Przestań próbować zaimponować konkurencji!

Bezpośrednio do napisania tego postu dał mi pomysł człowiek, który – korzystając z  mojej wczorajszej sugestii, żeby napisać do ludzi, których pracę cenisz, napisał akurat do mnie (nie, też nie wiem czemu). W swoim liście napisał sporo rzeczy, ale padło tam jedno zdanie, które szczególnie zwróciło moją uwagę.  Napisał on „(…) nie tworzyłem stron za pieniądze ogłaszając się na stronach internetowych ze strachu przed ocenieniem przez ludzi z branży, że jestem kiepski. ” (pogrubienie moje).

To co napisał jest chyba jednym z najpopularniejszych problemów osób wchodzących na rynek w zasadzie w każdej branży. Problemem absolutnie od czapy i bezsensownym, a jednocześnie niesamowicie głęboko uzasadnionym i naturalnym.

Tym problemem jest przejmowanie się opinią konkurencji/kolegów po fachu/ludzi z branży.

 

Czysto praktycznie, jakie ma znaczenie, co oni myślą? Czy zamierzasz im sprzedawać i do nich kierować swoje usługi?*

Oczywiście, że nie! Twoje usługi kupują Twoi potencjalni klienci, a nie koledzy po fachu. A jednak większość osób, które znam, zdaje się mieć potrzebę „zabłyśnięcia” przed swoimi kolegami z branży i obawę przed ich negatywną oceną. Jest tak, ponieważ jesteśmy istotami hierarchicznymi, rozpatrującymi swoje miejsce w hierarchii w kontekście własnego plemienia – a w kontekście zawodowym „koledzy po fachu” są właśnie tym plemieniem. Dlatego wiele osób próbuje zdobyć jak najwyższe miejsce w oczach swoich kolegów z branży. Tacy ludzie posuwajają się nawet do takich absurdów (realny przykład!) jak wycenianie swoich usług na nierealne stawki tylko po to, by móc przed kolegami powiedzieć „a ja to biorę tyle i tyle za sesję” – nawet gdy w rzeczywistości ten człowiek nigdy w życiu nie miał przeprowadził sesji z płacącym klientem! Taka gra, stroszenie piórek przed konkurencją, popisywanie się może być do pewnego stopnia przyjemna, ale koniec końców…

– Generuje dużo stresu, bo jednak udawanie ma to do siebie, że można zostać przyłapanym, a osoby przejmujące się swoim statusem w grupie szczególnie boją się jego utraty.

– Kosztuje dużo czasu i energii, bo trzeba nieustannie wykazywać, jakim to się jest zajebistym. Znajomy opisał mi kiedyś, sądzę że trafnie, wspólnego znajomego słowami „Sądzę, że on idąc spać myśli przede wszystkim o tym, co jutro napisze na facebooku żeby przekonać ludzi, jakie to ma wspaniałe życie.”

– Kosztuje dużo bardzo realnych pieniędzy i staje na drodze faktycznej zamożności. NIE MA, ale to po prostu nie ma głupszego sposobu wydawania pieniędzy niż na demonstracje statusowe. Takie pieniądze zawsze są tracone, zawsze się wtedy przepłaca, wydatki na to nigdy się nie kończą, a i tak nie da się w ten sposób kupić statusu na dłużej. Ba, takie wydatki zwykle automatycznie niosą ze sobą dalsze, powiązane wydatki, dlatego całkiem poważnie uważam, że lepiej jest spalić pieniądze, niż wydać je na status, bo straci się ich w ten sposób mniej.

 

Słowem – daj sobie spokój. Nie baw się w takie puste stroszenie piórek, nie baw się w puste walki statusowe z konkurencją, zacznij się komunikować, ale z klientami! (Komunikować dynamicznie grając statusem, nie zaś próbując nad nimi dominować!) Będzie skuteczniej i produktywniej.

 

Zwłaszcza, że – tu pewna tajemnica poliszynela – większość konkurencji sama udaje i stroszy piórka, nadymając się po wielokroć. Serio, patrząc po realnych sytuacjach w mojej branży, dochodząc do faktów pośród morza „dymu i luster”, pozowania i udawania, rzeczywistość okazuje się zdecydowanie odbiegać od twierdzeń i autoreklamy ogromnej części osób w tej branży zgromadzonej. A jako ciekawostka, najlepiej powodzi się zwykle tym, którzy wcale nie chcą, nie muszą, ani nie próbują swojego statusu demonstrować. Tak jest w mojej branży, tak jest też w praktycznie każdej innej branży, z którą miałem kontakt. Więc czysto praktycznie, jaki jest sens konkurowania w tym, kto najbardziej będzie udawał? :)

 

P.S. A, krytycznie ważne rozróżnienie – jedną rzeczą jest przejmowanie się opinią kolegów z branży pod kątem statusowym, a drugą jest ignorowanie informacji zwrotnych od tych osób (swoją drogą, zwykle są one skorelowane – tzn. osoba przejmująca się opinią zwykle również chętniej ignoruje informacje zwrotne, bo to wymagałoby przyjęcia niższego statusu).  Nie przejmuj się miejscem, jakie masz w plemiennej hierarchii swojej branży. Jednocześnie korzystaj z informacji zwrotnych, jakie dostajesz.

 

 

* Nawet jeśli tak, jeśli chcesz np. uczyć specjalistów od stron www tego, jak robić strony, albo uczyć coachów jak lepiej coachować, to w takim przypadku „ludźmi z branży” są inni uczący specjalistów, a sami specjaliści są Twoimi klientami. Pomijając już dość wątpliwe podstawy takiego biznesplanu.

 


Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • marcin

    Ciekawy jestem gdzie jeszcze znajdziesz gry statusowe, które z resztą nie mają żadnych podstaw naukowych… Już to się nudne robi. Zrób może pajacyka?

    • Marcin, gry mają całkiem solidne podstawy, a jesli chodzi o to gdzie są – w zasadzie w każdym ludzkim zachowaniu, a w szczególności zachowaniu interpersonalnym jest ich aspekt :)

  • A mnie zastanawia kilka powiązanych kwestii.

    Po pierwsze co z sytuacjami, gdzie chce się dobrze pokazać przed klientami? Nie pokażemy przecież obdrapanego biura, wizytówek na papierze toaletowym, i nie będziemy przychodzili na spotkania biznesowe w podartym swetrze. Powyższe specjalnie przerysowałem w celu uczulenia, że w drugą stronę też nie można przeginać i na promocję i pokazanie się nic nie poświęcić.

    Są zawody w których prezencja ma bardzo duże znaczenie, a nawet wydaje mi się, że na zasadzie „jak Cię widzą tak Cię piszą” może mieć to wpływ na pozyskanie i przekonanie klienta w każdym niemal biznesie. Jak ja np widzę zdjęcie kolesi ubraych jak ostatnie ciamajdy, twierdzących, że są specjalistami i zarabiają grube pieniądze, to sorry ale jakoś ich autorytet w moich oczach jest poniżej zera i mam wrażenie, że po prostu kłamią.
    Oczywicie nie chodzi mi też o przesadzani w stylu chodzę w marynarce za 2000 euro i jeżdżę autem za 300 tys zł. Ale wydaje mi się, że gdzieś leży ten złoty środek i tak jak często w marketingu trzeba jednak się dobrze pokazać. A dobrze czasami może kosztować. Jak więc z dokładną pewnością możemy rozróżnić gry statusowe od zwykłego pokazywania się z najlepszej strony?

    Miało być po drugie ale jakoś zapomniałem ;)

    • Piotr, podstawowa kwestia, odnośnie tego artykułu, to rozróżnienie między robieniem czegoś pod kątem klientów, a pod kątem „kolegów po fachu”.

      To powiedziawszy, badania milionerów pokazują, że generalnie kupują tanie i trwałe garnitury, więc granica potrzebna do wywarcia dobrego wrażenia będzie dość niska.

      I zgadzam się, że będą pewne zawody, które wymagają prezencji na wysokim poziomie, ale też te zawody mają to do siebie, że zgromadzenie sensownego majątku przy ich wykonywaniu jest zdecydowanie trudniejsze ;)

      Swoją drogą, jeśli widzę kogoś, nieważne jak ubranego, kto twierdzi, że jest specjalistą i zarabia grube pieniądze, to od razu włącza mi się lampka alarmowa ;)Szukam ludzi demonstrujących ekspertyzę, a nie twierdzących, że ją posiadają, nieważne jak wyglądają ;)

  • Piotrze,

    myślę, że w grach statusowych nie do końca chodzi o prezencję, choć z pewnością jest ona jednym z elementów takich gier. Ja, to co napisał autor posta odbieram raczej jako kreowanie postawy „ale jest zaje***y”. Choć to też tylko i wyłącznie ocena odbiorców tego co robi nadawca.

    Często zdarza się, i sam niejednokrotnie spotkałem się z tym, że ludzie próbują kreować siebie na lepszych lub gorszych niż są w rzeczywistości. To są właśnie te gry – wywyższasz lub obniżasz swoją pozycję, by coś osiągnąć.

    Wydaje mi się, że wspomniany przez Ciebie strój jest elementem wizerunku, który to z kolei jest elementem większej całości pod tytułem „gry statusowe”. Mając na sobie dobry garnitur za 2000 euro możesz tak samo celowo obniżyć swoją pozycję wobec rozmówcy jak możesz ją podwyższyć mając na sobie sweter z second handu – wiele zależy od tego jak uargumentujesz swój, w tym przypadku, strój ;)

    Wydaje mi się, że gry statusowe to często gry argumentów i działania na podświadomość odbiorcy :)

    P.S. Bardzo ciekawy wpis Arturze :)

  • No artykuł fajny, a szczególnie, że z niecierpliwością czekam na książkę jak na żadną inną ostatnio :)

    Ze statusowymi sprawami i wyglądem/prezencją itp. to chciałem zaznaczyć, że jednak u większości ludzi występuje efekt halo powiązany z „jak cię widzą tak cię piszą”. I znając Ciebie Arturze w dosyć ograniczony sposób, ale jednak jakiś obraz mi się rysuje, to uważam, że pod względem percepcji m.in. dzięki wiedzy z NLP jesteś wyjątkowo odporny na to pierwsze wrażenie.

    Stąd moja obawa (czy jak to nazwać), że gdyby ktoś inny przeczytał ten wpis i poszedł bardzo mocno w stronę „olania” prezencji jako sposobu zwiększenia (zmniejszenia?) statusu, może zaowocować pogorszeniem jego możliwości z potencjalnymi klientami (w odróżnieniu od konkurencji ;))

    A jeszcze co do podwyższania lub obniżania statusu. Żeby wiedzieć w którą stronę ktoś nim manipuluje trzeba by najpierw wiedzieć jaka jest jego wartość rzeczywista jak to napisałeś też Szymonie. Tylko jak to sprawdzić ocenić bez wchodzenia w bardzo zły model komunikacji, bo przecież oceniający?

    Niestety nie znam się na tematyce statusów i statusonomii jako takiej, więc może mnie oświecisz (przynajmniej pokrótce) Arturze i powiesz mi jak i czy jest to możliwe: stwierdzenie czy ktoś podwyższa lub obniża status załóżmy za pomocą prezencji ubioru, przedmiotów jakimi się otacza itp w stosunku do swojej rzeczywistej wartości? No i jak z tą „rzeczywistą” wartością?

    • Piotr, w statusie nie ma „wartości rzeczywistej” :) Są tylko zachowania mówiące „jestem od Ciebie ważniejszy” i „jestem od Ciebie mniej ważny”.

      Ubiór, gadżety, itp. mogą kupić coś co określam jako prestiż, a co w kontekście statusu jest pewnym początkowym „kredytem zaufania” (uwaga -innym dla różnych grup! garniak za 10.000 USD nie da Ci prestiżu u punków, ale u japiszonów już tak). Problem z prestiżem jest jednak taki, że ten „kredyt zaufania” jest zdecydowanie słabszy od samych zachowań statusowych. Łatwiej będzie ludziom zaakceptować Twoje zachowania wysokostatusowe jeśli podejdziesz do nich z wysokim prestiżem. Ale jeśli podejdziesz z wysokim prestiżem, a nie będziesz grał spójnie na wysoki status, to prestiż szybko się wyczerpie.

      Na szkoleniu używam często przykładu z dzikim plemieniem, które używa muszli w nosie jako symbolu wielkiego wojownika (wysoki prestiż). Kali, kiepski wojownik, znalazł w dżungli na pół zjedzone zwłoki w których nosie była muszla. Zachwycony wyrwał ją i wpiął do własnego nosa po czym wybrał się do innego, nie znającego go, „muszlowego” plemienia. Czy długo utrzyma w nim wysoki status dobrego wojownika?

      Oczywiście, że nie, bo nie ma innych zachowań osoby przyzwyczajonej do gry na wysoki status. W podobny sposób nowobogaccy próbujący zabłysnąć w klubie zostaną wykorzystani, ale nie zyskają szacunku. Mają bowiem gadżety dajce prestiż, ale nie mają opanowanych zachowań wysokostatusowych.

      • Ok rozumiem i jest tak jak myślałem. W takim razie nie potrzebnie (zakładając, że Szymon wie lepiej niż ja o temacie) odnosiłem się do „rzeczywistej” wartości.

        Problem jedynie jest w tym, że chyba nie da się jednoznacznie i w 100% ustalić czegoś w rodzaju repertuaru zachowań przynależnych klasie w naszych czasach. Kiedyś dzięki bardzo wyraźnym podziałom od razu było też wyraźnie widać po zachowaniu, kto do jakiego statusu (grupy statusowej?) przynależy. Dzisiaj już nie tak łatwo. A zatem zrównywanie się prestiżu, który można kupić, z rzeczywistym statusem w dzisiejszych czasach już nie przebiega tak, bardzo.

        Generalnie pytam tak mocno o to bo dotyczy mnie to co najmniej lekko osobiście (ale pewnie już zdążyłeś wywnioskować:). Mam hopla ostatnio na dobre ciuchy, ale nie takie jak pisałem w przykładzie za 2 tys euro hehe. Po prostu uznałem, że nie ubierałem się odpowiednio jak na swój wiek i status. Staram się znajdować ciuchy które są z dobrego materiału i dobrze zszyte itp. (btw nie wiedziałem, że kiedykolwiek będę się modą interesował ;), więc to by wskazywało, że jednak nie kupuję dla statusu.
        Ale z drugiej strony jak widzę jak wielu facetów jest tak obrzydliwie ubrana, że wyglądają jak półtora nieszczęścia i nie potrafią o siebie zadbać… Może jestem jakiś wrażliwy estetycznie?

        Generalnie chcę się odróżnić od większości ludzi poprzez prezencję i wygląd. Zawsze starałem się robić odmienne rzeczy niż większość, chadzać własnymi ścieżkami i raczej nie przynależałem do żadnych popularnych subkultur muzycznych itp Można powiedzieć, że byłem komputerowcem chyba. Tylko, że od momentu pójścia na psychologię uświadomiłem sobie jak potężnym narzędziem jest wygląd i prezencja, więc od tego czasu (a ostatnio coraz silniej) nie tylko zachowuję się odmiennie ale też staram wyglądem (nosząc w moim mniemaniu ciuchy modniejsze niż większość facetów) odróżniać się pozytywnie.
        Cy za tym idzie wysoki status? Czy staram się sztucznie (i przez to tracę spójność) podwyższyć status, czy może jednak w miarę rozwoju firmy i mojego życia, siebie samego itp, staram się po prostu dodać spójności do zachowania.

        Dla przykładu przez ostatnie dwa lata nie zmieniałem za bardzo moich kursów/szkoleń, zmieniłem jedynie to jak się ubieram. Mam wrażenie (i wychodzi to też w opiniach od klientów), że bardziej poważnie biorą pod uwagę moje rady i co mówię niż gdy ubierałem się gorzej.

        Kurde sorki za nieskładne gadanie ale jest późno. Musisz jak najszybciej wydać tą książkę, albo mnie odesłać gdzieś do źródeł, żebym sobie poczytał, bo umieram z niecierpliwości. Mam bowiem wrażenie, że tutaj mocno chodzi o szczegóły i bez nich będę jedynie rozumiał powierzchownie i będę gubił najważniejsze rzeczy.

        * ciuchy to tylko jeden przykład, nie ma miejsca na więcej już

        • Co do zachowań – o ile prestiż (związany z symbolami, strojem, itp.) jest powiązany z grupą, o tyle zachowania statusowe są niezależne od grupy (a w wielu wypadkach nawet od gatunku, gdyż wiele dzielimy z innymi zwierzętami).

          Cały czas piszesz o rzeczywistym statusie, ale sęk w tym, że nie ma czegoś takiego. „Rzeczywisty status” to kulturowy konstrukt, tymczasem status jest w dużej mierze ewolucyjny i przede wszystkim dynamiczny. Szlachta dawniej była uczona zachowywać się w określony sposób (i miała prawo fizycznie karać nieszlachtę zachowującą się w określony sposób wobec niej). Status nie jest tożsamy z wartością – możesz być noblistą, milionerem i filantropem, ale przegrywać statusowo z dresiarzem na ulicy. Jednocześnie to za status jesteśmy emocjonalni nagradzani, nie za prestiż czy realną wartość.

          Co do reakcji grup, to wziąłbym jeszcze pod uwagę kwestie tego, że po dwóch latach masz więcej doświadczenia i na pewne rzeczy reagujesz inaczej. Prostym eksperymentem byłoby losowo podzielić grupy i do części iść w dobrych, a do części w gorszych (choć wciąż sytuacyjnie trafnych) strojach i sprawdzić jaki będzie efekt w ankietach.

  • I właśnie spójność jest tu kluczem, czyli wygląd + zachowanie

  • Zgadza się. Imponowanie konkurencji to totalna strata czasu. Tym bardziej, że przecież konkurencja i tak nie doceni tych wysiłków bo… to zagraża jej pozycji! Przecież to logiczne. Lider nie może uznać wyższości innego lidera bo przestanie nim być.

    Owo imponowanie bierze się często z poczucia niższości. „Oni” są wielcy, mają wyniki, to ja „im” pokażę, że też jestem wielki. Po tym okazuje się, że „więksi” koledzy po fachu komentują takie wysiłki ironicznym uśmiechem z dwóch głównych powodów: po pierwsze widzą to stroszenie piórek i rzeczywiście z ich pozycji to komiczny wygląd; po drugie ciężko kogoś takiego traktować poważnie. A po trzecie nie zachęcają do dalszego działania, bo po co mają wychowywać sobie kolejną konkurencję. Już tylko ten trzeci powód wystarczy, żeby nie porównywać się do konkurencji i uważnie filtrować każdy komentarz, który się od niej „dostaje”. Rozważać owszem, ale należy uważać na wszelkie próby zniechęcenia do działania czy podanie nieprawdziwych informacji, które mają opóźnić rozwój.

    Na końcu tak jak piszesz Arturze, konkurencja również ubarwia swoje wyniki. Dochodzi do absurdalnej sytuacji, gdzie obie strony kłócą się o to, kto ma lepszego wymyślonego przyjaciela. Przecież taka wojna nie ma sensu i jest wojną na wyniszczenie. A tego nie chce żadna stron, zazwyczaj.

  • Dzięki Artur za poruszenie ciekawego tematu. Samemu mi się zdarzało popełniać ten błąd :)

    Wg mnie można by dodać jeszcze, że koncentrując się w poradniku nad błyśnieciem przed konkurencją, traci się z oczu własnego klienta, dla którego przecież poradnik/produkt się tworzy.

    Pisząc produkt w celu zaimponowania konkurencji łatwo też zrobić go zbyt trudnym dla swojego odbiory, który na ogół nie jest tak doświadczony jak konkurencja.

    pozdrawiam
    Adept