Prawo malejących korzyści

Czas, jaki mamy w życiu, jest bardzo ograniczony. Dlatego warto jest dbać o jego jak najbardziej optymalne wykorzystanie.

Optymalne nie znaczy przy tym, że musisz non stop doświadczać czegoś, uczyć się, rozwijać, podróżować, pracować i mieć superlifestyle.

Optymalne, czyli takie, które zapewnia Ci najlepszy możliwy zwrot w tym zakresie, jaki Cię interesuje. Mogą to być faktycznie podróże czy rozwój, ale może to być też choćby oglądanie seriali czy „pykanie” w Angry Birds. Kryteria są Twoje. Narzędzia rozwoju mają Ci po prostu pomóc je spełnić.

Jednym z takich przydatnych narzędzi jest właśnie prawo spadających korzyści.

Prawo malejących korzyści to prawo ekonomiczne, ale łatwe do uogólnienia na wiele innych obszarów. Nie jest to też prawo absolutne – z łatwością można dla niego znaleźć liczne wyjątki. Jednocześnie jest na tyle powszechne, że warto przynajmniej brać je pod uwagę przy planowaniu swojego życia.


No dobrze, dość wprowadzenia – o co chodzi w tym prawie? Cóż, jak sama nazwa wskazuje, o spadek korzyści płynącej z jednostki danej rzeczy wraz ze wzrostem jej ilości (przy zachowaniu pozostałych czynników bez zmian). Dla przykładu samo zatrudnianie dodatkowych pracowników będzie dawało firmie coraz mniejszy zwrot. Albo, w mniej biznesowym, a bardziej codziennym przykładzie – jeśli zarabiasz minimalną, to dodatkowe sto złotych będzie miało dla Ciebie dużo większa wartość niż jeśli zarabiasz średnią krajową. A jeśli zarabiasz średnią krajową, to dodatkowe sto złotych będzie dla Ciebie miało dużo większą wartość niż jeśli zarabiasz pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie. (Jest to zresztą jednym z istotnych argumentów za progresywnymi podatkami – ubytek dodatkowych 100 zł dużo mniej boli kogoś zarabiającego 600 tysięcy rocznie, niż kogoś zarabiającego 30 tysięcy.)


Tak jak wspominałem, choć prawo to pierwotnie odnosiło się do ekonomii, łatwo jest je uogólnić na inne obszary życia. Tym bardziej, że nasze naturalne skłonności bywają z nim mocno sprzeczne. Np. Jako ludzie mamy silne tendencje do skupiania się na tym, co już nam dobrze wychodzi i robienia tego więcej. To jednak dość mało wydajna forma treningu, dużo wolniejsza i mniej praktyczna, niż sięganie po rzeczy, które nam nie wychodzą.

Tymczasem prawo malejących korzyści każe nam patrzeć na nasze działania jako na ciągły proces, oceniać je nie tylko w świetle pierwotnych korzyści, ale tego jakie korzyści mogą nieść obecnie.

Patrząc z tej perspektywy, bardzo często działamy strasznie mało wydajnie.

Obejrzenie jednego odcinka serialu może być fajnym relaksem. Ale każdy kolejny odcinek będzie już odrobinę mniej satysfakcjonujący.

Pierwsze kęsy deseru będą pyszne. Kolejne porcje będą już często próbą dogonienia tej pierwotnej przyjemności. Próbą skazaną na porażkę.

Podobnie w biznesie, zbudowanie pewnego poziomu jakości, estetyki, itp. będzie niezbędne, ale dalsze nakłady na dany obszar będą coraz mniej opłacalne, aż w pewnym momencie zaczną kosztować więcej, niż przynoszą zwrotu.


Całe wyzwanie polega na tym, by mieć się na baczności i weryfikować takie zwroty na bieżąco. Jak również brać pod uwagę spadek korzyści przy długoterminowym planowaniu. Bez tego bardzo łatwo zafiksować się na czymś, czego usprawnienie jest po prostu zupełnie nieopłacalne.

Sam mam tak np. z moją wadą wymowy. Nie wypowiadam prawidłowo „r”. Zajmowałem się tym przez kilka lat – ćwiczenia, logopeda, nawet jakiś drobny zabieg chirurgiczny mający usprawnić mobilność języka. Dało to pewną poprawę, ale w pewnym momencie dotarłem do punktu gdzie dalsze skupianie się nad tym przestało się jakkolwiek opłacać. (Choć próżność mówi co innego, w końcu to rzecz którą łatwo jest u mnie wykpić i wygodnie byłoby się jej pozbyć ;) ) Dlatego przestawiłem się na inne działania, przynoszące większe zwroty.

Tak jest też z tym blogiem – gdybym pisał codziennie, a nie co 2-3 dni, miałbym więcej czytelników i więcej wejść. Ale liczba ta byłaby nieproporcjonalna do wysiłku włożonego w codzienne pisanie. (Dalsze ograniczenie wpisania prowadziłoby natomiast do spadku większego, niż uzyskana oszczędność wysiłku.)


Tego typu analizy robię regularnie, do różnych swoich działań. Gorąco zachęcam do ich stosowania. Oczywiście, również z umiarem – w pewnym momencie ich nadmierne korzystanie zacznie dawać mniejszy zwrot, niż czas i wysiłek na nie poświęcone ;)



Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)



 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • marcin

    a kto jest autorem tego prawa ?

    • Jednego brak, wykształciło się w toku prac różnych ekonomistów.

      • Igor

        Hermann Heinrich Gossen

  • Daniel Bogusz

    Temat słodyczy wygląda na habituację, zatrudnianie pracowników to zapewne duża kwestia skalowania biznesu (której nie rozumiem), nieprzerwanie dbanie o estetykę to – idealizm.

    Tematy pojedynczo znane, w Twoim artykule zyskują jakąś strukturę. Ciekawe. Dzięki.