Recenzja: Potęga Podświadomości oraz nieco o afirmacjach

Edit 2015: Jako, że nieco męczy mnie odpowiadanie po 50 razy na te same hasła: moi drodzy, jestem psychologiem, magisterkę robiłem na UW. Jeśli chcecie mi zarzucać „brak wiedzy psychologicznej”, to doceniłbym, gdybyście byli te zarzuty w stanie podeprzeć przynajmniej kilkoma publikacjami z pism typu peer review (jeśli nie wiecie co to, przeczytajcie np. ten wpis). Wiem, że dotyczy to niewielkiej grupy osób wkręconych w Murphy’ego i przekonanych, że lektura kilku poradników wystarczy im jako całe kompetencje w zakresie psychologii, ale na serio – nie wystarczy. A ja wolałbym oszczędzić nieco czasu na odpowiedzi takim osobom :)

To powiedziawszy: ruszamy ;)


Potęga Podświadomości

Czasami zastanawiam się, skąd w Polsce wziął się ten cały fenomen Murphy’ego (tego od Podświadomości, bo fenomen tego od Praw Murhpy’ego rozumiem doskonale ;) ).

Na zachodzie jego książki były w miarę popularne, ale bez żadnych fajerwerków. U nas natomiast wychowało się na nich całe pokolenie ezoteryków i rozwojowców. Naprawdę nie wiem czemu, podejrzewam, że po prostu dlatego, że nic innego nie było na rynku…

Pisanie n.t. książek, które stanowiły dla ludzi wstęp do ich obecnego światopoglądu jest pewnym wyzwaniem. Chodzi o to, że mamy tendencję do pewnego mitologizowania takich książek, przypisywania im ogromnych mocy, no i do najzwyklejszego w świecie sentymentu. To stara, archetypowa historia – młodzieniec znajduje magiczny przedmiot i za jego pomocą staje się mężczyzną. Podważanie mocy przedmiotu bywa w takiej sytuacji trudne, nawet gdy na to bezpośrednio zasługuje. Ludzie nie chcą, by grzebać im w mitach na temat przeszłości.

Czasem jednak trzeba to zrobić, tak jak tutaj.

Potęga Podświadomości jest bowiem jedną z najgorszych pop-psychologicznych papek, jakie można znaleźć na rynku.

Książka wręcz roi się od błędów, wymysłów nie mających nic wspólnego z faktami i trafiającymi do popularnej wyobraźni, a nie odnoszących się do tego, jak wygląda faktyczne działanie mózgu czy np. hipnozy. Można w niej znaleźć całą masę powtarzanych bezrefleksyjnie mitów rozwojowych.

A przy tym opiera się na podstawowym, błednym założeniu – na istnieniu podświadomości.

Nie ma czegoś takiego jak podświadomość.

Są liczne oddzielne procesy neurologiczne, które zachodzą poza obrębem świadomości, ale nie ma jakiejś jednej, unifikującej wszystko podświadomości, z którą można pracować.

Stosując analogię do firmy jako człowieka i prezesa firmy jako świadomości – nie mówimy w korporacji o nieprezesowości, czy podprezesowości jako o jakimś jednym bycie, z którym możemy pracować, czy komunikować się. Mamy oddzielne działy, poszczególnych ludzi w tych działach, dostawców firmy, klientów, itp. Ale to cały szereg oddzielnych procesów, a nie jeden wielki proces przeciwstawny prezesowi. Podobnie procesy nieświadome to szereg  procesów, bez żadnej organizującej struktury, którą można by określić jako podświadomość. W związku z tym jakiekolwiek próby pracy „z podświadomością” przy założeniu tego modelu będą w większej części trafiały w pustkę lub wręcz szkodziły.

Podsumowując, jedna z tych książek, które warto zdecydowanie omijać, a jeśli czytać, to z ogromnym dystansem i włączonym na maksimum sceptycyzmem. Może być warta przeczytania o tyle, że jeśli pracujesz z ludźmi zainteresowanymi zmianą osobistą, to prawdopodobnie czytali ją i mogą wierzyć w niektóre mity z nią związane i dobrze jest być na nie gotowym.

0/5

Afirmacje

Skoro jesteśmy przy potędze podświadomości, to warto wspomnieć o jednej z popularnych metod związanych z tym podejściem, czyli o afirmacjach. Dla osób które nie wiedzą o co chodzi – idea afirmacji mówi, że jeśli będziemy sobie coś powtarzali regularnie (na głos, w myślach lub na piśmie, podejścia są różne), to nasza podświadomość (która nie istnieje) przyjmie to za prawdę i sprawi, że to się spełni. Przykładem takiego powtarzanego hasła jest np. „Jestem pewny siebie”.

Biorąc pod uwagę popularność tego podejścia, zdumiewające jest, że przez tak długi okres nikt go nie sprawdził. Gdy w końcu zbadano tą metodę, okazało się, że:

– afirmacje są bezużyteczne przy dobrze rozwiniętej cesze, którą chcemy uzyskać; jeśli jesteśmy bardzo pewni siebie, powtarzanie tego niczego nie zmieni

– są umiarkowanie przydatne, jeśli mamy daną cechę rozwiniętą przeciętnie i chcemy ją wzmocnić; jeśli jesteśmy trochę pewni siebie, to afirmowanie tego może faktycznie odrobinę pomóc, nie jest to jednak szczególnie mocny efekt. Ale w porządku – jeśli ktoś chce, może to stanowić dodatkowe wsparcie

– są szkodliwe, jeśli mamy daną cechę rozwiniętą minimalnie lub wcale; jeśli nie jesteśmy pewni siebie, to afirmowanie swojej pewności siebie jedynie przyprawi nas o gorsze samopoczucie, a niczego nie zmieni w naszej pewności siebie.

Innymi słowy, ot, przeciętnie przydatna, łatwa metoda, którą należy stosować dopiero na pewnym poziomie wykształcenia cechy. Problem leży w tym, że niemal nigdy nie mówi się o tej drugiej części, a i o pierwszej dosć rzadko. Afirmacje zwykle przedstawiane są jako bardzo potężne i co gorsza jako przydatne dla każdego. W efekcie najczęściej korzystają z nich osoby, które są w najgorszej sytuacji, którym brakuje cechy, którą starają się afirmować – i które w efekcie szkodzą sobie samym.



Chcesz skuteczniej działać w swoim życiu? Chcesz praktycznych technik usprawniających Twoje relacje, emocje, wydajność w pracy, umiejętności wpływu i perswazji? Praktyk Beyond NLP, edycja wiosna 2017, to szkolenie dla Ciebie!

Trzy weekendowe zjazdy (piątek-niedziela). Dziewięć bardzo intensywnych dni szkoleniowych. Ogromna ilość narzędzi rozwojowych. Kameralna grupa, zapewniająca maksimum uwagi trenera.

Najlepszy wybór dla osób szukających rozwoju osobistego który działa!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Recenzja: Potęga Podświadomości oraz nieco o afirmacjach

Czasami zastanawiam się, skąd w Polsce wziął się ten cały fenomen Murphy’ego (tego od Podświadomości, bo fenomen tego od Praw Murhpy’ego rozumiem doskonale ;) ).

Na zachodzie jego książki były w miarę popularne, ale bez żadnych fajerwerków. U nas natomiast wychowało się na nich całe pokolenie ezoteryków i rozwojowców. Naprawdę nie wiem czemu, podejrzewam, że po prostu dlatego, że nic innego nie było na rynku…

Pisanie n.t. książek, które stanowiły dla ludzi wstęp do ich obecnego światopoglądu jest pewnym wyzwaniem. Chodzi o to, że mamy tendencję do pewnego mitologizowania takich książek, przypisywania im ogromnych mocy, no i do najzwyklejszego w świecie sentymentu. To stara, archetypowa historia – młodzieniec znajduje magiczny przedmiot i za jego pomocą staje się mężczyzną. Podważanie mocy przedmiotu bywa w takiej sytuacji trudne, nawet gdy na to bezpośrednio zasługuje. Ludzie nie chcą, by grzebać im w mitach na temat przeszłości.

Czasem jednak trzeba to zrobić, tak jak tutaj.

Potęga Podświadomości jest bowiem jedną z najgorszych pop-psychologicznych papek, jakie można znaleźć na rynku.

Książka wręcz roi się od błędów, wymysłów nie mających nic wspólnego z faktami i trafiającymi do popularnej wyobraźni, a nie odnoszących się do tego, jak wygląda faktyczne działanie mózgu czy np. hipnozy. Można w niej znaleźć całą masę powtarzanych bezrefleksyjnie mitów rozwojowych.

A przy tym opiera się na podstawowym, błednym założeniu – na istnieniu podświadomości.

Nie ma czegoś takiego jak podświadomość.

Są liczne oddzielne procesy neurologiczne, które zachodzą poza obrębem świadomości, ale nie ma jakiejś jednej, unifikującej wszystko podświadomości, z którą można pracować.

Stosując analogię do firmy jako człowieka i prezesa firmy jako świadomości – nie mówimy w korporacji o nieprezesowości, czy podprezesowości jako o jakimś jednym bycie, z którym możemy pracować, czy komunikować się. Mamy oddzielne działy, poszczególnych ludzi w tych działach, dostawców firmy, klientów, itp. Ale to cały szereg oddzielnych procesów, a nie jeden wielki proces przeciwstawny prezesowi. Podobnie procesy nieświadome to szereg procesów, bez żadnej organizującej struktury, którą można by określić jako podświadomość. W związku z tym jakiekolwiek próby pracy „z podświadomością” przy założeniu tego modelu będą w większej części trafiały w pustkę lub wręcz szkodziły.

Podsumowując, jedna z tych książek, które warto zdecydowanie omijać, a jeśli czytać, to z ogromnym dystansem i włączonym na maksimum sceptycyzmem. Może być warta przeczytania o tyle, że jeśli pracujesz z ludźmi zainteresowanymi zmianą osobistą, to prawdopodobnie czytali ją i mogą wierzyć w niektóre mity z nią związane i dobrze jest być na nie gotowym.

0/5

Afirmacje

Skoro jesteśmy przy potędze podświadomości, to warto wspomnieć o jednej z popularnych metod związanych z tym podejściem, czyli o afirmacjach. Dla osób które nie wiedzą o co chodzi – idea afirmacji mówi, że jeśli będziemy sobie coś powtarzali regularnie (na głos, w myślach lub na piśmie, podejścia są różne), to nasza podświadomość (która nie istnieje) przyjmie to za prawdę i sprawi, że to się spełni. Przykładem takiego powtarzanego hasła jest np. „Jestem pewny siebie”.

Biorąc pod uwagę popularność tego podejścia, zdumiewające jest, że przez tak długi okres nikt go nie sprawdził. Gdy w końcu zbadano tą metodę, okazało się, że:

– afirmacje są bezużyteczne przy dobrze rozwiniętej cesze, którą chcemy uzyskać; jeśli jesteśmy bardzo pewni siebie, powtarzanie tego niczego nie zmieni

– są umiarkowanie przydatne, jeśli mamy daną cechę rozwiniętą przeciętnie i chcemy ją wzmocnić; jeśli jesteśmy trochę pewni siebie, to afirmowanie tego może faktycznie odrobinę pomóc, nie jest to jednak szczególnie mocny efekt. Ale w porządku – jeśli ktoś chce, może to stanowić dodatkowe wsparcie

– są szkodliwe, jeśli mamy daną cechę rozwiniętą minimalnie lub wcale; jeśli nie jesteśmy pewni siebie, to afirmowanie swojej pewności siebie jedynie przyprawi nas o gorsze samopoczucie, a niczego nie zmieni w naszej pewności siebie.

Innymi słowy, ot, przeciętnie przydatna, łatwa metoda, którą należy stosować dopiero na pewnym poziomie wykształcenia cechy. Problem leży w tym, że niemal nigdy nie mówi się o tej drugiej części, a i o pierwszej dosć rzadko. Afirmacje zwykle przedstawiane są jako bardzo potężne i co gorsza jako przydatne dla każdego. W efekcie najczęściej korzystają z nich osoby, które są w najgorszej sytuacji, którym brakuje cechy, którą starają się afirmować – i które w efekcie szkodzą sobie samym.

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis

Tags: , , ,

  • Andrzej

    No cóż, w pełni się zgadzam. Również X lat temu zaliczyłem tę „kultową” książkę, ale jakoś złudzeń i sentymentów do niej nie zatrzymałem. Myślę, że i tak ją wysoko oceniłeś ;)

  • Ja osobiście nie czytałem „Potęgi podświadomości” czytałem natomiast „Wykorzystaj potęgę podświadomości w pracy” również autorstwa Joseph’a Murphy’iego. Niedługo napiszę na swoim blogu jej recenzję, jednak już powiem w skrócie, iż również nie jest to najlepsza pozycja.
    Jednak jak z każdej książki można wyciągnąć z niej kilka ciekawych przykładów i historyjek jak również lepiej zrozumieć już znane mechanizmy przez poznanie pryzmatu innej osoby (autora książki) i jego rozumienie tych mechanizmów.
    Nawet jeżeli nie zgadzamy się z wszystkimi treściami to tym bardziej jest to cenne, gdyż zaczynamy myśleć samodzielnie i szukać dlaczego to nie działa jak i szukać prawidłowych określeń pojęć i mechanizmów.

    Ogólnie jestem zadowolony, że ją przeczytałem i cieszę się, że jest duży wybór w książkach i nie tylko w szkoleniach również odnośnie samorozwoju.
    Coraz częściej przekonuję się, że to co „zadziała” tzn. zainspiruje jedną osobę wcale nie musi zachwycić innych.
    Dlatego cieszę się, że jest duży wybór literatury i tylu trenerów, gdyż każdy może znaleźć coś dla siebie co dla niego pasuje i mu odpowiada.

    Odnośnie afirmacji zgadzam się, jednak polecam ich stosowanie pod warunkiem oczywiście, że są dodatkiem do pracy nad daną cechą, a nie główną metodą pracy.

  • Ja stosuję afirmacje od wielu lat. Nie uwierzylibyście co one potrafią i co dzieki nim osiągnąłem.

    • Daniel, mieliśmy już dyskusję w temacie na GL. Kwestia tego, że nie jesteś obiektywnie w stanie stwierdzić, czy to akurat dzięki afirmacjom, czy innej metodzie. Co w połączeniu z mocną propagandą n.t. afirmacji dostępną w światku rozwojowym sprawia, że patrzę na Twoją deklarację z pewnym dystansem. Tzn. nie wątpię, że wiele osiągnąłeś. Ale to Ty osiągnąłeś, a niekoniecznie afirmacje dla Ciebie :D

  • krystian

    to co tu przeczytałem to po prostu bzdury..aż śmiech to czytać . nie wiem kto to pisał ale na pewno ktoś na maxa ateistycznie nastawiony . WIARA TO FILAR ,nadzieja i zmiany dokonane dzięki niej.

    • Krystian, to nie kwestia ateizmu, a racjonalizmu, czyli trzymania się dowodów. Ot, takie pokorne podejście p.t. moje widzimisie („wiara”) jest mniej ważne od faktów.

  • vrr

    Cześć. Kurcze, mam nadzieje że przeczytasz ten komentarz bo widzę że odgrzebuję prastarego posta. Chciałem się zapytać czy zapoznałeś się np. z pracami polskiego psychologa Bartłomieja Dobroczyńskiego który zajmuje się tematyką „podświadomości” albo mówią też inaczej – psychologii transpersonalnej. Napisał min.książkę „Nieświadomość w polskiej myśli psychologicznej przed Freudem” i jest to dzieło absolutnie kapitalne. Na książkę Murphego trafiłem już po stricte naukowym przerobieniu kwestii „ukrytego umysłu” i muszę przyznać, coś w tym jest. Dobra, więcej nie piszę bo nie wiem czy w ogóle ktoś to przeczyta ;D hej

    • Nie, nie znam go. Transpersonalna jest dość specyficzną działką – to psychologiczny „śmietnik”, gdzie trafia zarówno masa odlotów, jak i nieco naprawdę fascynujących rozwiązań.

      • vrr

        o a jednak działa ;D Klasyczna psychologia XIX wieczna to prawdziwy śmietnik, tam to dopiero była jazda bez trzymanki. Pojęcie psychologia transpersonalna jest trochę nadużywane. Polecam prace np. Grofa, czeskiego psychiatry który pracował z LSD od lat 50, zanim jeszcze stało się to modne :D Opisuje tam dotarcie do głębokich warstw nieświadomości i inne hece. A gość jest naukowcem, przeprowadził tysiące sesji w szpitalach gdzie podawał LSD osobą w stanach paliatywnym. Było to zanim rządy zabroniły takich badań. Fascynujący materiał. Co myślisz o psychodelikach? Mam na myśli np psylocybinę czy LSD a nie „narkotyki” w sensie heroina kokaina czy alkohol. A tak poza tym to gratuluję bloga, cieszę się że tu trafiłem i w wolnej chwili sporządzę laudację która tu mi po głowie chodzi.

      • colvers

        widac ze dla ciebie wszystko jest smietnikiem,ja uwazam ze ksiazka jest fantastyczna a ty jedynie niszczysz ludzka nadzieje pewnie jestes pesymista ktory zrobi wszysko zeby wszyscy dookola byli zdolowani i bez wiary w lepsze jutro,Mozesz wierzyc lub nie ale korzystanie z rad zawartych w ksiazce naprawde dziala i ja to wiem,ciesze sie ze ja przeczytalem poniewaz zmienila moje zycie i teraz tylko moge byc z siebie dumny ze osiagnelem to co chcialem

        • Wszystko? Zdecydowanie nie. W rozwoju jest wiele cennych rzeczy. Są niestety faktycznie przykrywane masą śmieci trafiających do ludzkich pragnień, ale już nie do ludzkich potrzeb.

          Nadzieja jest jednym z takich pragnień. Realnie sabotuje działanie, ale hej, jest emocjonalnie przyjemna, a przecież liczy się emocjonalny haj, nie realna zmiana, prawda? ;)

          Btw. Nie, nie wierzę Ci. Z banalnie prostego powodu – masz kobiecy e-mail, ale piszesz w formie męskiej. Jedno więc drugie jest więc fałszywe, które? :)

  • Pinker

    Najpierw napisałeś artykuł, rzekomo twierdząc, że świadomość nie istnieje, a później zacząłeś się pytać na forach, czy oby na pewno. Zgadzam się, że powyżej zrecenzowana książka ma dużo wplecionych „bajek” , te wszystko modlitwy i wielkie cuda o których ni razu nie usłyszałem, trochę odstraszają. Być może, ale moim zdaniem podświadomość to obszar, do którego się zawsze odwołuję, to on sprawia, że mimo braku sił, mogę mieć dużo energii, wstać po 5 godzinach i być wyspanym( wyznaczyć w podświadomości ustaloną godzinę i bez budzika o tej porze wstać).

    Mam taki problem, że fizyka kwantowa bardzo kojarzy mi się z podświadomością. Jak to się dzieje, że myśląc o czymś bardzo często, przyciągamy to do siebie? Że myśl to energia i wszechświat sprawi, że ta energia przyciągnie inną pożądaną przez nas.

    Mojej osobie, książka bardzo pomogła choć przeczytałem ją nie dawno, widzę, że mniej ludzi ma na mnie negatywny wpływ i pokładam większą wiarę w pomyślne dążenie do celów. Każdy człowiek, omijając księża, królowe i całą sielankę ludzi wysoko urodzonych od początku- jest taki sam. Co miało by decydować o tym, że inny osiąga sukces, a drugi wszystko traci i zostaje bezdomnym? Podświadomość, która rozwija się na podstawie tego, co myślimy i czujemy świadomie. Jest tyle autentycznych przykładów- ale nie, najlepiej rozpowiadać, że to nie istnieje i wszystko trzeba zostawić przypadkowi. :)

    • „Najpierw napisałeś artykuł, rzekomo twierdząc, że świadomość nie
      istnieje, a później zacząłeś się pytać na forach, czy oby na pewno.”

      Możesz wskazać na rzekomy artykuł i rzekome pytania? :) I czy aby nie chodziło Ci o podświadomość, a nie świadomość?

      „trochę odstraszają. Być może, ale moim zdaniem podświadomość to obszar, do którego się zawsze odwołuję, to on sprawia, że mimo braku sił, mogę mieć dużo energii, wstać po 5 godzinach i być wyspanym( wyznaczyć w podświadomości ustaloną godzinę i bez budzika o tej porze wstać).”

      Ponownie – nie ma jednej „podświadomości”. Mamy całą rzeszę procesów zachodzących poniżej progu świadomości, ale to zupełnie inny układ, niż jedna, często personifikowana struktura p.t. „podświadomość” :)

      „taki problem, że fizyka kwantowa bardzo kojarzy mi się z
      podświadomością.”

      Fizykom kwantowym się nie kojarzy :)

      „Jak to się dzieje, że myśląc o czymś bardzo często,
      przyciągamy to do siebie? Że myśl to energia i wszechświat sprawi, że ta
      energia przyciągnie inną pożądaną przez nas.”

      To się nijak nie dzieje, bo nie przyciągamy :) Wrażenie przyciągania może być pochodną dwóch błędów poznawczych:
      a) selektywnej uwagi – wcześniej nie zwracałeś uwagi na dany bodziec w Twoim środowisku, choć tam występował, teraz zaczynasz go dostrzegasz, bo o nim myślisz
      b) efektu potwierdzenia – ponieważ starasz się potwierdzić takie „przyciąganie”, reinterpretujesz swoje doświadczenia tak, by wskazywały na to, że przyciągasz. Znalazłeś złotówkę na ulicy, a myślałeś o dużej kasie – uuuu! przyciągnąłeś ;)

      „książka bardzo pomogła choć przeczytałem ją nie dawno, widzę, że mniej
      ludzi ma na mnie negatywny wpływ i pokładam większą wiarę w pomyślne
      dążenie do celów.”

      Innymi słowy, wmówiłeś sobie subiektywnie inne reagowanie. Spoko -a gdzie obiektywne wyniki?

      „Każdy człowiek, omijając księża, królowe i całą
      sielankę ludzi wysoko urodzonych od początku- jest taki sam.”

      Oczywiście, że nie jest. Ilość czynników, które wpływa na Twoje szanse na sukces jest kolosalna, to, że nie zwracasz na nie uwagi nie jest argumentem za brakiem ich istnienia. Wszystko, poczynając od przypadkowych wzmocnień (zrobisz coś i dostaniesz więcej uwagi vs zostaniesz zignorowany), przez środowisko w jakim dorastasz, ludzi wśród których się obracasz, przez cechy wrodzone, takie jak wrażliwość układu nerwowego – to wszystko różnicuje nas na masę sposobów.

      „Co miało by
      decydować o tym, że inny osiąga sukces, a drugi wszystko traci i
      zostaje bezdomnym?”

      J.W. + stary dobry przypadek/prawdopodobieństwo.

      „Podświadomość, która rozwija się na podstawie tego,
      co myślimy i czujemy świadomie. Jest tyle autentycznych przykładów- ale
      nie, najlepiej rozpowiadać, że to nie istnieje i wszystko trzeba
      zostawić przypadkowi. :)”

      Nope, podświadomość nie jest tu dobrą odpowiedzią. A wnioskowanie z „autentycznych przykładów” jest skazane na porażkę, bo nigdy w takim „autentycznym przykładzie” nie jesteś w stanie wyizolować wpływu wszystkich wpływających na dany wynik czynników :)

  • kiki

    witam panie Arturze, cieszę się że poruszył pan ten temat… zgadzam się z ulgą z panem. kilka lat temu w ciąży nabawiłam się nerwicy lękowej, lęk o zdrowie dziecka itd który to doprowadził do lęku przed zrobieniem komuś krzywdy zwłaszcza bliskim… i niepotrzebnie zajrzałam do tej książki w takim stanie(ciągłego lęku) kiedy mój umysł krążył tylko w okół zagrożenia i dopiero się wystraszyłam, że co sobie pomyślę to się stanie i później czasem nachodziły mnie natrętne myśli a raczej zdania jakby wypowiadane w myślach typu będę miała np schizofrenie i kogoś skrzywdze pobije co gorzej zabije czego oczywiście nie chciałabym nigdy napewno pan wie o co chodzi bo jest pan psychologiem i zna nerwicę i oczywiście wtedy był dopiero lęk żeby tak się nie stało a wiadomo ze im bardzej sie człowiek boi swoich mysli tym bardziej sa natretne. oczywiście ratowałam się racjonalizacją.teraz już mineło trochę czasu, dużo nad soba pracowałam żeby uporać się z nerwicą i myślę że wygrałam:-) ale piszę bo chciałabym żeby pan skomentował to co napisałam uspokoił jakiegoś nerwicowca co właśnie przeczytał te brednie i bedzie mógł trafić na pana bloga i uspokoić sie że nie musi walczyc z tymi niechcianymi myślami bo i tak sie nie spełnią! pozdrawiam

    • Nie spełnią się – choć faktycznie miałem klientów z nerwicą, którzy mieli duże problemy z takimi obsesjami.

  • Ela

    Pannie Królu Arturze proponuję jeszcze raz przeanalizować tą lekturkę. Gdyby podświadomość nie istniała, nurty tj. NLP nie miały by racji bytu, a jednak ich metody obecnie są skuteczne i bardzo popularne. Być może przykłady podane w książce były nieco przekoloryzowane ale wydaje mi się że był to zamierzony cel autora. Metody opisane w książce są głównie oparte na bezgranicznej wierze, a co, jeśli nie czyjś sukces bardziej motywuje i pozwala uwierzyć. Mniemam że nie próbował Pan technik opisanych w książce, jednakże polecam bo po pewnym czasie naprawdę są skuteczne:)

    • Akurat tak się składa, że jestem trenerem NLP :) I NLP naprawdę nie potrzebuje do działania podświadomości, a tym bardziej tego zabawnego homonkulusa, którego stworzył Murphy :)

      Bezgraniczna wiara jest jedną z najgorszych przeszkód do osiągnięcia sukcesu, jakie można sobie sprawić. Nie uniemożliwia go, ale potwornie utrudnia.

  • Szymon

    Panie Arturze, a sprawdzał Pan na sobie czy to działa? Niestety, ale nie mogę się doszukać nigdzie w Pańskim artykule stwierdzenia: „przetestowałem wszystkie wymienione przez autora książki sposoby tak jak to było opisane i stwierdzam, że żadna z nich nie działa”. Przykro mi, ale ten fakt znacząco podważa Pana zdanie, które o niej Pan wyraził. Chyba nie napisze Pan, że nie musiał tego robić bo jest znawcą? Przeczytał Pan książkę i osądził ją na podstawie wiedzy którą Pan posiada. A jest Pan pewien, że posiada całą wiedzę? Nie wydaje mi się.

    „Podsumowując, jedna z tych książek, które warto zdecydowanie omijać, a jeśli czytać, to z ogromnym dystansem i włączonym na maksimum sceptycyzmem.”

    Jak można być maksymalnie sceptycznym wobec rady „myśl pozytywnie”? Bo do takiej można by streścić ową książkę.

    • Szymon, to akurat testowałem swego czasu, ale nie ma to i tak żadnego znaczenia, bo wnioskowanie n.t. skuteczności z własnego doświadczenia jest jedną z najgłupszych rzeczy, jakie można zrobić – bo nasze mózgi nie są przystosowane do trafnego wnioskowania z doświadczenia. http://blog.krolartur.com/dlaczego-twoje-doswiadczenie-jest-bezwartosciowe/

      A pozytywne myślenie, niestety, wg. badań daje gorsze efekty nawet niż pesymizm.

      • Szymon

        Panie Arturze jak Pan testował? Czy testował Pan wszystkie metody? Jak długo je testował? Jakie były tego efekty? Według mnie w Pana przypadku miałoby to ogromne znaczenie, bo gdyby podszedł Pan do tematu rzetelnie i wykonał serię testów w dłuższej perspektywie czasowej i na podstawie takich eksperymentów wyszło na to, że metody opisane w książce jednak działają, to byłoby to mocno autorytatywne. Niech Pan nie mówi, że nie jest możliwe, by do takich eksperymentów podejść w racjonalny sposób i racjonalnie je opisać. W końcu „wiara” w racjonalizm zakłada taką możliwość. Na pytanie „jak się Pan teraz czuje?”, może Pan odpowiedzieć „Bardzo dobrze”. Bo np. czuje Pan chwilowy przypływ szczęścia (bez względu na to czy udziela się w tym momencie podwyższone stężenie endorfin). I jest to czysto subiektywne odczucie, ale ktoś kto w życiu doświadczył czegoś podobnego doskonale zrozumie ten przekaz. Hipotetycznie, gdyby Pan zechciał mógłby Pan temat „podświadomości” dokładniej przebadać i dotrzeć jeszcze głębiej niż sam Murphy, bo ma Pan talent do ubierania wszystkiego w szaty racjonalizmu. Wiele osób twierdzi, że to o czym pisze Murphy działa. Dlaczego?

        Poza tym, jak inaczej przekonać się o skuteczności jakiejś metody jak nie na własnej skórze? To co Pan napisał brzmi jak herezja. Kiedy przychodzą do pana ludzie z problemami co Pan robi? Stosuje metody. Skąd Pan wie, że działają? Z doświadczenia. Jest jeszcze nauka, która mówi coś tam, ale tak na prawdę we wszystkim liczy się doświadczenie, obserwacja, praktyka. Bez tego nauka pozostałaby tylko nauką.

        „Kwestia tego, że choćbyś zjadł zęby w temacie, choćbyś poświęcił na niego 80 lat swojego życia, Twoje doświadczenie i tak może być op prostu niereprezentatywne.”

        Zgadzając się z tym co Pan napisał, powinien Pan się zgodzić z tym, że Pańska opinia na temat książki jest niereprezentatywna, bo zgadza się z nią Pan i podobni Panu ludzie. Nie ma w niej obiektywnej prawdy. Jest to wyłącznie Pańska opinia. W takim razie coś co nie ma obiektywnej wartość jest bezwartościowe. Co doprowadza nas do wniosku, że pisze Pan bezwartościowe artykuły. Pytam po co?

        Proszę również o przedstawienie badań dot. pozytywnego myślenia, o którym Pan wspomniał i o racjonalne wytłumaczenie jaki rodzaj myślenia według Pana jest w takim razie najlepsze?

        • Ponownie – to jak testowałem nie ma najmniejszego znaczenia. Jednoosobowa próba jest absolutnie bezwartościowa we wnioskowaniu. Serio, to podstawy metody naukowej – po prostu nie jesteś w stanie wykluczyć wpływu innych czynników.

          Nie „ubieram wszystkiego w szaty racjonalizmu”. Po prostu bardzo pragmatycznie skupiam się na tym co działa, a jak dotąd racjonalizm i metoda naukowa są absolutnie najlepszym z dostępnych sposobów weryfikacji tego.

          Dlaczego wiele osób twierdzi, że Murphy działa? Bo to metoda cudownie nadająca się do samooszukiwania i błędnego interpretowania rzeczywistości, do efektu horoskopowego i licznych innych zaburzeń trafnego wyciągania wniosków.

          Jak przekonać się o skuteczności metody inaczej niż na własnej skórze? Na własnej skórze właśnie nie jesteś w stanie (bo nie możesz wykluczyć czynników zakłócających), więc zdecydowanie na inne sposoby To co piszę to nie herezja, tylko dość podstawowa wiedza n.t. tego jak działa świat.

          Pracując z ludźmi stosuje metody albo przebadane, albo posiadające wysokie tzw. prior probability. Zdecydowanie nie opieram się na „wiem z doświadczenia, że to działa”, bo to równia pochyła i prosta droga do stania się świrniętym, oderwanym od świata guru.

          Badania odnośnie pozytywnego myślenia (i zdrowej alternatywy, dwójmyślenia) znajdziesz na blogu, poszukaj :)

      • Ola

        Mam nadzieje, że ludzie, którzy trafiają do Pana z jakimś problem, ponownie juz nie wracają. Psycholog z polowania – tego napewno o Panu nie można powiedzieć :) Czytałam post i naprawdę z każdym zdaniem byłam coraz to bardziej w szoku !!! Nigdy w życiu nie pozwoliłabym by moje dziecko lub ktoś z rodziny trafił w Pana ręce. MASAKRA i jeszcze raz MASAKRA !! To Pan powinien skorzystać z wizyt u DOBREGO PSYCHOLOGA … Pozdrawiam i naprawdę życzę, by Pan sie PRZEBUDZIŁ

  • Karol

    Sluchalem Cie Panie Arturze na ASBiRO w Warszawie i ladnie mowiles, wartosciowo, ale teraz to dosadziles. Rozumiem, ze prowadzisz firme w kierunku bardzo dochodowym jakim jest rozwoj osobisty i dzielo Murphy’ego zaprzecza istnieniu Twojej branzy, ale zeby mieszac to z blotem? Czlowiek ten napisal to wiele lat temu, moze nie byl wtedy w stanie rozpracowac wszystkich procesow mozgowych, ale Ty rowniez tego nie zrobiles.

    Pisze tutaj, bo dzieki tej ksiazce moj brat wyleczyl sie z cukrzycy I typu. I powiedz mu teraz, ze potega podswiadomosci to pop-psychologiczna papka. Stosowal jedynie afirmacje i wyleczyl sie w okolo 2 tygodnie, calkowicie. Nie bierze insuliny ani kropli i z jego zdrowiem jest wszystko wporzadku. Widzac to i czytajac teraz Twoj tekst nie mam ochoty czytac juz Twojego bloga, straciles u mnie totalnie na zaufaniu. Jesli czytaja to ludzie, ktorzy szukaja opinii na temat afirmacji, to niestety trafiaja szybko do Ciebie i pozbawiasz ich szansy na lepsze zycie. I nie dlatego straciles moje zaufanie, bo nie wychwaliles tego dziela, ale za to, ze podszedles do niego po prostu po chamsku i nieprofesionalnie. Profesionalisci szanuja przeciwnika. Nie pluja na niego a szukaja zalet jego istnienia.

    Polecam przeczytac ksiazke bardzo dokladnie i kilka razy. Zyjcie ludzie po swojemu, testujcie, nie sugerujcie sie opiniami „znawcow”.

    Pozdrawiam.

    • Cukrzyca Typu 1 jest chorobą nieuleczalną. Jeśli więc uważasz, że Twój brat całkowicie się z niej wyleczył, to są trzy opcje:
      a) błędna diagnoza pierwotna (tak naprawdę nie miał cukrzycy typu I)
      b) błędna diagnoza wtórna (niestety wciąż ją ma i mocno ryzykuje nie przyjmując insuliny)
      c) cud medyczny wokół którego lekarze zrobiliby natychmiast spory szum, bo to dla nich opcja na wielką karierę.

      Z tych trzech a) jest najbardziej prawdopodobnym wnioskiem, gorąco życzę, by jednak nie było to b), zdecydowanie nie miało miejsca c) – lekarze nie są łasi na międzynarodową karierę i nobla z medycyny? :)

      Niestety, ale popełniasz błąd we wnioskowaniu, z czystej niewiedzy, nie dopuszczając choćby opcji błędnej diagnozy pierwotnej. Na tym błędzie – „dowodzie” – budujesz następnie całą, chybioną, argumentację.

      Co do szanowania przeciwnika – widzisz, dla mnie biznes to budowa, nie wojna, więc kompetentną konkurencję ja wspieram i szanuję i w ogóle nie myślę o niej nawet jak o przeciwniku. Nie szanuję natomiast partaczy robiących szajs – a Potęga Podświadomości jest niestety właśnie przejawem takiego szajsu. I serio, afirmacje były po prostu badane. Nie dają efektów. Co najwyżej są tak skonstruowane, że łatwo się na ich podstawie oszukiwać- czego dałeś tutaj przykład.

      Mało prawdopodobne jest jednak, abyś dopuścił do siebie opcję, że może dałeś się nabrać. Szkoda, tym niemniej życzę powodzenia.

      • Drogi Arturze, nie wytrzymałam.

        Wypowiem się tylko na temat punktu C, ponieważ samo meritum na razie trawię i owszem, mam swoje zdanie na temat książki, którą czytałam wiele lat temu i nie zamierzam do niej wracać, ale niektóre elementy muszę sobie poukładać, natomiast Twoja wypowiedź:

        „c) cud medyczny wokół którego lekarze zrobiliby natychmiast spory szum, bo to dla nich opcja na wielką karierę.”

        Nijak ma się do rzeczywistości. Nawet dziecko wie, że lekarze dzisiaj zrobią wszystko by nie wyleczyć pacjenta tylko go leczyć bez końca, bo pacjent to źródełko i jeśli zdarzy się „cud”, to z pewnością skutecznie go wyciszą.

        Lekarz chcący robić karierę na cudzie musiałby w dzisiejszych czasach być obłąkany albo bardzo zdesperowany, wiedząc, że jeśli tylko spróbuje doprowadzić do wyleczenia, będzie to jego koniec lub podporządkuje się koncernom.
        Nie od dziś wiadomo, że bardzo wielu dobrych lekarzy przeżywa gehennę w pracy, widzą umierających pacjentów wiedząc, że mogą im pomóc, ale nie wolno im tego robić bo pogrzebią karierę.

        Pozdrawiam serdecznie.

        • Wiola, wybacz, ale powtarzasz mit nie tylko absurdalny, ale przede wszystkim potwornie nieuczciwy wobec lekarzy – bo robiący z nich wszystkich, co do jednego, bezmyślne monstra chcące tylko kasy i mające gdzieś dobro pacjenta. Ani to uzasadnione, ani etyczne.

          ALE nawet załóżmy, że to prawda. W państwowych szpitalach mamy, przypomnij mi, na jaki czas kolejki? Niekiedy na 10 czy 15 lat na zabieg, prawda? Lekarze jak widać są zupełnie bez pracy i potrzebują każdego możliwego pacjenta ściągnąć i utrzymać jak najdłużej, prawda? O tym, że dostają za niego stałą kwotę zwykle NIEZALEŻNIE od czasu terapii nie wspominając.

          Może prywatne szpitale? Ups, też nie! LuxMed itp. żyją głównie z abonamentów korporacyjnych, słowem, opłaca im się Cię wyleczyć jak najszybciej i jak najtaniej.

          No dobra, nie u nas, ale w USA to na pewno, prawda? Ups, tu dopiero Twoja argumentacja idzie do piachu. Bo w USA rządzą i dzielą firmy ubezpieczeniowe. Im się opłaca by jak najmniej wydać na leczenie pacjenta. Więc jakiekolwiek opcje p.t. sztuczne przedłużanie terapii… Nic z tego.

          Wszystko powyższe nie bierze nawet pod uwagę faktu, że wbrew tezie, którą rzuciłaś (obstawiam bezmyślne powtarzanie, bo jest powtarzana często, ale ewidentnie nie przemyślana), skuteczność medycyny nieustannie rośnie:
          a) żyjemy dłużej
          b) żyjemy dłużej w lepszym zdrowiu ogólnie
          c) zachorowalność na większość chorób regularnie spada
          d) wiele udało się w zasadzie zlikwidować

          Podsumowując – powtarzasz wybitnie nieetyczny i kłamliwy mit, żerujący na naiwnych i okrutnych fantazjach nt. medycyny, absolutnie paskudny wobec lekarzy, fizycznie nierealny w istniejących systemach finansowania służby zdrowia oraz sprzeczny z dostępnymi danymi nt. światowego zdrowia.

          • Dziękuję Arturze za odpowiedź. Nie będę się upierać przy swoim.
            Wyskoczyłam z emocjonalnym wpisem bez przygotowania jakiejkolwiek bazy, którą można zweryfikować.
            Mimo, wszystko, z racji środowiska, w którym żyję, mam na co dzień do czynienia z sytuacjami, które czasem przerażają, dlatego chcąc nie chcąc muszę się wycofać z mojego poprzedniego wpisu, bo w przeciwieństwie do Ciebie nie mam możliwości przedłożyć żadnych konkretnych dowodów.

          • Dla jasności, nie chcę twierdzić, że:

            A) Wszystko co robią korporacje (farmaceutyczne czy inne) jest piękne, cudowne i pachnące. Oczywiście, że jest tam sporo machlojek i nieczystych zagrań, Tylko struktura tych machlojek i ich realna możliwość wpływu jest inna, niż się zwykle uważa i korporacje nie miałyby możliwości „wyciszenia” takiego „cudu” (za to mogłoby się rzucić go opatentować). Polecam, jako dobry opis realnych problemów z systemem i tego co da się z tym zrobić, „Bad Pahrma” Bena Goldacre.

            B) Wszystko jest w porządku z naszym systemem opieki zdrowotnej. Oczywiście, że nie jest, po części przez złe zarządzanie, po części przez niedofinansowanie i niedobór personelu, jak również przez masę drobniejszych czynników.

            Po prostu te wszystkie problemy nie wyrażałyby się w takiej formie jak postulowałaś.

          • Przeczytam, dowiem się więcej…
            Jednak nic nie zmieni faktu, że to co widzę i słyszę sprawia, iż trudno czasem zasnąć z powodu ogromu przytłaczającego smutku i bezsilności po spotkaniu towarzyskim w gronie lekarzy. Nie mieszkam w Polsce, nie wiem jak teraz wygląda sytuacja w kraju, wiem jak jest tutaj z pierwszej ręki i po prostu najzwyczajniej w świecie się boję.

  • Łapka na capka

    Blog „Króla Artura” czy „Artura Króla”? Żeby tak się napocić i nie wnieść NIC.
    Bełkot, słowotok, autoreklama, ma Pan średnie pojęcie o zagadnieniu i wysoką samoocenę. Zastanawiam się ciągle skąd tacy się biorą? Dlaczego Pan to piszę?
    Może warto zacząć zdanie od: moim zdaniem….,
    Proszę o podanie dowodu na nieistnienie podświadomości. Ponieważ termin podświadomości zagościł w każdym języku świata więc jest coś na rzeczy, a tu proszę Polak Król Artur twierdzi, że nie ma podświadomości.
    Proszę się przyjrzeć swojemu zdjęciu ma pan źle odcięte paznokcie, trzyma pan czerwony niemęski długopis, koszula ma źle podwinięte rękawy i opina się na obfitym brzuchu- to jest Świadomość istnienia w sieci, tylko JAK?
    Proszę znaleźć zdjęcia Murphy i pamiętać, że Internet nie istniał w 1963 roku.

    • Kurcze, strasznie Ci współczuję. Tak rozpaczliwa próba dokopania mi, żeby się czepiać koloru długopisu – to mówi wiele o tym jak bardzo Cię ten tekst zabolał i jak zrozpaczony byłeś, żeby mi dogryźć w rewanżu. Jeszcze więcej mówi Twoja argumentacja, której ewidentnie nie przemyślałeś, po prostu rzuciłeś byle czymkolwiek podeprzeć swoją zagrożoną ideologie. Gdybyś przemyślał, odkryłbyś bowiem, że przyjmując taki „argument do powszechności leksykalnej musisz m.in. przyjąć, że Święty Mikołaj istnieje naprawdę – wszak ten termin tym bardziej zagościł w każdym języku świata :)

      Zrozum proszę, to nie kwestia „moim zdaniem”. To kwestia znajomości absolutnych podstaw psychologii i neurologii. Nie ma czegoś takiego jak spersonifikowana podświadomość wymyślona przez Murphy’ego. To odmiana błędu homunkulusa, uogólniona z wzroku na całość doświadczeń. http://en.wikipedia.org/wiki/Homunculus_argument Rzeczywistość pokazuje jednak co innego – szereg procesów zachodzących poniżej progu świadomości, ale brak jakiejkolwiek zunifikowanej podświadomości. Również afirmacje propagowane przez Murphy’ego okazują się dawać odwrotny efekt.

      Przykro mi, że wiązałeś z tą ideologią tyle nadziei i tak bardzo zabolało, gdy została podważona. Niestety, rzeczywistość nie bierze pod uwagę naszych preferencji. Takie zderzenie z nią może być czasem bolesne, ale ostatecznie jest bardzo wartościowe. W tym wypadku pozwoli Ci znaleźć lepsze narzędzia do pracy ze swoimi problemami. Powodzenia.

      • łapunia na capunia

        jakie mam problemy, bo nic nie wiem, a może powinienem mieć jakieś? Już wiem wiedziałeś że:
        widziałem Świętego Mikołaja, wgrałem 6 w lotto jak zwykle o tej porze roku, że mam 3 żony, własny kościół jak każdy w mieście, gdzie mieszkam, a podświadomość to mi normalnie z ręki je, tak ją wytresowałem. Nikt jej nie obali, taka wielka się zrobiła od tego GMO.
        Moja ideologia to, no wiesz…..wpisz co chcesz.
        Sorry, że Cię wpuściłem, ale zupełnie przez przypadek trafiłem na to forum, a ponieważ jestem owocem podświadomości moich rodziców, postanowiłem podkręcić Cię trochę bo ten artykuł to mdły strasznie Ci wyszedł. Musisz włożyć więcej dynamitu, jeżeli chcesz by coś obalał.
        I zmień zdjęcie bo sztuczne, walnij sobie fotkę na ulicy wśród ludzi, wyciągnij kolor twojej postaci bądź biały, a tłum szary. Do ludzi docierają symbole, wiara w cuda, prostota przekazu. Więc albo Presley, albo Św. Franciszek, no i dynamit.
        Już więcej się nie wtrącam. Najlepszego 2015, sprzedawaj się jak najlepiej.

  • Czynnik_Omega

    Joseph Murphy to autor szczególny. Pisze takim mesjańsko-psychologicznym językiem i czasem trzeba się mocno skupić, żeby zrozumieć co miał na myśli, a może nawet bardziej się domyślić/wymyslić niż zrozumieć, bo wszak rozwój osobisty jest sprawą 100% indywidualną i każdy te same słowa zrozumie w inny specyficzny dla swojej rzeczywistości sposób.

    Ale odrzucać jego książki z powodu języka czy treści to tak jakby odrzucić Biblię. Co autor tej recenzji mówi o Biblii ?

    Biblia też jest napisana niezrozumiałym językiem, pełna zmyślonych i ponaciąganych historyjek i krwawych baśni …

    Ale od tysięcy lat ludzie ją czytają i w oparciu o nią budują z sukcesem swoje życie.

    Osobiście polecam Josepha Murphy każdemu kto poszukuje Siebie. Zgodnie ze wszelkimi zasadami rozwoju, warto poznać praktyków typu Brian Tracy, przez mistyków jak Joseph Murphy, aż po przekaz niefizycznych bytów jak Abraham-Hicks.

    Każdy przedstawi to samo z innej perspektywy i dzięki temu percepcja naszej świadomości się poszerza. Jesteśmy w stanie lepiej pojąć niuanse przekazu WszechŚwiata, uszczknąć odrobinę z nieskończenie szerokiej percepcji podświadomości.

    ….ale, ale ! Autor tej recenzji twierdzi, że nie ma podświadomości.

    Myślę, że to jest bardzo istotny aspekt wyjaśniający niezrozumienie Murphyego. Chodzi o to, że Murphy nie stosuje analogii do Człowieka-Firmy (zresztą ja też uważam, że jest niewłaściwa).

    Podświadomość to nie jest podprezes. To nie jest korporacja. To nie jest łańcuch dostaw, ani to nie są kontrahenci.

    To jest możliwości wykorzystywania potencjału (Pustki) tych wszystkich Form. Być może autor recenzji nie rozróżnia Pustki od Formy – siłą rzeczy nie jest w stanie zrozumieć Josepha Murphy.

    BARDZO polecam Josepha Murphy, tak jak polecam każdego autora, bo w każdej nawet najnudniejszej książce jest choćby jedno zdanie dla którego warto tę książkę przeczytać.

    Pozdrawiam.

    Marek

    • Wybacz, z religią nie mam zamiaru dyskutować, bo nie ma to sensu. Jeśli robisz z Murphy’ego boga (a do tego sprowadza się takie porównanie do biblii, jakie zastosowałeś), to nie dalsza wymiana nie ma najmniejszego sensu.

      Swoją drogą – biblia używana była i jest do uzasadnienia ogromnej ilości wyjątkowo nikczemnych zbrodni. Tortury, niewolnictwo, masowe mordy – to wszystko ludzie czynili w oparciu o biblię. Naprawdę chcesz pozycjonować rozwój w tej samej kategorii? Bo ja zdecydowanie nie :)

      • Krzysiek

        Jako człowiek wierzący, chcę rozszerzyć twoją perspektywę na temat biblii, bo takie jej przedstawienie, mocno ją krzywdzi. Nie pomyślałeś, że można powiedzieć, to że biblia była obchodzona. Tak jak prawo, bo w takich wypadkach było faktycznie prawem. Przykład:
        Niewolnictwo- obejściem poszanowania względem innych było uznanie czarnych za zwierzęta przypominające ludzi
        Do czego zmierzam? Do tego, że nie biblia, ale grzeszna natura człowieka jest za to odpowiedzialna. Biblia nie powstrzymywała całego zła, udawała się ją obejść, ale zastanów się, co gdyby wcale nie było takiego muru?
        I pamiętaj też, że dzięki Biblii i chrześcijaństwu działo się i nadal się dzieje wiele dobrego.

        • Krzysiek, obawiam się, że jesteś w błędzie. Niewolnictwo jest akurat wprost wpisane w stary testament i to w wielu miejscach, m.in. jako wytyczne jak postępować z pokonanymi wrogami i ich rodzinami. Proponuję przeczytać od deski do deski, masz tam kilka prawdziwych perełek.

          Co by było, gdyby nie było „muru” w postaci Biblii? Np. „laickie moralności” starogreckie (epikureizm, itp.) stanowiły świetną alternatywę i prawdopodobnie to na nich wybudowana byłaby nasza cywilizacja – Rzym nimi już przesiąkł. Stary Testament jaki masz jest w swoim sednie wyrazem ideologii Makabeuszy, starożytnych odpowiedników takiej dzisiejszej ISIS (tajest, łącznie z zamachami terrorystycznymi i okrucieństwem wobec ludności cywilnej). Nowy stanowił lekką poprawę, choć i tak został mocno zmilitaryzowany między I i II w n.e., gdy został zreinterpretowany z aktualizacji religii dla Żydów na bardziej zgeneralizowaną ideologię.

          Serio, historycznie ten „mur” zdecydowanie bardziej promował głupotę i okrucieństwo niż je hamował.

          • Krzysiek

            Rzeczywiście, w startym testamencie jest dozwolone wiele podobnych rzeczy ALE rozważam tu bardziej Nowy Testament. Tutaj też jest kilka perełek np. przebacznie, zakaz rozwodów, oczyszczenie zwierząt dotąd nieczystych.

            Laicka moralność nie miała takiego okresu próbnego jak Biblia chrześcijańska, więc nie znamy konsekwencji historycznych bycia dominującą moralnością ale coś mam. Poczytałem sobie o epikureiźmie i to była filozofia egoistyczna, a Rzym opierał się głównie na niewolnikach. Nie idealizuj takich moralności, ale wskaż gdzie konkretnie jest lepsza.

            Wskaż, gdzie dokładnie Biblia chrześcijańska promuje głupotę i okrucieństwo.
            Bo jak dla mnie promuje co innego ,,byłem głodny i nakarmiliście mnie”

          • Laicka moralność miała porównywalny okres próbny, proponuję jednak sięgnąć do źródeł :)

            Promocja głupoty i okrucieństwa, nawet w nowym testamencie – taki Jezus nakazujący Piotrowi kupić broń, choćby miał sprzedać ubranie w tym celu wystarczy? ;) A może nieco rozkosznych listów apostolskich? :D

          • Krzysiek

            Przytocze następne argumenty, tylko mi odpowiedz, na ważne dla mnie pytanie: w czym konkretnie moralność laicka jest lepsza jest od chrześcijańskiej?

          • Np. w tym, że jest nastawiona na szczęście społeczeństwa i jednostek go tworzących, a nie na podtrzymanie konserwatywnych wartości pasterskiej społeczności z bliskiego wschodu sprzed 2200 lat :)

          • Krzysiek

            Co ma ze sobą wspólnego szczęście społeczne i egoistyczny epikureizm? Podaj inne nurty, bym się do nich odniósł.
            Jak podejrzewam, uważasz że Biblia to zbiór nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością nakazów i zakazów. Chrześcijaństwo uważa że dał to Bóg, a my dzięki ich realizacji, możemy już w życiu doczesnym uzyskać szczęście, jako jednostki i społeczeństwo.

            Udowdnij że moralność laicka miała porównywalny olres próbny jak Biblia chrześcijańska.

            Nie mogę się doszukać danego fragmentu, ale mogę poruszyć tu 2 kwestie. Biblie czyta się całościowo, z kontekstem, a najlepszy tego przykład to ,,Boga nie ma”. Również nie chodzi że niektóre zachowania w Biblii są głupie np. sprzedanie wszystkiego dla jakieś perły, ale czy końcowy morał jest głupi czy okrutny. Pragnę też wspomnieć że dzięki Biblii działo się i nadal się dzieje dużo dobrego.

          • 1. Epikureizm nie jest egoistyczny, proponuję jednak się podszkolić :)

            2. Nie. Uważam, że Biblia to zbiór wielokrotnie modyfikowanych i przycinanych (choćby przez Makabeuszy w 200 pne) legend i tradycji pasterskiego ludu który próbował zachować jedność ideologiczną w miksie kulturowym jakim był świat antyczny – niezależnie od ceny. To, co uważają lub nie uważają chrześcijanie nie ma znaczenia dla dyskusji – równie dobrze mógłbym argumentować, że znaczenie ma wiara czcicieli wielkiego Cthulhu :D

            3. Moralność laicka – sięgnij do książek historycznych :)

            4. „Biblię czyta się całościowo, z kontekstem”. Nope, bullshit. Biblię czyta się, zawsze i wszędzie, na wyrywki, bo jeśli ktokolwiek przeczyta ją uważnie i całościowo, to znajdzie tam taką ilość wewnętrznych sprzeczności, że nie będzie w stanie traktować jej na poważnie :) To co robisz, to właśnie czytanie na wyrywki – próby uzasadnienia tego co dobre w swojej ideologii, radośnie ignorując takie „drobiazgi” jak boskie (tajest) polecenie wymordowania wszystkich mężczyzn podbitego ludu i zmiany wszystkich kobiet w niewolnice seksualne… Hmm, tak trochę przypomina to co robi teraz ISIS, nie?

            5. Naprawdę chcesz się licytować czy dzięki biblii działo się i dzieje więcej dobrego czy więcej złego? Ale to naprawdę, naprawdę? Bo ostrzegam, że będzie bardzo bolało jak spróbujesz pójść tą droga, ale jeśli chcesz nie ma sprawy – przyda mi się „skromne” podsumowanie tych zabaw ;) Nawet będę uczciwy i nie będę się powoływał na krucjaty, wystarczą mi zabawy z okazji reformacji :)

          • Krzysiek

            1. i 3. Znowu powołujesz się na nieznany autorytet czyli ,,źródła” i ,,książki historyczne”. Tego nie można obalić, tym bardziej zweryfikować.
            2. Tutaj zaczyna się zagadnienie już wewnątrz religijne, co powoduje że dyskusja tu staje się bezsensowna.
            4. Chce tylko tu wspomnieć o zagadnieniu symboliki czy ksiąg historycznych. Temat wewnętrznych sprzeczności zaczyna się tu rozszerzać i nie czuję się już kompetentny. Jeśli dla ciebie ta kwestia jest ważna, radzę konsultację z teologiem.
            5. Licytację i tak byś wygrał. Czemu? Bo byś podawał negatywne przykłady, a one są po prostu silniejsze. Mógłbym odwrócić kota ogonem i pokazać ile zła wyrządził ateizm. Komunizm to już dobitny przykład.

          • 1, 3 – sięgnij na początek choćby do „Doubt” J. Hecht, potem wróć do dyskusji :)

            2. Nope, w kontekście w jakim użyłeś porównania do potęgi do podświadomości nie możesz teraz uciec w argumentację pt. „to zagadnienie wewnątrz religijne”

            4. Sorry, Ty stosujesz ten argument, nie masz teraz opcji wycofania się p.t. „nie czuję się kompetentny by go rozwinąć” :)

            5. Tak, ateizm wyrządził strasznie dużo zła – wszak wszelkie ideologie równościowe (płci, ras, LGBT, itp.) wywodzą się bezpośrednio z ruchów „wątpiących” i z nimi są powiązane ;)

            I proszę, bez absurdalnego argumentu p.t. komunizm=ateizm :D Trzeba mieć naprawdę dość ograniczoną wiedzę nt. komunizmu, by próbować go równać z ateizmem (ignorując choćby liczne przykłady silnie religijnych ugrupowań komunistycznych). Nie wspominając o tym, że to typowy argument typu „tu quo que” – najpierw rzucasz hasło p.t. „ile dobrego dała biblia”, a gdy jest to podważone próbujesz uciekać w „a u was biją murzynów” odnośnie ateizmu. Sorry, nie ma tak :) W każdym razie ze mną nie przejdzie. Chcesz rzucać hasełka, to je uzasadnij, albo nie zawracaj głowy :)

          • Krzysiek

            Dobrze, jak przeczytam ,,Doubt” to wrócę do tematu.

  • Muszę powiedzieć, że tym tekstem niewątpliwie wystawiłeś świadectwo dla PP i afirmacji. Tylko niezbyt pozytywne – ot, faceta, który był i jest zgubiony, ale próbuje swoje zgubienie jak najcudowniej zreinterpretować i przekonać wszystkich wokół, że tak, naprawdę jest szczęśliwy. Ale to naprawdę…

    Tylko skoro jesteś, to czemu potrzebujesz tak głośno o tym krzyczeć? Kogo naprawdę chcesz przekonać?

    Czyżby siebie? ;)

  • mike

    zdać sobie sprawe z iluzoryczności życia…z faktu że tak naprawde nic nie nalezy do Ciebie…lecz do Uniwersum…że wszystko co widzimy i doświadczamy jest tylko
    i wyłącznie Naszym…subiektywnym spostrzeżeniem… to kolejny krok ku szcześciu i wolności Nas na tym świecie…

    • Zdajesz sobie sprawę, że to co piszesz to 100% antyteza podejścia z PP? ;)

  • Arandi

    Witam Pani Arturze.
    Wtrącę swoje trzy grosze do dyskusji, bo jest bardzo ciekawa i do tej pory zmasakrował Pan wszystkich komentujących ;) Ja nie mam tak szerokiej wiedzy jak inni, ale zastanawia mnie pewna drobnostka. Co jeśli Murphy użył terminu „podświadomość” zamiast „liczne oddzielne procesy neurologiczne, które zachodzą poza obrębem świadomości”, tak jak Pan to nazwał i najzwyczajniej uprościł całe zagadnienie. Moim zdaniem książka ma trafić do prostych ludzi, a dla nich nie ma znaczenia czy podświadomość jest jedna duża czy podzielona na kilka działów. To i tak dla wielu nowe pojęcie, więc po co od razu je komplikować? Same afirmacje moim zdaniem też są naciągane, jak wiele historii w książce. Podoba mi się natomiast Pana pogląd na nie. Jednak wydaje mi się, że mogą być pomocne w początkowej fazie trenowania danej cechy, pod warunkiem, że rzetelnie weźmiemy się do pracy nad nią i nie poprzestaniemy na samych afirmacjach. Otóż jak powiedział znany ktoś (zapomniałem kto ;) „jeśli myślisz że możesz albo, że nie możesz to w obu przypadkach masz rację”. Także „mogę” jest kolejnym krokiem po „chcę”, a w tym może trochę pomóc ciągłe powtarzanie sobie, „że mogę”. Podobnie jak u sportowca, któremu skończyły się siły, ale głowa biegnie dalej ;)

    • Nie ma znaczenia czy podświadomość jest jedna duża, czy dzielona na kilka działów – owszem. Jest natomiast kolosalna różnica między szeregiem procesów zachodzących poniżej progu świadomości, a magiczną wróżką siedzącą w naszej głowie i nazwaną podświadomość – a tak to przedstawił Murphy.

      Afirmacje po prostu są nieskuteczne, zwłaszcza w początkowej fazie, gdzie będą wręcz szkodliwe (bo afirmacje nie pokrywają się z faktami).

      Co do cytatu który przytaczasz, zaprosiłbym taką osobę do tego, żeby skoczył bez żadnego sprzętu, zabezpieczenia i pomocy z dachu 20-piętrowego wieżowca i poleciał. W końcu jeśli myśli, że może, to ma racje ;) Innymi słowy – to dla mnie po prostu klasyczna rozwojowa refluksja.

      • Rafał

        Przyznam Panie Arturze, że zrobił mi Pan mały kisiel z mózgu, jak poczytałem o Robinsie, Grzesiaku, Jim Rohnie teraz, że podświadomość, może nadświadomość, afirmacje to lipa. Tym samym trochę traci wiarygodność, co do wszystkich prawd sukcesu o jakich piszę Napoleon Hill, Brian Tracy. Mam pana książkę, że ,,Talent nie istnieje” i podbudowoła moje myślenie, że w zasadzie mogę wszystko, jeśli tylko będę nad tym ciężko pracować.
        Jakie rozdziały ze spisu treści wykasowałby Pan z literatury sukcesu, które na pewno wg Pana nie mają uzasadnienia i są bujdą, mitem. ?
        Pozdrawiam :)

        • Rafał

          Aha i jeszcze jedna sprawa. Czy nasze przekonania na temat nas samych, nie są właśnie afirmacjami ? autosugestią ? Przecież jezeli mówie o sobie, że jestem słaby to sam sobie to wprogramowałem ? Czyli prawie jak afirmacja. Mógłby Pan się do tego odnieść ?
          Pozdrawiam :)

          • Niedokładnie :) Afirmacje są raczej próbą stworzenia w nas samych określonych przekonań na swój własny temat, tylko próbą wybitnie nieskuteczną, bo wynikającą z niezrozumienia struktury przekonań.

            Przekonania osadzone są w konkretnej strukturze przyczynowo-skutkowej, afirmacje ignorują tą strukturę i próbują wmusić samo przekonanie, tak by egzystowało w próżni – marne szanse, żeby się to powiodło.

        • Nie jestem pewien co masz na myśli „rozdziały ze spisu treści wykasowałby Pan z literatury sukcesu”?

          Btw. wystarczy „Arturze”, jestem zwolennikiem netykiety i pisania na „Ty” :)

      • Arandi

        Zagalopowałeś się trochę z tym wieżowcem. Nie chodzi mi o łamanie praw fizyki ale o wiarę w siebie i swoje możliwości. Nie przebiegniesz 1000 m jeśli wierzysz, że nie dasz rady.

        • Oczywiście, że przebiegniesz. Czemu miałbyś nie przebiec, nagle z niebios grom Cię razi, bo łamiesz jakieś niepisane prawo? :D

    • Rafał

      Aha i jeszcze jedno. Czy nasze przekonania na temat nas samych, nie są właśnie afirmacjami ? autosugestią ? Przecież jezeli mówie o sobie, że jestem słaby to sam sobie to wprogramowałem ? Czyli prawie jak afirmacja. Mógłby Pan się do tego odnieść ?
      Pozdrawiam :)

  • Bezczelna Blondynka :)

    Jeszcze nie czytałam tej książki, na tę stronę trafiłam… szukając jej – dobry sposób na pozycjonowanie panie Arturze, gratulacje :) Ale ad rem – „nie istnieje coś takiego jak podświadomość” – dawno już nie słyszałam większego nonsensu. A te „liczne oddzielne procesy neurologiczne, które zachodzą poza obrębem świadomości” to niby jest co??????? Polecam książkę Richarda Davida Prechta „Kim jestem? A jeśli już to na ile?”. On się opiera na BADANIACH neurologów. A ponieważ nie znoszę taniej manipulacji dodam jeszcze, choć zapewne zostanie to usunięte – w moim odczuciu przekaz pańskiej recenzji brzmi tak – „Nie kupujcie głupiej książki, lepiej przyjdźcie do mnie na „szkolenie” i zamiast 30 zł za publikację, zapłaćcie 5 stów za wizytę. Powymądrzam się przez godzinę, a na koniec dowiesz się drogi „pacjencie”, że organizuję warsztaty za tysiaka albo dwa, gdzie na pewno się nauczysz pewności siebie i innych „cudowności”. Próżność i chciwość to naprawdę najpaskudniejsze ludzkie cechy, nawet jeśli ktoś ich sobie NIE UŚWIADAMIA!!!!! Bezczelna Blondynka :)

    • Usuwać, nie. Natomiast zgodnie z regulaminem, jak chcesz po mnie jechać w tak nieuzasadniony sposób, to wykaż się odrobinką odwagi i ujawnij. Imię, nazwisko oraz link do profilu w portalu społecznościowym – inaczej się faktycznie pożegnamy.

      Odnośnie sedna Twojej wiadomości:
      1. Te liczne procesy neurologiczne, które zachodzą poza obrębem świadomości, to zjawisko zdecydowanie odmienne jakościowo od spersonalizowanej podświadomości i cudotwórczego homunkulusa, którego postulował Murphy. To jak różnica między zamkiem w drzwiach, a zamkiem na Wawelu ;)

      2. To miło, że polecasz książkę „opierającą się na badaniach neurologów”. Proponowałbym jednak, żebyś podała namiary na konkretne badania – standardowy format bibliograficzny – i wskazała w jaki sposób te badania miałyby podważać cokolwiek co napisałem :) Wtedy możemy racjonalnie, merytorycznie i bez zbędnych emocji porozmawiać, bo obawiam się że „tak ksiażka opiera się na badaniach” naprawdę nie robi na mnie wrażenia. Czytałem taką ilość idiotyzmów rzekomo opartych na badaniach, że głowa mała, dlatego generalnie wolę czytać same badania bezpośrednio – i zachęcam do tego samego :)

      3. Zarzuty o pozycjonowaniu są bzdurne, jest cały oddzielny wpis na blogu wyjaśniający czemu to naprawdę tak nie działa. Kwestia grupy docelowej – pozycjonuje się nie na naiwnych fanów Murphy’ego, tylko na osoby zainteresowane rzeczami, które faktycznie działają.

      4. Twoje fantazje n.t. tego co robię na sesji są nie tylko naciągane, ale też mocno ironiczne biorąc pod uwagę, że jako idola podajesz w innym miejscu Robbinsa – a to co opisujesz akurat jest JEGO taktyka i coś co otwarcie i aktywnie zwalczam w środowisku rozwojowym, bo to zwykła patologia. Znajdziesz na tym blogu co najmniej kilkadziesiąt artykułów wskazujących,ze tak się właśnie nie robi.

      Zachęcam do ujawnienia się i dyskusji o faktach, a nie fantazjach i interpretacjach. Bezczelność może być zaletą, ale wymaga solidnych fundamentów w postaci rozległych kompetencji, a nie pustego zadufania w sobie :)

  • Bezczelna Blondynka :)

    „Coraz częściej przekonuję się, że to co „zadziała” tzn. zainspiruje jedną osobę wcale nie musi zachwycić innych.
    Dlatego cieszę się, że jest duży wybór literatury i tylu trenerów, gdyż każdy może znaleźć coś dla siebie co dla niego pasuje i mu odpowiada.” – to jest moim zdaniem obiektywna opinia, nie agitacja pt. „tylko ja jedyny mam rację”. Pożegnam się cytatem ze swojego największego „coach’owskiego” autorytetu, Tony’ego Robbins’a – „nie jestem fanem pozytywnego myślenia, tylko INTELIGENCJI.” Bezczelna Blondynka :)

    • Super, to teraz może ją zademonstruj w dyskusji, zamiast rzucać hasłami? :)

  • Bezczelna Blondynka :)

    Cenzura, którą tak Pan krytykował u Robbins’a i tutaj obowiązuje… Czy to aby nie hipokryzja? Liczyłam na konstruktywną dyskusję.

    • Nope, cenzury tu brak :) Srsly, chłopcze/dziewczyno (profil anonimowy, więc nie ma jak sprawdzić), Twoje posty, wraz z odpowiedziami, są poniżej :) Jednocześnie obowiązuje tutaj faktycznie regulamin. A regulamin ten mówi m.in.:
      „3. Jeśli chcesz po mnie jechać – rób to
      otwarcie, pod prawdziwym imieniem, nazwiskiem, linkiem do Twojej strony
      lub profilu społecznościowego. Ja rozmawiam z Tobą publicznie,
      odsłaniając swoją twarz i nie tylko. Okaż podobną odwagę cywilną.”

      Więc jeśli chcesz dalej dyskutować (może w końcu merytorycznie, bo na razie z tym kiepsko), to zacznij od ujawnienia się :) Inaczej faktycznie wylecisz :)

  • Kasia

    Czytałam książkę „Potęga podświadomości” i czytałam ten artykuł i z tych dwojga stekiem bzdur jest zdecydowanie ten artykuł. Nie ma czegoś takiego jak podświadomość?? Haha pan jest jakiś niedouczony. Być może dla pana istnieje tylko to co przedstawia świat nauki. Ale to nie wszystko! Pojęcie podświadomości to jedno z podstawowych pojęć psychologii… może jeszcze pan powie, że człowiek duszy nie ma?! Ale tak to już jest jak ktoś podchodzi do takich kwestii z punktu czysto naukowego…współczuję, bo osoba o takim podejściu wiele w życiu traci…a co do książki to jest świetna.

    • Po pierwsze – nie wiem czy wiesz, ale psychologia jest nauką :) Więc „to co przedstawia świat nauki” to m.in. psychologia :)

      Po drugie – nie, podświadomość to NIE JEST jedno z podstawowych pojęć psychologii :) Serio, serio, akurat rozmawiasz z psychologiem z wykształcenia :D Proponowałbym się jednak douczyć w temacie.

      Co do duszy, w jakim konkretnie rozumieniu? Chrześcijańskim i późnojudaistycznym, zwiniętym z misteriów greckich nieco ponad 2 tysiąclecia temu? (Wcześniej w judaizmie nie było takiej koncepcji jak dusza.) Crowleyowskim? Buddyjskim (i wg. jakiej szkoły buddyzmu, bo mocno się różnią)? Seifertowskim (a co tam, że z komiksu? przynajmniej jego koncepcja miała jakąś spójność, w odróżnieniu od pozostałych :D )

      Jeśli chodzi o podejście, przeciwnie, jak cudnie wskazał Richard Feynman, właśnie takie podejście wzbogaca życie. Prosty test tego – ludzi nauki świat fascynuje na tyle, że nie muszą sobie wymyślać bajek na jego temat, aby go uatrakcyjnić i uczynić ciekawym :D

      • Kasia

        Naprawdę dziwię się że niby psycholog twierdzi że podświadomość nie istnieje….czytałam setki książek psychologicznych i niemalże w każdej z nich występuje pojęcie podświadomości. To jest po prostu termin jakim zwie się wszystko to czego nie rejestruje świadomość a znajduje się na głębszym poziomie ludzkiego umysłu. Podświadomość czyli praca z wewnętrznym dzieckiem mówi to panu coś czy może tego na psychologii nie uczyli?? ;D W ogóle tak czytam te pana komentarze to wołają o pomstę to nieba…gorszych głupot nie czytałam, Racjonalizm bla bla bla…. co do duszy to nie będę na ten temat z panem dyskutować bo wnioskuję z pana komentarzy że pan w Boga nie wierzy, więc bez sensu ta cała konwersacja. Powiem tylko tyle dusza to dusza co za idiotyzm wyróżniania jej na chrześcijańską, buddyjską czy jakąś tam jeszcze. Widać że pan jest zachłyśnięty samą nauką i pojęcie wiary jest panu obce a szkoda. Bo moim zdaniem to właśnie wiara jest fundamentem wszystkiego. A tak w ogóle to wiarę powinno łączyć się z nauką dopiero wtedy wszystko składa się do kupy i ma jakiś sens. Ktoś kiedyś porównał naukę do kielicha z winem…jeśli napijesz się tylko kropelki możesz stać się ateistą jeśli wypijesz kielich do dna wtedy odkryjesz całą prawdę o Bogu. Widać że pan ledwie kropejlkę tej nauki zachłysnął. ;D

        • Hmm, tak jakoś obstawiam, że jeśli nawet faktycznie było to „setki książek”, to z psychologią nie miały one wiele wspólnego, raczej z tzw. poppsychologią, czyli ładnie brzmiącymi bzdurami sprzedawanymi w księgarni na półce p.t. „psychologia” ale pisanymi przez ludzi, którzy z psychologią nie mieli żadnej styczności. Twoje powoływanie się na na „pracę z wewnętrznym dzieckiem” niestety to potwierdza – „wewnętrzne dziecko” to model promowany głównie przez Bradshawa, typowego guru odlotów i bynajmniej nie psychologa.

          Idąc dalej – jest kluczowa różnica między szeregiem niezależnych procesów zachodzących poniżej progu świadomości, a pojedynczą, homunkulusowatą podświadomością – i tego dotyczyło wskazanie, że podświadomość nie istnieje :) I co wprost pada w artykule, więc chyba masz przy okazji problemy z czytaniem ze zrozumieniem :)

          Na temat duszy faktycznie nie ma co dyskutować, ale raczej z tego prostego powodu, że niestety, drogie dziecko (bo przy takiej argumentacji trudno mi uwierzyć, że możesz legalnie pić alkohol), potrzebujesz się w tematyce solidnie dokształcić, żeby w ogóle móc rozmawiać. Nie, żeby ze mną, tylko absolutnie z kimkolwiek, bez zbłaźnienia się. Takie absolutne podstawy teologii, myśli filozoficznej, różnych podejść do wiary, itp.

          A rzucanie hasełek o łyknięciu kropelek nauki… Ehh, na serio, dziecko drogie, miałoby to deczko więcej mocy, gdybyś potrafiła przedstawić choć jeden merytoryczny argument, gdybyś potrafiła się powołać na choć jedno konkretne badanie w swojej argumentacji. A tak… cóż, pozostaje pogłaskać po główce i powiedzieć: dorośnij, doucz się, nieco się będziesz wstydziła młodzieńczej głupoty, ale przejdzie i może wyjdziesz na ludzi :)

          • Kasia

            Przede wszystkim to uważam, że nie powinien pan nazywać się psychologiem. Gdybym miała jakiś problem to na pewno nie chciałąbym trafić do pana ;P Widać jak bardzo jest pan zmanipulowany przez naukę. A pana naukowy fanatyzm jest tak samo niebezpieczny jak każdy inny fanatyzm religijny. Nie wiem czy pan przypadkiem papierku na bazarze nie kupił, bo świadomość-podświadomość i nadświadomość to tak są główne z pojęć psychologii! A jeśli pan tak nie uważa to nie powinien nazywać się psychologiem. No cóż mamy wielu wykształconych psychologów, którzy są do niczego i za nic nie potrafią pomóc drugiemu człowiekowi, bo brak im empatii i pokory tak jak właśnie w pana przypadku. :D Ktoś powyżej napisał że ma pan wysoką samoocenę, ja bym raczej nazwała to arogancją, za którą kryje się właśnie brak pewności siebie a już na pewno jakieś słabości. Gdyby tak nie było nie reagowałby pan na poglądy innych osób w sposób obronny i bezczelnie zbeształ cudze zdanie z błotem. Pewnie ma pan jakiś kompleks z dzieciństwa, może nie dawano dojść panu do głosu i teraz pan nadrabia wykrzykująć wszystkim swoje zdanie, a ten blog założył tylko po to, żeby umacniać się w przekonaniu iż ma pan rację ;P Prawdziwy psycholog liczy się ze zdaniem i poglądami innych ludzi. A u pana brak tej wspaniałej cechy. Może i wykształcenie pan ma i jest oczytanym człowiekiem, ale w sumie to co z tego skoro brak panu właściwych cech które powinien posiadać psycholog. Prawdziwa mądrość wypływa z wnętrza a nie z ilości przeczytanych książek. Można być wykształconym głupcem jak np w pana przypadku, albo człowiekiem mądrym nawet bez matury, bo akurat nie wykształcenie świadczy o inteligencji i mądrości. Ma pan prawo do swojego zdania ale nie

          • Drogie dziecko:
            a) psychologia JEST nauką, zrozum to proszę. To osoby odrzucające naukę nie powinny się nazywać psychologami, tak samo jak osoby odrzucające naukę nie powinny się nazywać biologami czy fizykami :)

            b) „zmanipulowany przez naukę”, „fanatyzm naukowy” – smutne, że rzucasz takimi hasłami ewidentnie nie rozumiejąc nawet co mówisz i nie znając podstaw nauki. Proszę, poducz się. Skorzystasz dużo.

            c) „świadomość, podświadomość i nadświadomość” zdecydowanie nie są głównymi pojęciami w psychologii. Za wyjątkiem świadomości nie są w ogóle pojęciami w psychologii. W psychoanalizie (nie psychologii) funkcjonowały kiedyś id, ego i superego, ale po pierwsze było to ponad 100 lat temu, a po drugie była to psychoanaliza, prenaukowy pierwowzór psychologii, mający z nią tyle wspólnego, co alchemia z chemią.

            d) dość zabawne, że zarzucasz mi arogancję, itp. a tymczasem od samego początku naszej dyskusji to Ty prezentujesz wybitną arogancję i przekonanie co do głębi swojej wiedzy i własnej mądrości, jednocześnie prezentując, niestety, jedynie chamstwo i brak kompetencji, pomieszane z bezmyślnym rzucaniem masy parareligijnych hasełek typu „nie żyjemy w świecie, w którym panuje nieład, a porządek” – czyżbyś była tak młoda, że nie uczyli Cię jeszcze w szkole o drugiej zasadzie termodynamiki i entropii? ;)

          • Kasia

            To pan cały czas chce udowodnić jak bardzo jest uczony i jedzie pan po każdemu kto tylko przedstawi swoje poglądy. Szanowny psycholog Artur Król…śmiech na sali. Nie ma co z panem dyskutować bo jak zawsze udaje pan mądrzejszego z naciskiem na „udaje”, bo w rzeczywistości nie jest pan mądrzejszy od wszystkich którzy się wypowiedzieli w tym temacie. Więcej nie zajrze na tego bloga, bo nie ma tu nic ciekawego.

          • Sens dyskusji jak najbardziej jest. Tylko w tym celu potrzebujesz faktycznie dyskutować. Dyskusja polega na przedstawianiu swojego stanowiska oraz merytorycznych argumentów mających na celu jego umocnienie. Zacznij to robić, a z przyjemnością podejmę dyskusję :) Na razie niestety zachowujesz się jak przemądrzały dzieciak, zadufany w swojej zajebistości, a w praktyce niestety demonstrujący kolosalną niewiedzę. Psychologia – nauka – ma nawet konkretny termin na to. Efekt Krugera Dunninga :) http://blog.krolartur.com/dlaczego-on-nie-widzi-jakie-glupoty-gada-czyli-efekt-dunning-kruger/

  • mua

    Podświadomość nie istnieje? Bardzo ciekawe… Nie mam pojęcia skąd takie dziwaczne teorie.

    • Ano nie istnieje. Istnieje szereg niezależnych procesów zachodzących poniżej progu świadomości, ale pojedynczego bytu takiego jak podświadomość, zwłaszcza w homunkulusowym ujęciu Murphy’ego, zdecydowanie nie ma. To nie kwestia „dziwacznych teorii”, tylko dość podstawowej wiedzy z takich dziedzin jak psychologia, neurologia czy kognitywistyka. Polecam :)

  • Grzegorz

    Taka opinia dla tej książki jest niczym hejt…
    Nie chce Cie oceniać za Twoja wizje, ale pisanie głupot i nie prawdy mając naprawdę niewiele wiedzy na temat psychologi to naprawdę szalony pomysł.
    Zapewne jak poznasz trochę lepiej życie i ludzi, czego Ci życzę, to w końcu uwierzysz w pewna ilość historii…, o ile rzeczywiście przeczytałeś ta książkę i nie jesteś jakimś wybitnym pesymista, bo takie mamy wrażenie po niektórych komentarzach.
    Pozdrawiam!

    • Wizji nie przedstawiam, przedstawiam wiedzę. Zarzucasz mi brak wiedzy na temat psychologii – wiesz, jestem z wykształcenia psychologiem :) I jako psycholog z wykształcenia mogę Ci powiedzieć, że ta książka to bzdura na bzdurze. Rozumiem, że Ci się podobała, ale niestety, to fantastyka. Harry Potter też się mógł podobać wielu ludziom, ale nikt nie umieszcza go na półce ‚poradniki’ :)

      Jeśli chodzi o „uwierzenie w pewną ilość historii” – nie uwierzę w żadną ilość historii, bo historie mają to do siebie, że ignorują niezliczone czynniki zniekształcające. Dlatego zamiast opierać się na historiach, racjonalny człowiek opiera się na badaniach, które te czynniki kontrolują (równoważą tak, by nie miały znaczenia). I badania jasno pokazują, że podejścia typu „potęga podświadomości” tylko szkodzą.

      • s.sz.

        „Są liczne oddzielne procesy neurologiczne, które zachodzą poza obrębem
        świadomości, ale nie ma jakiejś jednej, unifikującej wszystko
        podświadomości, z którą można pracować.”

        Prośba o wskazanie źródeł dla potwierdzenia takiego poglądu. Nie zdołałem znaleźć w całym tekście.Chętnie poczytam.
        Swoją drogą potwierdza się obserwowana sytuacja.
        Oto dana mocno wierząca w coś jednostka może wykazywać niesamowitą agresję gdy ktoś usiłuje mieć odmienny pogląd na jej wiarę … Moja żona uznała te książkę za cudowne objawienie. Ja po przeczytaniu kawałka za totalną papkę. Co dziwne nadal nie trafiła 6 w lotto. Ale cóż można próbować.
        /Nie loguje bo chyba wszystko zostało już powiedziane jw.w dyskusji/

        • W zasadzie dowolna naukowa książka z zakresu neurologii czy psychologii (pofreudowskiej) – w żadnej nie znajdziesz „jednej” podświadomości, w każdej opisy oddzielnych procesów odpowiedzialnych za różne zjawiska. Jest to tak uniwersalne, że aż trudno mi wskazać konkretne źródło – to trochę jak proszenie o źródło na teorię grawitacji :) Ale masz omówienie tematu, z różnych perspektyw, choćby w „Thinking fast and slow” Kahnemana, „The New Executive Brain” Goldberga, „The Self Illusion” Bruce’a Hooda (to ostatnie dość średnie, ale akurat mi się przypomniało łatwo), itp.

  • jeden wpis

    Książka nieprzeciętnie słaba. Źle napisana, masa powtórzeń i fantazje typu: przekaż myśli podświadomości, ta zapoda je splotowi słonecznemu a ten urzeczywistni te myśli. I ludzie w to wierzą!!
    No i oczywiście dziesiątki starych profesorów dziękuje mu za rady i poprawę jakości życia. Oszust!

  • Gizmo

    W pełni się zgodzę z tym co napisałeś nt nieświadomych i świadomych procesów w umyśle. Trudno się nie zgodzić. Uważam jednak że taki abstrakcyjny podział psychiki na świadomość i nieświadomość, id superego itd pomaga za pomocą metafor w dużym przybliżeniu zrozumieć to co inną drogą byłoby zupełnie niezrozumiałe. To trochę tak jak w matematyce. Koło to zupełnie abstrakcyjny twór i tak naprawdę nie występuje nigdzie w rzeczywistości. Jednak matematyczne prawidłowości (abstrakcyjne) pozwalają zastosować się w różnych dziedzinach życia choć na próżno szukać tam tych abstraktów. Nie zapominajmy że psychoanalitycy odegrali i odgrywają ważną rolę w terapii różnych zaburzeń.

    • Artur

      ja oglądałem film na podstawie tej książki, powiem że -moc podświadomości w jakiś sposób mnie przekonuje, może dlatego że nie mam takiego wykształcenia jak Artur Król ,ponadto bardziej jestem przekonany do podświadomości niż istnienia Boga, ale moim zdaniem jak zwał tak zwał, a chodzi o to żeby człowiek bardziej uwierzył w siebie, ktoś bardziej wykształcony będzie rozmyślał o wszystkich reakcjach chemicznych w swoim mózgu, a inny o „kamyczku od mamy” który mu przynosi szczęście. Powiedzcie czy są naprawdę ludzie, którzy narysowali sobie „czek na milion dolców” na suficie w sypialni i bezczynnie czekają aż to się spełni?

      Ja myślę, że sam mając jakiś cel, tworzę sobie sytuacje pomocne, zdarzenia które jakby nakierowane są na osiągnięcie mojego celu. Mogę się przy tym modlić, medytować, itp. ale bez mojego działania nic nie jest w stanie się wydarzyć…

      • Niestety sporo badań pokazuje, że takie „podświadomościowe” podejście tylko sabotuje nasze szanse na sukces :(

  • Pio

    Witam :) Dodam swoje trzy gorsze jeśli mogę. Moja historia jest długa, ale postaram się napisać w skrócie. Ładnych parę lat temu naszły mnie nagłe myśli o chorobie serca nie wiem skąd po prostu tak się stało i trwało to miesiącami. Nigdy nie miałem żadnych problemów ze zdrowiem (wręcz przeciwnie). Leżałem w szpitalu tydzień i zostałem przebadany od góry do dołu włącznie z rezonansem, echem, próbami wysiłkowymi itp. lekarze twierdzili że jestem zdrów jak ryba i heja do domu. Po czym wróciłem do domu, ale dalej byłem święcie przekonany że coś jest nie tak. Miesiąc czy dwa później trafiłem do szpitala z częśtoskurczem serca.. Na szczęście została przeprowadzona ablacja i już jest ok. Rozmawiałem z moimi kardiochirurgami na ten temat szczególnie z jednym nie podam nazwiska, ale wiem że jest stary i znany w Polsce( tyle powinno wystarczyć :P). Pamiętam że trochę naświetlił mi temat placebo, choć jest traktowany po macoszemu to z moich skromnych doświadczeń wynika że…TAK wiara ma ogromny wpływ na samopoczucie-zdrowie, a to przekłada się na życie :) nie mówię tutaj o skrajnych przypadkach jak facet dostał wróżbę od wróżki uwierzył w to i umarł bo do tego podchodzę sceptycznie. I Artur co byś nie wiedział i co by ciebie nie uczyli w UW czy na kursach trenerskich NLP to i tak nie możesz powiedzieć że to jest prawda ogólna bo to jest prawda twoja która wzięła się z twoich doświadczeń. Moja jest inna na bazie moich doświadczeń. Zgodzę się z tobą że nie może to być na zasadzie fanatyzmu bo idzie się ostro sparzyć uwierzcie :) Ja ją traktuję jako motywator do działania. Pozdrawiam!

    • No więc właśnie problem w tym, że na bazie swoich doświadczeń możesz napisać swoja bajkę – ale nie prawdę. Bajka – to wzięcie istniejących faktów i stworzenie z nich ładnie brzmiącej narracji przyczynowo-skutkowej, historyjki, że a wywołało b. Prawda – to realne powiązanie przyczynowo skutkowe, realna sytuacja w której a wywołało b.

      I teraz z doświadczenia NIGDY nie wiesz czy a faktycznie wywołało b. NIGDY. Jeszcze raz, jakby były jakiekolwiek wątpliwości: NIGDY. Bo po prostu nie jesteś w stanie wykluczyć niezliczonej ilości czynników zniekształacających i zaburzających, rzeczy o których nawet nie pomyślisz, a które mogły mieć siłę sprawczą.

      Po to potrzebujemy nauki i badań. By wyjść ponad bajki i dotrzeć do prawdy :) I o tym jest ten blog. :)

      A placebo wpływa na samopoczucie – i tego nikt nie podważa. Ale nie na faktyczne zdrowie – i to jest prawda, przebadana.

      • Pio

        Czyli rozumiem że większość ludzi na ziemi buja w obłokach ? :P
        Z tymi czynnikami kłania się fizyka kwantowa polecam „pewnego” fizyka jądrowego na yt Polaka :) świadomość ma wpływ na materię tylko że jesteśmy jeszcze daleko za murzynami w odkryciu tego jak to się dzieję że tak jest i jak to okiełznać. I tutaj może się zapętlać że jednak ten czynnik „wiary” jest kluczem. Jest cała masa badań jak chociaż by eksperyment Younga że materia zachowuję się inaczej gdy w pobliżu jest „obserwator” i to jest FAKTEM :D

  • Rafał Adamski

    Czy podświadomość istnieje czy nie ? Dla mnie to bez znaczenia. Ja nazywam podświadomością wszystkie moje zautomatyzowane procesy myślowe, nawykowe myślenie, skojarzenia itd. Cały wgrany we mnie program. Zdaje sobie sprawę, że podświadomośc to nie żadna puszka w mózgu zamknięta na zamek. Ale czy to ma jakieś znaczenie ? :)

    • Dość duże. Tak długo jak pamiętasz, że to tylko Twoje uproszczenie, nie ma oczywiście żadnego problemu. Natomiast ludzie niestety często zapominają, że to tylko metafora i zaczynają w tą metaforę wierzyć – a to prowadzi do mało fajnych konsekwencji.

  • Anka

    Narzucanie swojego zdania często kojarzy nam się z wywołaniem negatywnego uczucia. Moim zdaniem jest Pan w tym momencie nieprofesjonalny. Nie ma nic złego w tym, że ktoś posiada swoją prawdę. Jeśli są ludzie, którzy w to wierzą i w jakiś sposób im to pomaga zażegnać swój mniejszy czy większy kryzys, to jest Pan ostatnią osobą na to, by te fakty bądź mity demontować. Oczywiście nie chciałabym Pana w żaden sposób urazić.Nie o to mi chodzi. Przedstawił Pan swoje zdanie na ten temat i jest to całkowicie do zaakceptowania. Pana komentarze świadczą o tym, że nie przyjmuje Pan do siebie innej wiadomości, niż tą którą Pan sobie wcześniej wykreował. Psychologia ma to do siebie, żeby posiadać otwarty umysł i nie zmniejszać go jakimiś barierami. Skąd wiadomo czy akurat Pan rzeczywiście ma racje? Jest Pan psychologiem. Niech Pan pamięta proszę, żeby nikogo nie skrzywdzić, uważając tylko swojej prawdy. W tym zawodzie ważne jest, żeby nie oceniać nikogo z góry i zrozumieć drugiego człowieka. Po Pańskich wpisach martwię się, czy jeśli rzeczywiście jest Pan kompetentną osobą na to stanowisko. Pozdrawiam.

    • Jeśli ktoś posiada „swoją prawdę” – to ma niestety zaburzone postrzeganie rzeczywistości, bo prawda jest jedna i nie zależy od osoby. Trudno to uznać za „nic złego”. Ktoś może mieć swoje zdanie, ale nie swoją prawdę.

      Co jednak istotniejsze, takie mity nie pomagają zażegnać kryzysów, jedynie je pogłębiają i umacniają. To co przedstawiłem, to nie zdanie, tylko naukowe fakty w temacie.

      Psychologia ma to do siebie, że jest nauka. Otwarty umysł oznacza zaś gotowość do zmiany zdania gdy pojawia się nowe fakty, nie zaś akceptowanie każdego możliwego szlamu.

      Skąd wiadomo, że mam rację? Z badań na których się opieram. W moim zawodzie ważne jest, żeby opierać się na metodach, które dają efekty i opierają się na wiedzy, a nie na fantazjach.

      Po Twoich wypowiedziach mogę powiedzieć, że posługujesz się stereotypem psychologa który nie ma nic wspólnego z realiami tego zawodu.
      Pozdrawiam :)

      • Anka

        Pozwolę sobie zwracać się do Ciebie bezpośrednio, bez formy oficjalnej jaką pozwoliłeś sobie narzucić. Nie precyzyjnie sformowałam zdania i widzę, że od razu to wychwyciłeś.. Mój błąd :) Nie przeczę, że nie masz racji.. Chciałam tylko, żebyś zwrócił uwagę na swoją postawę. Jeśli zamieszczasz coś w internecie, to musisz być świadom tego, że znajdziesz swoich zwolenników jak i przeciwników. Wyrażanie swojego zdania jest jak najbardziej do przyjęcia, jeśli szanujesz zdanie innego człowieka. Nie obchodzi mnie w tej chwili jakie szkoły pokończyłeś i z jakich metod korzystasz. Naucz się z dystansem do tego podchodzić i nie narzucaj na siłę wszystkim swojego zdania.

        • To jeszcze raz – nigdzie i nigdy nie narzucam swojego ZDANIA :) Srsly, nie znajdziesz takiej mojej wypowiedzi nigdzie.

          Bo zdanie mogę mieć n.t. tego jakim filmem jest Avengers, albo czy Illy to smaczna kawa.

          Tu natomiast jest mowa o faktach. A nikt nie ma prawa do własnych faktów. To czy afirmacje działają czy nie to nie jest moje zdanie. To są twarde wyniki badań psychologicznych. Tu nie ma miejsca na narzucanie lub nienarzucanie zdania, gdyż w ogóle nie rozprawiamy tutaj o czyimś zdaniu.

          • Tomek

            A ja rozumiem Ankę. Sam osobiście mam swoje zdanie i uważam, że Ziemia jest płaska. Bardzo ułatwia mi to podróżowanie. Niestety ciągle trafiam na różnej maści geologów narzucających mi swoje zdanie o kulistości Ziemi.
            Nie przyjmują do siebie innej
            wiadomości, niż tą którą sobie wcześniej wykreowali. Skąd wiadomo czy akurat to oni rzeczywiście mają racje?

  • fandrzej

    No cóż, moim zdaniem jako ścisły naukowy umysł próbujesz wcisnąć w naukowe prawidła coś co nie da się zmierzyć, zważyć i uchwycić.Nie jestem naukowcem, ot zwykłym kowalskim, zdobycze nauki są oczywiście wielkie ale czyż nie było w historii nauki tak, że grupa szanowanych naukowców ogłosiła, że w nauce wszystko już odkryto i nic więcej odkryć się nie da .Opinia o książce Potęga Podświadomości to zdanie naukowca który ścisłym umysłem, koniecznie popartym powtarzalnymi badaniami w prawie sterylnych warunkach ocenia delikatną sferę duchowości człowieka, ma być tak jak z definicjami w matematyce -zawsze działają i dają ten sam wynik. Afirmacje też mają zawsze działać w określonych warunkach, bo jak nie to są bajki a ja wam tu oto pokaże takie które działają i poprę setkami badań i publikacji naukowych. Nadszedł czas w którym fizyka kwantowa coraz mocniej zawraca głowę tym od Newtona i daje zupełnie inne spojrzenie również na sferę psychologii człowieka, zresztą ci od Newtona sami mieli wątpliwości – Boga nie ma w atomach, elektronach, protonach itd ale najmniejsza cząstka jaką udało się dziś dostrzec, sami naukowcy nazwali Boską. Coś w tych prawach Murhpy’ego może jednak jest, dzisiejsza nauka nie potrafi tego opisać i okiełznać ale jak się na to spojrzy zamglonymi dziś oczami jutrzejszej fizyki kwantowej to kto wie.

    Efekt tzw ciąży urojonej do dziś chyba nie do końca mogą wyjaśnić nawet potężne umysły psychologów. Co nam przypomina fakt intensywnego myślenia o czymś i zmaterializowanie się tych myśli?, proszę można dotknąć, zmierzyć i zważyć wpływ myśli na ludzkie ciało – daleko stąd do spełnienia afirmacji ?

    • 1. Czekaj, czekaj – albo PP daje realne efekty – a wtedy da się je zmierzyć i uchwycić (nie mówię o naturze, zacznijmy od występowania!), albo nie daje realnych efektów (i wtedy o czym w ogóle gadamy?). Nie ma trzeciej opcji. Więc jak jest? :)

      2. Nie, nie było w historii nauki tak, że grupa szanownych naukowców ogłosiła, że w nauce wszytko już odkryto. Jednocześnie nie trzeba odkryć wszystkiego, by móc skreślić pewne tezy jako absurdalne. Zgodzisz się, że wyjaśnienie piorunów złością Zeusa jest tezą obaloną, prawda?

      3. Nauka nie opiera się na tym, co „zawsze działa”, tylko na rozkładzie prawdopodobieństwa. Niech działa w stopniu jakkolwiek ponad czystą losowość :) Sęk w tym, że afirmacje nie mają nawet takich wyników -ergo, to zwykłą ściema.

      4. Mylisz się co do fizyki kwantowej i to bardzo – faktyczny fizyk by Cię tu po prostu wyśmiał.

      5. Nope, w pismach naukowych nie masz terminu „boska cząstka” :) Termin ten to typowe hasło medialne, fizycy (w tym sam Higgs) strasznie go nie lubią jako sensacjonalistycznego.

      6. Ciążę urojoną jak najbardziej można wyjaśnić, zwykłe (choć dość znaczące) zaburzenia hormonalne.

      7. Tak, skrajnie daleko od ciąży urojonej do afirmacji.

  • Pio

    Wydaje mi się Artur że nie odrobiłeś lekcji z fizyki jądrowej nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz odnosząc się do pojęcia jedna rzeczywistość. Nie śledzisz też najnowszych odkryć choćby fizyki kwantowej która wywraca do góry nogami „logiczne” pojmowanie świata. Jesteś dobrym psychologiem i to szanuje, ale nie polecam się wypowiadać o czym o czym po prostu nie wiesz. Psychologia jest również bardzo podzielona, każdy psycholog idzie swoim nurtem, nie ma jednej prawdy. Mózg ludzki jest jedną z najmniej poznanych, a zarazem najbardziej złożonym obiektem we wszechświecie. Niczego nie możemy być „pewni” to pewne. Kwestionujesz: osho, tolle, robbinsa, a tym czasem robisz dokładnie to samo co oni, sprzedajesz swoją prawdę jako tą prawdziwą. Mam nadzieję że chyba w to nie uwierzyłeś że ty masz rację, a oni się mylą? ;) Jeśli tak to kto jest autorytetem? Nikt. Liczy się swoja wewnętrzna prawda postrzegania i interpretowania świata. Ktoś wierzy że jest świętym Mikołajem to niech sobie wierzy i ma radochę do końca życia i nie jesteś mu potrzebny do tego żeby zrobić mu sieczkę z mózgu i udowodnić że się myli. Bo prawda jest jedna, rzeczywistość jest jedna. Nie mój drogi, nie jest jedna. Swiat jest dużo bardziej skomplikowany niż interpretuje go psychologia. Stara się jak może, ale niestety pojęcie rzeczywistości jest dużo bardziej skomplikowane w dobie najnowszych odkryć „nauki” 21 wieku. Żebyś sobie nie pomyślał że bezpodstawnie ciebie atakuje, nie życzę Ci źle, ale polecam Ci trochę więcej pokory odnośnie słowa „pewność”. Pozdrawiam.

    • 1. Z fizyki jądrowej… [facepalm] Zastanów się proszę o czym piszesz.

      2. Nie, „najnowsze” odkrycia z fizyki kwantowej (tak „najnowsze”, że mające ponad pół wieku, ale to detal, prawda?) bynajmniej nie „wywracają do głowy logiczne pojmowanie świata”. Świat jest równie logiczny, jak zawsze był. Może być nieintuicyjny, owszem, ale nie może być nielogiczny :) Choćby dlatego, że w nielogicznym świecie żadne odkrycia żadnej z nauk nie pozwalałyby na stwierdzenie czegokolwiek na temat natury świata. Zdanie, które napisałeś jest więc oksymoronem, czymś wewnętrznie sprzeczne. Demonstruje jedynie Twoje niezrozumienie tematu, na który piszesz. Prawdopodobnie wywodzące się z mieszanki:
      a) braku realnego zrozumienia choćby podstaw fizyki (jakiejkolwiek)
      b) braku realnego zrozumienia procesu badań naukowych
      c) przyjęcia, jako introjektu – nieprzemyślanego przekonania – treści z jakiejś książki lub stronki ezoterycznej (względnie szeregu takich źródeł)

      3. Nie, psychologia nie jest podzielona. Twierdzenie, że nie ma jednej prawdy pokazuje tylko tyle, że niespecjalnie orientujesz się również w psychologii. Co jest zrozumiałe w świetle 2b, braku zrozumienia procesu badań naukowych.

      4. Nope, mózg ludzki jest całkiem dobrze poznanym obiektem. Naprawdę daleko mu też do najbardziej złożonych obiektów we wszechświecie (co z mózgiem słonia lub walenia w takim wypadku? przez czystą masę zdecydowanie bardziej złożonych? nie wspominając już o faktycznie mało zbadanych obiektach w rodzaju odległych obiektów astronomicznych w skali tak wielkiej, że do mózgu nawet się nie zbliżają)

      5. Niczego nie możemy być pewni… To pewne… Czy w ogóle siebie czytasz? Jeśli niczego nie możemy być pewni – to teza o braku pewności zalicza się do tego zbioru. Znów oksymoron. Proponuję logiczną autoweryfikację kolejnych Twoich wypowiedzi, zanim napiszesz. Oszczędzi nam to marnowania czasu. Dziękuję :)

      6. Nie sprzedaję nigdzie swojej prawdy. Nikt nie ma swojej prawdy czy swoich faktów. Jest po prostu prawda i fakty. To co „sprzedaję”, to najskuteczniejsza dotychczas znana metoda odkrywania tychże. Tylko i aż tyle :)

      7. Nie. Wewnętrzna prawda to prawda obłąkanych i idiotów – do tego się to niestety sprowadza. Liczy się wierność mapy względem terytorium. Im wierniejsza Twoja mapa, tym skuteczniej poruszasz się po terytorium. Im wierniej Twoja wewnętrzna rzeczywistość odwzorowuje zewnętrzną, tym skuteczniej realizujesz swoje cele – jakiekolwiek by były. Dlatego warto jest szukać najskuteczniejszych metod aktualizacji swojej mapy względem rzeczywistości.

      8. Piszesz o pokorze. Fajne słowo. Szkoda, że zupełnie go wobec siebie nie stosujesz. Piszesz o pokorze wobec słowa pewność… Po czym z niezłamaną pewnością rzucasz swoją wizję świata i rzeczywistości jako tą jedna pewną i prawdziwą.

      Twoje własne postulaty nie trzymają się kupy. Jeśli, jak piszesz, „Mikołaja” należałoby zostawić samego sobie… to powinieneś się tego trzymać i mnie również zostawić, żebym sobie pisał co chcę. Ale tego nie robisz.

      Co pokazuje, że wcale nie wierzysz w to, co sam deklarujesz. Że tu nie chodzi o „pozwólmy każdemu wierzyć w co chce”. Tu chodzi o „Odwal się Królu od mojego ulubionego kłamstwa. Wkurwia mnie, jak je wprost nazywasz kłamstwem, chcę w nie wierzyć. Zamknij się, słyszysz! Bo jak nie, to nie jesteś pokorny!”

      Nope, sorry, nie przejdzie. Wróć jak Twój własny wywód nie będzie wewnętrznie sprzeczny i nie będzie stanowił jedynie miałkiej próby obrony bajek, których emocjonalnie chcesz się trzymać :)

      • Pio

        Wow nie spodziewałem się że w ogóle odpiszesz.
        Tak na prawdę gówno o mnie wiesz :)
        Skrócę.
        Mózg ludzki mój drogi Arturze mimo swojej małej wielkości jest najbardziej „skomplikowanym” tworem jaki znamy, wielkość nie ma znaczenia. Już samo porównanie mózgu do makro obiektów w kosmosie sprawiło że się uśmiałem. Makro świat fizyki klasycznej jest logiczny i z tym się zgodzę, ale mikro świat kwantów już nie. Jeden wyklucza istnienie drugiego, a mimo to istnieją oba i to jest faktem. Najtęższe głowy na ziemi nie mogą zrozumieć dlaczego tak się dzieje bo jest to bardzo nie intuicyjne i nielogiczne co tam się dzieję, przeczy to jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi. Daleko daleko nam do poznania np: funkcjonowania systemu immunologicznego (co przyznaje wielu wybitnych onkologów) tak samo jak do bycia pewnym co do możliwości mózgu. Co nowa książka psychologiczna to nowa teoria. Są ich setki na rynku. Każdy psycholog posługuje się innymi poglądami Mam wrażenie Artur że masz zapędy arystokratyczne, jakieś poczucie bycia mądrzejszym i udowodnienia to każdemu jak czytam po postach, nieprofesjonalne. Ja nie muszę być ekspertem ani profesjonalistą, mogę składać nielogicznie zdania i nie mieć bladego pojęcia co mówię, sam się śmieje z tego, ale umiem się do tego przyznać :) Ty natomiast uznając się za eksperta już powinieneś, a twoje rzucanie błotem jest bardzo nie profesjonalne. Jesteś trenerem NLP i nie wiesz że usilne udowadnianie ludziom że są w błędzie sprawia że ludzie Cie po prostu nie lubią :) W takim razie dla kogo piszesz swoje książki? Dla wybrańców którzy będą ich godni czy dla przeciętnego Polaka. Widząc jak bawisz się w szermierkę słowną próbujesz zażarcie wynieść swoje na wierzch i nie umiesz chyba przyjąć do tej Arturowej głowy że ludzie mogą mieć odmienne zdanie. I pomyśleć że trzymałem twoją książkę w ręce w empiku i nawet chciałem kupić, na prawdę :) ale kupiłem inną i się cieszę. To że masz rację nic nie znaczy chodzi o to jak ją potrafisz sprzedać. Jadąc po wszystkich którzy mają odmienne zdanie, robiąc sobie wrogów(śmiech) czy robiąc sobie przyjaciół z ludzi, elastyczniej. Masz potencjał, ale może właśnie przez zarozumiałość nie możesz się wybić na youtube bo po prostu odstraszasz ludzi. Poluzuj gumkę od gaci bo Ci pęknie. Schowaj ego do kieszeni i przyjmij chłopie krytykę na klatę i na koniec widzę że podsumowujesz ludzi że „emocjonalnie” bronią swoich racji jak by emocjonalność i wybuchowość było jakimś grzechem. No chyba że rajcuje Cię granie ludziom na nerwach.

        • Niestety, ale jesteś ignorantem.Co gorsza, zadufanym w sobie potwornie i potwornie nieświadomym swojej ignorancji.

          1) Mózg ludzki to wciąż skala makro.

          2) Nie, poziom kwantowy nie wyklucza poziomu fizyki klasycznej, ani vice versa. Ewidentnie nie rozumiesz, że fizyka posługuje się opisami MODELOWYMI. Modele te się nie wykluczają, po prostu są lub nie są odpowiednio trafne na danym poziomie. Równania Newtona dostatecznie trafnie działają w skali mikro, niedostatecznie trafnie w skali kwantowej. Równania kwantowe działają równie dobrze w skali mikro jak i w skali makro – po prostu nie mamy mocy obliczeniowych do przeliczenia ich wobec większości obiektów makro.

          Więc nie, najtęższe głowy na ziemi naprawdę nie mają problemów ze zrozumieniem jak to się dzieje. To tylko Ty tego nie jarzysz. Jest na to lek – po prostu się poducz. To naprawdę nie boli.

          3) Twierdzisz jaki to mózg nieznany – czego konkretnie wg. Ciebie nie wiadomo?

          4) Twierdzisz, że daleko nam do poznania systemu immunologicznego – czego konkretnie wg. Ciebie nie wiadomo?

          5) Argumenty od autorytetu nie działają w nauce, więc tezy anonimowych „wielu wybitnych onkologów” są absolutnie bez znaczenia.

          6) Mylisz mam wrażenie książki pop-psychologiczne z publikacjami naukowymi. Te generalnie nie są w ogóle publikowane w książkach, tylko w pismach typu peer review. Fakt, że tych rzeczy nie rozróżniasz i uznajesz za wiarygodne źródło teorii książki pop-psychologiczne niestety czyni tą dyskusję dość abstrakcyjną – bo po prostu nie jesteś świadomy ogromnej głębi swojej niewiedzy i tego, jak absurdalne stosujesz w niej argumenty.

          7) Niespecjalnie mam ambicje jakiekolwiek. Natomiast niewątpliwie boleje nad tym, że są jak widać na Twoim przykładzie osoby wyznające tezę p.t. „nie wiem o czym mówię, ale mam w tym temacie opinię i chętnie ja wygłoszę.”

          8) Nie, nie potrafisz się przyznać do braku wiedzy, wbrew temu co piszesz. Wynika to stricte z tonu wypowiedzi. Próbowałeś mi narzucić swoją wizję świata (pod płaszczykiem dowolności każdej wizji, notabene). Dostałeś za to, dość delikatnie, po zadku. Teraz, w ramach obrony, próbujesz sprowadzić całą dyskusję na mnie i jaki to jestem wredny. Nie przejdzie. Niestety, jakkolwiek wredny ja będę lub nie, Ty wciąż pozostaniesz ignorantem. Rozwiązaniem nie jest czynienie ze mnie wredniejszej osoby. Rozwiązaniem jest poduczenie się, tak żebyś przestał być ignorantem. Możesz wtedy przy okazji odkryć, że inaczej się ze mną rozmawia… Tudzież, że za takie teksty, jakie walił Twój stary „Ty”, sam byś sobie radośnie dał parę plaskaczy po twarzy ;)

          9) Książki piszę dla osób, które są gotowe czegoś faktycznie się dowiedzieć. W oparciu o badania i merytoryczną wiedzę. Być może wg. Ciebie to kategoria tak wąska, że należy o niej mówić „wybrańcy”. Ja ich liczebność pewnie przeceniam, ale wciąż uważam, że jest ich sporo.

          10) Mylisz odmienne zdanie z odmiennymi faktami. To dwie różne rzeczy. Nawet post miałem w temacie :) http://blog.krolartur.com/nie-masz-prawa-do-wlasnego-zdania/

          11) Nie mam problemu z przyjmowaniem krytyki :) Mam duży problem z próbami podwójnych wiązań stosowanych pod pretekstem krytyki. Tu masz arty w temacie kolejne – te rzeczy są po prostu przewidywalne.
          http://blog.krolartur.com/podwojne-wiazanie-w-komunikacji/
          http://blog.krolartur.com/dokope-ci-a-ty-masz-mi-za-to-podziekowac-podwojne-wiazanie-w-feedbacku/

          Tudzież mam problem z anonimowymi „wujkami dobra rada”, którzy jak na razie wykazali się jedynie ignorancja w poruszanych tematach :) Jeśli brak Ci kompetencji w innych tematach, które poruszasz ze mną w dyskusji, jeśli nie zademonstrowałeś też jakiejkolwiek kompetencji w tym konkretnym temacie, a jedynie apriorycznie ją sobie przypisujesz… To istnieje niestety niskie prawdopodobieństwo, że Twoje rady będą sensowne :) Zwłaszcza, gdy np. piszesz o rzeczach typu „nie możesz się wybić na youtube”, podczas gdy moja obecność na youtube nigdy dotychczas nawet nie zmierzała w kierunku prób wybicia. Gdy takie próby podejmę, będzie to widoczne m.in. w postaci dużo większej ilości nagrań i dużo regularniej wypuszczanych. Wtedy możesz próbować analizować, faktycznie zademonstrować swoje kompetencje i jeśli to zrobisz, chętnie Twoich dobrych rad posłucham.

          Wtedy, gdy pokażesz, że warto to robić :)

          A do tego czasu, proszę, doucz się. Nic osobistego, ale to straszny ból zębów dyskutować z takimi hasłami, jakie rzucasz. I to nic osobistego do Ciebie, że je rzucasz, ewidentnie są to po prostu przeczytane w necie introjekty – ale to tylko świadczy o tym, że z netu nie należy się uczyć :)

          • Sylwester Pochwal

            huj ci w dupe!

  • Kasia

    Doskonale znam psychologów z UW takich jak Pan, dlatego też nie będę komentować kompetencji ludzi Pana pokroju.

  • Agnieszka

    panie Arturze, jest pan potwornym pesymistą i nie powinien pan w ogóle wystawiać żadnej recenzji, wszystkich pan wdeptuje w ziemię, a książka może doskonała nie jest ale dobre myśli działają, pan ma złe myśli…

    • Mylisz pesymizm z realizmem :) I tak, „dobre myśli” działają. Tyle, że działają destrukcyjnie na osobę tak myślącą.

      • Adam

        Artur Król – czy nie wyłapałem dowcipu w tej odpowiedzi czy naprawdę sądzisz, że ,,dobre myśli” działają destrukcyjnie?

        • To nie kwestia tego co ja myślę, lub nie, bo to nie kwestia opinii. To po prostu zostało przebadane, Gabrielle Oettingein oraz replikacje jej badań się kłaniają. Pozytywne myślenie w stylu Murphy’ego istotnie redukuje szanse na osiągnięcie sukcesu (w porównaniu z brakiem strategii lub z negatywnym). Najskuteczniej działa tzw. dwójmyślenie/ mentalne kontrastowanie – jest opisane na blogu.

  • Nie, chcieć nie znaczy móc. Jeśli uważasz inaczej, chciej (bez żadnego technologicznego wspomagania!) polecieć w kosmos. Ale tak fizycznie, bez kombinowania i zmiany warunków :)

    Natomiast co do sedna Twojego przekazu – forma ksiażki może i jest przyswajalna, tylko przyswajasz w ten sposób coś nie tyle bezwartościowego, co wręcz szkodliwego. To jak argument, że kanapka z kupy jest wyjątkowo smacznie przyprawiona. Co z tego? I tak jesz odchody :D

  • Adam

    Arturze, zazwyczaj nie wdaje się w internetowe dyskusje, ale twój tekst mnie do tego sprowokował na tyle, że z chęcią zapomnę o swoim przyzwyczajeniu. Co prawda łatwo Ci przychodzi obrona własnych argumentów w komentarzach co jest godne pochwały, ale z drugiej strony jaki to trud bronić dwóch argumentów. W moim odczuciu kompletnie nie uzasadniają one wysuniętego przez Ciebie wniosku w podsumowaniu, że jest to jedna z książek, które zdecydowanie warto omijać a podane argumenty uderzają w nią bardzo powierzchownie, na poziomie semantycznym, pomijając całe przesłanie. Pierwszy argument- nie ma czegoś takiego jak podświadomość, jest wiele procesów, działających niezależnie itd. Oczywista, oczywistość wytykająca podstawowe uproszczenie zawarte w tej książce, ale przecież każdy kto choćby przewertował tylko tę pozycję z ciekawości wie, że autor pisał o naszej intuicji, o tym co myślimy na własny temat, czy wierzymy we własne siły, czy wykorzystujemy nadarzające się okazje, które przynosi nam życie, o tym jak wiara w nasze często fałszywe wyobrażenie na swój temat potrafi zatruć nam życie. Przesłanie tej książki jest proste: twoje życie zależy OD CIEBIE a im lepsze będziesz miał do niego nastawienie tym więcej od niego otrzymasz. To nie jest magia, żaden hokus pokus, to jest oczywistość. Pokaż mi chociaż jednego pesymistę, który został człowiekiem sukcesu, jednego, który ryzykował, wierzył w siebie i odnosił sukcesy. Osobiście nie znam takich osób, może znasz jakieś badania poruszające ten temat. Z całym przekonaniem mogę napisać, że jedynym czego mi brakowało w okresie swojego życia w którym sięgnąłem po tą lekturę było przekonanie, że nie jestem ofiarą okoliczności tylko panem swojego losu. Dało mi to ogromnego motywacyjnego kopa i dużo pozytywnej energii. Zastanawiałem się jak to przełożyć na język choć trochę zbliżony do naukowego nie będąc psychologiem i pozwól, że podrzucę coś z mojej działki. Wiesz co się dzieje kiedy do jednej z dwóch probówek zawierających ludzkie komórki/tkanki zaaplikujemy hormony wydzielane wtedy kiedy jesteśmy radośni, pełni optymizmu i spokojni czyli dopaminę, serotoninę i inne endorfiny a do drugiej hormony stresu i smutku np. kortyzol? Tkanki z hormonami szczęścia będą stymulowane do wzrostu i zdrowego rozwoju a tkanki poddane działaniu kortyzolu przestaną rosnąć, komórki zminimalizują podział. To nie jest magia, to jak pracuje nasz mózg i to jaki mamy na co dzień nastrój ma realny wpływ na stan CAŁEGO naszego organizmu. Kolejny argument jaki wysnuwasz, na temat słabości afirmacji w zasadzie sam częściowo zbijasz i wyciągasz naciąganą tezę, że czasem afirmacje mogą szkodzić, bo jak ktoś nie ma umiejętności a wmówi sobie, że ma to sobie zaszkodzi. SERIO?? Naprawdę myślisz, że to na tym polega i o to chodziło, żeby na przykład ktoś kto nie umie jeździć samochodem wmówił sobie, że umie i się rozbił? A czy przypadkiem w książce nie było konkretnych przykładów tychże afirmacji, do których wypadałoby się odnieść? Chętnie posłucham jak psycholog tłumaczy ,,przeciętnemu zjadaczowi chleba”, że wmawianie sobie, że zasługuje się na to by być kochanym i docenianym jest czymś szkodliwym. Być może jestem człowiekiem, który jak to napisałeś- ma popularną wyobraźnię i jest podatny na powtarzane bezrefleksyjnie mity rozwojowe, ale mi ta książka pomogła i bardzo się cieszę, że trafiłem na nią w swoim życiu. Pomimo wielu jej niedoskonałości zrobiła to co miała zrobić.

    • „Pierwszy argument- nie ma czegoś takiego jak
      podświadomość, jest wiele procesów, działających niezależnie itd.
      Oczywista, oczywistość wytykająca podstawowe uproszczenie zawarte w tej
      książce, ale przecież każdy kto choćby przewertował tylko tę pozycję z
      ciekawości wie, że autor pisał o naszej intuicji” – w sposób nie mający nic wspólnego z wiedzą psychologiczną n.t. tego jak faktycznie działa intuicja.

      „, o tym co myślimy na
      własny temat, czy wierzymy we własne siły” – co nie przekłada się pozytywnie na sukces, a często przekłada negatywnie. Było to badane, wiara we własne siły NIE JEST czynnikiem warunkującym sukces.

      „zatruć nam
      życie. Przesłanie tej książki jest proste: twoje życie zależy OD CIEBIE a
      im lepsze będziesz miał do niego nastawienie tym więcej od niego
      otrzymasz.” – jest to również przesłanie niezgodne z badaniami. Pozytywne oczekiwania będą zwykle sabotowały wyniki i redukowały wytrwałość w dążeniu do nich. Zostało to po prostu przebadane.

      „To nie jest magia, żaden hokus pokus, to jest oczywistość.” No więc właśnie to jest magia, a konkretniej tzw. myślenie magiczne.

      „Pokaż mi chociaż jednego pesymistę, który został człowiekiem sukcesu,” – ależ proszę bardzo, np. taki Tad Witkowicz, kilkukrotnie na listach 10 najbogatszych polaków żyjących poza granicami kraju. Zdecydowany pesymista. Serio, wbrew propagandzie sukcesu, pesymizm jest bardzo skutecznym narzędziem.

      „Dało mi to
      ogromnego motywacyjnego kopa i dużo pozytywnej energii.” – nie masz pojęcia czy to ksiażka coś Ci dała. Przypisujesz jej sprawczość, a nie masz pojęcia, czy gdybyś w tym czasie przeczytal DOWOLNĄ inną to nie uzyskałbyś identycznych efektów. Dlatego z jednostkowych przypadków się nie wnioskuje – bo nie znasz alternatywnych opcji.

      „działki. Wiesz co
      się dzieje kiedy do jednej z dwóch probówek zawierających ludzkie
      komórki/tkanki zaaplikujemy hormony wydzielane wtedy kiedy jesteśmy
      radośni, pełni optymizmu i spokojni czyli dopaminę, serotoninę i inne
      endorfiny a do drugiej hormony stresu i smutku np. kortyzol?” – ale zdajesz sobie sprawę, że z hormonami to nie tak? Notabene dopamina nie jest hormonem. Ani serotonina. I to naprawdę nie jest taki prosty podział „hormony/neuroprzekaźniki szczęścia i stresu”. Proponuję Ci poczytać nieco np. o konsekwencjach terapii l-dopą :) Albo o syndromie serotoninowym. I twierdzenie, że serotonina stymuluje wzrost tkanek? :D Jakieś źródła na to proszę, tylko konkretne badania, bo byłaby to dość absurdalna funkcja. Dla kortyzolu też proszę o konkretne badania na które się powołujesz – bo akurat nieco w biologii też siedzę i deczko mi cuchnie Twoje twierdzenie :)

      „Kolejny argument jaki wysnuwasz, na temat słabości afirmacji w
      zasadzie sam częściowo zbijasz i wyciągasz naciąganą tezę, że czasem
      afirmacje mogą szkodzić, bo jak ktoś nie ma umiejętności a wmówi sobie,
      że ma to sobie zaszkodzi. SERIO??” – to zostało przebadane i serio, serio.

      „Chętnie posłucham jak psycholog tłumaczy ,,przeciętnemu
      zjadaczowi chleba”, że wmawianie sobie, że zasługuje się na to by być
      kochanym i docenianym jest czymś szkodliwym.” – ależ proszę bardzo, drogi przeciętny zjadaczu chleba. Wmawiasz to sobie, ale nie jesteś kochany ani doceniany. Wmawiasz, wmawiasz, wmawiasz i nie ma efektu. I w pewnym momencie (średnio miesiąc-dwa w znanych mi badaniach) następuje załamanie w konfrontacji z rzeczywistością i pogorszenie stanu, łącznie z uruchomieniem/pogłębieniem stanów depresyjnych. Zostało to przebadane.

  • Krystyna

    Polecam zapoznać się z książką pt. „Biologia przekonań”, autorstwa Bruce’a Liptona. Udowadnia ona, że nasze myśli w dużym stopniu wpływają na nasze życie.

  • Swego czasu była to moja ulubiona książka. Nie znałem wtedy kompletnie psychologii i myślałem, że wszystko co pisze Murphy jest prawdą. Nagle jednak zobaczyłem, że koncepcji podświadomości jest o wiele więcej i nie pokrywają się one z tym, co mówi autor „Potęgi podświadomości”. Ponadto zapoznałem się z dowodami naukowymi dotyczącymi działania afirmacji i wizualizacji – okazało się, że te dwie techniki są po prostu przeceniane. Jeżeli ktoś chce szybko dotrzeć do tego, jakie to były badania, to może sięgnąć po „50 mitów psychologii popularnej”.

    Dodać należy, że moje osobiste doświadczenie z afirmacjami przyniosły mi więcej cierpienia i wyrzeczeń, niż efektów. Pamiętam jednak, że ostro broniłem koncepcji „pozytywnego myślenia” i dałbym się wtedy za tę filozofię pokroić. Dzisiaj więc rozumiem ogólne rozdrażnienie tych, którzy nie są zadowoleni z krytykowania „Potęgi podświadomości”.

    Zachęcam wszystkich tutaj wypowiadających się o zapoznanie się chociażby z „Historią filozofii” Tatarkiewicza. Podczas lektury tej książki można się przekonać, że było multum koncepcji na temat ludzkiej psychiki. Można sobie wtedy zadać pytania: „Czemu do Joseph Murphy ma mieć rację? Co świadczy o tym, że to on mówi prawdę?”. Na te pytania nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Faktem jednak jest to, że nie ma absolutnie żadnych przesłanek, które potwierdzałby na 100% „Prawo przyciągania”. Dla mnie nie działa. Dla was działa. Kto ma rację? Jeśli staniemy po stronie nauki, to w chwili obecnej nie ma wątpliwości, że sceptycy w kontekście tej teorii mają więcej argumentów za sobą.

    Jeżeli rozważymy jednak „Potęgę podświadomości” z perspektyw duchowej, to jest to niewątpliwie niebezpieczna koncepcja. Programowanie podświadomości w wykonaniu Murphiego do złudzenia przypomina praktyki magiczne, gdzie byty duchowe spełniają nasze wszelkie zachcianki. Takie byty w spirytyzmie jednak zawszę chcą coś w zamian. Wątpię jednak, że ludzie sięgając po „Potęgę podświadomości” chcą zajmować się spirytyzmem – raczej chcą dostać dobry psychologiczny poradnik. Murphy to jednak spirytyzm i to tak spopularyzowana, że niebezpieczny. Zresztą autor jest masonem, więc w jego dziełach muszą być zawarte elementy doktryn duchowych. W książce „Ukryta moc” Murphy już się z tym nie kryje – warto przeczytać tę pozycję i zestawić ją z „Potęgą podświadomości” – te sam koncept, ale już przedstawiony bardziej „czarująco”. Murphy stosuje niewątpliwie specyficzną technikę pozyskiwania ludzi. Najpierw mówi o naukowych dowodach, by w dalszych książkach przesuwać szalę w stronę czarów, a na koniec już bez ogródek pisać, iż wszystko co przedstawia w książkach jest po prostu magią. Warto to rozważyć i spojrzeć trochę krytycznie.

    Polecam w alternatywie do „Potęgi podświadomości” książkę „Co z tym szczęściem? Psychologia pozytywna w praktyce”. W tej pozycji znajdują się poparte naukowo techniki, które sprzyjają odkrywaniu w swoim życiu szczęścia. Co ważne książka zawiera bibliografię i przypisy, więc każdy może sprawdzić skąd pochodzi dana informacja. W książkach Murphiego tego niestety nie ma – nawet gdy pojawiają się słowa w stylu „to jest naukowo udowodnione”.
    Jeżeli ktoś jednak chce rozwijać się bardziej duchowo-ezoterycznie, to niech zajmie się czymś poważniejszym w tym temacie – może Rudolf Steiner?

  • Patryk Domański

    Co to często nazywamy podświadomością tak naprawdę nazywa się nieświadomością.

    • Nie. Różne terminy, z różnych terminologii.