Recenzja: Finansowy Ninja

Finansowy Ninja

Michał Szafrański

Michał Szafrański zdobył blogosferę szturmem, tworząc bloga, którego popularnością bije obecnie chyba tylko Kasia Tusk. Jest to przy tym blog bardzo solidny i merytoryczny, z dużą ilością wartościowej wiedzy. Teraz Michał wydał książkę i czas na jej recenzję :)

Zanim przejdę do recenzji, dwie duże uwagi, które niewątpliwie będą wpływały na moją ocenę.

a) Choć lubię blog Michała, nie jestem regularnym czytelnikiem. Część książki jest oparta na materiałach z bloga, co dla stałych czytelników, znających blog na pamięć, może być pewną wadą. Ja większości tych materiałów i tak nie byłem w stanie rozpoznać pod względem treści, więc moja ocena na tym nie ucierpiała. Piszę „nie byłem w stanie pod względem treści”, bo mam wrażenie, że pod względem stylu da się takie fragmenty wyłapać – o tym później.

b) Jestem człowiekiem, który dużo przeczytał w kwestii finansów osobistych, jeszcze zanim usłyszałem o istnieniu Michała. W efekcie nie do końca jestem grupą docelową tej książki. Jest ona bowiem przeznaczona przede wszystkim dla startujących w temacie. Bardziej obeznani też nieco skorzystają, ale nie są głównym odbiorcą. Choć starałem się oceniać tę książkę biorąc tą perspektywę pod uwagę, oczywistym jest, że ta różnica mogła wpłynąć na moją perspektywę.

Tyle założeń roboczych, czas na reckę :)


Finansowy Ninja jest rozległym kompendium z zakresu tzw. inteligencji finansowej. Solidny tomik (ponad 500 stron), jest przy tym dość lekki, ze względu na bardzo cienki papier. (Może to być zaletą lub wadą. Zaletą jeśli czytasz dużo w komunikacji miejskiej. Będzie mniej ciążyła w plecaku. Wadą, jeśli nie dbasz o książki, bo będzie się łatwo darła.)

Książka obejmuje w zasadzie pełny zakres tematów związanych z inteligencją finansową. Od podstaw, takich jak motywacja do odpowiedzialności finansowej, przez tworzenie funduszy awaryjnych, prowadzenie budżetu i rejestru wydatków, narzędzia codziennego oszczędzania i większego zarabiania, aż po kwestie takie jak kupowanie mieszkania, wybór konta czy optymalizacja finansowa. Konstrukcyjnie nieco brakowało mi tu jednej solidnej osi łączącej całą treść i nadającej jej spójną strukturę. Być może ze względu na podwójne pochodzenie książki (materiały z bloga + dopisywane oddzielnie), mamy sytuację gdy zaczynamy od „drogi ninja”, potem jest „trening”, „arsenał”, a potem nagle „rozkład jazdy”, „fundament zdrowych finansów”, itp. Niezależnie od tego, czy metafora ninja nam pasuje, czy nie, jeśli już zaczynamy w jednym nurcie, fajnie byłoby go kontynuować – pomaga to po prostu czytelnikom w utrwaleniu poznanych treści. Nie jest to przy tym duży zarzut, książka nie jest jakoś nadmiernie chaotyczna – po prostu taka zmiana mogłaby ją istotnie usprawnić.


Bardzo doceniam fakt, że tych 500 stron wypełniają nie puste frazesy czy historyjki, ale duża ilość konkretów. Anegdotki, gdy są, przybierają zwykle formę listów od czytelników i są dobrane naprawdę dobrze jako motywator do lektury i wdrożenia poznanych treści. Nie ma tu pustych przebiegów, tak popularnego w literaturze rozwojowej pompowania dygresjami czy motywacyjnymi anegdotkami z życia autora. Jest konkret. Ewentualnie… cóż przyciąłbym może nieco pierwszą połowę książki. Mam wrażenie, że niektóre koncepcje były wyjaśniane aż za bardzo łopatologicznie, z licznymi przykładami tam, gdzie wystarczyłby jeden lub góra dwa. To jednak może być kwestia podejścia do książki z pewną podstawową wiedzą, której w założeniu nie ma docelowy czytelnik. Tyle, że w takim razie takie podejście warto by zachować w drugiej połowie książki, a tam było już bardziej treściwie.

Zastanawiam się również nad doborem tematów i materiałów. W niektórych miejscach dobrałbym pewnie inne, pewne rozbudował bardziej, inne przyciął. Np. bardziej rozbudował kwestię nawyków, dodał może coś więcej o kwestii dzieci (zwłaszcza, że Michał, w odróżnieniu ode mnie, jest ojcem i daje mu to dodatkowy duży obszar do poruszenia). Miałem też nieco wrażenie, że rozdział o powiększaniu zarobków w pracy pisany był bardzo mocno pod 25-30 latków dopiero zaczynających prace, z niewielką ilością wartościowej treści dla 40 czy 50-latków.

To powiedziawszy, powyższe wątpliwości to stricte kwestia prerogatywy autora. Wskazałem co w tej sytuacji uznałbym za warte dodania czy zmiany, ale to nie ja pisałem tę książkę i zrozumiałe jest, że autor mógł wybrać inne obszary. Nie jest to kwestia błędu czy racji, a zwykłych preferencji. Jest jednak jedna rzecz, którą zdecydowanie bym zmienił w treści i którą w obecnym formacie uważam po prostu za błąd – ostatni rozdział o inwestycjach. Michał wprost zaznacza, że nie czuje się w temacie ekspertem i jest to w pełni ok. Nie pisze może dużo, ale to co pisze jest fajne i sensowne… Za jednym, dużym wyjątkiem. Około połowy tego rozdziału zajmuje bowiem dokładne, szczegółowe wyjaśnienie czemu polisy UFK to zły pomysł. Biorąc pod uwagę ogólny profil książki, poświęca im zdecydowanie zbyt wiele uwagi. Wystarczyłoby dwa paragrafy, góra strona na ten temat, a zamiast tego więcej treści n.t. inwestycji (zwłaszcza, że na blogu jest wiele więcej materiałów w temacie, które można było zaadaptować do książki). Tak jak inne decyzje mogę uzasadnić preferencjami, tak ta jest dla mnie po prostu błędna.

To jednak, jak wspominałem, dość drobne uwagi. Ogólnie jest solidnie, konkretnie i merytorycznie. Tam gdzie pojawiają się dane i liczby które znałem lub mogłem sprawdzić, w zakresie finansów, było bardzo dobrze. Pozytywnie się to wyróżnia na tle większości rynku rozwojowego, gdzie podane treści miewają dość luźny związek z faktami. No, może jest  jedna rzecz, z którą się nie zgadzam – w części o negocjacji z pośrednikami nieruchomości pisze, że ich prowizja może wynosić nawet do 5%, negocjacje zaczynają się zwykle od ok. 3.5 i dobrze jest znegocjować do 1.5-2%. Przyznam, że sami z żoną w takich negocjacjach jakikolwiek start ponad 2% kwitowaliśmy kpiącym śmiechem, zwykle 1.5 traktowaliśmy jako startową ofertę pośrednika i schodziliśmy raczej do 0.75-1% (co i tak uważaliśmy za zbyt dużo przy realnej pracy tych pośredników z jakimi mieliśmy do czynienia).


Piszę o trafności danych w zakresie finansów, bo poza nimi pojawiło się w książce kilka okołorozwojowych wpadek. Np. Michał przytacza regułę 10.000 godzin,ale odnosi ją do pracy w ogóle, a nie do celowego ćwiczenia, które ma zupełnie inne wymagania. Uległ też pokusie „fałszywych cytatów Einsteina”, powtarzając mit o tym jakoby Einstein uważał procent składany za 8 cud świata i najlepszy wynalazek ludzkości. Tymczasem nie ma żadnych dowodów, że kiedykolwiek wypowiedział się on o procencie składanym. Ani nawet wiedział o jego istnieniu. Boli też podawanie w bibliografii różnych guru rozwojowych (zwłaszcza, że ton książki bardzo unika poprozwojowej papki) czy przedstawianie MLMu jako potencjalnego źródła dochodu pasywnego (fakt, że z zaznaczeniem, że chodzi o „modelową” strukturę, ale większość czytelników tego rozróżnienia nie dostrzeże). Na koniec zostawiłem rzecz, która merytorycznie nie ma znaczenia dla książki, ale jest dla mnie jednym z moich małych idee fixe – przedstawienie ninja jako wielkich wojowników, rodem z amerykańskich filmów akcji z lat 80-tych.  Tymczasem historyczni ninja byli mordercami i szpiegami. Jeśli stawali do równej walki, to mieli silną tendencje do umierania. Unikali walki jak mogli, nie byli wojownikami, ich broń służyła raczej uniknięciu pościgu czy dokonaniu skrytobójstwa. Wiem, że to temat poboczny, ale mnie uwierało i musiałem z siebie wyrzucić :P

To powiedziawszy, niezależnie od trafności historycznej, cała metafora ninja w książce zupełnie do mnie nie trafiła. Ba, przez nadużywanie formy „finansowy ninja jest taki i taki”, „finansowy ninja robi to i to” była strasznie pretensjonalna. Michał brzmi o wiele naturalniej gdy wchodzi w formę „ja radzę Ci to i to, rozważ to i to”, niż „finansowy ninja robi to i to, bierze pod uwagę takie i takie rzeczy”. Na szczęście największe natężenie „finansowoninjowania” jest na początku książki, im dalej w las tym go mniej. Mam też wrażenie, że to właśnie natężenie takich sformułowań względem prostego „ja”, „Ciebie” pozwala rozpoznać fragmenty zaadaptowane z bloga od tych pisanych od zera. Na wyraźną korzyść względem odbioru tych pierwszych.

Nie wiem skąd taka decyzja, trochę mam wrażenie, jakby to była próba naśladowania stylistyki poradników rozwojowych, albo jakiegoś „odmłodzenia” motywu odpowiedzialności finansowej i uczynienia go „cool”… Ale wypada to bardzo sztucznie. Jest to dla mnie w ogóle o tyle dziwne, że na początku rozdziału o inwestycjach Michał zaczyna od innej metafory – kręgli, w które grywał półprofesjonalnie. I ta metafora jest nieporównywalnie lepsza, bardziej naturalna i szczera, niż wymuszone ninjowanie. Wierzę, że mógłby na niej zbudować naprawdę fajną oś dla książki i szkoda, że się na to nie zdecydował. Takiej książce bez wahania dałbym 5/5. Tutaj, przez te drobne, ale irytujące rzeczy będzie nieco niżej, ale wciąż bardzo dobrze.

Być może przy tańszej książce przymknąłbym na te niedociągnięcia oko, ale Ninja kosztował 79 zł w wersji drukowanej, 69 zł jako ebook. To dużo (potwornie dużo w przypadku ebooka), więc i wymogi są większe. Jest to też, co istotne, raczej książka dla początkujących – i w tej roli sprawdzi się świetnie. Bardziej obeznani z tematem też nieco skorzystają, ale będzie to raczej wartość kilku paragrafów, może kilku stron na rozdział. Jeśli więc zjadłeś zęby na inteligencji finansowej, może warto Finansowego Ninję pożyczyć i przetestować przed zakupem. Jeśli natomiast temat jest dla Ciebie czymś nowym, sądzę, że dużo z tej książki skorzystasz. Takim osobom mogę ją z czystym sumieniem gorąco polecić.


Poziom: S2 solidnie wyłożone podstawy, nieco ciekawostek, które mogą się przydać także zaawansowanym w temacie

Ocena: 4.8/5 – nie jest to książka idealna, ale w swojej roli jest zdecydowanie bardzo dobra, jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza na naszym rynku na ten moment.

Książkę możesz kupić np. tutaj.


Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Gizmo

    O co dokładnie chodziło z tym „fakt, że z zaznaczeniem, że chodzi o „modelową” strukturę” ?

    • Nie zacytuję dokładnie z pamięci, ale było to coś w stylu ”
      Źródła dochodów pasywnych:
      – (tu wymieniane różne)
      – (tu wymieniane różne)
      – (tu wymieniane różne)
      – MLM (według wzorcowej struktury)” – co odebrałem jako dyskretne wskazanie, że realistycznie może być z tym różnie.

  • A co innego w temacie inteligencji finansowej polecasz, do jakich tytułów nawiązujesz w zdaniu: „Jestem człowiekiem, który dużo przeczytał w kwestii finansów osobistych, jeszcze zanim usłyszałem o istnieniu Michała. W efekcie nie do końca jestem grupą docelową tej książki. Jest ona bowiem przeznaczona przede wszystkim dla startujących w temacie. Bardziej obeznani też nieco skorzystają, ale nie są głównym odbiorcą.”?

    • Z wydanych w Polsce przede wszystkim Stanley i Denko. Kamil Cebulski też kilka ciekawych rzeczy napisał, choć bardziej pod katem DG. Natomiast w większości czytałem materiały z blogów zachodnich, np. http://www.thesimpledollar.com/

  • aprove

    W dniu 2017-01-05 11:11, Disqus napisał(a):

  • Nie. Pojawia się w bibliografii, ale pozatym nie zawraca głowy i dobrze.