Recenzja: Piąta Dyscyplina

Piąta Dyscyplina (wyd. VI)

Peter M. Senge



(Dziękuję wydawnictwu Wolters Kluwer za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.)

Piąta Dyscyplina jest dość klasyczną książką biznesową, skupioną wokół ciekawej tematyki. Jest dość klasyczna w tym sensie, że spokojnie mogłaby być o połowę krótsza bez jakiejkolwiek realnej szkody dla zawartej treści. Jak wiele książek z tej dziedziny,  jest po prostu zbyt rozwlekła i niepotrzebnie „tłukąca” tą samą ideę po dwadzieścia razy w kółko, zwykle w oparciu o przedstawienie kilkunastu różnych anegdot na ten sam temat.

Z drugiej strony sama podstawowa treść książki, myślenie systemowe, stanowi ciekawy i wartościowy materiał, niewątpliwie przydatny dla każdego odbiorcy, zarówno zainteresowanego zmianą organizacji, jak i zmianą osobistą. Podejście systemowe oznacza traktowanie całego układu jako systemu wzajemnie powiązanych elementów i szukanie takich możliwości interwencji, które najmniejszym kosztem dadzą jak największe długoterminowe efekty. Alternatywą, jaką robi większość ludzi jest poszukiwanie i próba zaradzenia najbardziej widocznym problemom lub obszarom, które zdają się być najłatwiejsze do rozwiazania. Uczulenie na to,  że takie działania nie tylko nie dają efektów, ale mogą wręcz zaszkodzić (np. ukrywając główny problem), są niezwykle cenne.

Najbardziej wartościowym aspektem książki było dla mnie przedstawienie całego zestawu „archetypów systemów”. To wzorce systemów najczęściej występujących w praktyce, pozwalające łatwo uzyskać szerszą perspektywę na swoje działanie, czy np. na sytuację zastaną w firmie. W sumie takich archetypów jest koło dziesięciu i były one dla mnie przyjemnym zaskoczeniem i dużą wartością dodaną do treści.

Niestety, po zakończeniu głównej części o myśleniu systemowym, druga połowa książki jest, w najlepszym razie, dość przeciętna. Oderwana od psychologicznej rzeczywistości rozprawka o wykorzystywaniu swojej podświadomości w drodze do stawania się mistrzem, poppsychologiczny rozdział n.t. znaczenia wizji oraz miałkie i płytkie rozdziały nt. polepszenia komunikacji w organizacji niestety mocno odstają od bardzo solidnej pierwszej połowy i sprawiają wrażenie bycia napisanych przez innego autora. Biorąc pod uwagę, że to już szóste wydanie książki, jestem bardzo ciekawy, jak wiele z tych materiałów znajdowało się w pierwszym, a jak wiele zostało dodanych „pod publiczkę” przy kolejnych publikacjach.

Jeśli chodzi o styl książki, jak już wspominałem, jest on typowy dla ksiażek biznesowych. Za dużo treści, za dużo powtórzeń, za dużo ogólników i za mało konkretów (za wyjątkiem świetnej sekcji o archetypach) – ta książka zdecydowanie powinna mieć wersję „okrojoną”. Dodatkowe problemy są efektem tego, że autor prezentuje wiele anegdot i studiów przypadku dla uwiarygodnienia swoich tez. Niestety, obok tradycyjnych wątpliwości odnośnie wartości studiów przypadku (tzn. nie da się ich generalizować, choć to właśnie robi autor), dochodzi również nieco sytuacji, w których te studia przypadku okazywały się po prostu naciągane. Dla przykładu, argumentując za potrzebą wizji w organizacji, powołuje się na założycieli Apple, Wozniaka i Jobsa, jako dostrzegających rolę komputerów osobistych w życiu ludzkim. O ile jednak Wozniak, fanatyk komputerowy, może faktycznie ją dostrzegał na tamtym etapie, o tyle Jobs, zakładając Apple, szukał po prostu sposobów na szybki zarobek. Wizja, pasja, itp. przyszły dopiero dużo później.

Podsumowując, z książki należałoby wyciąć wszystko poza pierwszą połową (i aneksem z powtórzeniem archetypów systemów), tą pierwszą połowę solidnie odchudzić o anegdoty i mielibyśmy naprawdę świetną książkę. Tak mamy książkę przyzwoitą, ale bez rewelacji. Przydatną dla każdego, kto nie wie o co chodzi w myśleniu systemowym, a spotyka się z różnymi wyzwaniami w swoim życiu i pracy. Również i ludzie mający jakieś doświadczenie z tematem myślenia systemowego docenią tą książkę za praktyczne narzędzie, jakim są archetypy systemów. Jeśli jednak czytałeś jakiekolwiek inne książki n.t. komunikacji w biznesie, drugą połowę książki możesz sobie po prostu darować.

Poziom: S2 – dobry dla laików, a i ludzie znający się w temacie mogą nieco skorzystać z pierwszej połowy. Druga to już S1- poziom zdecydowanie podstawowy.

Ocena: 3,75/5 – pierwsza połówka zasługuje na solidne 4,75, druga ledwo dociaga do 3, niestety płacisz za całość, więc końcowa ocena będzie nieco niższa od średniej.

Książkę możesz nabyć np. TUTAJ.


Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • kuba

    Artur, co oznaczają u Ciebie oznaczenia S1/S2, itp? Zauważyłem, że używasz ich zawsze przy recenzjach, ale nie potrafię rozgryźć skrótu.

  • Kuba, to system oceny poziomu danych materiałów, rozpisany tutaj: http://blog.krolartur.com/?p=657

    W skrócie: S1 – totalny laik, S3- znam nieźle dziedzine, ale do eksperta mi daleko, S5 – ekspert, materiał specjalistyczny. Luźne założenie jest takie, że książka jest wartościowa na jakieś dwa poziomy w każdą stronę – tzn. ekspert nie skorzysta z S2, z S3 coś wyciągnie, z S4 sporo, a S5 będzie prawdopodobnie zupełną nowością. Z kolei laik nie zrozumie wszystkiego z S3, ale co nieco wyciagnie, ale już S4 zupełnie nie ogarnie, a S5 może wręcz wyrzucić jako bezsensowną lub zbyt techniczną. Oczywiście to oceny „na wyczucie”