Recenzja: Zasady Przetrwania

Zasady Przetrwania – Sekrety i fakty naukowe, które mogą ocalić ci życie

Ben Sherwood



(Dziękuję wydawnictwu Laurum za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.)

 

Każdego dnia ludzie giną. Ale też każdego dnia ludzie, którzy ewidentnie mieli zginąć, jakimś cudem przeżywają. Ben Sherwood, amerykański dziennikarz, postanowił zająć się tym tematem i przyjrzeć się temu, co decyduje o przetrwaniu w trudnych warunkach. W większości zajmuje się ofiarami wypadków i katastrof, choć poświęca też nieco czasu osobom zmagającym się z przewlekłymi chorobami oraz ich bliskim.

Jak mu wyszło? Cóż, gdzieś do połowy książkę czyta się świetnie i daje sporo ciekawych i praktycznych sugestii. Gdyby skończyła się w tym punkcie, mimo drobnych wad dałbym jej z czystym sercem 5/5. Niestety dalej mam wrażenie, że autorowi została do wyrobienia ustalona z wydawcą ilość znaków, a nie za bardzo wiedział co z nią zrobić. W efekcie mamy prawdziwy miszmasz rozdziałów, włożonych do książki bez ładu i składu. Mamy więc np. badania Wisemana odnośnie szczęścia i pecha – niewątpliwie cenne, ale nigdy nie weryfikowane pod kątem wpływu na przetrwanie, więc zupełnie niepasujące do książki.

Co gorsza, mamy rozdziały, których tezy są ewidentnie sprzeczne ze sobą. Np. jeden z rozdziałów, mówiący o osobach, które przeżyły holocaust kończy się podsumowaniem, że tak naprawdę to, kto przeżył, nie zależało od indywidualnego działania, ale od czystego przypadku. Były obozy, gdzie zginęli niemal wszyscy. Były takie, gdzie wielu przeżyło. Tymczasem tuż obok mamy rozdział z tezą, że nasze przetrwanie niemal w 100% zależy od naszego nastawienia. Dałoby się z tego wyjść, wystarczyłoby jakoś się odnieść, spróbować wskazać KIEDY wszystko zależy od szczęścia, a kiedy od nastawienia, ale Sherwood nawet takiej próby nie podejmuje, co sprawia, że książka kończy się bez jakiejkolwiek wyraźnej tezy. Wygląda to trochę jak zbiór oddzielnych reportaży wrzuconych do jednego tomu.

Nie pomaga fakt, że rozdziały pisane są w typowo dziennikarskim stylu – na zajawkę jakaś „human interest story”, coś co zaciekawi ludzi, potem nieco danych, potem kolejny HIS, potem nieco danych i na końcu jakaś konstatacja. Shermanowi zdecydowanie brak też w wielu miejscach odrobiny zdroworozsądkowego sceptycyzmu. Np. w jednym z rozdziałów jest przypadek pacjenta, który miał „jednocyfrowe prawdopodobieństwo przeżycia”, ale przeżył i doszedł do siebie. Lekarz zajmujący się nim zastanawia się nad naturą tego „cudu”. No proszę! Jeśli ktoś miał jednocyfrową szansę na przetrwanie, to znaczy, że jego szanse wahały się między 1 a 9%. Nawet w najgorszym przypadku oznacza to, że na 100 takich przypadków powinna być jedna osoba, która przeżyje. Koniec historii. Doszukiwanie się w tym cudu jest absurdem.


To powiedziawszy, mimo tych wszystkich wad, książka i tak ma sporą wartość, choćby dlatego, że porusza temat mało popularny i odnosi się jednak również do dużej ilości praktycznych i naukowych danych. Reporterski styl jest też, przynajmniej na początku, bardzo porywający i choć później zaczyna nieco nużyć, zdecydowanie pomaga przejść przez pierwszą połowę tomu.

A jakie są praktyczne wnioski z książki?


1. Czasem po prostu nie masz szans na przetrwanie

Czasem masz pecha i już. Cokolwiek byś zrobił, jakkolwiek byś reagował, nie przeżyjesz i już. Wyciągnąłeś złą kartę i tyle.

Bardzo się cieszę, że ta obserwacja pojawia się w książce i to już na samym początku, nadaje jej zdecydowanie realistyczniejszego tonu.


2. Jeśli nie miałeś pecha, musisz przede wszystkim walczyć ze sobą

Pierwszy instynkt większości osób w sytuacjach katastrofalnych, to udawanie, że nic się nie dzieje, czekanie na potwierdzenie, że to rzeczywistość, czekanie na czyjeś polecenia. Takie „przeładowanie poznawcze” jest naturalne – w skrajnych przypadkach nawet spadochroniarze zapominają w efekcie otworzyć spadochron.

Większość osób tak zamarźnie, ale to jeszcze nie wyrok – możesz się otrząsnąć i podjąć działanie.


3. Wiara w przetrwanie jest krytyczna, ale optymiści umierają najpierw

Optymizm zabija, głównie w wypadku seryjnych rozczarowań. Wiara w to, że uda Ci się przeżyć jest niezwykle ważna, ale tylko jeśli prowadzi do determinacji p.t. „wytrwam tak długo, jak długo bym musiał, w końcu się uda, po prostu muszę przeżyć – dla siebie, dla bliskich, dla mojego celu w życiu, itp.”

Natomiast optymizm w stylu „do rana nas uratują”, „do świąt nas uwolnią”, „do przyszłego roku będę już chodził” – taki optymizm zabija. Zużywa energię na ekscytowanie się i zużywa energię na rozczarowanie, ilekroć okazuje się, że jednak nie jest tak różowo, jak się planowało. Jest to też zgodne z badaniami, które mamy n.t. dwójmyślenia, jako najskuteczniejszej strategii motywacyjnej. Dwójmyślenie, czyli oczekujemy końcowego sukcesu, ale oczekujemy też, że droga do niego będzie trudna i się na nią szykujemy.


4. Uważni przeżyją

Duża część szans na przeżycie bierze się z poświęcania odpowiedniej uwagi temu tematowi. Czy wiesz jak się zachować, gdyby w Twoim domu, uczelni, biurze wybuchł pożar? Jeśli nocujesz gdzieś – czy sprawdzasz gdzie są wyjścia przeciwpożarowe? Czy znasz podstawy pierwszej pomocy? Czy zwracasz uwagę na to, co się wokół Ciebie dzieje?

Sherwood wskazuje też na sytuacje, w których szczególnie warto być ostrożnym – np. +3/-8 w lotnictwie, czyli wiedzę o tym, że przytłaczająca większość wypadków dzieje się na 3 minuty od początku i 8 minut od końca lotu. Czy w tym czasie jesteś uważny i gotowy? Czy raczej próbujesz spać lub odwracać uwagę? A może wchodzisz na pokład samolotu już po kilku drinkach, tym samym drastycznie redukując swoje szanse na przeżycie w razie wypadku? Wypadki lotnicze nie są częste i wbrew pozorom nie są wcale takie zabójcze – jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie katastrofy, odsetek osób je przeżywających wynosi 95,7%! Z drugiej strony, jeśli już dojdzie do poważnego wypadku i pożaru, masz dokładnie 90 sekund na wydostanie się samolotu-  po tym czasie mieszanka gorących, toksycznych gazów powstałych w pożarze ma ogromne szanse na zabicie osób pozostających na pokładzie. Czy wsiadając wiesz więc gdzie jest najbliższe wyjście awaryjne? A gdzie jest drugie, gdyby dostęp do pierwszego został zablokowany?

Książka zadaje sporo takich pytań i jest to jej duża zaleta.


5. Wiara pomaga/ przynależność do społeczności pomaga.

Wiara w siłę wyższą i religia pomaga żyć dłużej. Nie przez wpływ nadnaturalny, ani nawet nie jako źródło siły w trudnej sytuacji – 75-80% osób, które przetrwały katastrofę uważa, że zawdzięcza to pomocy siły wyższej, ale też w społeczeństwach z których pochodzą te dane, wierzących jest ogólnie ponad 80%, więc wiara nie zdaje się wpłynąć na same szanse przetrwania. Ale wiara pomaga ogólnie żyć dłużej, a to za sprawą społeczności, która się tworzy wokół religii – czegoś aż tak mocno nie widocznego u nas, ale bardzo silnego w krajach protestanckich. Jak każda społeczność, także i ta ma ogólnie pozytywny wpływ na zdrowie i przewidywaną długość życia swoich członków.


Podsumowanie:

Czasem masz po prostu przerąbane i nie ma sposobu uniknąć wyroku losu. Ale jeśli nie zginąłeś na miejscu, to są rzeczy, które zwiększają Twoje szanse na przetrwanie. Są nimi przygotowanie do przetrwania przed nadejściem trudnej sytuacji, otrząśnięcie się z odrętwienia, gdy ta sytuacja już zajdzie oraz determinacja by przetrwać za wszelką cenę.


P.S. Do książki dołączony jest też kod do udziału w teście „Profilu Przetrwania” mającym rzekomo określać Twoje skłonności do reagowania przy sytuacji kryzysowej. Kod jednorazowy, więc jeśli chciałbyś porównać się z przyjaciółmi, każdy musi kupić oddzielny egzemplarz książki. To nie wina wydawcy, ale mocno nie lubię takich zagrywek.

Poziom: S1, ale z garścią porad przydatnych dla wszystkich.

Ocena: 4/5 – mimo pewnych wad, książkę naprawdę warto poznać

Książkę możesz nabyć np. TUTAJ.


15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Bartek

    Jakie są warunki otrzymania takiego egzemplarza recenzenckiego? Załóżmy, że jakąś książkę z danego wydawnictwa oceniłeś nieprzychylnie, czy takie wydawnictwo nadal chętnie nawiązuję współprace? Tak, tak to jest pytanie z serii „Jak zostać recenzentem”.

    • Warunki – „jestem blogerem, mam taką i taką publikę, czy są Państwo zainteresowani recenzją?” Czasem też wydawnictwa same piszą. Ważne jest chyba też to, że jak już się umówię na recenzję, to ona będzie – co nie jest zasadą u blogerów.

      Czy wydawnictwa akceptują kiepskie oceny? Tak – np. w Sensus/Helion/Onepress jedną książkę oceniłem na 0/5 i nie było z tym problemu (no, był jeden – autor książki lub ktoś z jego znajomych z zemsty obsmarował jedną z moich książek w recenzjach na stronie Sensus ;) ale nie było problemów z samym wydawnictwem ).

      Przy czym podejście mam takie – książki oceniam uczciwie, jak dostane gniot, to nie mam żadnej litości. Jednocześnie czasem już po opisie mogę powiedzieć, że ta książka prawdopodobnie będzie ok, a inna nie ma raczej szans dostać u mnie dobrej oceny – bo np. widać, że to mcduchowościowy bełkot. I wtedy sugeruję wydawnictwu, że jeśli chcą książkę do recenzji, to taka i taka raczej pasują, a takie raczej nie. Uważam, że to fair dla wszystkich stron.

      Jako bloger szczególnie polecam współpracę z Laurum – są naprawdę niesamowici pod względem obsługi.

  • iTato

    Z nowości wydawniczych w tym temacie, na dniach kupiłem : Przygotowani przetrwają. Survival miejski, wyd. Pascal – trochę inne podejście, bardziej praktyczne, ale również są fragmenty dotyczące historii, głównie okresu okupacji. Czy polecam – jak najbardziej. Czy jest tylko dla fascynatów gatunku, niekoniecznie, jest sporo porad uniwersalnych, a przecież jako głowa rodziny każdy z nas powinien wiedzieć jak zadbać o domowników przed zdarzeniem.