Lubię „Magazyn Porażka”. Może nie powinienem, w końcu jedzie po coachingu jak po łysej kobyle… Ale „coaching” po którym oni jadą to właśnie materiały różnych guru rozboju osobistego, więc jak mam ich nie lubić? Dlatego gdy autor „Magazynu” zapowiedział książkę, zdecydowanie chciałem położyć na niej swoje łapki. Nabyłem ostatnio jadąc na szkolenie i przeczytałem jeszcze tego samego dnia. Jak wrażenia?

Jednym z moich ulubionych filmów z lat nastoletnich było „The Secret of My Success” z Michaelem J. Foxem. Fox gra studenta biznesu, który miał już po studiach umówioną pracę w firmie w wielkim mieście, ale peszek – firmę akurat przejęto, są cięcia, jego stanowisko też poleciało. Próbuje więc w kolejnej, gdzie słyszy, że po co szedł na studia, powinien był do nich przyjść i się uczyć w tym czasie od podstaw. Próbuje w kolejnej… i dostaje prace jako kurier wewnętrzny, dużo poniżej swoich kompetencji. Oczywiście, jest głównym bohaterem, więc w końcu osiąga sukces – dzięki romansowi z wdową po stryju, właścicielu korporacji, oraz stworzeniu fałszywej persony menadżera wysokiego szczebla. Czyli przez nepotyzm i oszukiwanie. Ale jest przy tym uroczy i pocieszny, w końcu to Michael J Fox, więc i tak mu kibicujemy ;)

Cóż, życie bywa inne, niewielu jest tu Michaelów J Foxów, niewiele też jurnych wdów po stryjku-miliarderze, z którym rodzina urwała kontakt…

I o tym właśnie jest „Zawód”.


Hasło „zwykli ludzie” nieco się zdewaluowało, ale trzeba go tu użyć. „Zawód” to książka o zwykłych ludziach. O  osobach po tej gorszej stronie mediany zarobków (2650 zł brutto w 2016).  Autor celował raczej nie w opisanie ludzi w dolnych 10-20% dochodów, ale tych w przedziale 40-50%.

I to wystarcza, by było źle, a nawet bardzo źle.

Mimo chęci do pracy. Mimo solidnych kwalifikacji. Mimo wykonywania bardzo odpowiedzialnej i wymagającej pracy.

„Dopiero gdy zaczęłam pracować w zawodzie, przestałam się w Polsce czuć jak szmata.” mówi dziewczyna, która nie będąc się w stanie utrzymać z pracy na call center zdecydowała się zostać prostytutką. To puenta tej książki i puenta bardzo mocna.


„Zawód” to bardzo ważna książka. Ważna, bo próbuje przełamać barierę między dwoma światami. Barierę niewidzialną i niewyczuwalną – barierę naszych przyjaciół, znajomych… Ludzi w środowisku których się obracamy. A jakoś tak dziwnie w życiu bywa, że zwykle obracamy się wśród podobnych sobie (i tu by się przydał długi wpis o procesach grupowych, może kiedyś dorobię wstecznie linka do takiego wpisu). Ludzi o podobnym wykształceniu, podobnych poglądach, podobnej majętności. No bo jeśli wszyscy razem chodzimy do teatru, to naturalnie ci, których na to nie stać będą chodzić rzadziej, rzadziej, aż w końcu nie zauważymy jak nasza relacja zaniknie.

Dlatego bardzo łatwo zapomnieć o tym, że inni ludzie nią mają takich opcji jak my. Zwłaszcza jeśli należysz do kategorii tych lepiej zarabiających, do tego mieszkasz w dużym mieście. Łatwo też uzasadniać swój sukces ciężką pracą i staraniami. W końcu jesteśmy świadomi swoich wysiłków i wyrzeczeń, a nie jesteśmy świadomi wyrzeczeń innych, którym się nie powiodło. Łatwo więc uwierzyć w społeczne mity typu „ciężką pracą ludzie się bogacą”. Owszem, ciężka praca często (nie zawsze, ale faktycznie często) jest ważna. Ale niemal nigdy nie jest sama w sobie wystarczająca. Kontakty, szczęście, kapitał społeczny czy nawet kapitał finansowy pozwalający ryzykować bez obawy, że jak podwinie Ci się noga to stracisz wszystko… To rzeczy o których łatwo zapomnieć, gdy buduje się swoją historię sukcesu.

To zresztą jeden z powodów, na który jestem tak cięty na rozbój osobisty. Żeruje on właśnie na tych złudzeniach. I to podwójnie. Tych, którym się udało utwierdza w ich poczuciu zajebistości i blokuje im empatię. Tych, którzy dopiero by chcieli mami ładnymi historyjkami, które rzadko kiedy mają przełożenie na rzeczywistość. Obiecuje dużo, ale realizuje niewiele.


Dlatego właśnie książki takie jak „Zawód” są tak ważne. Bo pozwalają konfrontować fantazje pt. „możesz wszystko” z realiami. I szukać społecznych, systemowych metod rozwiązania tych problemów.

I przyznam, mam bezpośredni interes w promowaniu takich materiałów. Bo widzicie, zdaje sobie sprawę, że to co robię jest w jakimś sensie dobrym luksusowym. Że trudno dbać o swoją pewność siebie czy szukać metod skuteczniejszej nauki, gdy na codzień nie wiesz, czy kupić żarcie, czy zapłacić czynsz. Bo z jednej strony niefajnie być głodnym, ale z drugiej najemca może się w końcu wkurzyć i wykopać. Dlatego mam bezpośredni interes w tym, żeby ludzie mieli na co dzień więcej kasy. Także na takie luksusy, jak moje materiały czy usługi. A to wymaga systemowych zmian, a nie pojedynczej motywacji. A jeśli przy okazji wyschną źródełka fałszywych guru sukcesu – tym lepiej ;)


Jeśli chodzi o samą książkę, cóż, jak pisałem, przeczytałem ją w jeden dzień. Lubie reportaże, czytam ich sporo, ten jest jednym z lepiej napisanych, jakie miałem w ręku. Jest jeden rozdział, który moim zdaniem trochę odstaje na minus – wywiad z autorką Kociego Świata, bloga nt. ASD który cenię i polecam. Wywiad sensowny, obroniłby się jako oddzielny artykuł gdzieś indziej, natomiast odbijał stylem, tempem itp. od reszty książki. To jednak niewielka wada bardzo dobrej książki. Polecam!


Poziom: Nie dotyczy

Ocena: 5/5 – solidny, mocny reportaż, którego w Polsce mocno brakowało

Książkę możesz kupić np. tutaj


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis