Samobójstwo – dlaczego ludzie podejmują takie decyzje?

Dziś zajmiemy się tematem ciężkim i potwornie delikatnym. Jednocześnie jest to temat, który warto dobrze zrozumieć i którego lepsze rozeznanie może kiedyś ocalić życie Twoje, lub kogoś Ci bliskiego. Porozmawiamy o samobójstwie.

Około 1% ludzi na świecie umiera śmiercią samobójczą (a zdecydowanie około 4% podejmuje nieudane próby samobójcze). Odchodzi tak co trzydziesta osoba chorująca na depresje, ale przyczyny samobójstwa mogą być różne – emocjonalne, finansowe, nawet społeczne.

Sam stykam się z tematem tak osobiście, jak i za sprawą swojej pracy. Jeden z moich przyjaciół z liceum popełnił samobójstwo na drugim roku studiów. Odeszły tak dwie osoby z mojej dalszej rodziny, wiem też o kilku osobach z grona moich znajomych i przyjaciół, które mają za sobą – na szczęście nieudane – próby samobójcze. Osoby z takimi doświadczeniami – lub dotknięte samobójstwami bliskich – zdarzają się wśród moich klientów. Napotykam tematykę samobójstwa w końcu na krańcach tematów, które zgłębiam zawodowo… Tu czytam o statusie i nagle pojawia się ten element. Tam uczę się o naśladowaniu zachowań i samobójstwo również okazuje się być jednym z przykładów.

W Polsce temat ten jest szczególnie ważny – jesteśmy blisko niechlubnej czołówki w UE pod względem liczby samobójstw, niemal o połowę przekraczając unijną średnią w tym zakresie. Tym bardziej warto więc się tej tematyce przyjrzeć.

Zanim przejdziemy do sedna, krótka uwaga. W artykule skupiać się będziemy na tradycyjnie rozumianym samobójstwie. Eutanazja na żądanie – samobójstwo osób przewlekle chorych w celu uniknięcia cierpienia czy postępującej degeneracji funkcjonowania, np. w związku z demencją, jest tematem, który zasługuje na oddzielny, własny wpis. (I pewnie kiedyś się go doczeka.)


Podstawowa kwestia, którą warto poruszyć przy samobójstwie, jest jednocześnie czymś strasznie delikatnym. Zbyt łatwo bowiem, odkręcając jeden problematyczny mit, przesunąć wahadło w drugą stronę i stworzyć nowy, równie zły. No nic, spróbujmy jakoś to ugryźć.

To nie jest tak, że ludzie podejmujący próby samobójcze są słabi.

Takie podejście jest potwornie szkodliwym mitem. Z jednej strony obwinia ofiary, ludzi i tak już w trudnej sytuacji, dodatkowo przypisując im szkodliwą etykietkę. A z drugiej szkodzi osobom, które są zagrożone samobójstwem, ale myślą o sobie jako o kimś silnym. Daje im złudne poczucie bezpieczeństwa oraz powstrzymuje, choćby poprzez wstyd, przed poszukaniem pomocy.

A jednocześnie to nie jest tak, że ludzie podejmujący próby samobójcze są silni.

To bowiem druga strona medalu. Gloryfikacja samobójstwa, przedstawianie go jako wyrazu siły, być może wręcz najwyższej możliwej siły – siły do decydowania o swoim życiu.

To też nie tak. W samobójstwie nie ma siły, nie ma słabości. Rozpatrywanie go w tych kryteriach jest błędem.


Przede wszystkim dlatego, że próba samobójcza w wypadku ogromnej większości osób jest impulsem chwili. Momentem silnego zaburzenia myślenia. Utratą perspektywy na to, że zabijamy w takiej sytuacji nie tylko siebie dzisiejszego, ale także siebie w przyszłości, który mógłby czuć się lepiej, a którego pozbawiamy takiej szansy.

Jeśli w trakcie tego momentu potencjalni samobójcy nie mają narzędzi do popełnienia tego czynu, nie tylko zrezygnują z niego, ale większość nigdy nie podejmie kolejnej próby. Również większość osób, które podjęły nieudaną próbę samobójczą nie podejmuje już nigdy kolejnej próby. (Choć ogólne ryzyko kolejnych prób jest u takich osób wyższe niż średnia populacyjna, to ponad 80% takich osób nigdy nie podejmie kolejnej próby samobójczej.) Dlatego ograniczanie możliwości skorzystania z metod szybkiego samobójstwa daje dobre efekty w redukcji ogólnej ilości prób. Takie efekty dało m.in. zabezpieczenie siatkami antyskokowymi popularnych miejsc prób samobójczych, np. mostu Golden Gate w San Francisco. Takie efekty (zupełnie niezamierzone) dała wymiana w UK kuchenek z używających gazu koksowego (którym łatwiej się zatruć) na gaz ziemny. To z tego też powodu posiadanie broni palnej jest zagrożeniem przede wszystkim dla posiadacza, zwiększając ryzyko śmierci samobójczej aż trzykrotnie!

Oczywiście, można argumentować, że jeśli ktoś chce popełnić samobójstwo, to zawsze zdoła to zrobić, choćby miał sobie przegryźć żyły. Są też osoby długo i starannie planujące taki krok, podejmujące stosowne przygotowania. Osoby tak zdeterminowane i tak planujące to jednak zdecydowana mniejszość samobójców. Dla większości, nawet jeśli myśleli o takim czynie od dłuższego czasu, decyzja zapada w danej chwili… i jeśli akurat nie ma dostępu do metod postrzeganych jako łatwe i bezbolesne, moment często przemija i nie ma już kolejnych skłonności.


Właśnie dlatego tak ważne jest, by nie patrzeć na samobójstwo w kategoriach siły czy słabości. To tymczasowe zaburzenie myślenia, które może sięgnąć każdej osoby – dlatego właśnie warto znać czynniki ryzyka i im przeciwdziałać.

Pierwszym czynnikiem są wspomniane powyżej okazje. Jako społeczeństwo możemy im przeciwdziałać przez odpowiednie decyzje urbanistyczne i prawne, zmniejszające dostęp do narzędzi łatwego samobójstwa.


Drugim czynnikiem jest stan psychiczny. Istnieje szereg problemów psychologicznych, które zwiększają ryzyko próby samobójczej. Depresja, zaburzenie dwubiegunowe (maniakalno-depresyjne), schizofrenia, zaburzenia osobowości czy nadużywanie substancji takich jak alkohol czy benzodiapezyny (środki znieczulające) wszystkie zwiększają ryzyko takich prób. Dlatego tak ważne jest by skorzystać z pomocy w wypadku takich problemów, poszukać odpowiedniego terapeuty i rozpocząć proces pracy nad sobą.

Stan psychiczny to jednak nie tylko kwestia problemów psychologicznych, ale także problemów życiowych, które mogą się przekładać na skłonności samobójcze. Bycie ofiarą bully’ingu/mobbingu/napastowania w szkole lub pracy. Problemy finansowe, zwłaszcza związane z gwałtowną utratą pozycji społecznej i brakiem perspektyw na jej odzyskanie. Problemy w związkach, zwłaszcza związane z gwałtownym zakończeniem związku i brakiem perspektyw na zbudowanie nowego. Te wszystkie sytuacje stanowią czynniki podwyższonego ryzyka prób samobójczych. Dlatego bardzo ważne jest by w takich sytuacjach poszukać stosownej pomocy, czy to w formie terapii, grupy wsparcia czy po prostu wsparcia bliskich i znajomych.


Trzecim istotnym czynnikiem, rzadko kiedy wspominanym, jest fakt, że samobójstwo jest zaraźliwe…

Swego czasu w Polsce krążyło ironiczne hasło „seryjny samobójca”. W świetle tego co wiemy na temat samobójstw, hasło to miało w sobie dużo więcej prawdy, niż mogło nam się wydawać.

Większości osób, nawet gdy są w trudnej sytuacji, samobójstwo nie przyjdzie nigdy do głowy jako forma jej rozwiązania. Po prostu nie mieści się w standardowym zakresie rozwiązań, jakie analizują. A nasz mózg bardzo lubi takie standardowe zestawy i rzadko wychodzi poza ich stosowanie. Jeśli już – wymaga to zwykle celowego, świadomego wysiłku.

Jeśli jednak samobójstwo znajdzie się bezpośrednio w zakresie naszej uwagi – popełni je ktoś z naszej rodziny, z naszego środowiska (pracy lub szkoły), albo zostanie nagłośnione medialnie – to nagle staje się poznawczo dostępnym rozwiązaniem. Im więcej uwagi poświęcamy samobójstwu, nawet nie w kontekście własnej osoby, tym bardziej sensownym wydaje się ono sposobem na poradzenie sobie z problemami. Mamy nawet udokumentowane sytuacje historyczne, gdzie samobójstwa rozchodziły się taką plagą, że władze musiały zagrozić niehonorowym pochówkiem, aby je ukrócić. (Tak było m.in. w starożytnej Grecji, gdzie w jednym z miast samobójstwa wśród młodych kobiet przybrały taką skalę, że władze zagroziły wożeniem nagich zwłok samobójczyń po całym mieście przed pochówkiem, pozbawiając honoru całą rodzinę, aby ukrócić ten trend. Tak było też w średniowieczu, gdzie samobójcy byli chowani poza cmentarzem miejskim i bez odpowiednich rytuałów pogrzebowych.)

W świetle tego „seryjny samobójca” jest nie tylko zrozumiały, jest dość oczywistym zjawiskiem. Jeśli koledzy z czyjegośśrodowiska popełniają samobójstwa i ta osoba ciągle o tym słyszy… to i dla niej samobójstwo staje się bardziej dostępnym wyborem.

Dlatego właśnie w sytuacji czyjegoś samobójstwa lub próby samobójczej należy objąć szczególną opieką i nadzorem całe otoczenie tej osoby. Wśród osób, które straciły kogoś bliskiego, np. rodzica, w wyniku samobójstwa warto szczególnie nadzorować te osoby gdy zbilżą się do wieku, jaki miał samobójca w momencie popełniania czynu. Z tego też względu należy być szczególnie ostrożnym z miejscami, które słyną z prób samobójczych i maksymalnie ograniczyć możliwość takich prób dla osób tam obecnych. (Tak też powstają niesławne miejsca w rodzaju japońskiego Lasu Samobójców.) W końcu z tego względu medialne doniesienia n.t. samobójstw powinny być przygotowywane szczególnie uważnie. Nie dziwi też opór środowiska psychologicznego przeciwko takim projektom jak serial „13 powodów” – fachowcy słusznie obawiają się, że serial ten może uczynić samobójstwo bardziej dostępną poznawczo opcją dla widza. (Z drugiej strony pojawia się tu oczywiście kwestia cenzury/autocenzury sztuki i tego czy pewne kwestie powinny być w niej poruszane, czy nie.)


No dobrze, ale dlaczego w ogóle powinniśmy dążyć do przeciwdziałania próbom samobójczym? Czy to jednak nie jest jakiś wyraz własnej woli, prawa do decydowania o sobie?

Ten pogląd popularny zrobił się w epoce oświecenia, w kontrze do wcześniejszych poglądów, wg. których Twoje ciało należało do Boga-stwórcy, do feudała, względnie do całej lokalnej społeczności, klanu rodzinnego, itp. Zabijając się sięgałeś więc po coś, co nie było Twoje, krzywdziłeś społeczność, która włożyła wysiłek w odchowanie Ciebie i której winny byłeś za to dług wdzięczności. W renesansie wielu myślicieli poszło w drugą stronę i stąd pojawił się nurt w którym Twoje ciało należy tylko do Ciebie, a samobójstwo jest po prostu wyrazem Twojej woli.

Współcześnie natomiast zarówno filozofia jak i psychologia skłaniają się ku trzeciej interpretacji…

Tak, Twoje Ciało należy do Ciebie. Ale nie tylko do Ciebie tu i teraz. Także do Ciebie za 10 minut, Ciebie za 10 miesięcy i Ciebie za 10 lat. Będziesz wtedy nieco innym człowiekiem, z innymi oczekiwaniami, wnioskami, pragnieniami. Jeśli dziś byś się zabił, rabowałbyś tych innych Ciebie z ich życia, ich myśli, doznań, możliwości. Dlatego właśnie samobójstwo jest czymś złym. Bo nawet jeśli tu i teraz ktoś byłby absolutnie do niego przekonany, to nie mamy żadnej pewności, że on sam za rok też pałałby takim samym pragnieniem. Ba! Wręcz wiemy, że niemal na pewno by takim pragnieniem nie pałał! Dlatego właśnie przeciwdziałanie samobójstwom jest tak ważne. I dlatego dobrze jest rozumieć mechanizm działania ludzi podejmujących takie próby, tak aby móc zadbać o jak największe zredukowanie ich występowania. Jest to możliwe – poziom prób samobójczych drastycznie się różni między różnymi krajami, co wyraźnie sugeruje, że są czynniki społeczne, środowiskowe i kulturowe, o które możemy zadbać, aby uchronić jak najwięcej osób. A że Polska jest w grupie podwyższonego ryzyka – tym bardziej musimy o siebie w tym zakresie zadbać.

Choćby – jeśli już Ci nie zależy na Twoich bliskich – dla siebie samych. Bo samobójstwo jest zaraźliwe i śmierć nawet nielubianego członka rodziny może już zwiększyć ryzyko dla nas samych. To jeden z tych obszarów gdzie egoizm i altruizm sprowadzają się do jednego i tego samego wniosku.


Podsumowując – samobójstwo nie jest wyrazem słabości ani siły. Jest wynikiem tymczasowego zaburzenia myślenia, często w połączeniu z długotrwałymi problemami (psychologicznymi lub życiowymi) prowadzącymi do takiego zaburzenia, występującą akurat okazją, a często też czynnikami zewnętrznymi, które akurat tragicznym przypadkiem aktywują takie, a nie inne skojarzenia u odbiorcy. Jeśli masz tego świadomość, możesz wiedzieć kiedy szczególnie zwracać uwagę na ludzi w swoim otoczeniu i zasugerować im odpowiednie wsparcie (lub zadbać o takie wsparcie dla siebie samego).



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Malgosia

    jakieś konkretne zaburzenie myślenia?

    • Jest w arcie.

      • Malgosia

        Przeczytałam dwa razy przed zadaniem pytania.

        Uznałam, że „Utrata perspektywy na to, że zabijamy w takiej sytuacji nie tylko siebie
        dzisiejszego, ale także siebie w przyszłości, który mógłby czuć się
        lepiej, a którego pozbawiamy takiej szansy” jest dodatkiem do zaburzeń myślenia, bo to jest jeden z sensów samobójstwa – żeby oszczędzić sobie przyszłości.

        Nawet jeśli to brzmi podobnie do „utraty nadzieji, że będzie lepiej” czy ‚utraty poczucia, że droga do tego lepiej jest warta uzyskania go”, to zasugerowałam się dalszą treścią, że nie tak to rozumiesz.

        Jeśli chodzi o coś innego, to jest to w tym artykule sprytnie przede mną ukryte.

  • Pawel Zabicki

    O co chodzi tym serialem?

    • Jest de facto studium samobójstwa pewnej dziewczyny.

  • Gabriel Ghost

    Brakuje mi w tym tekście omówienia samobójstw ze względu na podział, np. wg prof. Zenomeny Płużek. Jej opracowanie zagadnienia, choćby z „Psychologii Pastoralnej” -bardzo poszerzyło moje rozumienie tematu.

    • Kamil Kaczmarek

      „Psychologia Pastoralna” brzmi źle…

    • Nie wydaje mi się, żeby podział który postulujesz miał jakieś szersze uznanie w świecie naukowym.

      • Gabriel Ghost

        Po pierwsze, podałem ten podział jako przykład – w Twoim tekście nie ma żadnego. Brakuje mi w nim empirii, jakiejś treści, brzmi raczej jak „odzew”. Byłem nim rozczarowany, zwłaszcza po całkiem niezłej serii tekstów o czytaniu prac naukowych. Nie „postuluję” konkretnego podziału. Uważam że dyskusja na temat samobójstw jest istotna, więc taka odpowiedź odrobinę mnie razi, bo od osoby, która w wielu tekstach potwierdzająca psychologiczne podstawy swojej wiedzy oczekiwałem czegoś więcej.

        • 1. Która konkretnie z tez przedstawionych w artykule nie ma wg. Ciebie uzasadnienia w badaniach?
          2. Proponuję przemyśleć co było celem tego artykułu i jak modyfikacja, którą postulujesz, na ten cel by wpłynęła :) Myślę, że wtedy łatwiej zrozumiesz czemu takiej modyfikacji brak.

          • Gabriel Ghost

            Mam wrażenie że odpowiadasz pytaniami na pytania, których nie zadałem.
            Po kolei: Gdzie napisałem, że któraś z „tez nie ma uzasadnienia w badaniach?” Napisałem „Brakuje mi w nim empirii”, odwołań do źródeł. Zwłaszcza pod koniec stawiasz wiele tez, w komentarzach mówisz o badaniach. Naprawdę nie jest chyba aż tak trudno napisać do czego się odnosisz, prawda? Jasne, mogę wejść na ScienceDirect czy nawet Google Scholar i powiedzieć „Tak, faktycznie, badania potwierdzają to, co piszesz”, ale biorąc pod uwagę że Ty prowadzisz bloga, nie ja – uważam że takie podejście nie ma sensu.
            Co do argumentu nr. 2 – cel celem, ale to ja proponuję zmienić podejście – jak już używamy argumentów psychologicznych, to umieszczamy przynajmniej minimalne odniesienia do konkretnych badań/książek czegokolwiek, zamiast czekać aż ktoś się do tego przyczepi i pisać mu coś w stylu „Jak coś Ci się nie podoba, to wskaż mi błąd”. Nie wiem, do czego się odnosiłeś, pisząc tę notkę, przez co nie wiem, jak bardzo różne są nasze źródła, a używanie argumentów opartych na różnych nurtach psychologicznych, jak zapewne wiesz, prowadzi do eklektyzmu.
            2.1. „Współcześnie natomiast zarówno filozofia jak i psychologia skłaniają się ku trzeciej interpretacji…” Źródła? Jakiekolwiek? Nie reprezentujesz całej filozofii, ani całej psychologii. I prosiłbym Cię, żebyś dwa razy zastanowił się, zanim napiszesz „udowodnij, że tak nie jest”, bo wpadasz w pułapkę, przed którą kiedyś sam na blogu ostrzegałeś.
            Postanowiłem to napisać głównie z powodu notki „Jakie tematy Was interesują”. Jakkolwiek śledziłem Twojego bloga naprawdę długo (sam wtedy chyba zaczynałem swoją przygodę z psychologią), niestety, w ostatnim czasie zacząłem tracić zainteresowanie. Moje oczekiwania odnośnie bloga coraz bardziej rozmijały się z treścią. Rozumiem że można wychodzić z takiego założenia jak niegdysiejszy Kominek, że „czytelnicy przychodzą i odchodzą, krzyżyk w drogę, psy szczekają a karawana jedzie dalej”, ale nie widzę powodu, by odchodzący czytelnik nie miał zostawić jakiejś informacji zwrotnej, czemu odchodzi. Nuff said. Brak puenty. Goodbye.

          • 1. Mam wrażenie, że termin empiria znaczy coś innego, niż Ci się tu wydaje. („Brakuje mi empirii” oznacza bowiem właśnie „Brakuje mi uzasadnienia w badaniach.”) W znaczeniu jakie postulujesz powinno być „Brakuje mi w nim bibliografii”. Ok, brakuje. 95% postów na tym blogu nie ma odwołań do bibliografii, w jeśli ktoś jest zainteresowany dodaje takowe w komentarzach na konkretne tematy interesujące czytelnika. To się nie zmieni – bo wymagałoby nieproporcjonalnie dużego wzrostu wysiłku w przygotowanie postów w porównaniu ze wzrostem satysfakcji czytelników (miażdżąca większość takich linków do badań nie jest wcale, lub nie mal wcale klikana). Tzn. może się zmienić – jak zaczniecie częściej klikać na linki tam, gdzie je daje ;)

            2. Moim argumentem nie jest „wykaż mi błąd” czy „udowodnij, że tak nie jest” – to byłoby faktycznie nieuprawnione. Moim argumentem jest „wykaż mi z czym się nie zgadzasz, wtedy uzasadnię i możemy podyskutować”. Ekonomia wysiłku.

            3. Nie rozumiem zupełnie argumentu o eklektyzmie. „Nurty” w psychologii to sztuczne podziały. Albo badania potwierdzają jakieś zjawisko, albo nie, opcja pt. „badania jednego nurtu potwierdzają, a drugiego nie” to jakiś potworek.

            4. Dokładne omówienie kwestii trzeciej interpretacji masz w świetnym „Stay” Jennifer Hecht, jeśli faktycznie jesteś zainteresowany, daj znać, sięgnę do tamtej książki by zacytować konkretną bibliografię z badań. (Znów, ekonomia działania, jeśli nie jesteś zainteresowany, po co miałbym cytować teraz)?

            5. Jeśli zaś odchodzisz, to hej :)

            P.S. Luźna hipoteza, lubię testować swoje szacunki – odchodzisz, bo zbyt lewackie/światopoglądowe wpisy się zaczęły robić? ;)

          • Gabriel Ghost

            „odchodzisz, bo zbyt lewackie/światopoglądowe wpisy się zaczęły robić? ;)”
            Nie, pudło zupełne. Jeżeli jest coś nad czym musisz popracować, to szacowanie i kalibracja, bo jestem zgniłym lewakiem :) Mniej przypuszczaj, to nie „Mentalista”. Na dobre Ci to wyjdzie.
            Argument o eklektyzmie (Hej, jak feedback to feedback) – chodzi o zaznaczenie, w jakich ramach teoretycznych się poruszamy. Nie mówię o żadnym potworku, tylko o zwykłej kwestii nazewnictwa – inaczej zjawisko definiowane jest w poznawczych teoriach osobowości, a inaczej podchodząc do tematu od strony psychologii różnic indywidualnych. Bez oznaczenia w jakich ramach się poruszamy można dyskutować i dyskutować, a na koniec wyjdzie na to że mówiliśmy o tym samym, ale z użyciem dwóch różnych zestawów słownictwa. Zasadniczym problemem psychologii jest brak pewnego ujednolicenia i mnogość możliwych podejść do różnych tematów. Nie bez kozery we wstępach teoretycznych artykułów naukowych zaczyna się od krótkiego zdefiniowania poruszanych terminów – nie tylko po to by wskazać na jakim etapie są badania, ale też w jakich ramach się poruszamy i co rozumiemy przez dane stwierdzenia (Dobrym przykładem na to są artykuły poświęcone homofobii i temu, jak właściwie to zjawisko definiować i jaki jest z nim problem, zaczynając od samej nazwy).

          • Ale definicje terminów itp. masz w każdej nauce. W artykułach n.t. przeciwnowotworowego działania taksolu regularnie wprowadzenie zaczyna się od tego, że „taksol jest taksanem uzyskiwanym z pacific yew” (nie pamiętam tłumaczenia gatunku, a nie chce mi się szukać), itp. Więc to nie jest kwestia unikania takiego zamieszania konkretnie w psychologii (choć co do bałaganu pojęciowego zgoda, u nas mawiało się, że każdy doktorant musi zdefiniować jedno własne pojęcie – nawet, jeśli jest na nie już 5 terminów).

            Tylko ponownie -to nie jest, na koniec dnia, blog naukowy. To blog oparty na nauce, ale nie blog dla naukowców, tylko dla szerszego grona. I artykuły mają konkretne cele -ten o samobójstwie miał uwrażliwić na to, że samobójstwo nie jest słabością, jakie osoby mogą być zagrożone i jak je wspierać. Skupienie się na dyskusji naukowej odebrałoby siłę przekazu. Możesz się nie zgadzać z tym oczywiście, ale przy takiej linii redakcyjnej pozostaję.

          • Gabriel Ghost

            Brawo! Dokładnie o to mi chodziło. Widzisz, kiedy nie strzelasz sugerując ludziom inny światopogląd (notabene nie mam zielonego pojęcia, skąd Ci się to wzięło), jesteśmy w stanie dojść do tego samego wniosku :) Nie chcę obrażać Ciebie i Twojego bloga – jak pisałem, czytałem go regularnie od ładnych paru lat (Czasami popadasz w sofistyczne sztuczki przed którymi sam przestrzegałeś, ale nie mnie to udowadniać. Nie mam na to czasu i ochoty). Jednak jak pisałem – wtedy zaczynałem swoją przygodę z psychologią, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Źródła Arturze służą nie tylko do potwierdzania tego co się napisało, lecz stanowią też dla innych dalsze odnośniki do poszukiwań w temacie (rozumiem że książkowe polecanki bywały substytutem tego) – i u bardzo wielu rozwojowców wciąż brakuje mi tego. So, time to move on.
            Powodzenia w dalszym rozwoju bloga.

          • Dzięki :) A co do światopoglądu – nie „strzelam sugerując”, tylko faktycznie testuje przewidywania. Gdy trafiam, lub gdy chybiam – wzbogaca to moje rozumienie tematu, bo dostaje informacje zwrotne.

  • Radosław Kowalczyk

    A dlaczego nie mozna pozwolic samobójcom sie zabić? tego nie rozumiem zupełnie.Twoje zycie twoja sprawa. a nawet jesli co jest w tekscie ja w przyslosci moge byc inny a jak mnie nie bedzie to tez nic sie nie stanie. Kolejna rzecz nie da sie zabrac ludziom wzystkich narzedzi smaobojstwa, zakazesz sprzedazy sznurów i lin? Betonem ogrodzisz wszystkie góry i skaly z widokiem na morze? nie da sie. ten argument wogole do mnie nie przemawia.

    • Kamil Kaczmarek

      W ogóle nie zrozumiałeś artykułu. To jest stan umysłu. Po alkoholu też robisz różne głupie rzeczy. Różnica jest taka, że nad spożywaniem alkoholu masz kontrolę (jeśli nie jesteś uzależniony), a tutaj ten stan przychodzi sobie sam. To zwykle nie jest żadna przemyślana decyzja, tylko bardzo silny impuls, którego nie da się kontrolować.

      Tak jak Artur napisał – nie zabierzesz wszystkich narzędzi, ale możesz ograniczyć je na tyle, żeby było trudniej. Choćby to miało ocalić 1% samobójców – warto.

      • Radosław Kowalczyk

        ale dlaczego warto? ludzie gina w glupi sposob w pracy, na drogach, na wojnie wiec czemu warto? wiem ze chodzi o stan umyslu , ale czmeu na to nie pozwalac?

        • Kamil Kaczmarek

          Kwestia wartości – jest to podejście p.t. dbajmy o siebie nawzajem.

        • Ponieważ nie pozwalanie na to jest opłacalne zarówno w kategoriach finansowych (te zgony są dość kosztowne finansowo, choćby w kategoriach wyszkolenia siły roboczej) jak i ludzkich (koszta emocjonalne generalnie też są duże).

          • Radosław Kowalczyk

            Artur badania na ten temat? przy takiej liczbie osob na swiecie. no i ciagle nowe pokolenia wchodza na rynek pracy i ciagle sie je szkoli. co do emocjonalnych to sie zgodze.

    • Pawel Zabicki

      Czytałeś w ogóle ten tekst, czy tylko przejrzałeś?

  • Myślę, że kilka kwestii:
    a) mamy dość silny w Polsce wzorzec toksycznej męskości, na zachodzie już od niego się odchodzi, kobiety bardziej są już wychowywane poza toksycznymi wzorcami
    b) mamy bardzo silny wzorzec „radzenia” sobie z problemami przez używki itp. zamiast szukać pomocy psychiatrycznej czy psychologicznej

    • stałyczytelnik

      a) Co to jest „toksyczna męskość”?

      „kobiety bardziej są już wychowywane poza toksycznymi wzorcami” – „kobiety” to nie pomyłka? Możesz wyjaśnić?

      b) W Rosji ten wzorzec jest 5 silniejszy a współczynnik mają znacznie lepszy.

      • Radosław Kowalczyk

        Nie moge znalezc teraz,ale sa badania ktore pokazuja ze mezczyzni wybieraja bardziej skuteczne metody samobojstwa. (po prostu nie przejmuja sie jak beda wygldac w trumnie) i mezczyni sie zabezpieczaja ze na przyklad wieszaja sie na poscie bo jak lina sie odczepi to jest szansa na utoniecie do teog lykna jakies leki…oooo WIEM to było w CHARAKTERACH O MESKOSCI z lipca tego roku

      • a) zrobiłem oddzielny wpis o tym

        a1) Kobiety to nie omyłka. Kobiety już się wychowuje u nas w duchu większej równości, mężczyzn wciąż często w patriarchalnych ideałach, co przekłada się na ich psychikę.

        b) ale to proporcje między samobójstwami mężczyzn i kobiet. Pl jest na 12 miejscu pod względem mężczyzn i 93 pod względemkobiet. Rosja 13 i 72, odpowiednio. Więc nie tyle u nich mężczyźni mają lepiej, co kobiety mają gorzej.