Przy całym nacisku, jaki stawiam na docieranie do tego co faktycznie działa i obiektywną weryfikację, wielu czytelników mogłoby odnieść wrażenie, że jestem całkowitym przeciwnikiem subiektywizmu.


Jednocześnie piszę ten tekst z moich rodzinnych Kielc- wstąpiłem tu po drodze z cyklu coachingów i szkolenia dla life-coachów, które prowadziłem w Krakowie. Choć na co dzień zdecydowanie wolę klimat Warszawy, to jest jedna rzecz, którą w tym mieście uwielbiam. Wesoła Kafka, kawiarenka, do której chodzę już od prawie piętnastu lat.

Zawsze zamawiam w niej kawę migdałową. Nie znam innej kawiarni, gdzie taką podają, a tym bardziej innej, która miałaby taki klimat jak ta.

Mały szczegół: obiektywnie, to raczej kiepska kawa. Piłem w życiu naprawdę dużo kawy, sporo zwracałem na nią uwagę, uczyłem się jak rozpoznać dobrą kawę od złej, jak ją oceniać, itp. Naprawdę mam podstawy, by dokonać takiej oceny.

I wg. wszystkich obiektywnych kryteriów, ta migdałowa kawa jest kiepska. Nawet nie przeciętna, tylko po prostu kiepska. Crema(„pianka”) to żart,  kawa jest dość lurowata, smak, obiektywnie, dość kiepski. W tej kawiarni mają cudowną obsługę,  świetne ciasta, dobre koktajle, nawet inne ich kawy są ponoć niezłe. Ale ta jest, obiektywnie rzecz biorąc kiepska.

Tylko wiesz co?

Nic mnie to nie obchodzi – ja ją lubię :) Czysto subiektywnie, po prostu ją lubię. Ilekroć mam okazję wstąpić, wypijam co najmniej dwie filiżanki. Zwykle skuszę się też zresztą na kawałek ciasta (dobrego i obiektywnie i subiektywnie).


Bo cała kwestia w tym, że subiektywne i obiektywne mają swoje miejsce. Gdyby ktoś był na tyle szalony, by uczynić mnie sędzią w konkursie na najlepszą kawę, musiałbym przyznać tej kawie dość niskie noty – góra 4/10. (Moje prywatne 10/10 to espresso Illy.)  Po czym i tak z przyjemnością bym ją wypił. Bo mogę z pełną świadomością uznać, że coś jest obiektywnie kiepskie, a i tak osobiście to uwielbiać.

I to, wydaje mi się, jest kluczowy punkt, którego zapewne nie podkreślam wystarczająco w moich typowych pochwałach obiektywizmu.

To jak z loterią – jasne, ludzie kupujący los w lotka de facto wyrzucają pieniądze w błoto, bo ich szanse na wygraną są w zasadzie zerowe. ALE, pytanie brzmi czy niektórzy nie kupują losu nie dla wygranej, a dla dobrego pretekstu by móc sobie swobodnie pomarzyć „jak by to było super, gdybym trafił szóstkę”? W tym drugim przypadku jest to po prostu cena za rozrywkę – i w tym drugim przypadku mała jest szansa, by ktoś np. wydał na to pieniądze, których nie może sobie pozwolić wydać.


Popularną ideą w rozwoju jest złoty środek. To idea chybiona, bo łatwo można jej nadużyć, stawiając po jednej stronie ekstremum (-10), a po drugiej umiarkowaną pozycję (+4), by w efekcie jako rzekomy „środek” wyszła tak naprawdę umiarkowana pozycja bliska ekstremum (-6).

Przy świadomości tych jej ograniczeń, oto mój złoty środek względem subiektywności i obiektywności:

1) obiektywność powie Ci czy coś działa i da Ci realne efekty w życiu;

2) subiektywność powie Ci, czy coś lubisz i da Ci przyjemność w życiu.

Po prostu zastanów się czego potrzebujesz w danym kontekście (ew. w jakich proporcjach) i oceniaj względem tego. Jeśli ważniejsze są w danym momencie obiektywne wyniki – szukaj tego co obiektywnie działa. Jeśli wyniki nie są aż tak ważne – szukaj subiektywnego.

Wiem, truizm, ale gdy w rozwoju zwykle sprzyja się skrajnemu subiektywizmowi, a niektórzy błędnie postrzegają podejście racjonalne jako promujące wyłącznie skrajny obiektywizm, warto może ten truizm powtórzyć. A przynajmniej tak mi się, subiektywnie, wydawało ;)


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis