Państwo to rodzina wspierająca – metafory w polityce, cz. 3

Kontynuujemy ciąg poświęcony metaforom w polityce. Dziś metafora, na której opiera się światopogląd amerykańskiej lewicy/centrum: „Państwo to rodzina wspierająca” Podobnie jak przy „metaforze surowego ojca„, nasza swojska adaptacja jest nieco odmienna, czym zajmiemy się w kolejnym wpisie. Żeby narobić trochę smaku – w Polsce nasze myślenie o państwie jest o tyle specyficzne, że musieliśmy długo borykać się z ojczymem… Co to znaczy i jak to wpływa, już wkrótce, a teraz…


Państwo to rodzina wspierająca

Podstawowe założenia na temat świata, stojące u podstaw tej metafory, to:

1) Dzieci rodzą się dobre i mogą stawać się lepsze, jeśli dorastają w środowisku, które je do tego wspiera.

2) Świat ma swoje wady, ale ogólnie jest dobry, co więcej może stawać się lepszym miejscem i warto nad tym pracować.

3) Rodzice są odpowiedzialni za wspieranie swoich dzieci, tak by stawały się lepsze i ulepszały świat.

Podstawową różnicą między modelem surowego ojca, a modelem wspierającej rodziny jest więc rozumienie świata i ludzi. U surowego ojca złe dzieci rodzą się na złym świecie i tylko dyscyplina może je uchronić przed ostatecznym stoczeniem się. U rodziny wspierającej dobre dzieci rodzą się w dobrym świecie i potrzebują wsparcia by stawać się lepsze i uczynić świat lepszym.


W takim świecie potrzeba wspierającej rodziny, która wspólnie:

– będzie empatyzowała z potrzebami dziecka i reagowała na nie

– będzie odpowiedzialna i dbała o dzieci

Nie jest to łatwe i wymaga dużego zaangażowania, zapewne też popełni się błędy, ale końcowy cel jest tego warty.


Dla zapewnienia takich rezultatów warto zadbać również o nieco innych wartości:

a) Ochrona – tak, dla rodziny wspierającej bezpieczeństwo również jest ważne, co więcej jest ono postrzegane dużo szerzej, niż w modelu surowego ojca. Surowy ojciec zakłada, że jego siła + dyscyplina dzieci uchroni dzieci przed krzywdą. Wspierająca rodzina nie ma takiego podejścia, zamiast tego starając się zaaranżować środowisko tak, by było dla ludzi bezpieczne. Stąd starania o normy ekologiczne, prawne, prawa pracowników, itp. Jest to dość ciekawa kwestia, gdyż w rywalizacji ideologicznej konserwatystom udało się w zasadzie zawłaszczyć dla siebie sferę bezpieczeństwa i sprowadzić ją wyłącznie do kwestii przemocy (wewnętrznej -przestępstw oraz zewnętrznej – obcych państw).

b) Spełnienie – jako wspierający rodzic chcesz, by Twoje dzieci były szczęśliwe i spełnione, a w tym celu sam musisz być taką osobą. Co więcej, Twoją moralną odpowiedzialnością jest nauczenie swoich dzieci by były spełnionymi, szczęśliwymi osobami, które chcą szczęścia i spełnienia dla innych.

c) Wolność – aby być spełnionym, potrzeba wolności wyboru, wolność jest więc istotną wartością.

d) Dobrobyt – trudno o wolność, gdy żyje się od wypłaty do wypłaty, więc dobrobyt wszystkich (w odróżnieniu od surowo-ojcowego dobrobytu wybranych, moralnych i zdyscyplinowanych) staje się istotną wartością.

e) Sprawiedliwość – jeśli zależy Ci na dzieciach, chcesz by spotkały się ze sprawiedliwym traktowaniem.

f) Społeczność – mieszkasz w jakiejś społeczności i wpłynie ona na Twoje dzieci, więc budowanie społeczności i dbanie o nią stają się wartością

adult-17329_640

Te wartości i założenia mocno kształtują polityczne postawy osób z modelem wspierającej rodziny:

Gospodarka jest istotna jako środek dla zwiększania dobrobytu wszystkich. Kumulacja całego majątku w rękach kilku procent lub wręcz kilku promili obywateli szkodzi wszystkim i powinna być ograniczona przez działania rządu.


Podatki są formą inwestycji we wspólną przyszłość i w rzeczy, z których wszyscy korzystamy, najbogatsi najbardziej (bo np. ich klienci też muszą jakoś dojechać do ich sklepów), nie zaś, jak w modelu surowego ojca, urzędową karą dla osób zdyscyplinowanych.


Wolny rynek powinien być na tyle wolny, na ile nie szkodzi społeczności ani nie zagraża bezpieczeństwu. „Chcącemu może stać się krzywda”, jeśli jest niedoinformowany, celowo wprowadzony w błąd, itp., a zadaniem państwa jest zapewnienie mu ochrony przed tym. Wolny rynek jest dobry gdy wspiera innowacje i dobrobyt dla wszystkich, zły gdy nadużywa dobrą wolę społeczności.


Rola rządu jest duża – powinien zadbać o ochronę obywateli i zapewnienie im odpowiednich warunków do rozwoju.


Szkolnictwo powinno wspierać rozwój wszystkich dzieci i być dopasowane do wspierania ich potrzeb i uwarunkowań, a nie karania ich za porażki systemu edukacji.


Służba zdrowia powinna zapewniać najwyższy możliwy standard wszystkim, w miarę możliwości bezpłatnie. Wszyscy jesteśmy za siebie współodpowiedzialni i razem zapewniamy sobie lepszy standard, niż zdołalibyśmy działając indywidualnie i egoistycznie.


Małżeństwa homoseksualne są po prostu sposobem, w jaki niektóre osoby się realizują i nijak nie stoją w sprzeczności z modelem rodziny promowanym przez rodzinę wspierającą, w którym obydwoje rodziców angażuje się w dobrobyt wszystkich i płeć nie ma znaczenia. Ważna jest równość i sprawiedliwość wszystkich, niezależnie od takich kwestii jak płeć czy rasa i ograniczenia w tym zakresie są ograniczeniem wolności.


Aborcja może być indywidualną tragedią, ale jest przede wszystkim wyrazem indywidualnej decyzji i wolności każdej osoby.


Ekologia jest czymś, o co musimy zadbać dla dobra i bezpieczeństwa naszych dzieci.


Polityka zagraniczna musi opierać się na wspólnym działaniu, tworzeniu zgranej wspólnoty dbającej o wzajemne potrzeby i interesy.


Podsumowując:

Jest dla mnie niezmiennie fascynującym, jak coś tak (pozornie) drobnego jak dwa różne modele rodziny mogą prowadzić do tak skrajnie odmiennych oczekiwań względem roli państwa, ustawodawstwa, gospodarki, itp.

Dlatego tym ciekawszym będzie przyjrzenie się temu, jak to wygląda w Polsce – już w kolejnym wpisie :)


15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • haael

    Oj, Arturze. Cenię Twoje wpisy na tematy psychologii, ale czasami chyba starasz się być kontrowersyjny na siłę.
    Czy te 3 ostatnie wpisy to Twoje własne przemyślenia i interpretacje, czy po prostu referujesz prace Lakoffa? Gdzie można je znaleźć i przeczytać? Zgadzasz się z nimi, czy po prostu przytaczasz bez komentarza?

    Wpis o polskiej polityce będzie w całości Twojego autorstwa, jak rozumiem (czy Lakoff zajmował się też naszym podwórkiem)? Wtręt o korwinistach był zupełnie niepotrzebny.

    Czy prace Lakoffa doczekały się jakiejś krytyki albo polemiki? Może jakoś niefortunnie to sformułowałeś, ale punkt o roli rządu wydaje mi się zwyczajnie sprzeczny. Dzieci są złe, więc rząd nie powinien interweniować albo dzieci są dobre, więc powinien. Na zdrowy chłopski rozum powinno być zupełnie na odwrót.

    Według moich obserwacji w polskiej polityce w ogóle nie ma metafory państwo=rodzina, już prędzej państwo=firma.

    • Na tym etapie referuje, odnośnie Polski będą moje wnioski. Wtręt o korwinistach bynajmniej nie niepotrzebny – metafora surowego ojca tam zdecydowanie funkcjonuje.

      Wnioskowanie „na zdrowy chłopski rozum” jest pierwszym krokiem do prób leczenia dzieci z grypy przez wsadzanie ich do pieca, odradzam :) Zachęcam za to, do myślenia i weryfikacji merytorycznej. Są do tego narzędzia, pozwolą Ci też zweryfikować podejście Lakoffa, m.in.

      Odnośnie widzianych przez Ciebie wątpliwości:
      Dzieci są dobre, więc państwo interweniuje by zadbać o ich bezpieczeństwo. Jeśli ponoszą porażkę to głównie dlatego, że warunki zewnętrzne nie były dla nich odpowiednie.

      Dzieci są złe, więc odpowiedzialnością surowego rodzica jest wyrobienie w nich dyscypliny – jeśli ponoszą porażkę to nie dlatego, że warunki zewnętrzne były dla nich groźne, tylko dlatego, że uległy swojemu wewnętrznemu złu.

      P.S. Jeśli „państwo to firma” to czemu „ziemia to matka”? ;) Niespójność w tezach merytoryki.

      • haael

        O, widzę, że też nie śpisz o tej porze :). Dzięki za szybką odpowiedź.

        Nikt nikogo nie wsadza do pieca, bez obaw. A rozumu często używam (chłopskiego, bo tylko taki mam) i rzadko mnie zawodzi. I na przykład dzwoni w mój alarmowy dzwonek, kiedy czytam uzasadnienie, jak z metafory rodziny autorytatywnej/wspierającej wynika interwencja rządu lub jej brak.

        Nie znam żadnego prądu politycznego, czy to z prawej strony czy z lewej, który by postulował, żeby dobrym dzieciom zapewniać ochronę a złe pozostawiać samym sobie. Już prędzej na odwrót – są głosy (i to bardziej z lewej strony), żeby to właśnie „złym” dzieciom poświęcać więcej zasobów, bo te dobre poradzą sobie same.

        Dlatego totalnie nie widzę, jak te metafory niby tłumaczą poglądy polityczne prawicy czy lewicy. W punkcie o interwencji rządu po prostu zawodzą.

        Nie wiem, czy to Lakoff jest zbiasowany trochę na lewo, czy to Ty to tak przefiltrowałeś, ale moim zdaniem niewłaściwie przedstawiłeś poglądy i motywację prawicy, czy to polskiej czy amerykańskiej. To raczej „prawica odbita w oczach lewicy”. Nie opisałeś prawicy, tylko obraz, jaki lewica ma o prawicy. (O obrazie lewicy nie ośmielam się wypowiadać, bo ja również mam swoje filtry, więc mój opis nie będzie obiektywny.)

        Według mnie najwyraźniejszą linią podziału między lewicą a prawicą jest oś indywidualizm/kolektywizm (i to jest dosłowność, nie metafora). Z metafor w polskiej polityce widzę porównania: państwo=firma, państwo=religia, państwo=własność i inne, ale „rodziny” tam nie widzę. Raczej z tożsamością narodową w Polsce jest ostatnio dość krucho, Polacy nie przyznają się do własnej przynależności narodowej, odmawiają jej sobie i przeciwnikom i raczej jesteśmy ostro wewnętrznie podzieleni. Nie uważamy się za rodzinę, tylko za zbiór plemion.

        Jeśli chodzi o zwrot „ziemia to matka”, to brzmi jak cytat z Sienkiewicza i nie zdziwiłbym się, gdyby naprawdę stąd się wziął.

        A z tymi korwinistami – niepotrzebnie napisałeś o nich w artykule o rodzinie autorytarnej. Oni nie uważają państwa za rodzinę, tym bardziej autorytarną. Źle rozumiesz ich poglądy i motywację.
        Już lepszym porównaniem jest ten „zbuntowany nastolatek”, chociaż napisałeś to tak, jakby ta postawa była czymś gorszym.

        Tymczasem czekam na Twój artykuł o polskiej polityce.

        • Daniel P

          Przyłączam się do tego twierdzenia. Też za bardzo nie rozumiem jak takie metafory miałyby wpływać na pogląd polityczny czy jakikolwiek inny.
          Co w ogóle decyduje o tym, że przykładowo ja miałbym pojmować państwo przez metaforę surowego ojca, a Ty przez inną?

          • Metafory stoją u podstaw naszych procesów poznawczych, są szkieletem wokół którego budujemy naszą wizję świata :) Stąd ich wpływ jest niezwykle potężny – do tego stopnia, że zwykle przypominają trochę powietrze dla ludzi czy wodę dla ryb ;) słowem, są tak oczywiste, że nawet ich nie zauważamy. To czyni ich eksplorację tak fascynującą.

          • Daniel P

            Ok, ale jeszcze raz pytam czemu ktoś przyjmuje taką, a nie inną metaforę? Czy jestem wyznawcą danej metafory, bo jako tako pasuje ona do mojej wizji świata, polityki, itp. czy to pierwsze trafia do mnie jakaś metafora (tylko właśnie jak) i to wokół niej obudowuję swoje poglądy?

          • Pierwsza trafia metafora, de facto całe nasze myślenie opiera się na metaforach. Polecam sięgnąć do tematu lingwistyki kognitywnej, np. zacząć od „Metafory w naszym życiu”, bo to deczko zbyt złożony temat, żebym wyjaśnił go w komentarzu do posta ;)

          • Daniel P

            Dzięki za odpowiedź.

            Teraz zupełnie z innej beczki. Nie znalazłem na Twoim blogu artykułu odnoszącego się do uczenia się na porażkach. Wiesz, typu: „Ekspert to ktoś, kto popełnił wszystkie możliwe błędy w danej dziedzinie”… (Niels Bohr miał tak mawiać).

            W sumie to coś w tym jest, ale obawiam się, że takie podejście może prowadzić do wielu złych decyzji i wzbudzać bardzo niezdrowy (w sumie to sam w sobie już nieco jest) i niepohamowany optymizm. Dlatego myślę, że warto to poruszyć. Chciałbym się dowiedzieć, jak oceniasz tu rolę szkoły i systemu edukacji, które to w środowiskach rozwojowych uznawane są za ZUO PRADAWNE, piętnujące popełnianie błędów.

          • O szkole pisałem tutaj:http://blog.krolartur.com/dlaczego-to-dobrze-ze-w-szkole-uczono-nas-bezsensownych-rzeczy/

            Co do błędów, imo kwestia regularnego dobierania celów zależnych w 100% od siebie pozwala obejść tą kwestię.

        • Proponowałbym jednak używać racjonalnego wnioskowania, nie rozumu – jest to dużo skuteczniejsze. Rozum niezbyt się nadaje do, nomen-omen, zrozumienia świata, za to doskonale do przekonywania samego siebie, że się rozumie ;)

          Nie znasz żadnego prądu – oj, to chyba w ogóle nie patrzysz na politykę, bo jest ich bez liku. Wszystkie prądy polityczne, które sugerują np. ostrzejszą dyscyplinę w szkole są przejawem nurtu „karania złych dzieci” właśnie :) Prądy wspierające kary cielesne dla dzieci – podobnie.

          Obstawiam, że nie widzisz metafor, ponieważ jesteś w nich w tym momencie zbyt zanurzony – to w tym modelu niestety dość powszechna kwestia. Próbujesz też dzielić na „wyższym”, konceptualnym poziomie ignorując głębszy podział u podstaw, na tym podstawowym, metaforycznym poziomie właśnie.

          Polacy nie przyznający się do własnej tożsamości? Serio? Jakieś realne źródła z tego?

          Idea „ziemi-matki” sięga akurat najstarszych mitologii ludzkich, wiec chybione :)

          Korwiniści – oczywiście, że tam jest rodzina autorytarna jako państwo. Nie nazywają tego tak świadomie, ale Korwin cudnie wręcz jedzie na metaforze surowego ojca, od początku do końca :) Zrozum, tu nie chodzi o świadome nazwanie „ja uważam państwo za rodzinę autorytarną”. Tu chodzi o koncepcję w ramach której buduje się całe rozumienie świata, o rdzeń.

          • Jan

            „Rozum niezbyt się nadaje do, nomen-omen, zrozumienia świata, za to doskonale do przekonywania samego siebie, że się rozumie ;)”

            A może racjonalne wnioskowanie to najbardziej wyewoluowana i zaawansowana metoda umysłu do przekonania samego siebie, że się rozumie świat?

          • Nie :)

          • Jan

            I to „Nie :)” jest rozumiem dogmatem racjonalnego wnioskowania i poruszanie tej kwestii to herezja, więc nie wolno tego robić, ani nawet o tym pomyśleć pod groźbą wyklęcia?

          • Nie. To „Nie” jest dyskretną sugestią, że jak chcesz rzucać dziwne hasła i oczekujesz polemiki, to włóż deczko wiecej wysiłku w uzasadnienie :)

          • Janek

            Już myślałem, że to „nie” oznacza, że przyjąłeś to jako dogmat, ślepo na wiarę.
            Jeżeli mam coś uzasadniać, to nie widzę wielkiej różnicy w tym kontekscie w wykorzystywaniu rozumu i racjonalnego wnioskowania. To drugie wyewoluowało z pierwszego, jest to najlepsza obecnie wersja pierwszego. Jest usystematyzowana, algorytmiczna, z jasnymi zasadami. Co ciekawe, racjonalne myślenie może symulować komputer, jednak jest w tym gorszy od człowieka, gdyż brakuje mu jeszcze chłopskiego rozumu. Chłopski rozum to też pewne usystematyzowanie, tylko indywidualne dla osobnika. Więc ma dużo błędów. Metody „lepszego rozumowania” to eliminacja zakłamań osobnika, wybieranie najlepszych znanych osobnikom praktyk, które dają najlepsze rezultaty oraz ich ciągłe rozwijanie, weryfikowanie i algorytmizowanie.
            Zatem racjonalne rozumowanie jest dużo lepsze w sensie skuteczności.
            Natomiast jeżeli chodzi o przekonywanie samego siebie, że się rozumie świat, to w tym aspekcie racjonalne wnioskowanie wydaje się nawet dużo skuteczniejsze niż rozum. Ma piękną nazwę, nieusystematyzowane metody i prastare wierzenia dają niższy procent skuteczności. Tylko wierzyć, że dzięki niemu rozumie się świat. Ten wyższy procent zweryfikowanej skuteczności wcale nie oznacza, że się ten świat rozumie. Nie ma punktu odniesienia, wyroczni, która by to rozstrzygnęła. Jeżeli ktoś uważa, że jest to niezawodny sposób na zrozumienie świata, to jest to brane na wiarę. Na taką samą wiarę jaką mieli pierwotni w bogów. No bo jak walnie piorunem, to logiczne jest, że to bóg, nie było wtedy absolutnie żadnego lepszego wytłumaczenia. Bóg który mierzy piorunami był wtedy najrozsądniejszym wytłumaczeniem, bo niestety nie było innego punktu odniesienia, oprócz wiary w bogów, które mogłoby tę sprawę rozstrzygnąć. Teraz święcie wierzysz, że dzięki racjonalnemu wnioskowaniu znasz świat i przyjmujesz tę wiarę jako dogmat. Też nie masz punktu odniesienia. Jest to tylko Twoja wiara. Znajdziesz na nią jakieś uzasadnienia ale one będą tylko rozwiniętymi uzasadnieniami istnienia bogów.

          • Różnica między rozumem, a racjonalnym wnioskowaniu jest kolosalna i to drugie bynajmniej nie jest „najlepszą wersją pierwszego”. To zupełnie inna kategoria, zbudowana właśnie dla obejścia ewolucyjnych ograniczeń i pułapek rozumu. To dużo więcej niż kwestia algorytmiczności – to kwestia przeciwdziałania wbudowanym pułapkom normalnego myślenia. To nie kwestia „indywidualnego zakłamania”, tylko „hardware’owych ograniczeń” ludzkiego mózgu, które racjonalne myślenie pozwala obejść.

            Czy jest to niezawodny sposób? Nie. Jest absolutnie najlepszy jaki posiadamy, ale wciąż ma ograniczenia (głównie wynikające z przebijającego się niekiedy hardware’u). Mylisz przy okazji racjonalne myślenie z logiczną dedukcją – to nie są tożsame rzeczy. Ergo Twoja argumentacja pada.

            Teza o tym, że komputer jest gorszy w racjonalnym wnioskowaniu od człowieka wymaga źródła by ją potraktować poważnie – podaj proszę lub się z niej wycofaj :)

          • Jan

            Po pierwsze ja tutaj nie chciałem nic udowadniać. Zwróciłem tylko uwagę, że piszesz, że czyjeś metody nadają się tylko do przekonania samego siebie do tego, że ma się rację podczas gdy dokładnie to samo można powiedzieć o proponowanej przez Ciebie jako zastępstwo metodzie. Tyle. Przy czym nie zajmuję tutaj stanowiska, że Twoja metoda jest gorsza. Wręcz przeciwnie, wskazuję, że jest najlepsza z obecnie dostępnych. Napisałem ten wstęp bo mam wrażenie że opacznie zrozumiałeś moje posty.

            „bynajmniej nie jest „najlepszą wersją pierwszego”. To zupełnie inna kategoria, zbudowana właśnie dla obejścia ewolucyjnych ograniczeń i pułapek rozumu. To dużo więcej niż kwestia algorytmiczności – to kwestia przeciwdziałania wbudowanym pułapkom normalnego myślenia….”

            Jak powstała ta „zupełnie inna kategoria”? Spadał z nieba? Nie, wyewoluowała z tego pierwszego. Ja nie pisałem, że to tylko kwestia algorytmiczności, więc nie rozumiem tego zarzutu.

            „Czy jest to niezawodny sposób? Nie. Jest absolutnie najlepszy jaki posiadamy”

            Dokładnie to samo było z bogami w nieco dawniejszych czasach. Poza tym ja też o tym pisałem, więc nie wiem do czego to się ma odnosić.

            „Mylisz przy okazji racjonalne myślenie z logiczną dedukcją”

            Na podstawie czego to stwierdzasz? Dział Informatyki zwany logiką zajmuje się logiczną dedukcją, natomiast działy takie jak sztuczna inteligencja, sieci neuronowe, maszynowe uczenie się, metody odkrywania wiedzy(pewnie dziedziny data miningu) zajmują się min rozumowaniem, mimo iż logika jest oczywiście w tych działach wykorzystywana, to nic tutaj nie myliłem.

            „Ergo Twoja argumentacja pada.”
            Do jakiej argumentacji odnosiło się to zdanie? Nie rozumiem.

            „Teza o tym, że komputer jest gorszy w racjonalnym wnioskowaniu od człowieka wymaga źródła by ją potraktować poważnie – podaj proszę lub się z niej wycofaj :)”

            Możesz uważać inaczej, masz do tego prawo :)

            Ponadto odnoszę tutaj wrażenie, że za wszelką cenę unikasz rozmowy na temat, o którym zacząłem dyskusję. Zamiast tego uciekasz od niego do przyczepiania się o wszystko inne co się da w moich postach, byleby tylko powytykać jakieś błędy nie związane z tematem i w ten sposób uciec od tematu.

          • Ojojoj, ależ stajesz na głowie by próbować redefiniować ;) Piskorz zazdrości gibkości ;)

          • Jan

            Jeżeli ktoś tutaj staje na głowie, to tylko Ty aby uniknąć tematu. Ojojoj nic w tej sprawie nie zaciemnia. Widać to ewidentnie

          • haael

            @ArturKrol:disqus
            Kiedy właśnie zastosowałem racjonalne rozumowanie.

            W rzekomo prawicowej metaforze „rodziny autorytarnej” dzieci są złe.
            W lewicowej metaforze „rodziny wspierającej” dzieci są dobre.
            Na prawicy postuluje się mało interwencji rządu.
            Na lewicy postuluje się dużo interwencji rządu.

            Cały ten schemat domaga się teraz jakiegoś przejścia od złych/dobrych dzieci do małej/dużej interwencji rządu. Czyli zdania w stylu: „dobrym dzieciom należy pomagać a złe zostawić samym sobie”. No i teraz jest problem, bo nie znam żadnego prądu politycznego na świecie, który tak twierdzi. Wręcz na odwrót. Nawet ten przykład, który przytoczyłeś, sugerujący ostrzejszą dyscyplinę, postuluje interwencję właśnie w przypadku „złych” dzieci.

            Mamy zatem ewentualnie myśl: „w przypadku złych dzieci należy interweniować a dobrym można dać spokój”. Tyle że wynika z niej coś zupełnie przeciwnego, niż Ty albo Lakoff postulujecie.

            To z metafory „złych dzieci” wynika dużo interwencji rządu a z metafory „dobrych dzieci” – mało.

            Powtarzam jeszcze raz. Nie znam żadnej filozofii, która nakazywałaby zajmować się dobrymi dziećmi a złe pozostawiać samym sobie. A właśnie taka implikacja jest konieczna, żeby przejść od zaprezentowanych przez Ciebie modeli rodzin do poglądów na temat stopnia interwencji rządu. Tak naprawdę wszystkie systemy wychowania, o jakich słyszałem, postulują albo żeby wszystkimi dziećmi zajmować się po równo, albo żeby to właśnie te „gorsze” kontrolować bardziej.

            Mam nadzieję, że się rozumiemy. Nie odmawiam tym metaforom pewnej wartości w innych kwestiach, ale w punkcie o roli rządu dają odpowiedzi zupełnie na odwrót, niż powinny.

            Każda metoda, która pozwala się jakoś połapać w dzisiejszym świecie, jest dobra, więc czytam o tych politycznych metaforach z ciekawością. Ale gołym okiem widać, że te rodzinno-polityczne porównania Lakoffa domagają się odrobiny konstruktywnej krytyki.
            Dlatego byłbym Ci wdzięczny, gdybyś dał namiary na jakąś polemikę lub krytykę tych koncepcji.

            Co do „ziemi-matki”, to teraz już nie wiem, o co Ci chodzi. Jak to się ma do naszej dyskusji?

            A jeśli chodzi o korwinistów, to chyba mamy zupełnie różne obrazy tej grupy. Moim zdaniem zupełnie nie posługują się analogią państwo=rodzina. Jak już wspomniałem, najwyraźniejszą metaforą, jaką ja dostrzegam, jest porównanie polityka=biznes, państwo=firma i różnica między korwinistami a resztą byłaby mniej więcej taka, jak między zwolennikami pracy w korporacji kontra pracy na własny rachunek.

            Ale poczekam na Twój wpis o polskiej polityce.

          • Mylisz poziomy interwencji, przeczytaj raz jeszcze art :) Albo sięgnij do oryginałów Lakoffa, też jest opcja, wiele jego felietonów w temacie jest online, co da Ci lepsze zrozumienie :)