Świat jest złożony. To truizm, wiem, ale truizm który warto podkreślić gdy chcemy przyjrzeć się różnym uproszczeniom, jakie nawykowo wobec tego świata stosujemy.

Jednym z takich uproszczeń – popularnym szczególnie w środowiskach o libertariańskim podejściu do życia – jest założenie, że świat da się łatwo podzielić na oddzielne fragmenty i oddać je pod kontrolę poszczególnych osób i organizacji.

Niestety, nie zawsze jest to tak proste. Wielu elementów świata nie da się łatwo i gładko podzielić na takie fragmenty. Świat to nie mapa, na której można nakreślić długopisem linie, tylko złożony, współzależny system.

A to generuje szereg zjawisk znanych w psychologii i ekonomii pod hasłem „problem dóbr wspólnych”.

Świata nie da się tak łatwo wydzielić

Świata nie da się tak łatwo wydzielić

Problem dóbr wspólnych najlepiej przedstawia się na przykładach, dlatego chciałbym Ci kilka zaproponować.


Ograniczone dobra

Załóżmy, że masz prawo do 1/4 jeziora. Jako, że ta część jeziora należy do Ciebie, możesz z nim robić co chcesz, prawda? Np. łowić tyle ryb na tym terenie, ile tylko pragniesz.

Tyle tylko, że populacja na Twojej części jeziora jest powiązana z ogólną populacją ryb. Jeśli Ty złowisz za dużo, ryby z innych rejonów trafią do Twojego (bo ryby nie uznają granic prawnych). A jeśli nawet odgrodzisz swoje jezioro, wpłynie to na inne elementy ekosystemu jeziora i na to, co dzieje się w jego pozostałych jego częściach.

W teorii będziesz więc dbał tylko o swoje interesy, ale w praktyce będzie to wpływało na życie wszystkich osób korzystających z tego jeziora.


Sprawa ta jest o tyle istotna, że indywidualnie racjonalnym działaniem wydaje się w tej sytuacji optymalizacja własnych zysków. Jeśli zarabiam na sprzedaży ryb, powinienem ich łowić jak najwięcej… Jeśli jednak wszyscy się na to zdecydują… to szybko okaże się, że przełowiliśmy, populacja ryb spadła poniżej krytycznego poziomu i nie zdoła odtworzyć się w dostatecznym tempie. Przyszłoroczne połowy będą dużo mniejsze dla wszystkich…

Takie zagrożenie – jeśli wszyscy będziemy chcieli optymalnie zadbać o siebie, to wszyscy na tym stracimy – stanowi podstawę problemu dóbr wspólnych. Uważni czytelnicy dostrzegą tu pewien wariant „dylematu więźnia„. Wszystkim zainteresowanym opłaca się bowiem ograniczyć swoje połowy, na rzecz utrzymania przyszłych zysków…

Tu jednak pojawia się problem zaufania, oraz jednostkowych skłonności do zdrady… Jeśli bowiem tylko my sami przekroczymy ustalone limity połowów, to prawdopodobnie nie uszczupli to za bardzo populacji ryb… Ale nasz dodatkowy zysk będzie wyraźnie wyższy. Wszyscy uczestnicy są więc kuszeni złamaniem zasad i zrobieniem dla siebie czegoś ekstra.


Podobny problem pojawia się np. przy przeciwdziałaniu efektowi cieplarnianemu. Koszt redukcji ilości gazów cieplarnianych (czy to przez zmniejszenie produkcji, czy też przez modernizację stosowanych technologii) dla poszczególnych państw jest wysoki. Każde z nich nęci opcja p.t. „pozwólmy innym ponieść koszta, nasz wkład w problem jest na tyle mały, że jeśli inni obetną swoje emisje, to nam upiecze się ich zachowanie.”



Przerwa na reklamę ;)


Potrzebujesz więcej motywacji do działania? A może potrzebujesz więcej, potrzebujesz determinacji? E-kurs Determinacja w Działaniu na MindStore to rozwiązanie dla Ciebie. 26 lekcji VOD wypełnionych skondensowaną wiedzą i praktycznymi rozwiązaniami. Bo Twój czas jest za cenny na lanie wody!


Wracamy do artykułu :)



Bumelanctwo społeczne

Problem dóbr wspólnych dotyczy jednak nie tylko sytuacji, w których wszyscy muszą się zgodzić na ograniczenie swoich interesów we wspólnym celu. Działa też w bliźniaczym przypadku, w formie tzw. bumelanctwa społecznego. Jest to sytuacja, w której grupa ludzi składa się na usprawnienie pewnych ogólnodostępnych dóbr, z których mogą jednak korzystać także inne osoby, nie wkładające wysiłku w to usprawnienie. Np. jeśli razem z sąsiadami zdecydujemy się wysprzątać okoliczny park, to korzyści z naszej pracy będą miały również osoby, które zdecydowały się tego dnia zostać z domu i nie brać udziału w sprzątaniu.


Cały problem w tym, że takich „bumelantów” nie da się w sensowny sposób oddzielić od usprawnionego dobra. Rozwiązaniem nie są też bynajmniej ogrodzenia i siatki, bo one zmniejszają komfort użytkowania wszystkich. Bumelanctwo trzeba więc zaakceptować, ew. próbować je redukować przez presję społeczną. Ta jednak wymaga zaangażowania innych osób w społeczność lokalną i relacji opartych na wzajemnym zaufaniu – a więc czegoś stojącego w pewnym sprzeciwie do klasycznych libertariańskich modeli społeczeństwa niezależnych jednostek.


Problem bez wyjścia?

W świetle powyższych kwestii jedno powinno być jasne – „wydzielenie” świata nie jest i nie będzie nigdy rozwiązaniem na problem dóbr wspólnych. Nie wszystko da się podzielić. Nie wyizolujesz powietrza, którym oddychamy, nie wyizolujesz ekosystemów w których funkcjonujemy. Koncepcja prawa własności jest przydatna w wielu rzeczach, ale jest też modelem dość prymitywnym i nie do końca dopasowanym do złożonej rzeczywistości.

Jeśli kiedykolwiek chcemy być w stanie poradzić sobie z problemem dóbr wspólnych – czy to ramach ogranczonych dóbr, czy bumelanctwa społecznego – potrzebujemy łączyć, zamiast dzielić. Potrzebujemy pomóc ludziom zrozumieć, jak ich działania wpływają na cały system w którym funkcjonują. Pomóc im uświadomić sobie powiązanie wszystkich elementów i dalekosiężne konsekwencje ich działań.

To nie jest mała sprawa. To realne wyzwanie. Ale warto je podjąć.



Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem.


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis