Realne zarobki trenerów biznesu i rozwoju

Ile można zarobić jako trener? Jest wiele mitów w tym temacie, pomyślałem więc, że warto napisać co nieco o tym, jakie są realne stawki na rynku szkoleniowym – w pełnej ich rozpiętości. Pomoże to naświetlić pewne nadużycia i autopromocyjne kłamstwa, które bywają naprawdę bezczelnie używane – dzięki braku odpowiedniej edukacji odbiorców.


Ile może zarobić trener za dzień pracy z grupą (a czasem za godzinę wystąpienia)?

Rynek niewątpliwie został mocno zmieniony przez szkolenia unijne, które wpłynęły – i dalej wpływają – na typowe stawki. Zarówno przez narzucenie takich stawek, jak i liczne szkoły trenerów, które zdecydowanie powiększyły ilość usługodawców (co, jak wiadomo z podstaw ekonomii, przyczynia się do obniżenia cen). Trzeba też dodać, że opisane stawki są stawkami za bezpośrednią pracę z grupą – przygotowanie materiału, analiza potrzeb, raport poszkoleniowy, dojazd na szkolenie (często na drugim końcu Polski), itp. potrafią zająć kilka razy więcej czasu, ale niemal nigdy nie są opłacane oddzielnie. Typową dniówkę należy wiec podzielić przez 2-5 (w zależności od stopnia analizy potrzeb czy np. indywidualizacji programu szkoleniowego do potrzeb grupy). Jeśli chodzi o kwestie netto-brutto, sam nie będąc VATowcem nie zwracam na to uwagi, ale od znajomych w branży wiem, że bywa z tym różnie, zwłaszcza w szkoleniach unijnych i dla organizacji w rodzaju uczelni prywatnych. Niekiedy oferowana jest dana stawka + ew. VAT, niekiedy, będąc VATowcem, trzeba sobie go odliczyć od stawki. Firmy nie zawracają sobie głowy VATem – odzyskają go i tak, więc o nim nie myślą.


Zacznijmy więc od hardkorów – najniższa stawka szkoleniowa, o której słyszałem: jakieś 10 zł za godzinę (w tym VAT). Szkolenie, żeby było zabawniej, z informatyki, organizowane przez jakiś PUP. Nawet licząc 10 godzin szkoleniowych, daje to ok. 80 zł dniówki szkoleniowej na rękę, zakładając brak kosztów dojazdu i noclegu. Jak taki przetarg w ogóle mógł przejść? Dość prosto – PUPy i wiele innych instytucji państwowych patrzy głównie na pieniądze, a firma szkoleniowa i tak na tym sobie zarobi – pośle darmowego praktykanta jako „trenera” i zawsze coś z tego wyciągnie. De facto osoba na takiej stawce zarabiałaby mniej niż wynosi pensja minimalna, trudno więc oczekiwać jakichś efektów takiego szkolenia.


Urzędy, administracja publiczna, itp. generalnie mają tendencje do cięcia kosztów. Np. szkolenia dla służby zdrowia rzadko kiedy zapewniają stawki wyższe niż 400-500 zł/ dzień (plus nocleg, ale nie koszta dojazdu) – a jest to dość trudna grupa. M.in. z tego powodu znam wiele dobrych firm szkoleniowych, które w ogóle dały sobie spokój z przetargami publicznymi, bo nie chcą się bawić w układ, gdzie cena decyduje w 100%.


Istnieją też instytucje publiczne z ustawowo ustalonymi „widełkami” płac dla wykładowców (trenerów zalicza się tam do tej grupy), zwykle uzależnionymi od tytułu naukowego mówcy – doktor dostanie więcej niż magister, itp. Tam stawki mogą być już korzystniejsze, sięgając ok. 1000-1500 zł za pół dnia (niekiedy +koszta). Istotne jest przy tym, że w takich instytucjach nie ma opcji negocjacji – po prostu ponad ustawowy limit nie przeskoczą, bo NIK by ich zjadł. Spotkałem również instytucje państwowe bez szczególnych widełek – jako podwykonawca szkoliłem dla takich instytucji i za 2000/ dzień, a koszt szkolenia obejmował też stawki organizatora i catering, więc ogólna kwota musiała być przynajmniej 2x większa.


Jeśli chodzi o szkolenia unijne,tu rozrzut jest dużo większy – są zarówno oferty za 400 zł za dzień, jak i za 1500-2000 zł. Dominantą wydaje się być obecnie ok. 800 zł (ale bez dojazdu, ew. z noclegiem), przy czym częściej znajdziemy już odbicia w dół od tej kwoty, niż w górę. Fakt, że trudno znaleźć dobrych trenerów, którzy zaakceptują taką stawkę jest pewnie jednym z czynników popularnych narzekań na jakość szkoleń unijnych (będzie o tym oddzielny artykuł). Niestety, takie szkolenia roją się też od przekrętów – najpopularniejszym, który napotkałem (na szczęście nie osobiście) to układ pt. „wystawiasz mi freelancerku rachunek na kwotę 2000 zł, ja ci tyle płacę, a ty mi jutro przynosisz z powrotem w gotówce tysiączek, rozumiemy się?” Smutne, tym bardziej, że bywają tu prawdziwe perełki – najlepsze szkolenie, na którym byłem w życiu, to szkolenie w 100% dofinansowane unijnie, a takie machlojki psują opinię unijnych.


Jeśli chodzi o szkolenia dla firm – jeden dzień zamkniętego szkolenia to dla trenera-freelancera miedzy 1000 a 3000 zł (przy czym, znów, kwoty bliższe tysiąca zdecydowanie dominują). Kwota ta niekiedy może oczywiście mocno podskoczyć -jeśli trener szkoli z wyjątkowego tematu, w innym języku, na jakiejś ciekawej zachodniej  licencji, lub jeśli ktoś ważny w firmie (zwłaszcza korporacji) upatrzył sobie, że to koniecznie musi być szkolenie z tym panem. To powiedziawszy, są pewne limity, których raczej takie szkolenia nie przekroczą.


Nieco inne stawki da się wynegocjować z firmami, gdy występuje się nie jako freelancer, a jako ośrodek szkoleniowy. Tu dominantą wydaje się być ok. 2000 zł/dzień, zaś górny zakres, jaki biorą firmy naprawdę osadzone na rynku biznesowym, sprzedające sprawdzone programy na zagranicznych licencjach, to jakieś 8000 zł/dzień. Trzeba przy tym pamiętać, że ta kwota nie idzie bezpośrednio do trenera, on dostaje jedynie jej część, reszta idzie jako prowizja dla sprzedawcy, na koszta działania firmy, itp. Tak czy tak i tu pojawiają się limity i opowieści o zarobkach większych niż 10-15 tys. za dzień szkoleniowy należy raczej włożyć między bajki. To typowe pozowanie przed nieświadomą publiką.


Szkolenia tzw. otwarte są osobną działką. Freelancerzy podnajmowani do takich szkoleń mogą zwykle liczyć na ok. 800-1200 zł dziennie, natomiast co z osobami lub firmami samemu organizującymi takie szkolenia? Tu z dochodem bywa różnie, m.in. ze względu na bardzo różne podejście do kosztów w firmach. Spotkałem się z firmami gdzie regularne koszta – bez stawki trenera – organizacji szkoleń otwartych potrafiły pożerać 50-80% przychodów. (Choć to dla mnie skrajny absurd i jeśli czyta to ktoś z takiej firmy, gotowy jestem zaoferować konsultacje odnośnie redukcji kosztów, bo aż mi się serce kraje na myśl o takim marnotrawstwie.) Realistycznie, licząc raczej 10-30% kosztów (ale nie wliczając kosztów trenera – zakładamy, że szkoli ktoś z firmy), dzień szkolenia otwartego może dla firmy oznaczać dochód od tysiąca do nawet kilkunastu tysięcy złotych (przy czym, standardowo, mediana będzie raczej bliżej dolnej granicy). Cały czas mówimy tu o szkoleniach, a więc grupie maksymalnie kilkunastoosobowej, itp. Dużo zależy oczywiście od rodzaju grupy – zupełnie inny będzie dochód ze szkolenia dla doświadczonych sprzedawców, a inny ze szkolenia dla studentów.

Podobnie jak w wypadku firmy szkoleniowej, trzeba tu jednak wskazać, że nie jest to dochód tylko z samego dnia szkolenia, ale też ze wszystkich działań promocyjnych, itp. prowadzących do realizacji tego szkolenia, zgromadzenia grupy, itp.


Trenerzy wewnętrzni, zatrudnieni w firmach na etat, zarabiają zwykle między 5, a 8 tysięcy, ale mają też bardzo duże obłożenie szkoleniami – często 15 lub więcej dni w miesiącu – co niestety może prowadzić do szybkiego wypalenia (oraz spadku jakości szkoleń).

 

Oddzielną kategorią są przemówienia, wystąpienia na bankietach firmowych, itp. Te projekty zwykle koordynowane są przez firmy eventowe, które trenerów i mówców jedynie podnajmują. Ponieważ odbiorcami są zwykle duże korporacje, budżet potrafi być naprawdę ogromny, a za kilkudziesięciominutowe przemówienie czy udział w dwugodzinnym panelu dyskusyjnym można zarobić od kilku, do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych (przy czym wyższe kwoty są raczej zarezerwowane dla celebrytów, sportowców, podróżników, itp.). Zachodni guru biznesu, itp. śpiewają jeszcze więcej, ich wykład to kwoty rzędu setek tysięcy złotych. Nieco lepiej np. ze słynnymi zachodnimi naukowcami – tu wracamy do dziesiątek tysięcy (choć akurat te kwoty mam z organizacji projektów z kategorii NGO, w przypadku komercyjno-biznesowych stawki mogą być wyższe).

(To jeden element tej układanki, który, przyznam, smuci mnie nieco. Rozumiem mentalność firmy – na kongres z gwiazdą szklanego ekranu poślemy trzystu handlowców, na szkolenie do dużej firmy piętnastu, w sprawozdaniu rocznym lepiej wygląda tych kilkuset, nawet jak to nic nie zmieniło. Tym niemniej fakt, że takie eventy po prostu nie działają, oznacza, że są to de facto pieniądze wyrzucane w błoto. Ale, z drugiej strony – nie są to ani pierwsze, ani ostatnie takie pieniądze w korporacjach…)


Największe pieniądze pojawiają się w projektach konsultingowych, często łączących coaching, szkolenia, doradztwo dla właścicieli, audyty, itp. Tu możemy mówić już o grubych dziesiątkach i setkach tysięcy, przy czym czas pracy oraz ilość zaangażowanych osób jest tu już wyraźnie większa, niejednokrotnie mamy też koszta w formie opłat licencyjnych za niektóre z wdrażanych rozwiązań. Tym niemniej największe pieniądze w branży są zdecydowanie tam. Przebicie się do tej ligi to jednak niemałe wyzwanie…


Oczywiście, nie wystarczy pomnożyć tych kwot przez liczbę dni pracujących w miesiącu i na tej podstawie stwierdzić ile zarabia trener. Nawet zakładając, że analizę potrzeb, raportowanie, itp. robi za trenera ktoś inny (rzadkość), że pracuje na gotowych programach, których nie dopasowuje do potrzeby danego klienta (niestety, dość częste), oraz że nie zajmuje się poszukiwaniem klientów (częste w firmach szkoleniowych, rzadkie u freelancerów), doszkalaniem się, jak również że wszystkie szkolenia ma na miejscu i nie musi tracić czasu na dojazdy… Nawet zakładając to wszystko, to i tak jeśli trener dobrze i z zaangażowaniem wykonuje swoją pracę, to czysto fizycznie nie pociągnie za długo robiąc więcej niż 12-14 dni szkoleniowych w ciągu miesiąca. Parę miesięcy da się tak pociągnąć, ale po roku takiego funkcjonowania zostałoby się się wypalonym wrakiem, odbębniającym kolejne godziny na sali. (Spotkałem się z sugestią, że dla higieny psychicznej warto nie przekraczać 7 dni, sam odczuwam boleśnie jeśli robię ponad 10.)

To wszystko oznacza, że realne zarobki większości trenerów wahają się tak miedzy 2 a 10 tysiącami miesięcznie. Niektórzy dobijają do 20 tysięcy, bardzo nieliczni przekraczają tą granicę. Co dość istotne, dla większości trenerów nie są to zarobki stałe – miewają miesiące bardzo intensywne, oraz miesiące niemal puste.

Mowa tutaj o zarobkach z pracy szkoleniowej – ew. dodatkowe zarobki z książek, materiałów wideo, coachingu, przemówień, konsultingu, itp. mogą tą kwotę podbić i to dość znacznie. Oddzielną kategorią jest też dochód z prowadzenia firmy szkoleniowej – naturalny kierunek rozwoju zawodowego w tej branży.


P.S. A, większość tych kwot, jeśli dany rok był na rynku dobry, traci górny limit w okolicach grudnia, gdy firmy i urzędy odkrywają, że mają niewykorzystane kwoty w budżecie. Wtedy następuje tradycyjna już mania kupowania i zdarzają się nawet kilkukrotne przebitki w cenach. W minionych latach nie była to powszechna praktyka, kryzys dał się firmom we znaki, ale wygląda na to, że powoli sytuacja się zmienia i ten grudzień znów może być pod tym względem ciekawy.


Jak zostać trenerem?

Mam nadzieję, że to spojrzenie na kwestię stawek trenerskich było dla Ciebie ciekawe. Jest to próba realnego i jawnego podejścia do tego jak faktycznie działa ta branża, przebicia się przez całe pozowanie i bajki, oraz próba pokazania tego, czym faktycznie jest trenerstwo. Jeśli chcesz więcej takiego podejścia, na nim właśnie opiera się Szkoła Trenerów ChangeMakers, . Więcej informacji znajdziesz TUTAJ.


Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • tomek

    Co to było za szkolenie unijne, które określiłeś mianem najlepszego w życiu?
    Pozdrawiam

  • Freelancer

    Łoł – bardzo dobre opracowanie zarobków trenerskich – najlepsze z jakim się spotkałem do tej pory.

  • Czyli odejmując koszta i biorąc pod uwagę różny popyt, rocznie wychodzi pensja podobna do szeregowego pracownika korpo i niższa od tych średnio-wyższego szczebla. Do tego brak świadczeń i benefitów i w sumie wychodzi taka zwykła przeciętna praca tyle, że w nieco innym modelu funkcjonowania. Cudów nie ma.

    • Przewagą może być bardziej elastyczny czas pracy, dla wielu osób atrakcyjne jest też zróżnicowanie i pewna doza samostanowienia. Ale tak, trener nie jest „cudownym zawodem”. Może być natomiast zawodem atrakcyjnym, zwłaszcza dla osób już mających jakieś podstawy jako specjaliści (choćby we wspomnianym korpo), ale nieco wypalonych dotychczasowymi projektami i chcącymi wykorzystać swoje kompetencje w inny sposób – np. ucząc ludzi.

  • Michał Rickerman

    Panie Arturze, czy Pana zdaniem warto w takim razie uczyć się na trenera/szkoleniowca ?… Myślałem o pracy jako trener zespołu sprzedażowych/telemarketerów,działu handlowych, obsługi klienta itp w korporacjach i mam na oku Pana kurs trenera w szkole trenerów.

    • Cóż, gdybym uważał, że nie jest warto, nie oferowałbym takiej szkoły -mam swoje zasady. Prowadzę, więc moim zdaniem warto, ale oczywiście każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie :) Jeśli chodzi o sprzedaż, to akurat nisza gdzie zawsze będzie potrzeba szkolenia, więc ze sporym potencjałem.

      Jak w każdej kwestii, warto samemu po prostu wyliczyć sobie ROI i uznać na ile to się opłaca, jakie są koszta alternatywne, itp. Plus, jest tu pewien element „składowy” – student zaczynający żywot szkoleniowca będzie startował z nieco innymi kontaktami, możliwościami prowadzenia szkoleń, itp. jak doświadczony specjalista czy menadżer, który zdecyduje się przebranżowić, ale ma nieco kontaktów, itp.

    • gość

      Moim zdaniem trener powinien najpierw udowodnić swoje umiejętności w praktyce, a nie zostać trenerem teorii biznesu

      • Ale ile byś nie miał praktyki, zawsze będziesz szkolił z teorii :D Bo Twoi klienci nie są Tobą. Mają inne problemy, z innymi klientami, w innym czasie. Praktyka może nie raz zaszkodzić, bo wyjdziesz z opcji „dla mnie działało, to i dla nich zadziała”, zamiast mieć świadomość, że zawsze operujesz z bazy teoretycznej.

  • Marta

    „ub jeśli ktoś ważny w firmie (zwłaszcza korporacji) upatrzył sobie, że to koniecznie musi być szkolenie z tym panem.” lub panią ;)

    • Oczywiście :) Z wrodzonego lenistwa oszczędzam często czas i nie piszę form unisex ;)

  • Gość

    Z własnego doświadczenia trenerskiego muszę dodać że wakacje śa martwym okresem , oraz ferie zimowe (1 – 1,5mc) Ja średnio mam 8-10 dni szkoleniowych w miesiącu. Bywa, że i 16 dni. Stawka to min 1000 pln za dzień szkoleniowy. Zwykle jednak 1200-1500PLN. Średnio rocznie jednak kokosów z tego biznesu nie ma :(

  • Michał Krężlewicz

    Nie wiem kiedy powstał ten artykuł, choć po komentarzach wnioskuję, że ze 3 lata temu. Bardzo mile zaskoczyła mnie na jego końcu aktualizacja o szkolenie, które odbędzie się 3-4 grudnia. Dobra robota :)

    • Technicznie jest to rozwiązane przez wtyczkę, która wrzuca oddzielnie zdefiniowany fragment tekstu.