Podnoszenie się za sznurówki, czyli MVP w biznesie…

Jedną ze strategii biznesowych, które są mi szczególnie bliskie, jest tzw. bootstrapping. Nazwa tej strategii pochodzi od starego powiedzonka, „podciągać się w górę za własne sznurówki”, oznaczającego osiąganie nowych poziomów wyłącznie dzięki swojej ciężkiej pracy. Polega ona na stopniowym rozwoju firmy, minimalizując zbędne wydatki i skupiając się na wypuszczaniu wstępnych wersji produktów, które dopiero zarabiają na przygotowanie kolejnych, lepszych.

Bootstrapping to podejście, w którym rozwijałem niemal wszystkie projekty ChangeMakers. Coaching, szkolenia trenerów z zachodu, szkolenia własne, e-learning, itp. Każde z nich rozbudowywane było właśnie w oparciu o taką filozofię. No dobrze, ale na czym konkretnie ona polega?


Po pierwsze: nie szastaj pieniędzmi. Kupuj rzeczy wystarczająco dobre, a nie najlepsze do danej roli.  (Np. zaczynając przezd wieloma laty nagrywać kursy kupiłem podstawową kamerę z opcją HD, kupiłem też jedną, jeśli potrzebowałem drugiej, pożyczałem od znajomych. Miałem budżet, który pozwoliłby na zakup dwóch kamer lepszej jakości – ale zbyt duże było ryzyko, że ten zakup się nie zwróci.)


Po drugie: tam gdzie możesz, zrealizuj projekt własnymi siłami, chyba, że najęcie pomocy okazuje się wyraźnie wydajniejszą opcją. (Np. jestem do kitu w tworzeniu grafiki, więc w tym zakresie korzystam z pomocy. Zbyt wiele musiałbym się nauczyć.) Zbyt łatwo jest rozwijając biznes, zwłaszcza gdy ma się dużo środków, wydawać je na prawo i lewo, żeby ułatwić sobie życie i zmniejszyć obciążenie. W bootstrappingu szanujemy każdy grosz.


Po trzecie: skup się na stworzeniu tzw. MVP, Minimum Viable Product, czyli minimalnego produktu (lub usługi) zawierającego niezbędne cechy, by wypuścić go na rynek. MVP pozwoli Ci zacząć zarabiać. Pozwoli Ci sprawdzić, czy to co robisz ma w ogóle sens i wywołuje zainteresowanie. Pozwoli też wykryć ewentualne problemy z Twoją ofertą i stopniowo je poprawiać w kolejnych wersjach produktu/usługi.  Myślę, że jest to jedna z najbardziej kluczowych rzeczy, których niedotrzymanie „zabija” najwięcej początkujących firm. Zbyt starają się np. zrobić od razu „odpowiednią stronę”, tracąc w ten sposób szanse na zaistnienie w oczach klienta. Jasne, lepsza strona sprzeda więcej, niż gorsza. Ale gorsza sprzeda nieporównywalnie więcej, niż żadna.


Po czwarte: możesz kupować lepszej jakości sprzęt, ale w tym celu musisz na niego zarobić z uruchomionych projektów. Może to w pewnych sytuacjach oznaczać, że płacisz dwa razy – np. najpierw za tańszy mikrofon, a potem za droższy. Jednak w zamian masz pewność, że wydanie większej kwoty jest ekonomicznie uzasadnione, bo na produkt jest popyt.


Po piąte: skup się na stopniowych usprawnieniach. Pracujesz z projektami tylko częściowo kompletnymi, więc korekty będą potrzebne. Kluczowe jest to, żeby rozwijać je regularnie, kawałek po kawałku. Inaczej łatwo wpaść w pułapkę „szukania idealnej korekty”, która w praktyce niczym się nie różni od odrzucenia MVP i próby stworzenia od razu idealnego produktu.


Bootstrapping pozwala Ci rozwijać firmę bez sięgania po zewnętrzne środki (lub z ich poważnym ograniczeniem). Daje Cito większą swobodę działania i większy komfort takiego działania. Pozwala sprawdzić, czy produkt lub usługa, którą chcesz rozwinąć cieszy się zainteresowaniem. Korygować błędy na bieżąco. Rozwijać się stopniowo, krok po kroku.


To jednocześnie jest największą wadą tego podejścia. Bo jak każde, nie jest ono pozbawione wad. Największym ograniczeniem bootstrappingu jest stosunkowo wolny rozwój, w porównaniu z alternatywnym modelem „szastania pieniędzmi”. Jeśli nie jesteśmy na to gotowi, może to być bardzo frustrujące.

Bootstrapping niesie też ze sobą ryzyko zniechęcenia klientów do marki, zwłaszcza przy bardziej luksusowych towarach czy usługach. Nie da się dwa razy zrobić pierwszego wrażenia. Jeśli klient uzna coś za tandetne czy niewystarczająco ekskluzywne, poszuka gdzie indziej. Ryzyko to da się co prawda często ograniczyć, np. przez stworzenie nowej, pozbawionych starych skojarzeń marki, w oparciu o zasoby zgromadzone na dotychczasowych projektach – ale wymaga to dodatkowej pracy.

Bootstrapping będzie też bolał tych, którzy w prowadzeniu firmy cenią nagrody statusu i prestiżu. Bo „sznurówkowe” firmy przez ogromną część swojego funkcjonowania mają silny posmak niedoróbki, czegoś co nieustannie jest „w budowie” i non stop korygowane. Trudniej czymś takim zabłysnąć czy się pochwalić – nawet jeśli wyniki ma lepsze, niż alternatywa.


Jeśli jednak te ograniczenia nie są dla Ciebie problemem, to polecam. Dla mnie to podejście sprawdza się bardzo dobrze. Wręcz pisząc ten artykuł zdałem sobie sprawę, że stosuje je jeszcze za mało i przydałoby się je rozwinąć na kilka projektów, które chodzi mi po głowie. Jeśli masz wątpliwości u siebie – wybierz jeden projekt i zacznij tak nad nim pracować. Na tej podstawie zawsze możesz zdecydować, czy chcesz dalej korzystać z tego podejścia.



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Jan Lazurko

    Ciekawe. Dla mnie szczególnie ważny jest ten fragment o ruszaniu z produktem za nim wszystko będzie perfect. Mam z tym duży problem.

  • Zdzisiu

    Też lubię to podejście. Przydaje się nie tylko w biznesie, ale też hobby.

    To trochę jak z koreańskimi samochodami – kiedyś raczej badziew, dziś są OK. A potem pewnie będzie tak samo z chińskimi produktami.

    Jeśli chodzi o powolne ulepszanie produktów, Twoich produktów, to na nowych nagraniach wciąż słychać lekki pogłos. Może spróbuj rozwiesić przed ścianą, na którą patrzysz, jakiś gruby koc, żeby pochłaniał dźwięk, zanim odbije się od ściany.

  • Daniel

    Pytanie z innej tematyki :) Czy słyszałeś coś o „dekodyce ? Jeżeli tak, to jestem bardzo ciekawy Twojego zdania na ten temat :)