Recenzja: Emocje w równaniach

Emocje w równaniach – Proste prawdy o szczęściu i sukcesie

Chip Conley

(Dziękuję wydawnictwu Laurum za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.)

Źródło: www.laurum.pl

Tak jak do recenzowanego ostatnio „Ciszej proszę…” podchodziłem dość ostrożnie, tak na „Emocje w równaniach”  bardzo liczyłem. I tak jak poprzednio czekała mnie miła niespodzianka, tak zaskoczyłem się również tym razem.

Niestety, niemiło.

Idea stojąca za książką jest niewątpliwie atrakcyjna: próba przedstawienia złożonych emocji w formie prostych zależności. W zasadzie „emocji” jest tu dość mylącym terminem, trafniejszym byłyby „uczucia”, „nastroje” oraz, w paru przypadkach, „struktury poznawcze”, ale nie kłóćmy się o definicje. Tym bardziej, że jest wiele innych rzeczy, o które możemy się kłócić.


Termin „proste zależności” również może być nieco niejasny, przytoczę więc kilka przykładów z książki:

Rozpacz = Cierpienie – Sens

Żal = Rozczarowanie + Odpowiedzialnosć

Pracocholizm = Od czego uciekasz?/ Po co żyjesz?

Brzmi fajnie, prawda? Taka np. rozpacz bierze się z cierpienia pozbawionego sensu. Sensowne, kiwamy wszyscy głową, to takie logiczne…


Tylko że, no, jakby to ująć, nie, nie do końca.

Czy gdybyś wiedział, że do końca życia będziesz niemożebnie cierpiał, przez długie lata i nic tego nie zmieni – ale hej, dzięki Twojemu cierpieniu ludzkość zostanie wyleczona z raka, więc ma ono wielki sens! – czy mimo wszystko aby nie poddałbyś się rozpaczy? Jakoś tak obstawiam, że rozpacz byłaby w takim układzie popularną reakcją.


Co gorsza, każde z zawartych w książce równań można tak obalić po góra paru minutach myślenia na ich temat. Niestety kompetencje autora do opracowania tych emocjonalnych relacji sprowadzają się głównie do tego, że z powodzeniem prowadził sieć 30 hoteli butikowych oraz napisał książkę wywodzącą sukces firm ze stosowania piramidy Maslowa. Tak, tej samej piramidy Maslowa, która już prawie 40 lat temu została obalona jako mit (np. Wahba, M. A., & Bridwell, L. G. (1976). Maslow reconsidered: A review of research on the need hierarchy theory. Organizational Behavior and Human Performance, 15(2), 212–240.).  Nie odejmując mu bynajmniej sukcesu w prowadzeniu firmy – to niestety zdecydowanie za mało jako podstawy do zrozumienia ludzkich struktur emocjonalnych, motywacyjnych, itp. To naprawdę rzeczy, którym poświęcono ogromną ilość badań, a wcześniej całe wieki filozoficznych rozważań i szanse na to, że kalifornijski hotelarz rozwiąże je w przerwie lunchowej były, delikatnie mówiąc, niewielkie. Widać też, że autor nie poddał swoich tez żadnej sensownej krytyce, nie próbował ich zweryfikować z ekspertami w dziedzinie, zamiast tego prezentując je laikom. Laikom na których -trzeba przyznać – te równania mogą zrobić wrażenie. Bo naprawdę wydają się, na pierwszy rzut oka, sensowne i intuicyjne, przynajmniej tak długo, jak długo nie spróbujemy im się przyjrzeć.

Książka nie jest absolutnie beznadziejna  – może pewnie skłonić do jakiejś refleksji nad tymi różnymi kwestiami u siebie, czy nad ich naturą w ogóle – ale pytanie, czy jest sens ja tylko dla takiej refleksji kupować? Tym bardziej, że na rynku naprawdę są ciekawsze publikacje w temacie, np. „Emotional Rollercoster” Claudii Hammond.

Poziom: S0, to nawet nie podstawy, to bardziej fantazje n.t. podstaw

Ocena: 2/5 – książka nie jest beznadziejna, ale nie jest też specjalnie wartościowa

Książkę możesz kupić np. tutaj


Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Seb

    A gdyby było:
    Rozpacz = Cierpienie – Subiektywne poczucie Sensu?

    • Poczucie sensu z definicji jest subiektywne (jak każde inne poczucie). Więc taka modyfikacja nic nie zmienia.

      • Seb

        Piszac „Dzięki Twojemu cierpieniu ludzkość zostanie wyleczona z raka, więc ma ono wielki sens!” nadajesz swój sens abstrahując od sensu (lub jego braku) nadawanego przez osobę cierpiącą. Cierpiący może mieć zupełnie inny, stąd moja wstawka o subiektywności.
        Jeśli ktoś cierpi i nie widzi w tym sensu, to może jest w rozpaczy, nawet jeśli ktoś inny widzi sens jego/jej „boleści”.

        • Seb, dla jasnosci – mój przykład dotyczył osoby, która jest w pełni świadoma, że jej poświęcenie da taki efekt i ma ono dla niej sens. Tym niemniej twierdzę, że bez potencjału ulżenia cierpieniu, prędzej czy później i tak ogarnęłaby ją rozpacz. Rozpacz nie jest powiązana z sensem czy brakiem sensu, tylko z możliwościami zmiany sytuacji.

          • Seb

            Mam wrażenie, że piszesz o świadomym obserwatorze (komentatorze) a nie osobie doświadczającej rozpaczy. Twoja teza o tym, że rozpacz powiązana jest jedynie z możliwością zmiany sytuacji tkwi w Lazarusowskiej koncepcji emocji (poznawczej). A co z innymi? Plutchik na przykład definiuje rozpacz jako sumę smutku i strachu. Pozostańmy przy Twojej koncepcji. Czy nadanie sensu zmienia sytuację czy nie? Fizycznie (realnie) nie ale poznawczo (w subiektywnym doświadczeniu), jak najbardziej. A jeśli tak, może to ulżyć w cierpieniu, poprzez nadanie znaczenia, co sam sugerujesz w swojej recenzji.

          • Czekaj, w tym momencie sam się zapętlasz – jeśli sens jest używany do redukcji cierpienia, to sens będzie składową cierpienia, więc zamiast równania „rozpacz = cierpienie – sens” mielibyśmy „rozpacz = cierpienie”. W tym układzie więc i tak nie przejdzie.

          • Seb

            Masz rację – miałem na myśli rozpacz. Nadanie sensu nie może nie umniejszać cierpieniu ale nie powoduje stanu rozpaczy.

          • W odpowiedzi na co postuluję, że posiadające (subiektywny i obiektywny, dla ułatwienia) sens cierpienie, co do którego wiesz, że się nigdy nie skończy, jak najbardziej będzie prowadziło do rozpaczy.

          • Seb

            To Twoja hipoteza – ciekawe jak można byłoby to zbadać. Swoją drogą, założę się, że jest wielu ludzi, którzy cierpią (np. na chorobę nowotworową i nadając jej sens – bo Bóg, bo cokolwiek), nie są w rozpaczy – to moja hipoteza, którą zresztą też wysnuwasz w recenzji książki ;)

          • Jeśli nadajesz sens chorobie nowotworowej „bo Bóg”, to automatycznie postulujesz życie po śmierci, a więc nadzieję na ulgę. Dodatkowo przy założeniu „rozpacz = cierpienie – sens”, absurdyści tacy jak Joss Whedon powinni być w nieustannej rozpaczy, bo otwarcie uznają,że nie ma sensu w świecie, a cierpią jak każdy.