego lepsze rozeznanie może kiedyś ocalić życie Twoje, lub kogoś Ci bliskiego. Porozmawiamy o samobójstwie.

Około 1% ludzi na świecie umiera śmiercią samobójczą (a zdecydowanie około 4% podejmuje nieudane próby samobójcze). Odchodzi tak co trzydziesta osoba chorująca na depresje, ale przyczyny samobójstwa mogą być różne – emocjonalne, finansowe, nawet społeczne.

Sam stykam się z tematem tak osobiście, jak i za sprawą swojej pracy. Jeden z moich przyjaciół z liceum popełnił samobójstwo na drugim roku studiów. Odeszły tak dwie osoby z mojej dalszej rodziny, wiem też o kilku osobach z grona moich znajomych i przyjaciół, które mają za sobą – na szczęście nieudane – próby samobójcze. Osoby z takimi doświadczeniami – lub dotknięte samobójstwami bliskich – zdarzają się wśród moich klientów. Napotykam tematykę samobójstwa w końcu na krańcach tematów, które zgłębiam zawodowo… Tu czytam o statusie i nagle pojawia się ten element. Tam uczę się o naśladowaniu zachowań i samobójstwo również okazuje się być jednym z przykładów.

W Polsce temat ten jest szczególnie ważny – jesteśmy blisko niechlubnej czołówki w UE pod względem liczby samobójstw, niemal o połowę przekraczając unijną średnią w tym zakresie. Tym bardziej warto więc się tej tematyce przyjrzeć.

Zanim przejdziemy do sedna, krótka uwaga. W artykule skupiać się będziemy na tradycyjnie rozumianym samobójstwie. Eutanazja na żądanie – samobójstwo osób przewlekle chorych w celu uniknięcia cierpienia czy postępującej degeneracji funkcjonowania, np. w związku z demencją, jest tematem, który zasługuje na oddzielny, własny wpis. (I pewnie kiedyś się go doczeka.)


Podstawowa kwestia, którą warto poruszyć przy samobójstwie, jest jednocześnie czymś strasznie delikatnym. Zbyt łatwo bowiem, odkręcając jeden problematyczny mit, przesunąć wahadło w drugą stronę i stworzyć nowy, równie zły. No nic, spróbujmy jakoś to ugryźć.

To nie jest tak, że ludzie podejmujący próby samobójcze są słabi.

Takie podejście jest potwornie szkodliwym mitem. Z jednej strony obwinia ofiary, ludzi i tak już w trudnej sytuacji, dodatkowo przypisując im szkodliwą etykietkę. A z drugiej szkodzi osobom, które są zagrożone samobójstwem, ale myślą o sobie jako o kimś silnym. Daje im złudne poczucie bezpieczeństwa oraz powstrzymuje, choćby poprzez wstyd, przed poszukaniem pomocy.

A jednocześnie to nie jest tak, że ludzie podejmujący próby samobójcze są silni.

To bowiem druga strona medalu. Gloryfikacja samobójstwa, przedstawianie go jako wyrazu siły, być może wręcz najwyższej możliwej siły – siły do decydowania o swoim życiu.

To też nie tak. W samobójstwie nie ma siły, nie ma słabości. Rozpatrywanie go w tych kryteriach jest błędem.


Przede wszystkim dlatego, że próba samobójcza w wypadku ogromnej większości osób jest impulsem chwili. Momentem silnego zaburzenia myślenia. Utratą perspektywy na to, że zabijamy w takiej sytuacji nie tylko siebie dzisiejszego, ale także siebie w przyszłości, który mógłby czuć się lepiej, a którego pozbawiamy takiej szansy.

Jeśli w trakcie tego momentu potencjalni samobójcy nie mają narzędzi do popełnienia tego czynu, nie tylko zrezygnują z niego, ale większość nigdy nie podejmie kolejnej próby. Również większość osób, które podjęły nieudaną próbę samobójczą nie podejmuje już nigdy kolejnej próby. (Choć ogólne ryzyko kolejnych prób jest u takich osób wyższe niż średnia populacyjna, to ponad 80% takich osób nigdy nie podejmie kolejnej próby samobójczej.) Dlatego ograniczanie możliwości skorzystania z metod szybkiego samobójstwa daje dobre efekty w redukcji ogólnej ilości prób. Takie efekty dało m.in. zabezpieczenie siatkami antyskokowymi popularnych miejsc prób samobójczych, np. mostu Golden Gate w San Francisco. Takie efekty (zupełnie niezamierzone) dała wymiana w UK kuchenek z używających gazu koksowego (którym łatwiej się zatruć) na gaz ziemny. To z tego też powodu posiadanie broni palnej jest zagrożeniem przede wszystkim dla posiadacza, zwiększając ryzyko śmierci samobójczej aż trzykrotnie!

Oczywiście, można argumentować, że jeśli ktoś chce popełnić samobójstwo, to zawsze zdoła to zrobić, choćby miał sobie przegryźć żyły. Są też osoby długo i starannie planujące taki krok, podejmujące stosowne przygotowania. Osoby tak zdeterminowane i tak planujące to jednak zdecydowana mniejszość samobójców. Dla większości, nawet jeśli myśleli o takim czynie od dłuższego czasu, decyzja zapada w danej chwili… i jeśli akurat nie ma dostępu do metod postrzeganych jako łatwe i bezbolesne, moment często przemija i nie ma już kolejnych skłonności.


Właśnie dlatego tak ważne jest, by nie patrzeć na samobójstwo w kategoriach siły czy słabości. To tymczasowe zaburzenie myślenia, które może sięgnąć każdej osoby – dlatego właśnie warto znać czynniki ryzyka i im przeciwdziałać.

Pierwszym czynnikiem są wspomniane powyżej okazje. Jako społeczeństwo możemy im przeciwdziałać przez odpowiednie decyzje urbanistyczne i prawne, zmniejszające dostęp do narzędzi łatwego samobójstwa.


Drugim czynnikiem jest stan psychiczny. Istnieje szereg problemów psychologicznych, które zwiększają ryzyko próby samobójczej. Depresja, zaburzenie dwubiegunowe (maniakalno-depresyjne), schizofrenia, zaburzenia osobowości czy nadużywanie substancji takich jak alkohol czy benzodiapezyny (środki znieczulające) wszystkie zwiększają ryzyko takich prób. Dlatego tak ważne jest by skorzystać z pomocy w wypadku takich problemów, poszukać odpowiedniego terapeuty i rozpocząć proces pracy nad sobą.

Stan psychiczny to jednak nie tylko kwestia problemów psychologicznych, ale także problemów życiowych, które mogą się przekładać na skłonności samobójcze. Bycie ofiarą bully’ingu/mobbingu/napastowania w szkole lub pracy. Problemy finansowe, zwłaszcza związane z gwałtowną utratą pozycji społecznej i brakiem perspektyw na jej odzyskanie. Problemy w związkach, zwłaszcza związane z gwałtownym zakończeniem związku i brakiem perspektyw na zbudowanie nowego. Te wszystkie sytuacje stanowią czynniki podwyższonego ryzyka prób samobójczych. Dlatego bardzo ważne jest by w takich sytuacjach poszukać stosownej pomocy, czy to w formie terapii, grupy wsparcia czy po prostu wsparcia bliskich i znajomych.


Trzecim istotnym czynnikiem, rzadko kiedy wspominanym, jest fakt, że samobójstwo jest zaraźliwe…

Swego czasu w Polsce krążyło ironiczne hasło „seryjny samobójca”. W świetle tego co wiemy na temat samobójstw, hasło to miało w sobie dużo więcej prawdy, niż mogło nam się wydawać.

Większości osób, nawet gdy są w trudnej sytuacji, samobójstwo nie przyjdzie nigdy do głowy jako forma jej rozwiązania. Po prostu nie mieści się w standardowym zakresie rozwiązań, jakie analizują. A nasz mózg bardzo lubi takie standardowe zestawy i rzadko wychodzi poza ich stosowanie. Jeśli już – wymaga to zwykle celowego, świadomego wysiłku.

Jeśli jednak samobójstwo znajdzie się bezpośrednio w zakresie naszej uwagi – popełni je ktoś z naszej rodziny, z naszego środowiska (pracy lub szkoły), albo zostanie nagłośnione medialnie – to nagle staje się poznawczo dostępnym rozwiązaniem. Im więcej uwagi poświęcamy samobójstwu, nawet nie w kontekście własnej osoby, tym bardziej sensownym wydaje się ono sposobem na poradzenie sobie z problemami. Mamy nawet udokumentowane sytuacje historyczne, gdzie samobójstwa rozchodziły się taką plagą, że władze musiały zagrozić niehonorowym pochówkiem, aby je ukrócić. (Tak było m.in. w starożytnej Grecji, gdzie w jednym z miast samobójstwa wśród młodych kobiet przybrały taką skalę, że władze zagroziły wożeniem nagich zwłok samobójczyń po całym mieście przed pochówkiem, pozbawiając honoru całą rodzinę, aby ukrócić ten trend. Tak było też w średniowieczu, gdzie samobójcy byli chowani poza cmentarzem miejskim i bez odpowiednich rytuałów pogrzebowych.)

W świetle tego „seryjny samobójca” jest nie tylko zrozumiały, jest dość oczywistym zjawiskiem. Jeśli koledzy z czyjegośśrodowiska popełniają samobójstwa i ta osoba ciągle o tym słyszy… to i dla niej samobójstwo staje się bardziej dostępnym wyborem.

Dlatego właśnie w sytuacji czyjegoś samobójstwa lub próby samobójczej należy objąć szczególną opieką i nadzorem całe otoczenie tej osoby. Wśród osób, które straciły kogoś bliskiego, np. rodzica, w wyniku samobójstwa warto szczególnie nadzorować te osoby gdy zbilżą się do wieku, jaki miał samobójca w momencie popełniania czynu. Z tego też względu należy być szczególnie ostrożnym z miejscami, które słyną z prób samobójczych i maksymalnie ograniczyć możliwość takich prób dla osób tam obecnych. (Tak też powstają niesławne miejsca w rodzaju japońskiego Lasu Samobójców.) W końcu z tego względu medialne doniesienia n.t. samobójstw powinny być przygotowywane szczególnie uważnie. Nie dziwi też opór środowiska psychologicznego przeciwko takim projektom jak serial „13 powodów” – fachowcy słusznie obawiają się, że serial ten może uczynić samobójstwo bardziej dostępną poznawczo opcją dla widza. (Z drugiej strony pojawia się tu oczywiście kwestia cenzury/autocenzury sztuki i tego czy pewne kwestie powinny być w niej poruszane, czy nie.)


No dobrze, ale dlaczego w ogóle powinniśmy dążyć do przeciwdziałania próbom samobójczym? Czy to jednak nie jest jakiś wyraz własnej woli, prawa do decydowania o sobie?

Ten pogląd popularny zrobił się w epoce oświecenia, w kontrze do wcześniejszych poglądów, wg. których Twoje ciało należało do Boga-stwórcy, do feudała, względnie do całej lokalnej społeczności, klanu rodzinnego, itp. Zabijając się sięgałeś więc po coś, co nie było Twoje, krzywdziłeś społeczność, która włożyła wysiłek w odchowanie Ciebie i której winny byłeś za to dług wdzięczności. W renesansie wielu myślicieli poszło w drugą stronę i stąd pojawił się nurt w którym Twoje ciało należy tylko do Ciebie, a samobójstwo jest po prostu wyrazem Twojej woli.

Współcześnie natomiast zarówno filozofia jak i psychologia skłaniają się ku trzeciej interpretacji…

Tak, Twoje Ciało należy do Ciebie. Ale nie tylko do Ciebie tu i teraz. Także do Ciebie za 10 minut, Ciebie za 10 miesięcy i Ciebie za 10 lat. Będziesz wtedy nieco innym człowiekiem, z innymi oczekiwaniami, wnioskami, pragnieniami. Jeśli dziś byś się zabił, rabowałbyś tych innych Ciebie z ich życia, ich myśli, doznań, możliwości. Dlatego właśnie samobójstwo jest czymś złym. Bo nawet jeśli tu i teraz ktoś byłby absolutnie do niego przekonany, to nie mamy żadnej pewności, że on sam za rok też pałałby takim samym pragnieniem. Ba! Wręcz wiemy, że niemal na pewno by takim pragnieniem nie pałał! Dlatego właśnie przeciwdziałanie samobójstwom jest tak ważne. I dlatego dobrze jest rozumieć mechanizm działania ludzi podejmujących takie próby, tak aby móc zadbać o jak największe zredukowanie ich występowania. Jest to możliwe – poziom prób samobójczych drastycznie się różni między różnymi krajami, co wyraźnie sugeruje, że są czynniki społeczne, środowiskowe i kulturowe, o które możemy zadbać, aby uchronić jak najwięcej osób. A że Polska jest w grupie podwyższonego ryzyka – tym bardziej musimy o siebie w tym zakresie zadbać.

Choćby – jeśli już Ci nie zależy na Twoich bliskich – dla siebie samych. Bo samobójstwo jest zaraźliwe i śmierć nawet nielubianego członka rodziny może już zwiększyć ryzyko dla nas samych. To jeden z tych obszarów gdzie egoizm i altruizm sprowadzają się do jednego i tego samego wniosku.


Podsumowując – samobójstwo nie jest wyrazem słabości ani siły. Jest wynikiem tymczasowego zaburzenia myślenia, często w połączeniu z długotrwałymi problemami (psychologicznymi lub życiowymi) prowadzącymi do takiego zaburzenia, występującą akurat okazją, a często też czynnikami zewnętrznymi, które akurat tragicznym przypadkiem aktywują takie, a nie inne skojarzenia u odbiorcy. Jeśli masz tego świadomość, możesz wiedzieć kiedy szczególnie zwracać uwagę na ludzi w swoim otoczeniu i zasugerować im odpowiednie wsparcie (lub zadbać o takie wsparcie dla siebie samego).



Gry Planszowe w Szkoleniach - chcesz nauczyć się korzystać z gier planszowych w toku swoich szkoleń? To kurs dla Ciebie! 18 VI 2018, Warszawa


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis