W szkoleniu Spiral Somatics Jamesa Tsakalosa brałem udział dzięki uprzejmości Jamesa i jego Brytyjskiego hosta, Alana Whittona. Szkolenie składało się z wieczoru wprowadzającego i dwudniowego szkolenia głównego. Warto tu nadmienić, że jest to mocno skrócona wersja pięciodniowego szkolenia, które James prowadzi zwykle w Australii, co może wpływać na jego odbiór i efekty.

O co chodzi w Spiral Somatics? W dużym skrócie, szkolenie to wykorzystuje ideę poziomów rozwoju jednostki/społeczeństwa Claire Greaves (Spiral Dynamics), uznając, że w danym kontekście człowiek będzie zawsze na jednym z tych poziomów (w dwóch wersjach, dojrzałej i niedojrzałej). Dla przykładu, drugi poziom, czerwony, to poziom wojownika, dążenia do adrenaliny, przyjemności, natychmiastowego zaspokojenia, bez myślenia o konsekwencjach. Czerwień szanuje tylko czerwień i jedyny sposób na zdominowanie czerwieni to zademonstrowanie, że jesteś jeszcze bardziej czerwony, że jeszcze mniej zależy Ci na konsekwencjach tego co robisz. W wersji dojrzałej jest to wojownik-obrońca, dbający o swoje plemię.

Oprócz opisania każdego z poziomów, tego jak do niego dotrzeć, itp. Spiral Somatics demonstruje jak rozpoznać na jakim poziomie ktoś jest w oparciu o język ciała tej osoby, symetryczność jej postawy, itp. Ma to na celu np. bycie w stanie od razu się dostosować do danej osoby i nie próbować podejść kogoś, kto jest czerwony z perspektywy innego poziomu.

Wnioski po szkoleniu: No cóż, nie jestem przekonany. Trudno mi ocenić jak wiele z tego co na nim było to faktycznie weryfikowalne narzędzia, a jak wiele to subiektywny system katalogowania ludzi i tzw. „confirmation bias”, błąd poznawczy polegający na potwierdzaniu swoich założeń, w działaniu. Ciesze się, że miałem okazję spróbować tej metody, ale po tym 2,5 dniowym szkoleniu moje główne wrażenie to „no dobrze, ale co z tego?” Mam wrażenie, że za mało było konkretnych, praktycznych umiejętności, które można by przełożyć na działanie. Wyniosłem z tego szkolenia kilka ciekawych obserwacji, ale ogólnie rzecz biorąc nie przekonałem się nawet co do tego, czy podział Greaves ma jakiekolwiek odwzorowanie w rzeczywistości, ponadto, co dostrzegamy subiektywnie. Późniejsze rozmowy z innymi uczestnikami szkolenia pokazały, że generalnie mieli oni podobne wrażenia – ciekawy temat, ale brakuje dla niego konkretnego, praktycznego zastosowania.

Być może dłuższe, pięciodniowe szkolenie pokazałoby większą wartość tej metody, po tym co zobaczyłem muszę jednak powiedzieć, że nie jestem przekonany.

Ocena: 2/5 -daje kilka ciekawych perspektyw, ale bez długoterminowej wartości


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis