Uderzyło mnie niedawno, przy okazji kilku różnych dyskusji, jak bardzo rozwój osobisty przesycony jest szowinizmem, albo wręcz mizoginizmem. Jak bardzo – rzekomi – rozwojowcy potrafią pogardzać kobietami lub ich nienawidzić. Dlatego postanowiłem przyjrzeć się tej tematyce i poszukać ewentualnych przyczyn takiego stanu rzeczy.

Dla jasności, nie jest to naukowa rozprawa. To po prostu moje luźne obserwacje i hipotezy w temacie. Dyskusja, brak zgody, itp. są mile widziane. Nie będzie natomiast mile widziany szowinizm w komentarzach. Mizogini zostali ostrzeżeni.

Nie jest też to obserwacja n.t. całego świata rozwoju – to jeden z trendów, które są wyraźne, dostrzegalne, ale – na szczęście – nie dominują. Są jednak na tyle wyraźne, że warto im poświęcić kilka zdań.


Fantazja o byciu facetem

Zacznijmy od jednego prostego faktu – stereotyp męskości w praktycznie każdej kulturze jest skrajnie romantyzowaną fikcją.

Twardzi rewolwerowcy z dzikiego zachou a’la Eastwood? Na dzikim zachodzie nie strzelano praktycznie z rewolwerów (chcesz sobie rękę poparzyć?). W ogóle nie było tam wielu strzelanin, a najsłynniejsza (O.K.Corral) dotyczyła właśnie prawa do posiadania broni ;) Ale fantazja męskiego pioniera w dziczy świetnie pasowała do amerykańskich potrzeb z połowy XX wieku.

Pierwsi samurajowie? Konni łucznicy, którzy zwyczajowo pomniejszali swoje zdolności szermiercze. (Jeśli za często machałeś mieczem, to musiałeś być kiepskim łucznikiem). Dopiero urzędnicy z szogunatu Tokugawa, biurokraci chcący uświetnić przeszłość swoich rodów, zbudowali współczesny mit samuraja- honorowego mistrza miecza.

Takie koloryzowanie i mitologizowanie męskich ideałów z przeszłości możemy znaleźć w każdej kulturze.  Oczywiście, takiego koloryzowania jest dużo więcej, na potrzeby tego artykułu skupmy się jednak na kwestii stereotypu męskości. To idealizowanie jest o tyle istotne, że:

a) jest mocno wpisane w naszą kulturę – potwierdzają je, w jakimś stopniu, praktycznie wszystkie książki, filmy, itp.

b) bardzo mocno buduje nasze oczekiwania co do życia.


No to chodź tu, Ty moja nagródko!

Te oczekiwania są szczególnie ważne. Skoro na filmie każda kobieta garnie do Bonda, ludzie oczekują się oczekiwać takich reakcji na „bondowskie” zachowania. Ba – kobiety są standardowo przedstawiane jako rzeczy – nagrody do zdobycia. Niekiedy jest to subtelne, ale jednak jest – pamiętam swoje zaskoczenie na koniec (bardzo fajnego) „In good company”, gdy na koniec Topher Grace jednak nie związał się ze Scarlett Johanson. Jak to, zmienił swoje podejście, przyjął lekcję życiową, oczywistym wydaje się, że skończy z dziewczyną! W końcu ona tak do niego pasuje…

Jak kwiatek do butonierki. Jak dekoracja. Trofeum na ścianę dla zawodowego atlety.

Wydawało się to tak oczywistym zakończeniem, że dopiero z perspektywy mogę docenić odwagę twórców, którzy nie zdecydowali się na takie stereotypowe – i wybitnie szowinistyczne – rozwiązanie. Uniknęli stereotypu, w którym cała opowieść to historia bohatera – faceta – jego wyzwań i przemian. A kobiety? One czekają gotowe by rzucić się w ramiona zwycięzcy. Bezmyślnie, automatycznie, bo przecież nie jest tak, że mają jakieś własne preferencje, gusta czy skłonności! Niedoczekanie i zaraza moralna, w ogóle takie rzeczy sugerować!

Czekam aż któryś facet wygra, żebym mogła się mu rzucić na szyję. - Kobieta z hollywoodzkich fantazji

Czekam aż któryś facet wygra, żebym mogła się mu rzucić na szyję.
– Kobieta z hollywoodzkich fantazji

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo napędza to konkretną fantazję. Niemożliwą do zrealizowania, gdyż, cóż za zaskoczenie, prawdziwe kobiety nie są rzeczami.  Fantazja ta jest jednak bardzo przyjemna i atrakcyjna dla mężczyzn, mimo swojej nierealności.

A rozwój osobisty – zwłaszcza w wersji p.t. rozbój osobisty – bardzo, ale to bardzo lubi fantazje, zwłaszcza te naiwne i niemożliwe do zrealizowania.

Na nich się najlepiej zarabia.


Pozwól mi marzyć, kobieto!

Do pewnego stopnia nie stanowi to problemu. W jakimś sensie jest to realizowanie naiwnej, dziecięcej fantazji, niespecjalnie się różniącej od fantazji „bycia księżniczką”. Fantazji mocno niedojrzałej i mającej wiele słabości, ale hej – ten kto nigdy nie poddawał się fantazjom, niech pierwszy rzuci racjonalny argument ;)

Problem pojawia się, gdy fantazja uogólniana na różne obszary życia. Gdy zaczyna się ją nie tylko mylić z rzeczywistością, ale wręcz traktować jako pożądany kierunek „rozwoju”. I gdy frustracja związana z tym, że życie nie chce dopasować się do fantazji, zaczyna się przekształcać w coraz większą niechęć do prawdziwych kobiet.

Skąd ta niechęć? Przecież to oczywiste – nie chcąc dopasować się do założeń fantazji i spełniać przypisanych im, uprzedmiotawiających ról, psują całość doświadczenia. Zaburzają to wczuwanie się w kolejnego Bonda czy Eastwooda. W końcu, jeśli robię to co Bond, a kobiety nie lecą na mnie tak jak na Bonda, to znaczy, że coś muszę robić nie tak. Złudzenie ulega zniszczeniu. A to potrafi być bardzo, bardzo frustrujące. Frustracja rodzi agresję. Agresja szuka ujścia. Kobiety, jako ten jeden element zaburzający fantazję, wydają się łatwym obiektem tego ujścia.


Rozwijaj się: faceci są zajebiści, baby są słabe

Wiele kierunków rozwojowych radośnie podczepia się pod tą fantazję. Niekiedy ich twórcy robią to z wyrachowania – wiedzą, że znajdą wielu sfrustrowanych odbiorców, których złość będzie można łatwo ukierunkować. Zazwyczaj będą jednak po prostu promowali własne uprzedzenia i ideologie jako obiektywną prawdę na temat świata i najlepszy sposób na rozwój. Przychodzi mi tu na myśl np. David Deida, którego idealnym związkiem jest relacja ekstremalnego flegmatyka z choleryczką zbliżającą się do zaburzenia borderline (oczywiście sam autor ubiera to w ładniejsze słowa) i który promuje swój ideał jako jedyny pozwalający zaznać pełni szczęścia w związku.

Niezależnie od swojego źródła, te podejścia uwielbiają promować te same, kulturowo umocowane, ale niepodparte żadnymi obiektywnymi badaniami stereotypy na temat mężczyzn i kobiet. Często ubierają je w ładne słówka, nalegając rzekomo na równowagę obydwu płci, ale w praktyce promując wyraźnie „męski punkt widzenia”. Tak mamy np. podział na męską energię – dynamiczną ,silną, agresywną, przewodzącą, kreatywną i w ogóle naj, oraz energię kobiecą – pasywną, słabą, opiekuńczą (ale i wymagającą ochrony i opieki), ulegającą, uciekającą przed rywalizacją, itp.

Słowem, faceci do kariery, baby do dzieci i nie pyszczyć. A jak któraś pyszczyć będzie, to zerwie tak, że jej ściana odda.

Nie, nikt tego wprost nie powie. Prawie nikt. Nie są aż tak głupi. Między wierszami wychodzi to jednak ewidentnie z wielu takich filozofii.


Dla jasności – niewątpliwie istnieją obiektywne, mierzone badaniami różnice między mężczyznami, a kobietami. Tyle, że różnic tych jest dużo mniej niż zwykle się uważa i dotyczą innych obszarów, np. inteligencji przestrzennej i werbalnej. Zdecydowanie nie przekładają się na fantazje o „męskiej i żeńskiej energii” czy podobne ideologiczne stereotypy.


Niestety, tego typu fantazje są, były i przynajmniej przez najbliższych kilkadziesiąt lat jeszcze będą się panoszyły po środowisku rozwoju osobistego. To co można zrobić, to nazywać je po imieniu. Wskazywać na to, że to szowinistyczne fantazje, efekt i pożywka frustracji z niespełnienia dziecięcych, niedojrzałych marzeń n.t. bycia kolejnym Rambo czy innym vin Diselem.

Nie chodzi o to, by te fantazje zupełnie wyrugować z życia. Expandables czy Pitch Black to fajne filmy i miło się je ogląda. Tak długo, jak długo pamięta się, że to tylko filmy i z życiem, w żadnym aspekcie, nie mają nic wspólnego.


Co w zamian?

No dobrze, jeśli jednak takie stereotypowe podejście do męskości jest mocno wadliwe. To jakie są alternatywy?

Prawda jest taka, że nie ma jednego prawdziwego wzorca męskości. Znalezienie swojego wzorca, takiego z którym można się zidentyfikować i który będzie produktywny dla nas i  naszego otoczenia jest trudne. Jest wyzwaniem dla każdego faceta z osobna. Inni mogą pomóc, nakierować – ale to jeden z tych elementów pracy nad sobą, który wymaga faktycznej pracy, starań, odkrywania siebie w wielu sytuacjach i kontekstach. Zawsze będzie to jednak wzorzec złożony, wielowymiarowy – dlatego właśnie tak trudno go odkryć. Nie będzie natomiast miał nic wspólnego z hollywoodzkimi, kulturowymi fantazjami, wydmuszkami mającymi ekscytować i fascynować, ale niezdolnych do funkcjonowania w realnym życiu.

W jednym z kolejnych wpisów zaproponuję możliwe kierunki i obszary takiej eksploracji, powiem nieco o tym, co sam postrzegam jako taki wzorzec. Jeśli nie chcesz czekać, są w różnych miastach psychoterapeutyczne kluby mężczyzn, skupione na eksploracji tego aspektu w dojrzały i wyważony sposób – warto się za takim rozejrzeć. Zadbaj tylko, by był prowadzony przez profesjonalistę, a nie przez ideologa ;)


Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis