Recenzja: Nie myśl, że NLP zniknie

Nie myśl, że NLP zniknie

Rafał Żak

Długo zbierałem się do tej recenzji. Widać, że autor włożył dużo pracy w przygotowanie tej książki i chciałem, aby jej krytyka – bo na krytykę niestety zasługuje – była wykonana z równą troską. Jednocześnie, choć będę krytyczny, to chcę zastrzec, że wymienione błędy nie wzięły się w mojej ocenie ze złej woli. Część jest kwestią zbyt ambitnych założeń koncepcyjnych.

A część wynika chyba trochę z background’u autora. On sam wskazuje wprawdzie, że nie bycie psychologiem  traktuje tutaj jako zaletę (brak osadzenia w nurcie lub podejściu). Tyle tylko,że nie każdy psycholog będzie od razu osadzony w jakimś nurcie lub podejściu. Natomiast każdy psycholog będzie miał pewien wstępny warsztat oraz pewien zakres łatwo dostępnej poznawczo wiedzy, które tutaj byłyby po prostu przydatne. Jeśli bowiem ktoś np. pisze o tym, że nie udało mu się znaleźć żadnego dowodu na możliwość uwarunkowania kogoś nie na realny bodziec, a na jego wyobrażenie, to u psychologa zapalają się już lampki ostrzegawcze – taka osoba odrzuciła właśnie bowiem systematyczną desensytyzację, a wraz z nią dużą cześć psychologii behawioralno-poznawczej. Takich braków koncepcyjnych jest więcej i niestety w książce brakuje bieżącej współpracy z psychologiem, lub choćby psychologicznej korekty merytorycznej przed wydaniem. Piszę o tym, bo łatwo byłoby autorowi w paru miejscach zarzucić złą wolę, a naprawdę uważam, może naiwnie, że to nie ona grała tutaj rolę.

No dobrze, ale przejdźmy do sedna… No, prawie ;)

Źródło: MT Biznes

Żeby móc dobrze opisać moje wrażenia z książki, muszę przywołać pewną anegdotę (płociowo obojętna, można odwrócić rolę na matkę i córkę ;) ).

Ojciec zabrał dorastającego syna na bok i udzielił mu rodzicielskiej porady odnośnie związków. „Słuchaj synu! Musisz w życiu wybierać. Kobieta może mieć trzy cechy:

1. Może być wspaniałą matką.

2. Może być świetna w łóżku.

3. Może być doskonałą przyjaciółką.

Kiedy staniesz przed takim wyborem, pamiętaj, nie ma nikogo, u kogo wszystko to współwystępuje. Dlatego pomyśl dobrze i wybierz z tego dwa.

Po latach syn rozmawia z ojcem. „Dzięki za tamtą radę. Wziąłem do siebie, poszukałem kobiety, która byłaby dobrą matka i przyjaciółką i naprawdę jest dobrze.”

W tym momencie ojciec patrzy na niego z przerażeniem. „Ty głupcze! Nic nie zrozumiałeś! Przecież Ci mówiłem, wybierz z tego dwa! Numer dwa!”


Przywołuję tą anegdotę, bo mam wrażenie, że Rafał stanął przy pisaniu książki przed wyborem:

1. Napisać rzetelną i merytoryczną książę o NLP z perspektywy naukowej.

2. Napisać książkę atrakcyjną rynkowo dla czytelnika.

3. Napisać książkę punktującą wiele absurdów rozwojowych, które pojawiają się m.in. wokół NLP.

I nie podjął decyzji, tylko spróbował zrealizować wszystkie te cele na raz. W efekcie, mimo niewątpliwego wysiłku, jaki włożył w napisanie książki, żadnego z tych celów nie zdołał porządnie zrobić.


Jako książka o NLP

Książka napisana jest w nieco specyficznym stylu – pierwsza, kilkudziesięciostronna część, to wprowadzenie i pean na cześć NLP, inspirowany typowymi książkami z branży. Każdy fragment kończy się odniesieniem do stosownego fragmentu drugiej części, czyli krytycznej analizy danej metody. Autor sugeruje, żeby czytać „skokowo” – fragment bezkrytyczny i fragment krytyczny. Pierwszy raz czytałem właśnie tak, miejscami, przyznam, darując sobie nawet bezkrytyczne. Myślałem „po co, skoro już to znam?” i skupiałem się na tym, gdzie oczekiwałem miejsca na merytoryczną dyskusję.

O tym, że był to błąd przekonałem się dopiero kiedy przygotowywałem się do recenzji książki i przeszedłem przez nią ponownie, „po kolei”, notując sobie główne uwagi.

„Skacząc” po książce nie zwróciłem bowiem uwagi na problemy merytoryczne związane z wprowadzeniem do NLP. Uderzyły mnie dopiero, gdy zacząłem tą sekcję czytać po kolei… Najpierw miałem wrażenie „zaraz, tak pędzi, że nie jestem w stanie ocenić, czy trafnie rozumie o czym pisze, czy nie…” Potem pojawiało się coraz więcej sytuacji w których mogłem niestety jasno stwierdzić, że autor nie rozumiał poruszanych kwestii (albo przynajmniej nie potrafił ich opisać tak, jakby je rozumiał). Dla jasności, nie dotyczy to całej sekcji wprowadzenia, ale takich błędów jest sporo. Kilka z najistotniejszych:

  • procedura pracy z częściami jest czymś, czego w życiu nie widziałem w tym kontekście i daleko odchodzi od NLPowskich metod.
  • linia czasu opisana jest bez tak podstawowych kwestii jak bycie „w czasie” i „przez czas” („in time”/”through time”), które są jednym z kluczowych aspektów stosowania tego narzędzia (jest też błąd w postaci jednej linii, a nie kontekstowych linii, ale by być fair, to częsty błąd w literaturze).
  • przy tej pracy z linią czasu jest opisana procedura w której „omijamy” na linii wydarzenie budzące lęk… jeśli je ominiemy, to całe ćwiczenie jest o kant filozofa potłuc, przejście przez ten punkt jest kluczowe w procedurze.
  • teza, że Meta-Model jest mocno inspirowany gramatyką transformacyjną (nie jest, GT była użyta jako uzasadnienie, ale nie jako inspiracja)
  • fragment o Modelu Miltona był czymś, przy czym przecierałem oczy ze zdumienia i aż sięgnąłem po tłumaczenie „Wzorców Ericksona” które kiedyś robiłem. Na 8 podanych technik Modelu Miltona może trzy – a i to z dużą łaskawością – można przypisać do MM. A już zastosowana interpretacja „podwójnego wiązania”… au!
  • koncepcje „roli języka” nie są elementami NLP (fakt, autor później na to wskazuje uczciwie w części krytycznej – ale co z tego, skoro tutaj propaguje niezrozumienie?)
  • dobór „kryteriów celu” w kontekście NLP jest dość specyficzny. Jasne, różni autorzy podają różne (tak jak i w SMART), ale tu już są bardzo różne
  • w pozycjach percepcyjnych zawarte są asocjacja i dysocjacja, czyli narzędzia pochodzące, a i owszem, ale z submodalności!
  • opis drugiej pozycji percepcyjnej w tym fragmencie sugeruje brak zrozumienia tej pozycji (to co jest opisane to mieszanka 1 i 3), wydaje się też, że autor nie do końca docenia aspekt „percepcyjny” w „pozycjach percepcyjnych”, sprowadzając narzędzie bardziej do techniki poznawczej analizy, niż tego jak jest stosowana w NLP.
  • wrażenie to wzmacnia teza, że NLP było nazywane strukturą subiektywnych doświadczeń, bo liczy się tam subiektywne przekonanie o efektywności metod. Tymczasem subiektywność doświadczeń tutaj odnosi się do szeregu procesów poznawczych – z definicji subiektywnych – zachodzących w głowie danej osoby w danym kontekście.
  • Traktowanie metaprogramów jako modelu typologicznego, a nie ciągłego.
  • Krąg doskonałości jako ćwiczenie na wyobraźnie, a nie na kotwiczenie stanów.


Dziwią niektóre rozwiązania zasugerowane w przytoczonych ćwiczeniach (np. użycie kciuka i małego palca w podstawowym ćwiczeniu na kotwiczenie – ze względu na wyjątkowo precyzyjnie odwzorowaną mapę czuciową dłoni w mózgu, kotwice w tym obszarze wymagają wyjątkowej precyzji… coś takiego niemal zawsze zostanie spaprane przez brak precyzji, dlatego dużo lepiej używać tu dużo słabiej reprezentowanych obszarów takich jak kolana.)

Wiele elementów cytowanych w tej części jest też dość wątpliwego pochodzenia. Np. spory dział „inne wskazówki systemów reprezentacji” czerpie głównie z książek mocno odległych od „klasyki” NLP.


Oprócz błędnych wyjaśnień zastanawia też dobór materiałów. Np. charakterystyczna dla polskiego środowiska krytyków NLP tendencja do zaczynania opisu NLP od systemów reprezentacji i ruchów oczy (mimo, że są to kwestie w najlepszym razie wątpliwej istotności dla działki). Czy zawarcie „Poziomów Neurologicznych Diltsa” dość wysoko w liście podstawowych narzędzi NLP (tymczasem jeśli już się ich uczy, to raczej na Masterze. A najlepiej wcale :P ). Tymczasem modelowanie – sedno i istota NLP – pojawia się dopiero na samym końcu rozdziału. Dziwi, przy przytaczaniu historii NLP – zignorowanie jednego istotnego źródła, Whispering in the Wind, jak również skrajnie pobieżne podsumowanie procesów zachodzących w środowisku przez dużą część lat 70-tych i 80-tych na rzecz procesów o prawa autorskie czy ekscesów Bandlera. Jak na próbę trafnego opisu historii działki jest to duże niedopatrzenie. Bolą wpadki w zakresie faktów (np. teza, że NLP od swojego zarania było krytyczne do psychologii nie jest prawdziwa. Krytyka pojawiła się stosunkowo szybko, ale nie na samym początku.)


Zastanawia też bardzo dobór źródeł i punktów odniesienia, który trudno uznać za reprezentatywny. Autor pisze, że przeczytał 74 książki na temat NLP. Jednocześnie dobór książek czy przedstawicieli środowiska na podstawie których wyciąga swoje wnioski wydaje się mocno niereprezentatywny. Wiele przywoływanych cytatów czy poglądów pochodzi z bardzo niszowych autorów n.t. NLP (np. S. Knight czy H. Adler). Dużo uwagi poświęca się postaciom, które dawno opuściły środowisko (jak L. Michael Hall), albo mają w niej małe poważanie (jak Robert Dilts, któremu w książce poświęcone jest nieporównywalnie więcej miejsca niż Johnowi Grinderowi – głównemu współautorowi metody!). Również w sekcjach poświęconych Polsce dużo uwagi poświęca się osobom od dawna odżegnującym się od NLP (Mateusz Grzesiak), albo dość mało rozpoznawalnych w branży (Agnieszka Ornatowska). Bardzo dziwi niemal całkowita nieobecność odwołań do materiałów małżeństwa Andreasów, którzy mieli wielki wpływ na rozwój NLP w latach 80-tych. Zamieszczamy Knight czy Ornatowską, a pomijamy Connaire Andreas? Coś tu jest nie tak.

Taka selekcja źródeł nie została nigdzie uzasadniona i przyznam, że trudno mi ją wytłumaczyć inaczej niż pewną niemerytoryczną skłonnością do uatrakcyjniania książki. Łatwiej barwnie cytować z „Alpha-male” Grzesiaka o uwodzeniu niż z „Ja i procesy samoregulacji” Mirosławy Huflejt-Łukasik (a przecież obydwie książki mają tyle samo związku z NLP – tylko przez swoich autorów). Dilts próbujący modelować Sherlocka Holmesa czy  ekscesy Bandlera są wszak ciekawszym materiałem niż dość poukładany życiowo Grinder. Tu pojawia się jednak wspomniany konflikt interesów – piszemy przede wszystkim ciekawą książkę, czy przede wszystkim merytoryczną książkę o dziedzinie?



Przerwa na reklamę ;)


Problemem wielu coachów jest brak możliwości skonfrontowania swojej pracy z tym, jak pracują ich inni koledzy po fachu. Sesje Coachingowe: Demonstracja to nagranie 8 sesji coachingowych (oraz 7 krótszych materiałów), pozwalające Ci zobaczyć jak takie sesje wyglądają w praktyce u innych.


Wracamy do artykułu :)



Jako analiza naukowego osadzenia NLP

Zacznijmy od jednej rzeczy, w której zarówno autor, jak i racjonalne środowisko skupione wokół NLP może się jasno zgodzić. Bezpośrednich badań na skuteczność NLP jest mało. Te które są, często są niskojakościowe. Większość dowodów jest dowodami pośrednimi, z badań nad innymi kwestiami (tzw. prior probability). Tu sądzę wszyscy się zgodzimy. Różnica pojawia się dalej. Zwolennicy NLP mówią, że to co jest pozwala sugerować, że NLP może mieć potencjał (na podstawie dowodów bezpośrednich), ale potrzeba więcej dowodów aby móc to bezpośrednio stwierdzić.  Krytycy tacy jak Rafał – że skoro po tylu latach nie ma silnych dowodów, to NLP nie polecają. Popełniają tu jednak dość istotny błąd.

W metodzie naukowej jest jednak pewien idiom, który przydałoby się autorowi zapamiętać. Po angielsku brzmi on ładniej niż w naszym języku: „Absence of evidence isn’t evidence of absence.” Czyli na nasze: „Nieistnienie dowodów (na X) nie jest dowodem nieistnienia (X).” Innymi słowy, sam brak jakościowych dowodów na skuteczność danej metody, w sytuacji gdy nie zostało przeprowadzonych wiele badań w zakresie tej metody, nie jest dowodem na brak skuteczności. (Co innego, jak np. w przypadku homeopatii, gdy mamy szereg badań dowodzących braku skuteczności.) Tymczasem krytycy NLP często przyjmują błędną argumentację „nieistnienie dowodów = dowód nieistnienia” i opierają na niej cały swój przekaz. Na niej, oraz na krytyce ruchów oczu – o czym za chwile.


No dobrze, skoro jednak obydwie strony przyznają, że dowodów bezpośrednich jest mało, to co z dowodami pośrednimi? Tutaj autor wskazuje na dowody na niektóre narzędzia NLP, takie jak raport czy technika dysocjacji. Wskazuje też na to, że nie potrafił znaleźć dowodów na wiele z koncepcji NLP.

I tu mam duży problem i największy zarzut do książki. Ewidentnie bowiem brak osadzenia autora w wiedzy psychologicznej po prostu go zgubił. Brak mu wielu podstawowych odniesień do dziedzin psychologii, w których mógłby znaleźć takie dowody. Nie widzę w tym intencjonalnej przewiny, tylko typowy efekt Krugera-Duninga. Brak wiedzy czego się nie wie.

Na wydziale psychologii mawialiśmy, że każdy doktorant musi stworzyć przynajmniej jeden własny termin – nawet jeśli dany efekt ma już pięć innych terminów go określających. To wada całej działki, ale i potworne utrudnienie przy poszukiwaniu pośrednich dowodów na różne koncepcje. To powód dla którego mimo własnych ambicji zrobienia takiej analizy dla NLP nie podejmuje się jej na razie – bo to praca na długie miesiące i to dla całego zespołu osób. Dla przykładu, Rafał celnie zauważa, że do weryfikacji raportu w NLP można użyć badań n.t. mimikry w psychologii… Tyle tylko, że zjawisko mimikry określane było również jako „imitacja” i pod kilkoma innymi terminami. Jeśli autor tego nie wie – wyszuka wszystkie badania o mimikrze, ale już nie o „imitacji” i pokrewnych. A to uniemożliwi trafną ocenę tematu.

Takich braków w ocenie merytorycznej różnych dziedzin jest sporo. W kontekście systemów reprezentacji (nie „preferowanych systemów reprezentacji” a po prostu „systemów reprezentacji”) przydałaby się autorowi znajomość choćby koncepcji zawartych w tzw. emobidied cognition czy lingwistyki poznawczej (cognitive linguistics). To pozwoliłoby na dużo lepsze osadzenie poruszanych kwestii w konkretnych badaniach pośrednich. Gdy pisze o częściach osobowości interpretuje je z poziomu koncepcji procesów zachodzących poniżej progu świadomości, ale ucieka mu cała działka subosobowości rozwijana w wielu różnych nurtach (w tym psychiatrycznym, w kontekście DID i MPD). Pisze, że „nie udało mu się znaleźć żadnego dowodu na możliwość uwarunkowania kogoś nie na realny bodziec, tylko na jego wyobrażenie”, tymczasem już standardowa procedura systematycznej desensytyzacji, klasycznej metody terapii behawioralno-poznawczej, dostarcza takich dowodów. (Można też wskazać konkretne badania związane z warunkowaniem na wyobrażenia, np. TU albo TU.) Podobne braki widać w materiałach n.t. linii czasu (gdzie mamy sporo ciekawych badań związanych z jej modyfikacją, np. TU). Widać w końcu w fakcie, że np. zdanie „Model panoramy społecznej koncentruje się na ‚bezsłownej’, pozalingwistycznej stronie jaźni, której istnienie poprzedza powstanie języka. ” było dla autora absurdalne i śmieszna (podczas gdy dla osoby obeznanej choćby z lingwistyką poznawczą byłoby jasne i zrozumiałe, choć dość oczywiste).


Przy okazji zastanawiający jest casus jednego z narzędzi, Meta-Modelu. Narzędzie to (notabene podstawowy model NLP) nie zostało zweryfikowane naukowo pod względem swojej skuteczności. Autor stwierdza jednak, że narzędzie to nie budzi zbytnich emocji, przytacza jego akceptację i stosowanie przez jednego z głównych ignorantów w środowisku krytyków NLP – Tomasza Witkowskiego – i zamyka fragment pochwałą dla tej metody.

Biorąc pod uwagę jego dość surowe podejście do wielu innych, nieporównywalnie lepiej przebadanych aspektów NLP, ta wolta – akceptacja dla Meta-Modelu „bo nie jest on kontrowersyjny” i „bo stosuje go Witkowski” jest co najmniej trudna do wytłumaczenia. Albo stosujemy jedne kryteria dla wszystkich narzędzi – albo nie bawimy się w jakiekolwiek próby obiektywności. Jest to dla mnie jeden z tych punktów gdzie – mimo postulowanych przez autora prób obiektywności – na jaw wychodzą jednak pewne wcześniejsze, niekoniecznie świadome uprzedzenia obecne przy pisaniu książki. Nie jest to zarzut – mało kto jest świadomy swoich uprzedzeń! Pozwala jednak lepiej zrozumieć coś, co w książce jest dość irytującego…


A irytują i przeszkadzają niemerytoryczne wtręty, takie jak odwołania do poczynań Grzesiaka (jasne, absurdalnych, ale co „Alfa-Male” ma wspólnego z NLP?) czy język, który delikatnie mówiąc nie jest zrównoważony w zakresie NLP (np. „krytycy NLP” vs „wyznawcy NLP” tworzy zupełnie inną dynamikę dyskusji niż gdyby „wyznawców” zastąpić „zwolennikami”). Jest też kilka zagrań, które obiektywnie trudno ocenić inaczej, niż jako atak na NLP przez wykluczenie kontekstu. Dla przykładu:

  • Autor przytacza przykłady wydawnictw publikujących książki NLP oraz niekiedy mało wiarygodnych innych publikacji z tych wydawnictw. Zapomina przy tym, że jego własne wydawnictwo, MT Biznes, publikuje m.in. książki Donalda Trumpa, a do domu wydawniczego należy też Laurum, publikujące np. new-thoughtowego kaznodzieję Neale’a Donalda Washa.
  • Przypisuje NLP i składa na NLP odpowiedzialność za koncepcje obalone w ich obecnej postaci (wzrokowcy, słuchowcy itp. w uczeniu się), ale będące przejawem szerszych i starszych od NLP koncepcji psychologicznych
  • Miejscami robi to przy okazji błędnie (np. preferowane systemy w uczeniu się zostały potwierdzone -tylko że w tym znaczeniu, że „wzrokowiec” faktycznie łatwiej zapamięta np. kształty na mapie, takich preferencji poznawczych jest zresztą cała masa, np. w zakresie zapamiętywania twarzy; podobnie z wpływem podprogowym, badania Vicary’ego poszły oczywiście od kosza, ale autor sam przywołuje w dziale o submodalnościach przykład badań o zimnych i ciepłych napojach podprogowo wpływających na nasz odbiór drugiej osoby.)
  • Punktuje wiele faktycznych win NLP, ale win typowych dla całej branży rozwoju. Dla jasności, nie jest to próba argumentacji typu „tu quoque„. Nie chodzi o usprawiedliwienie tych przewin, ale w momencie, gdy są one typowe dla całej branży, wyizolowanie NLP do krytyki za te przewiny tworzy fałszywy obraz, że to NLP jest w tej kwestii jakoś szczególnie winne.

Gdyby książka nie aspirowała do obiektywnej oceny NLP, te działania byłyby do przyjęcia. Przy przedstawionych założeniach, trudno je zaakceptować.


Jest też kilka błędów, które mi trudno uzasadnić inaczej niż celowym przeoczeniem lub dezinformacją. Piszę tak, bo np. jasno wskazywałem autorowi na naukową, opublikowaną w piśmie typu peer review i napisaną przez przeciwników NLP krytykę badań n.t. ruchu oczu (które stanowią główną pożywkę krytyków NLP). Krytykę miażdżącą i dyskwalifikującą te materiały. (Co, wbrew tezie autora, ma duże znaczenie, bo zmienia podstawowy obraz dostępnych badań, kasując wszystko co odnosi się do – i tak odrzuconych przez NLP – ruchów oczu. A to silnie wpływa na wspomniane „nieistnienie dowodów nie jest dowodem nieistnienia”.) Fakt, że krytyka ta nie została wspomniana w książce, a zmiażdżone przez nią publikacje Sharpleya czy stanowiące ich kopie prace Witkowskiego owszem jest czymś, czego nie mogę wytłumaczyć inaczej, niż przez celowe niedopatrzenie – i jest to moim ogromnym zarzutem do autora.

Drugim zarzutem (choć to trochę polska specyfika, przyznaję) jest promowanie „obecności pisma na liście filadelfijskiej” jako miernika jego jakości (w rozdziale n.t. publikacji weryfikujących NLP). Chodzi tu o listę pism publikowaną przez Institute of Scientific Information. Z tezą tą są dwa problemy. Po pierwsze, fiksacja na liście filadelfijskiej to specyfika naszej krajowej nauki (gdzie faktycznie publikacje z tej listy dawały większe ilości punktów w konkursach na granty badawcze na kolejne lata). Na zachodzie jej znaczenie jest dużo mniejsze, istotniejszy jest już Impact Factor choć i on jest surowo krytykowany od wielu lat. Co jednak kluczowe i dość absurdalnie ignorowane – lista filadelfijska jest aktualizowana co roku. To znaczy, że dzisiejsza obecność lub nieobecność danego pisma na tej liście nic nie znaczy (bo np. pismo to mogło się przestawać ukazywać 10 lat temu i po prostu nie jest brane pod uwagę). Wedle mojej wiedzy nie ma oficjalnych archiwów listy filadelfijskiej z różnych lat, a nawet jeśli by były, wątpię, by autor sięgał do tych archiwów weryfikując, czy np. w 1986 roku, gdy ukazał się artykuł (a w zasadzie w 1987, bo trzeba by sprawdzać rok później, ocena była wszak wsteczna!) pismo X było na tej liście. O fakcie, że na tej liście bywały np. pisma o badaniach paranormalnych nawet nie ma co tu już wspominać, to wisienka na torcie. Argumentacja o liście filadelfijskiej jest więc w najlepszym razie wprowadzaniem czytelnika w błąd.


Co trzeba docenić

Jednocześnie, mimo pewnej nierównowagi w książce, widać, że autor starał się być bardziej obiektywny i uniknął wielu klasycznych wpadek krytyków NLP. Np. wyraźnie odgranicza kwestie weryfikacji lub braku weryfikacji narzędzi NLP od oskarżeń o pseudonaukowość (wykazując zrozumienie czemu takie oskarżenia nie mają sensu).

Mimo wielu przypadków braku zrozumienia, selektywnego doboru książek, itp. autor zadał sobie też trud by chociaż przeczytać (i to sporo) na temat, o którym pisał. To naprawdę nie jest powszechna postawa wśród przeciwników NLP i to również chciałem docenić.

W końcu, autor potrafił przyznać tam, gdzie badania n.t. narzędzi NLP są silne. To również rzadkie u krytyków, którzy lubią daną metodę potępiać w czambuł.


Podsumowanie

Na koniec pozwolę sobie na przytoczenie pewnej kwestii – mam nadzieję, że nie naruszę tu zbytnio pewnych kulis powstawania książki, a uważam, że jest to coś co ma duże znaczenie dla ostatecznej oceny książki.

Byłem jedną z osób ze środowiska NLP z którymi Rafał konsultował się do tej książki. Odbyliśmy kilka długich i szczegółowych rozmów w temacie, przesłałem mu też nieco materiałów. M.in. dlatego, gdy miał już końcową wersję książki przesłał mi swoje podsumowanie z pytaniem, czy przy takich wnioskach dalej chcę, by wymieniano mnie jako konsultanta – bo mogłoby to sugerować moją akceptację do treści. Wskazałem mu wtedy na kilka rzeczy, które w tym podsumowaniu nie były uczciwe (chodziło głównie o zastosowany język, muszę też podkreślić, że część tych uwag została po namyśle przyjęta i wdrożona) oraz zasugerowałem, że dobrze byłoby zobaczyć więcej książki do pełnej oceny. Wtedy Rafał z trochę niezrozumiałych do mnie przyczyn obruszył się i odmówił, wskazując, że to za dużo jak na autoryzację kilku zdań.

Bardzo, bardzo żałuję, że się wtedy nie zgodził. Albo, że przynajmniej nie dał jej do korekty merytorycznej jednemu – a jeszcze lepiej kilku – kompetentnym psychologom. (Pytałem przy okazji pisania recenzji, ponoć była taka weryfikacja. Muszę niestety zatem podważyć kompetencje korektorów, bo pomijanie działek takich jak embodied cognition nie świadczy dobrze o rozeznaniu w polu.)

Tak jak wskazywałem na początku recenzji, owszem, nie bycie z wykształcenia psychologiem może dawać więcej obiektywizmu w pewnych kwestiach. Jednak bez naprawdę rozległej pracy własnej w zakresie współczesnych nurtów psychologii, taki brak wykształcenia musi się negatywnie odbić na próbie weryfikacji pośrednich dowodów na tak rozległą dziedzinę jak NLP. Zwłaszcza w psychologii, gdzie to samo zjawisko potrafi być opisane kilkoma, albo nawet kilkunastoma różnymi terminami – i KAŻDY z nich wymaga oddzielnego wyszukania i weryfikacji w bazach publikacji naukowych. Efekt Krugera-Dunninga, nieświadomość własnej niewiedzy jest tu szczególnie dotkliwy.

Rafał włożył w napisanie tej książki ogromną pracę. Niestety była to praca „ciężka, a nie mądra”, że skorzystam z popularnej kliszy rozwojowej. Owocem tej pracy jest porażka z honorem wprawdzie, ale wciąż porażka – świadcząca o ogromnym wyzwaniu jakim jest weryfikacja tych pośrednich dowodów oraz sensowne ich wyłożenie (razem z bezpośrednimi). Jednocześnie należy docenić wysiłek – absolutnie największy ze strony dotychczasowych krytyków NLP. I choć nie zawsze udało się uniknąć niemerytorycznych wstawek, to życzyłbym sobie, żeby wszelka krytyka NLP była co najmniej na tym poziomie. Znacznie ułatwiłoby to dalszą dyskusję w temacie. A że materiał na dyskusje jest i pewnie długo będzie, dla obydwu jej stron, widać choćby po tej książce :)


Poziom: S1 – ma być wprowadzeniem do tematu i krytyką, ale trudno zignorować braki merytoryczne.

Ocena: 3/5 – widać włożony wysiłek, doceniam próby obiektywizmu, ale nie podołała ambitnym założeniom.

Książkę możesz kupić np. tutaj

Dziękuję wydawnictwu MT Biznes za przesłanie egzemplarza recenzenckiego


Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  przedpłata na e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Do premiery (15 czerwca 2017), promocyjna cena w przedpłacie! Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Pawel

    Dlaczego do tej pory nie NLP nie zostało dokładnie przebadane?

    • To Rafał dobrze podsumowuje w książce – najpierw był opór środ nlp do psychologii, potem kontropór psychologii do NLP. Dopiero powoli się to zmienia.

      • Pawel

        Czyli istnieje szansa, że w końcu będzie więcej rzetelenych badań w temacie.

        • Tak, kolejne są stopniowo publikowane.

          • Pawel

            Możesz coś podrzucić, czy też zasugerować gdzie, jak szukać rzetelnych badań w temacie? :)

  • Magda Bednarczyk

    „(…) piśmie typu peer review i napisaną przez przeciwników NLP krytykę badań n.t. ruchu oczu” – czy nie powinno być tu „zwolenników”? To zmienia cały kontekst wypowiedzi.

    Możesz rozwinąć to, jak faktycznie zostały potwierdzone preferowane style uczenia się? Bo to, że ”wzrokowiec” zapamięta łatwiej kształty na mapie, nie jest do końca jasne dla mnie. Dzięki.

  • Jax

    Czy córeczka transformation jest udowodnione? 😀

    • Domyślam się, że „córeczka” było autokorektą z core ;) Praca z subosobowościami/aspektami jest dość dobrze osadzona we współczesnej wiedzy psychologicznej czy psychiatrycznej, nie znam natomiast badań stricte nad core.

  • Ludka

    „Tą anegdotę” kole w oczy 😞