Recenzja

Evicted: Poverty and Profit in the American City

Matthew Desmond

Nie oczekiwałem że napiszę recenzję tej książki. Prawdę mówiąc, złapałam ją przypadkiem. Ot, coś z polecenia znajomego, który zrzucił kiedyś informacje na swój wall.  No, ale zacząłem czytać i… WOW!

Jeśli jesteś na tym blogu od jakiegoś czasu, to trochę mnie znasz. Wiesz, że jestem wymagający.  Upierdliwe wymagający. Dużo częściej narzekam czy krytykuje, niż doceniam jakość. (Co wcale mi nie pasuje, ale naprawdę aż tak wiele tej jakości niestety nie ma.)  Więc proszę, zaufaj mi kiedy mówię, że Evicted to książka wybitna. To przejaw mistrzostwa w działaniu. Tego mistrzostwa od 10.000 godzin celowego ćwiczenia by zostać ekspertem na poziomie światowym. Kłaniam się w pas autorowi. Po czym białe łopatę i zaczynam kopać bardzo, bardzo głęboki dół. Żeby na niego wejść i jeszcze niżej się pokłonić.  Bo bardzo, bardzo na to zasługuje.


Obcowanie z taką jakością jest dla mnie wyjątkowo rzadkim doświadczeniem. Jest przy tym doświadczeniem niezwykle przyjemnym i satysfakcjonującym.  Faktem jest, że przeżywam mocno swoje lektury. Czasami zdarza mi się czytać kiepskie książki i mieć ochotę rzucić nimi o ścianę albo kląć na autora. Za to przy Evicted po prostu co jakiś czas zatrzymywałem się, odkładałem książkę (no, tablet na którą czytałem książkę) i po prostu spędzają chwilę w takiej cichej fascynacji tym, co udało się zrobić autorowi. Napawając się jakością.

Evicted to książka na temat bezdomności. Na temat najmu mieszkań. Na temat kryzysu mieszkaniowego i sytuacji ludzi doświadczających takich problemów. To reportaż, literatura faktu. Ale napisana jest tak, że jeśli wycięlibyśmy prolog i epilog, które napisane są typowo reportażowo, czy wręcz akademicko nieco, to zostałoby nam tak naprawdę powieść. I to powieść pierwszej klasy. Myślę, że trafiła by spokojnie na listę bestsellerów New York Times. Ok, temat jest wdzięczny by tak go potraktować. Trudniej byłoby tak napisać książkę o śmieciach czy o rynku samochodowym. Mimo wszystko: WOW. W niesamowity sposób umieszczając fragmenty danych, jako coś co w powieści byłoby po prostu zarysowaniem tła fabularnego, autor zdołał wciągnąć czynnika do świata o których pisze.  Pomógł zrozumieć, jak myślą osoby w takich sytuacjach. Jak do sprawy podchodzą osoby po obydwu stronach barykady, najemcy i lokatorzy. Zbudował najpierw sympatię do nich, a potem wyciągnął też mroczne strony i aspekty ich działań. Napisał coś niesamowicie gęstego, dusznego i ciężkiego. Tym cięższego, że faktycznie ma to miejsce. To nie fikcja. Wiesz, że te osoby żyją naprawdę i mają takie sytuacje.  Znajdują się w sytuacjach bez wyjścia. Wyboru nie tyle mniejszego zła, co mniejszej tragedii. Absolutnie niesamowite doświadczenie i kapelusz z głowy dla autora. (Dobra nie mam kapelusza ale kiedyś będę miał. Taki cylinder z goglami steampunkowymi. To wtedy zdejmę. Przypomnijcie mi jakbym zapomniał.)


No dobrze zachwycam się tutaj i zachwycam. A o co chodzi w tej książce i dlaczego zdecydowałem się ją umieścić tutaj na blogu, a nie na przykład w Cafe Royal,  gdzie być może bardziej by pasowała? Myślę że jest wartościowa jako analiza wpływu systemu na jednostkę. Podważa pewne mity czy koncepcje popularnych w rozwoju osobistym. Koncepcje ogólnie słuszne, ale które w pewnych kontekstach po prostu nie mają sensu.To również doskonały przykład mistrzostwa i chociażby w tym zakresie chcę ją polecić. Myślę również, że daję też ona cenną perspektywę w kontekście inteligencji finansowej, o której już na blogu pisałem.


Książka opisuje zarówno perspektywę właścicieli nieruchomości w gettach (przede wszystkim w getcie Milwaukee),  jak i perspektywę lokatorów. Pokazuje system, który po raz kolejny sprawia, że czuje się wdzięczny że mieszkam w Europie a nie w Stanach. W którym problemy wydają się tylko nakręcać, a wyjście z nich jest bardzo ciężkie.  Dla przykładu różnica między kosztem wynajmu mieszkania w najgorszych i najlepszych dzielnicach Milwaukee to zaledwie 20%. W dzielnicach gdzie połowa mieszkańców jest bez pracy, a stan mieszkań jest tragiczny, płaci się niemal tyle, co w luksusowych osiedlach zapewniających  silne wsparcie społeczne i sporą szansę, że w razie czego ktoś pomoże nam znaleźć pracę. A mieszkańcy gett muszą to akceptować. Podobnie jak to, że w Stanach prawo pozwala wynajmować mieszkania niezdatne do życia. Zagrzybione, z robactwem, zepsutą kanalizacją i nie tylko. Nie ma to znaczenia, jeśli tylko najemca poinformował o tym wynajmującego przed najmem. Wynajmujący nie ma też prawa domagać się naprawy mieszkania, nawet podstawowych funkcjonalności, jeśli wisi chociaż odrobinę z czynszem. Prowadzi to do sytuacji gdzie osoby bardzo biedne żyją w warunkach  niebezpiecznych dla ich życia i zdrowia. nie mogą zmienić tej sytuacji gdyż większość ich dochodu czy zasiłku (nawet 80-90%) trafia do kieszeni najemcy. W szczególnie złej sytuacji są kobiety. Posiadanie dzieci też bynajmniej nie pomaga. Nie dość że kobiety dużo częściej są wyrzucane z domu niż mężczyźni, to posiadanie dzieci trzykrotnie zwiększa ryzyko przymusowej wyprowadzki!  Ba! Zadzwonienie na policję i zgłoszenie np. przemocy domowej bardzo łatwo może skutkować nakazem wyprowadzki. Bo miasto wymaga od najemców, żeby ich lokale były spokojne. Jeśli więc mamy kobiety z dziećmi, która wezwała pomoc dla syna mającego atak astmy… To już może być powód do wyprowadzki.  Jeśli mamy kobietę, która wezwała policję bo włamał się do niej i pobił ją były partner… To może być powód do wyprowadzki. Tworzy to chory układ, w którym takie osoby nie mają jak wyrwać się z pułapki w jakiej się znalazły i zużywają coraz więcej energii tylko na to, by jako-tako utrzymać się na powierzchni.


W tym kontekście bardzo ciekawy jest jeden z fragmentów książki. Autor przywołuje pozornie  skrajnie nierozsądną decyzję jednej z bohaterek.  Otrzymywała ona 650 $ zasiłku, z czego 550 wydawała na wynajem przyczepy kempingowej w której mieszkała. Do tego dostawała bony na żywność o wartości 80$.  Mogła też dostawać żywność puszkową (bardzo przez nią nielubianą) z organizacji dobroczynnych. W pewnym momencie kobieta ta wydała wszystkie swoje bony na zakup bardzo luksusowego jedzenia, z którego przygotowała kolację na rocznicę swojego ślubu. (Jej partner już nie żył). Kupiła homara, krabie nogi i tartę cytrynowej na  deser. Z perspektywy inteligencji finansowej wydaje się to przejawem skrajnej głupoty. Krewni i bliscy tej kobiety mówili często, że jest biedna, bo ma szasta pieniędzmi. W rzeczywistości jednak, jak wskazuje autor, było zupełnie odwrotnie.

Ta kobieta nie była biedna, bo szastała pieniędzmi. Ona szastała pieniędzmi, ponieważ była biedna.  Mogła oczywiście zacisnąć pasa i oszczędzać, ale realnie – co by to nie dało? Skoro niemal całą jej dochód szedł na najem mieszkania. to po roku takiego zaciskania pasa zaoszczędziłaby, jak dobrze pójdzie, na jeden zapasowy miesiąc najmu. Kosztem ogromnych wyrzeczeń. Delikatnie mówiąc, gra niewarta świeczki.  Ile by nie oszczędzała, nigdy nie znalazłaby się w sytuacji w której te oszczędności dałyby realną zmianę w jej życiu. W której dałyby szanse na wyrwanie się z biedy. Jej podstawowe koszta były po prostu zbyt wysokie. A skoro nie było takiej opcji, to zadbanie o siebie i ubarwienie tego rozpaczliwego utrzymywania się na powierzchni okazuje się całkiem sensowną strategią.  To, że ludzie są biedni nie znaczy, że nie mają potrzeb. Że chcą jeść w kółko to samo. Że mają z jakiegoś powodu cierpieć dla zasady, skoro to cierpienie nic obiektywnie nie da. Co innego gdyby było to cierpienie po coś. Ale w takich warunkach nie było na to żadnych szans.


Evicted jest pełne takich  smaczków. Jest bardzo szczere.  Surowe. Bezpośrednie. Bywało, że po jakimś fragmencie potrzebowałem chwili oddechu. Dla przygotowania tej książki autor przez kilka lat żył w tym środowisku i z tymi ludźmi.  Sam mówi jak bardzo go to poruszało i patrząc na to, jaką książkę stworzył,  ciężko mi sobie wyobrazić jak trudnym musiało to być doświadczeniem. Jak surrealny musiał być jego powrót do normalnego życia w klasie średniej. Niesamowite dzieło. Bardzo, ale to bardzo warte przeczytania. Jeśli chcesz dobrze pisać przyjrzyj się warsztatowi Desmonda. Przyjrzyj się temu jak autor charakteryzuje postacie. Jak czasami dwoma-trzema zdaniami buduje cały obraz tego człowieka bardziej plastycznie niż inny autor zrobiłby przez pół strony opisu.  Jeśli chcesz bardziej zrozumieć innych ludzi. zwłaszcza ludzi z innego w kręgu społecznego niż Ty, zdecydowanie warto. Absolutne arcydzieło.


Poziom: Nie dotyczy

Ocena: 6/5. Ba! 10/5. Oj po prostu warto i tyle!

Książkę możesz kupić np. tutaj


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis