Coraz częściej w środowisku rozwojowym spotykam się z odwołaniami do neurologii. Z jednej strony bardzo mi się to podoba – im rozwój będzie się silniej opierał na sprawdzonej wiedzy, tym bardziej wartościowe rzeczy będą w nim stosowane. Z drugiej jednak prowadzi to do licznych zgrzytów. Niestety, tak jak z klasycznej psychologii mamy sporo mitów wędrujących po „rozwojosferze” (np. 55/38/7 Mehrabiana), tak coraz więcej widuję takich mitów związanych z neurologią.

Z jednej strony to rozumiem. Neurologia to ciężki temat, nawet popularne książki bywają tu napisane podle (LeDoux, Damasio, na was patrzę). Najlżejszy w sumie Sacks jest zwykle świetnie napisany, ale dość skąpy w szczegółach, bardziej reportażowy. Brak, wedle mojej wiedzy, solidnego wprowadzenia do tematu, przynajmniej po polsku (gdzieś nad takim dłubię, ale to wolny proces, bo sam mam tu wiele do doszlifowania, zanim będę się czuł komfortowo z wypuszczeniem podręcznika w temacie). Istniejące podręczniki zwykle zarzucają czytelnika leksykonem sekcji mózgu, nie dając czasu na zrozumienie jak to wszystko działa i ma się do siebie.

Z drugiej, cóż, jest to dla mnie irytujące, więc pomyślałem, że poświęcę wpis kilku z najpopularniejszych mitów w temacie, wraz  z próbą wskazania skąd mogą się, w mojej ocenie, brać.

1. Serotonina, czyli hormon szczęścia – zamienne używanie hormonów i neuroprzekaźników.

Serotonina jest neuroprzekaźnikiem, a nie hormonem. Neuroprzekaźniki produkowane są w komórkach nerwowych i wypuszczane bezpośrednio do przestrzeni synaptycznej między tą, a kolejną komórką w sieci neuronowej. Hormony produkowane są w układzie hormonalnym (cóż za zaskoczenie!), wypuszczane są do krwi, którą wędrują aż do punktu docelowego. Ma to spore znaczenie praktyczne – neuroprzekaźniki generalnie nie potrafią pokonać bariery mózg/krew, więc zastrzyki z serotoniny dla zmiany nastroju byłyby bezużyteczne. W odróżnieniu od zastrzyków testosteronu, które mogą wpływać na nastrój. (Dlatego leki związane z neuroprzekaźnikami służą raczej zwiększeniu ich naturalnej produkcji albo powstrzymaniu ich wychwytu zwrotnego do komórki macierzystej – jeśli interesuje Cię ten temat, patrz tutaj.) Z tego też względu neuroprzekaźniki działają zwykle szybko i krótkotrwale, natomiast hormony nieco wolniej, ale za to dłużej.

Mieszanie tych dwóch pojęć bierze się prawdopodobnie z nieco „magicznego” tłumaczenia neurologii. „Serotonina robi X, adrenalina robi Y” – takie wyjaśnienie, jeśli nie wiesz czym jest serotonina czy adrenalina, nie różni się tak naprawdę wartością informacyjną od „Dzieje się X i Y”. Ale wydaje się, że się różni. Wydaje się, że dowiedzieliśmy się czegoś więcej i coś więcej rozumiemy. Tymczasem gdyby zamiast „serotonina” wstawić „adavakedavra” albo „wingarium leviosa”, wartość informacyjna byłaby taka sama – chyba, że wiesz jak faktycznie serotonina działa. Takie wyjaśnienia są jednak dużo bardziej złożone.

Edit: Zwrócono mi uwagę, że serotonina jest też w organizmie produkowana w układzie trawiennym przez mikroby, gdzie przyczynia się do kontroli motoryki tego układu. W tej funkcji pełni ona rolę hormonu, jednocześnie wciąż nie przekracza bariery mózg/krew, więc opisywanie jej mianem hormonu szczęścia pozostaje chybione. Jako hormon działa w kontekście trawienia. W kontekście szczęścia wyłącznie jako neuroprzekaźnik.


2. Oksytocyna, czyli hormon miłości – uznawanie, że dana substancja ma tylko jeden efekt w organizmie.

Dziennikarze kochają tą kliszę – „oksytocyna, hormon miłości”. Odkąd okazało się, że osoby zakochane mają we krwii więcej tego hormonu, jest on złotym dzieckiem prasy. I to ich winię bezpośrednio za ten absurd.

Bo owszem, oksytocyna sprzyja poczuciu bliskości i troski. Wobec osób które postrzegamy, jako należące do naszego stada. Wobec innych sprzyja, ale agresji! Co ma zarówno ewolucyjny sens (dbając o „naszych” stajemy się agresywniejsi wobec „innych”), jak i stanowi przykład dużo szerszej kwestii. A kwestia ta brzmi: jesteśmy dużo bardziej złożeni, niż nagłówki prasowe.

Dla dziennikarzy proste podziały „serotonina od tego, adrenalina od tamtego, oksytocyna od owego” są super. Pozwalają budować przekaz, który zrozumie nawet niezbyt ogarnięty czytelnik. Ale nasze ciało nie ewoluowało dla wygody dziennikarzy. Nasze systemy są potwornie złożone. Ta sama substancja, w zależności od kontekstu, stężenia, obecności innych substancji, może mieć zupełnie inne efekty. Tak jest też z naszymi hormonami i neuroprzekaźnikami. Niezwykle rzadko odgrywają one tylko jedną rolę. Zwykle są elementem dużo bardziej złożonej układanki. Np. taki kortyzol, „hormon stresu” prowadzi m.in. do wydzielenia endorfin, czyli naturalnych opiatów.

To złożone systemy. Dlatego proponuję odejść od myślenia o hormonach czy neuroprzekaźnikach przez pojedyncze etykietki i dla każdego zapamiętać przynajmniej dwie-trzy różne funkcje. Da to dużo pełniejsze spojrzenie na nasze funkcjonowanie.


3. Nasze mózgi poza mózgiem – sugerowanie, że mamy mózgi w innych obszarach ciała

Poświęciłem już temu tematowi oddzielny wpis,  ale pokrótce warto do niego wrócić. Mówiąc krótko – nie, nie masz drugiego mózgu w jelitach czy sercu. Neuron neuronowi nierówny, funkcje naszego mózgu wynikają nie z samych neuronów, ale z trójwymiarowych sieci, jakie tworzą. Brak dowodów na sieci o takiej funkcjonalności w innych organach. Te sieci, które mamy w sercu czy jelitach, współodpowiadają za układ krwionośny czy trawienny. Nie mają natomiast wpływu na nasze emocje czy procesy poznawcze (chyba, że bardzo pośrednio, na zasadzie – ciężko myśleć, gdy masz sraczkę…)

Mit ten wywodzi się prawdopodobnie z takiego naiwnego równania neuronów z neuronami i niedocenianiu roli struktury połączeń miedzy neuronami w tym, jak działa nasz mózg. Tymczasem neurony to tylko proste przekaźniki, cała moc wynika z połączeń między nimi.


Oczywiście, powyższy wpis nawet nie zbliża się do wyczerpania tematu. Ale te trzy mity najbardziej mi leżały na wątrobie, więc to na nich chciałem się tym razem skupić ;) Być może za jakiś czas wrócę do tematu na blogu, na pewno wrócę do niego za dłuższy czas w podręczniku i/lub kursie.

Do usłyszenia :)



Potrzebujesz dawki solidnej determinacji do działania? Chcesz zaangażować się bardziej, usprawnić swoje działanie, wesprzeć swoją motywację? Chcesz by Ci się bardziej chciało, a co ważniejsze - chcesz być w stanie robić to co trzeba, nawet gdy Ci się niezbyt chce? Poznaj e-kurs Determinacja w Działaniu! 26 lekcji wideo, 210 minut, praktyczne i konkretne rozwiązania do wprowadzenia w życie od razu! Już teraz na Mindstore.pl


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis