Pozwól sobie „umrzeć”…

Przy okazji ostatniego wpisu obiecałem podzielić się swoimi refleksjami w temacie. Jeśli nie czytałeś tamtego wpisu, zapraszam Cię do lektury, ew. poniżej znajdziesz krótkie podsumowanie.

W skrócie, wpis dotyczył podejścia, wg. którego Twoje „życie” to okres stawania się w czymś naprawdę dobrym. W toku swojego biologicznego życia masz wiele takich „żyć”, wiele okazji by poświęcić czas i energię na to, by opanować coś nowego i rozwinąć się w tym temacie.

Jest to podejście bardzo mi bliskie, jestem gorącym zwolennikiem dążenia do bycia „człowiekiem renesansu”, intensywnego zgłębiania różnych dziedzin oraz późniejszego łączenia ich w wartościową całość. Wielu moich idoli, jak choćby Richard Feynman, stosowało podobne rozwiązania. Zastrzegam przy tym, że mowa tu o zgłębieniu jakiejś dziedziny, a nie o poznaniu jej po łebkach.

Komiks, który tak mi się spodobał, rozwinął to podejście o kilka ciekawych perspektyw, których dotychczas nie dostrzegałem. Chyba najważniejszym elementem było tu rozwinięcie idei „obawy przed śmiercia”, czyli upartego trzymania się przeszłości, tego w czym kiedyś byliśmy dobrzy, co kiedyś lubiliśmy, itp. Nostalgia i sentyment to ciekawe i wartościowe uczucia, jeśli jednak pozwolimy im na zbytni wpływ, łatwo po prostu utknąć, przyjąć postawę p.t. „jeszcze kiedyś do tego wrócę”, itp. Nawet wtedy, gdy równocześnie doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie, nie wrócimy do tego. Nie otworzymy już tej ksiażki. Nie będziemy już wykonywać tego sportu. Nie będziemy już tak pracować. Było, minęło… Ale trudno się z tym pogodzić.

Dlatego głównym przekazem, który wyciągnąłem z tego materiału było „pozwól sobie umrzeć”. Oczywiście nie mowa tu o śmierci fizycznej, ani nawet o jakiejś pseudoezoterycznej idei p.t. „śmierć ego”. Nie. Pozwól umrzeć osobie, którą kiedyś byłeś. Nie trzymaj się kurczowo tego kim jesteś. Pozwól sobie na zmianę, nawet na nieco ciekawości tego, kim będziesz za jakiś czas. Najpiękniejsze jest w tym to, że nawet jeśli nie spodoba Ci się to, kim będziesz, to masz jeszcze wiele innych szans i wiele innych okazji. Nawet wiecej – możliwe, że za kilka „żywotów” w jakiś sposób wrócisz do tego, kim „byłeś”. Stając się ekspertem w czymś nowym możesz przecież korzystać z tego, na czym kiedyś się znałeś.

Nie jestem fanem podejmowania nadmiernego ryzyka dla samego ryzyka. Choć bardzo trafiają do mnie motory, nie ma mowy, żebym zaczął na nich jeździć. Właśnie ze względów bezpieczeństwa. Jednak akurat w tej jednej kwestii, w kwestii pozwalania sobie na zamknięcie jakiegoś rozdziału swojego życia i otwarcie nowego, zachecam do „zaryzykowania”. Używam tu cudzysłowu, gdyż jedynym prawdziwym ryzykiem jest nie pozwolenie sobie na zmianę, utknięcie w przeszłości. Stanie się „duchem” za życia.

Kilka „żywotów” temu byłem wielkim fanem ksiażek science-fiction. Dziś już raczej po nie nie sięgam (choć darzę gatunek sentymentem). Jednak w tym miejscu strasznie pasuje mi tytuł pewnej klasycznej polskiej powieści, autorstwa Tadeusza Markowskiego.

„Umrzeć, by nie zginąć.”

Z tej perspektywy ma to spory sens…


15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Jako komentarz pasuje mi cytat z Bibli:

    „Gdy byłem dzieckiem,
    mówiłem jak dziecko,
    czułem jak dziecko,
    myślałem jak dziecko.
    Kiedy zaś stałem się mężem,
    wyzbyłem się tego, co dziecięce.
    Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
    wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
    Teraz poznaję po części,
    wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.”

    1 Kor 13, 1-13

    W sensie ze wszystko sie zmienia i dorastamy i rozwijamy sie :)