Pisanie ze zrozumieniem

Często w dyskusjach internetowych pojawia się hasło „czytania ze zrozumieniem”. Na tyle uważnym podejściu do czytanego tekstu, żeby zrozumieć jego przekaz. Alternatywą jest bowiem sytuacja, w której reagujemy na hasła, bez cienia pojęcia o tym, co za nimi faktycznie stoi.

To cenna umiejętność. Jednocześnie jest też druga, którą często się pomija. Też dotyczy zrozumienia, ale chodzi o… pisanie.

Na pierwszy rzut oka, koncepcja pisania ze zrozumieniem może się wydawać nieco dziwna. Jakże to? A da się niby pisać bez zrozumienia? Przecież chyba rozumiem to, co piszę!? Kto ma to rozumieć jak nie ja? W końcu sam to piszę!


Proponuję jednak drobne rozróżnienie, które powinno wiele wyjaśnić w tej kwestii.

Ty doskonale rozumiesz co CHCESZ napisać.

Ty doskonale rozumiesz co sobie MYŚLISZ pisząc.

Ty możesz nie mieć bladego pojęcia co faktycznie napisałeś.

A to ogromna różnica.


W każdym kontakcie z ludźmi zakładamy masę rzeczy. Domyślnie uznajemy, że pewne kwestie dla rozmówcy są znane i łatwo dostępne. To zresztą jeden z powodów, dla którego ludzie często mają kłopot z dostosowaniem się do pracy w innej kulturze czy nawet z innego pokolenia. Wspólna baza „znanych rzeczy” jest w takim wypadku po prostu dużo mniejsza. Brak tych wspólnych, oczywistych dla każdego punktów odniesienia – Anglik czy Japończyk nie zrozumie „bo to zła kobieta była”, nawet gdyby doskonale znał nasz język. On po prostu nie ma „Psów” jako punktu odniesienia – tak jak Ty prawdopodobnie nie masz „It’s bigger on the inside”.

Zwykle ten system działa całkiem sprawnie. Zwłaszcza w kontakcie osobistym, gdzie, jeśli dokonałeś błędnego założenia, będziesz w stanie rozpoznać z reakcji rozmówcy, że coś nie gra. Po prostu dopowiedzieć.


W piśmie takiej weryfikacji niestety nie ma. Co więcej, w piśmie przekazujemy zwykle na raz większą porcję informacji (opinii, itp.), niż w mowie. Jedno nieuprawnione założenie na samym początku może więc wyprowadzić nas daleko na manowce.

Co gorsza, zupełnie tego nie widzimy. Bo dla nas te założenia, skróty myślowe i uproszczenia są oczywiste. My wiemy, co mieliśmy na myśli. Doskonale to wiemy. To niestety będzie nas skłaniało do wniosku, że inni też doskonale to wiedzą.


Efekt? Pisanie bez zrozumienia. Napisanie czegoś, co według nas powinno coś znaczyć, ale dla odbiorców znaczy coś innego. Niezależnie od tego co my mieliśmy na myśli.

W tej sytuacji bardzo łatwo też o zaognienie sporu. My zakładamy, że coś napisaliśmy, rozmówca odpisuje na to co faktycznie napisaliśmy… No debil jakiś totalny. Przecież napisaliśmy co innego! Nie no, niedoczekanie jego! I voilà ! Gównoburza w proszku, wystarczy tylko dodać wody!


Dlatego ważne jest, zwłaszcza w dyskusjach, uważne przyjrzenie się temu, co piszemy. Jakich słów użyliśmy? Jak mogą być zinterpretowane? Czy mają jakieś dodatkowe skojarzenia, które dla nas nie są istotne, ale dla innych mogą być? Czy nie robimy zbytnich skrótów myślowych? Czy nie zakładamy po stronie odbiorcy wiedzy, której może nie mieć?

Takie podejście nie zabezpieczy nas w 100% przed pisaniem bez zrozumienia. Ale przynajmniej zmniejszy jego szanse. A świadomość, że takie pisanie może nam się zdarzyć może sprawić, że następnym razem inaczej spojrzymy na czyjąś wypowiedź, która nijak nie oddaje tego, co uznajemy za sens naszej własnej.

Może być oczywiście tak, że to druga strona czyta bez zrozumienia. Jasne, tak też się dzieje. Ale warto wcześniej wykluczyć opcję, że to my spaliliśmy.



Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)



Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Krzysztof

    Cóż, odwieczny problem z komunikacją, zwłaszcza w przypadku młodzieży.
    Wyrazisz się mało precyzyjnie, nie zrozumieją lub inaczej zinterpretują. Zadbasz o to, żeby zrozumieli, stwierdzą, że traktujesz ich jak idiotów albo małe dzieci.