Pracowitość, a bycie zajętym…

Żyjemy w niezwykle wymagającym świecie. Musimy być aktywni 24 godziny na dobę! Dostępni 24 godziny na dobę! Nie możemy spać, wypoczywać, bo prześcignie nas konkurencja! Trzeba działać się, starać się, wyciskać jak najwięcej z każdej sekundy!

Tyle że… to nie jest prawda.

Chcesz mi powiedzieć, że zerwałem 10 nocy bez potrzeby?

Chcesz mi powiedzieć, że zerwałem 10 nocy bez potrzeby?

Faktycznie, świat w którym żyjemy może być bardzo intensywny i wymagający. Tyle tylko, że większość tych wymogów sami sobie narzucamy. (Względnie – godzimy się na nie wbrew swojemu interesowi.)

Rozwój internetu i technologii błyskawicznej komunikacji sprawił, że z każdym można się natychmiast skontaktować. A skoro można – to się tak robiło. A skoro ludzie tak robili – to z „można” zrobiło się „musi się dać”…

Stworzyliśmy sobie świat w którym czujemy, że musimy nieustannie być dostępni. Pod telefonem. Pod mailem. Przecież jeśli dostajemy wiadomość i natychmiast na nią odpowiadamy, to dowodzi tego, że jesteśmy zaangażowani, pracowici i wydajni!


Tylko, po raz kolejny, rzeczywistość ma na ten temat inne zdanie.

Ciągła dostępność pod mailem czy telefonem, odrywanie się od innej pracy do realizowania takich zadań, odmawianie sobie odpoczynku…

To nie pracowitość. To nie zaangażowanie. To zdecydowanie nie wydajność.

To demonstrowanie jak jesteśmy zajętym.

A zajętość to nie to samo co pracowitość czy wydajność.


Nie jest trudnym być zajętym. Nie jest trudno pokazywać jak bardzo zajęci jesteśmy.

Tyle tylko, że większość tej „zajętości” nie ma żadnej realnej wartości. Jest nawet gorzej! Ogromna część naszej codziennej „zajętości” odbywa się kosztem realnej, codziennej wydajności.

Realistycznie, za wyjątkiem pewnych bardzo specyficznych stanowisk i zawodów, dostępność na okrągło nie wnosi żadnej faktycznej wartości do Twojej pracy. Klienci dadzą sobie radę niezależnie czy odpowiesz im teraz, za godzinę czy za 12 godzin. Podobnie podwładni i przełożeni.

Gorzej z tymi zadaniami, przez które budujesz realną wartość. Bo widzisz, większość z nich wymaga skupienia i zaangażowania pełnej uwagi, często przez długi okres czasu. Jakiekolwiek przerwy, jakiekolwiek sytuacje w których odwracasz tą uwagę na inne zadanie, np. odpisując na maile, są bardzo kosztowne. Twoja uwaga nie jest bowiem gotowa do szybkich przeskoków. Gdy przechodzisz z jednego zadania do drugiego, po czym wracasz do pierwszego, znacząca część Twojej uwagi pozostaje jeszcze z pierwszym. Nie przez kilka sekund (choć już to byłoby mało wydajne), ale nawet przez kilkadziesiąt minut! Oznacza to, że Twoja realna wydajność w poważnych zadaniach ulega znaczącemu ograniczeniu. (Pisałem o tym więcej w temacie multitaskingu). „Zajętość” oznacza realne koszta w zakresie wydajności.


No dobrze, nie będziesz przerywać pracy na maile, ale zamierasz połączyć pracowitość i zajętość? Pracować wydajnie, ale też długo, by później zdążyć odpisać i oddzwonić na wszystko? Odpoczynek jest dla słabych i leniwych, prawda? Prawda! Prawda?

No cóż, znowu nie. Czysto praktycznie, Twój mózg ma ograniczone zasoby na skupianie się. Możesz próbować zacisnąć zęby, pracować dłużej, odpoczywać krócej, spać jeszcze krócej… Na początku może Ci się to nawet udać, bo uruchomisz jakieś rezerwy, które w Tobie siedzą. Ale te rezerwy są ograniczone – i jeśli masz tendencje do takich zachowań, to prawdopodobnie dawno już je wyczerpałeś. Da się je odbudować – ale na to potrzeba, no właśnie, czasu i odpoczynku. Więcej, niż Ci się wydaje. Tak, jeszcze więcej. (Piszę to do tych, którzy mają tendencje do lekceważenia odpoczynku i snu. Jeśli masz odwrotnie – to w Twoim wypadku MNIEJ niż Ci się wydaje :P )

Jaki jest sens pracować 18 godzin, ale na 25% obrotów? Więcej zdziałasz przez 6 godzin, ale dając z siebie faktycznie 100%. To czysta matematyka. (Wyjątkiem są tu zadania zupełnie nie wymagające skupienia, precyzji i myślenia. Jeśli zajmujesz się czymś takim, wtedy może faktycznie lepiej postawić na czas niż na wydajność.)


Czemu więc ludzie decydują się na tak niewydajne rozwiązania? Przede wszystkim dlatego, że zapominają jak to było być wydajnymi na 100%. Albo przypisują tą wydajność swojej młodości. To łatwiejsze, niż zaakceptowanie „sam to sobie zrobiłem”. Nie mówiąc o najgorszej rzeczy, jaką jest konieczność zatrzymania się i zwolnienia.

Dla niektórych ludzi istotna jest też inna kwestia. Podtrzymują swoje poczucie wartości (zwykle wyolbrzymione i stąd wymagające dużego wysiłku) właśnie na poczuciu własnej pracowitości. No, trafniej należałoby to określić poczuciem zajętości, bo to na zajętości, a nie pracowitości czy wydajności opiera się większość takich sytuacji.

Kolejnym czynnikiem jest presja społeczna. Sami narzuciliśmy sobie ten kaganiec „pozornej pracowitości”. Ten wymóg zajętości nie mający nic wspólnego z realną wydajnością. Wiele organizacji domyślnie wymaga teraz takich poświęceń (wystarczy przywołać świeże skandale z nadgodzinami w firmach konsultingowych). Na szczęście w tym zakresie widać po woli zmianę. Francuzi niedawno wprowadzili nowe prawo, zakazujące praconabywcy oczekiwać od pracownika dostępności telefonicznej i mailowej poza godzinami pracy. Jest to krok w dobrym kierunku. Musi być jednak równoważony z drugiej strony -przez samych ludzi, którzy zdecydują się postawić na wydajność, a nie na zajętość.


Nie jest to łatwe. Sam zmagam się z tymi kwestiami od dłuższego czasu. Tym bardziej, że pracuje w branży w której przychody są bardzo nierównomierne. Czas ogromnego nawału pracy skłania do przerwy… ale nigdy nie wiadomo czy po przerwie znów będzie można liczyć na podobne obłożenie. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że alternatywą jest poziom przepracowania po którym i tak nie będę mógł podejmować się sensownie pracy.

Tak więc jeśli masz w tym obszarze problemy – rozumiem Twój ból. Naprawdę. A jednocześnie mówię Ci wprost – to coś co po prostu trzeba zmienić. Nie ma tu alternatywy. Nie na dłuższą metę.



Nadchodzi kolejna edycja Praktyka Beyond NLP. 9 dni. 6-12 osób. Ponad 70 narzędzi rozwojowych. Ponad 100 stron szczegółowego skryptu. Po prostu kawał solidnego szkolenia na którym poznasz tajniki komunikacji, inteligencji emocjonalnej i skuteczności osobistej. Do 3 lipca w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Bekier Piotr

    Ja to teraz walczę z czymś odwrotnym, za dużo czasu poświęcam na odpoczynek i przez to stałem się mało produktywny wiec tworzę sobie nawyki (zresztą korzystając z narzędzi opisanych w twoim cyklu rozwój dla początkujących). Aczkolwiek dobrze, że wspomniałeś o przepracowaniu i zajętości. Będę zwracał uwagę czy nie idę zbytnio w te stronę

  • Jacek

    „Francuzi niedawno wprowadzili nowe prawo, zakazujące praconabywcy oczekiwać od pracownika dostępności telefonicznej i mailowej poza godzinami pracy.”

    Hmm, to wylewanie dziecka z kapiela, a chodzi przeciez o zachowanie rownowagi. Te kwestie powinny regulowac firmy, kazda we wlasnym zakresie, nie powinno byc to zakazywanie prawnie przez panstwo. Nie ma sytuacji zerojedynkowych – czasami zadzwonienie o 22giej np do inzyniera stacji testowych plyt elektronicznych, ktory jest w stanie w dziesiec minut zdalnie rozwiazac problem – moze pozwolic na kontynuacje produkcji do samego rana i uratowanie waznego zlecenia dla kluczowego klienta. Inna kwestia jest to, ze za tego typu interwencje poza godzinami pracy, pracownik powinien otrzymywac dodatkowa gratyfikacje, uregulowana indywidualna umowa z pracodawca.
    Po co od razu ZAKAZYWAC? Fakt, to latwe, wprowadzic takie prawo i problem ‚rozwiazany’. Rzeczywistosc jest nieco bardziej zlozona.

    • Pavel K.

      Ten przykład z inżynierem pokazuje jedynie to, jak bardzo źle są zarządzane firmy. Przecież inżynier mógł po pracy iść do knajpy na kilka piw, więc co z tego, że „na legalu” szef może do niego zadzwonić po 22? Chyba zgodzisz się ze mną, że takich usterek nie powinno się naprawiać w stanie nie do końca trzeźwym? Chyba zgodzisz się też, że pracownik w czasie wolnym może iść do knajpy na piwo? Wychodzi więc na to, że los ważnego zlecenia dla kluczowego klienta zależy od tego, czy inżynier będzie miał ochotę na piwo, czy nie. Nie wróżę przyszłości tej firmie.

      • Jacek

        Oczywiscie, ze tak! Ale w takiej sytuacji po prostu nie interweniuje i tyle, natomiast zainterweniowac moze w sytuacji kiedy ma mozliwosc poswiecenia okreslonego czasu, za ktory szef mu dodatkowo zaplaci. Obie strony musza sie po prostu co do tego dogadac. Co nie zmienia faktu, ze firma o ktorej mowie – duza, miedzynarodowa, nie powinna do takich sytuacji dopuszczac i miec kogos na dyzurze rowniez w nocy. Tyle ze sytuacje o ktorych mowie zdarzaja sie rzadko, i rownie rzadko obserwuje, by naduzywalo sie tej mozliwosci. Jesli inzynier dostanie cynk nt. problemu i nie odbierze telefonu, to po prostu nie moze i tyle – jesli moze – postara sie cos z tym zrobic. W tej firmie akurat – wiele mozna zrobic na tzw. zdalnym pulpicie, zalogowaniu sie na konkretna stacje, aktualizacje softu itp, itd. Zdarzenia takie powinna jednak cechowac wyjatkowosc. Czasami paradoksalnie – jest to na reke takiemu inzynierowi, ktory w pore otrzyma informacje o problemie, bo jest w stanie zapobiec wiekszej lawinie, ktora z pewnoscia ruszylaby, gdyby nikt go o powaznym problemie nie powiadomil wlasnie o tej 22giej. (Pozniej nikt juz i tak nie zadzwonilby, bo prawdopodobienstwo odebrania telefonu o tej porze jest bliskie zeru):)

    • Bekier Piotr

      Jacek chyba nie zrozumiałeś wpisu. Przeczytaj jeszcze raz….

      Co z tego że pracodawca zapłaci więcej jak pracownik po wielu takich podobnych interwencjach po prostu będzie bardziej zmęczony, może i nawet zestresowany bo nigdy nie będzie znał dnia ani godziny kiedy szef go będzie chciał wezwać. Taki pracownik będzie nie opłacalny na dłuższą metę dla pracodawcy bo pracodawca nie dość że będzie musiał mu zapłacić więcej za to. To dodatkowo pracownik stanie się mniej efektywny i skuteczny przez co pracodawca po prostu też będzie tracił pieniądze.

      Nie znam się na pracy której przykład podałeś ale powiedz mi czy pracodawca (zakładając że ma na to środki a powinien mieć skoro ty sam proponujesz rozwiązanie większej stawki za takie nadgodziny) nie może po prostu zatrudnić drugiego pracownika? Albo poszukać innego rozwiązania, dogadać się z klientem itp?

      Parafrazując cię… Po co od razu męczyć i tak już zmęczonego pracownika ?

      • Jacek

        (To wpis, ktorym pare dni temu uzupelnilem wypowiedz, wstawilem tez linka do komentarza radcy prawnego na ten temat, ale wpis byl caly czas PENDING, nie wiem, moze jakis filtr zle zadzialal na Arturowym blogu)

        Oczywiscie, ze tak! Ale w takiej sytuacji po prostu nie interweniuje i
        tyle, natomiast zainterweniowac moze w sytuacji kiedy ma mozliwosc
        poswiecenia okreslonego czasu, za ktory szef mu dodatkowo zaplaci. Obie
        strony musza sie po prostu co do tego dogadac. Co nie zmienia faktu, ze
        firma o ktorej mowie – duza, miedzynarodowa, nie powinna do takich
        sytuacji dopuszczac i miec kogos na dyzurze rowniez w nocy. Tyle ze
        sytuacje o ktorych mowie zdarzaja sie rzadko, i rownie rzadko obserwuje,
        by naduzywalo sie tej mozliwosci. Jesli inzynier dostanie cynk nt.
        problemu i nie odbierze telefonu, to po prostu nie moze i tyle – jesli
        moze – postara sie cos z tym zrobic. W tej firmie akurat – wiele mozna
        zrobic na tzw. zdalnym pulpicie, zalogowaniu sie na konkretna stacje,
        aktualizacje softu itp, itd. Zdarzenia takie powinna jednak cechowac WYJATKOWOSC. Czasami paradoksalnie – jest to na reke takiemu
        inzynierowi, ktory w pore otrzyma informacje o problemie, bo jest w
        stanie zapobiec wiekszej lawinie, ktora z pewnoscia ruszylaby, gdyby
        nikt go o powaznym problemie nie powiadomil wlasnie o tej 22giej.
        (Pozniej nikt juz i tak nie zadzwonilby, bo prawdopodobienstwo odebrania
        telefonu o tej porze jest bliskie zeru):)

        • Bekier Piotr

          W przypadku który opisałeś i tak wychodzi na to że lepiej żeby pracodawca miał po prostu drugą osobę pracującą na popołudniową czy nocną zmianę. Przecież skoro pracownik może nie odebrać chociażby dlatego że będzie zbyt późno albo po prostu pójdzie sobie na piwo (do czego ma prawo) to dla takiego pracodawcy to będzie po prostu głupie uzależniać powodzenie zlecenia od tego co aktualnie chce zrobić sobie po pracy technik. Po prostu lepiej dmuchać na zimne i mieć tego pracownika na drugiej zmianie i co za tym idzie nagły telefon po prostu dalej nie ma sensu za równo dla takiego pracownika ( dlaczego o tym pisze Artur) jak i dla takiego pracodawcy o którym wspomniałeś lub też nie ma to sensu z perspektywy realizacji zlecenia. I to już nie ważne czy duża firma czy nie duża – po prostu nagły telefon (dalej mówimy o twoim przykładzie) w tym wypadku wydaje się większym ryzykiem, mniejszą efektywnością, a co za tym i może iść mniejszymi zyskami.

  • Pod koniec zeszłego roku wziąłem się za uzupełnianie rezerw i… wow. Naprawdę nie sądziłem że tyle to zajmie.

    Cały proces odwlekałem, niepotrzebnie słuchając ‚mądrych’ rad w rodzaju „Nie powinieneś tyle spać, to niezdrowe i od tego się tylko dłużej śpi”; „Jak jesteś ciągle zmęczony, to lepiej idź do lekarza”. Okazały się totalną bzdurą.

    Przez ponad miesiąc spałem po 10-11 godzin dziennie. Tylko po to by potem przez tydzień spać jeszcze po 12 godzin dziennie, a pozostałych 5 leżeć na łóżku lub pufie. Efekt? W końcu naprawdę się zregenerowałem i mam mnóstwo energii do pracy.

    Co do zapracowania – często jest tak, że potrzeba nadgodzin wynika ze złej organizacji pracy własnej lub ze strony managera. Oczywiście są branże takie jak np. eventowa czy reklamowa, gdzie pewne rzeczy wpadają w ostatniej chwili i po prostu trzeba na to czekać do wieczora. Ale i tu możliwe są pewne pozytywne zmiany.

    W tym temacie polecam artykuł:
    http://blog.toplinemarketing.net/how-to-build-a-marketing-factory

    Javier Sanchez Lamalas – były szef marketingu Coca-Coli na cały świat – pisze o tym jak zrestrukturyzował dział marketingu w regionie LATAM, czyli w miejscu gdzie ludzie spóźniają się na spotkania godzinami, deadliny są jedynie drobną sugestią, a nie obowiązkiem, a efektywność pracowników jest na poziomie studenta prokrastynującego przed sesją ;)