„Opowieści Zmieniacza” nadchodzą

Witaj,

Już w przyszłym tygodniu, 15 lipca, ukaże się moja książka „Opowieści Zmieniacza”.

Zebrałem w niej prawdziwe historie z mojej pracy coachingowej – oczywiście sformułowane tak, by zachować anonimowość osób, które były ich bohaterami.  Niektórym historiom towarzyszą również konkretne techniki zmiany, które wykorzystywałem w pracy z daną osobą.

W książce znajdziesz między innymi:

– historię dziewczyny, która wierzyła, że z partnerem od którego chciała odejść była związana w licznych przeszłych i przyszłych wcieleniach („Zakochany duch”);

– wspomnienie tego, jak pracowałem z chłopakiem, który chciał popełnić samobójstwo w Sylwestra („Złota klatka”);

– opowieść o mężczyźnie, który po szkoleniu z uwodzenia uznał, że trener zmienił go w homoseksualistę („Jak ze szkolenia można wyjść gejem”);

– oraz wiele, wiele innych historii, narzędzi i obserwacji.

Jako przedsmak tego, co znajdziesz w książce, chciałem przedstawić Ci jeden z jej rozdziałów*.

Rozdział 15.

Największy idiota na świecie

No dobra, przyznaję, nie jestem profesjonalnym coachem. Taki ktoś nie nazwałby swojego klienta największym idiotą na świecie. Prosto w twarz. I nie czułby z tego powodu dumy.

Nie, zdecydowanie nie można mnie nazwać profesjonalnym coachem. Jestem jednak skutecznym zmieniaczem.

Ale zacznijmy od początku.

Rafał wykupił u mnie pakiet ośmiu godzin pracy, który podzieliliśmy na dwie czterogodzinne sesje. Chciał omówić na nich kilka problemów. Uznał, że taki podział przyniesie odpowiedni efekt. To dość popularne rozwiązanie. Cieszę się, że je wybrał. Gdyby nie to, prawdopodobnie zrezygnowałby po pierwszej sesji, podczas której nie zdołalibyśmy uzyskać żadnych efektów.

Główny problem Rafała stanowiła bowiem pewność siebie. Bywało naprawdę ciężko. Jeżeli Rafał nie był pewny siebie w danej sytuacji, panikował. Dosłownie — miał pustkę w głowie, nie wiedział, co powiedzieć, nie był w stanie trzeźwo myśleć. Łatwo się domyślić, że nie ułatwiało mu to kontaktów z innymi ludźmi. Możliwości były dwie: albo precyzyjnie odpowiadał na zadawane pytania, albo milczał. Żeby cokolwiek powiedzieć, musiał być tego absolutnie pewny.

I tu pojawia się dość konkretny problem. Aby możliwa była szybka zmiana, należy dotrzeć do wewnętrznych przeżyć klienta w danej sytuacji i rozpocząć pracę nad nimi.

Niestety, swoich wewnętrznych przeżyć nigdy nie można być pewnym. Zna je tylko dana osoba. Nie może sięgnąć do książki czy spytać kogoś, czy czuje się prawidłowo. Albo się tak czuje, albo nie, tylko ona może to stwierdzić.

Nie są to zatem idealne warunki do pracy z kimś, kto dostaje ataku paniki, ilekroć nie jest pewien, czy dobrze odpowiedział na pytanie.

Proces zmiany był długi i bolesny, przynajmniej z mojej perspektywy. Przez mniej więcej dwie i pół godziny wykorzystywałem każdą sztuczkę, jaką znałem, w celu rozluźnienia Rafała i osłabienia jego ataków paniki na tyle, by móc zadać mu jedno czy dwa pytania, na które zdołałby spokojnie odpowiedzieć.

Na zajęciach NLP uczono mnie, że nie należy pytać klienta o przyczyny problemu. Dlatego oczywiście… zapytałem o przyczyny problemu. Napisałem, że uczono mnie tego, a nie: nauczono.

— No dobrze, a powiedz mi, co się stanie, gdy udzielisz błędnej odpowiedzi… Co będzie, jeśli się pomylisz? — zapytałem.

— Wiesz, boję się, że wyjdę na głupka.

Spojrzałem na niego, po czym teatralnie westchnąłem. No dobra, może nie teatralnie, bo poprzednie dwie godziny z kawałkiem były naprawdę męczące. Początek tej sesji dał mi w kość.

— Wiesz co, to straszna strata czasu. Boisz się, że ktoś uzna cię na głupka, więc panikujesz. Wtedy nie jesteś w stanie odpowiedzieć, co pozwala Ci uniknąć wyjścia na głupka. To naprawdę bez sensu. Mam inną propozycję… — zawiesiłem głos. — Umówmy się po prostu, że jesteś największym idiotą na świecie. Stało się — jesteś nim, większego idioty od ciebie nie ma i nic tego nie zmieni. Możemy się na to zgodzić i iść dalej?

Spojrzałem na niego, wyczekując odpowiedzi.

W starych księgach często padają magiczne zaklęcia. Nawet poczciwe „abrakadabra” figurowało w arabskich podręcznikach dla czarnoksiężników. Nie sądzę jednak, by ktokolwiek użył zaklęcia „Jesteś największym idiotą na świecie”. Powinienem je opatentować, bo zadziałało niczym czary.

Rafał zmienił pozycję, uśmiechnął się i spojrzał na mnie wyraźnie rozluźniony. Zgodził się ze mną. Był największym idiotą na świecie. A skoro nie mógł być jeszcze większym, nie mógł też wyjść na większego głupka. Strach miał wielkie oczy, ale naprawdę tępe zęby. Przerażająca wizja mojego klienta okazała się całkiem niegroźna, gdy tylko się na nią zgodził. Wreszcie był gotowy do pracy nad innymi swoimi problemami…

Opowieści

Jeśli spodobał Ci się  ten rozdział, zachęcam do nabycia książki i poznania innych Opowieści Zmieniacza.

*Ponieważ rozdział pochodzi z wersji przedredakcyjnej, mogą być drobne różnice między sformułowaniem pojedynczych zdań tutaj, a w książce.


Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Spodziewałem sie skaplikowanego tekstu, a tu prosty jezyk dla prostego człowieka. Miłe zaskoczenie

    powodzenia Artur

  • Dzięki Paweł. Starałem się pisać maksymalnie „do ludzi”, niewątpliwie bardzo pomogła też redakcja niezrównanego Rafała Tomkowiaka.

  • Jak dla mnie – słabe. Brak spójności. Zdania napisane wyrywkowo. Jeżeli cała książka ma wyglądać to ja dziękuję.

    • Ok, dzięki za uwagi :) Jak ładnie widać na tym przykładzie, wszystkim nie da się dogodzić – niektórym taki styl pasuje bardzo, innym zupełnie :)

  • Barbara

    Witaj. Zaciekawiło mnie. Nie przewidujesz wydania tej książki w formie ebooka?

    • Z tego co wiem, Helion/Sensus powinien też udostępniać książkę w formie ebooka (a możliwe, że również audiobooka).

  • Przedostatnie zdanie jest kluczowe i szkoda, że go nie pociągnąłeś dalej.

    Powitanie danego problemu (zaakceptowanie go), a następnie decyzja, by przestać dawać mu mocy — by dać mu odejść — powoduje uwolnienie. Najprostsza i najpotężniejsza metoda pracy z emocjami.

    Wydaje mi się, że gdybyś od tego zaczął, sesja zakończyłaby się sukcesem po 10 minutach, lekko i przyjemnie :).

    • Łukasz, jak mógłbym zacząć od tego, skoro nie wiedziałem CO było problemem, czego klient się bał, ponieważ ilekroć dochodziło do pytania o to, miał atak paniki i pustkę w głowie? ;) W tym cały sęk i zabawa w tym przypadku.

      Są oczywiście przypadki, gdy można zacząć od tego – jedno ze standardowych pytań, jakie zadaje osobom, z którymi pracuję w kontekście lęków jest „czy próbowałeś kiedyś wywołać ten stan celowo?” Natomiast w tym przypadku nie było najmniejszego sensu od tego zaczynać, inny proces u klienta :)

      Swoją drogą, nie zgodzę się z uogólnieniem odnośnie zaakceptowania problemu. Jest to skuteczna metoda, ale ani nie dla wszystkich, ani nawet nie dla jednej osoby w każdym momencie – w zależności od tego w jakim stanie złapiesz osobę, gdy usłyszy o akceptacji albo to zrobi, albo spojrzy na Ciebie jak na wariata, gdyż w danym stanie zupełnie nie będzie skłonna tego przyjąć.

  • Janek

    Łukasz, co to znaczy przestać dawać mu mocy ?
    Artur, z tego co Ciebie czytam wydaje mi się lub jednak się mi nie wydaje że unikasz podania prawidłowej odpowiedźi co do np. Twojego najlepszego sposobu na zmniejszenie poczucia własnej wartości osoby nieśmiałej. Rozpisujesz się o tym dlaczego osoba o niskim poczuciu wartości nie ma problemu z nieśmiałością, ale jak widać na sesji z Teresą ma inny problem. Czyli jakby przyjąć swoją niską wartość osoba nieśmiała spada z deszczu pod rynnę bo ma inny nowy problem.
    Druga sprawa przekonanie „Jestem idiotą”. Powoduje to że akceptuję to że inni mogą mnie obrazić i w tym wypadku jest ok, ale też mam nowy problem bo uważam siebie za idiotę więcf zachowuję się jak idiota i mam poczucie że niczego nie mogę się nauczyć bo jestem idiotą.

    • Janek, z zachowania „jestem idiotą” nie wynika bynajmniej, że ma się poczucie, że nie można się niczego nauczyć, bo jest się idiotą. Klasyczny przykład z polskiego rynku, to facet, który nie tylko się uczy, ale wręcz zarobił majątek na byciu idiotą: Kuba Wojewódzki. To swoją drogą kluczowe rozróżnienie – pozwolenie sobie na bycie idiotą NIE JEST równoznaczne z tym, że będzie się głupio zachowywać. Tak samo, jak pozwolenie sobie na bycie heteroseksualnym facetem nie znaczy, że będziesz próbował przespać się z każdą kobietą, którą spotkasz na swojej drodze. Dzięki za tą uwagę, bo to rozróżnienie, którego ludzie niestety często nie łapią, a tak była okazja na wskazanie go.

      Co do zmiany z poczucia niskiej wartości, na świadomość tego, że chodzi o zbyt duże poczucie własnego znaczenia, to zdecydowanie nie spadnięcie z deszczu pod rynnę :) Wcześniej bowiem poświęcała dużo energii na rozwiązanie problemu, którego nie miała. Teraz może tą samą energię poświęcić na rozwiązanie problemu, który ma, co będzie dużo skuteczniejszą inwestycją.

      Co do prawidłowej odpowiedzi – nie ma czegoś takiego. Nie ma „najlepszego sposobu”. Nie ma „magicznej drogi”, „cudownej techniki”, która każdemu pomoże. Ludzie są różni i podanie jednego cudownego sposobu i to w poście na forum, gdzie nie ma żadnego sposobu dopasowania metody do osoby, która by go stosowała… Cóż, byłoby to dość absurdalne.

  • Janek

    „Co do zmiany z poczucia niskiej wartości, na świadomość tego, że chodzi o zbyt duże poczucie własnego znaczenia, to zdecydowanie nie spadnięcie z deszczu pod rynnę Wcześniej bowiem poświęcała dużo energii na rozwiązanie problemu, którego nie miała”
    Czyli jeżeli przyjmę przekonanie że jestem mało warty to będzie to przekonanie bez jakiś znaczących skutków ubocznych ? Jeżeli oczywiście jestem osobą nieśmiałą tz. jeżeli mam wysokie poczucie własnej wartości.

    Przyznam szczerze że nie rozumiem pewnej rzczy. Jeżeli jest osoba 1 o niskim poczuciu wartości i stosuje techniki na obniżenie poczucia wartości to się dołuje. Jeżeli jest osoba 2 o wysokim poczuciu wartości i stosuje techniki na obniżenie poczucia wartości to się nie dołuje ? Dlaczego ? Przecież w końcowym wyniku osoba 1 ma to swoje niskie poczucie wartości i osoba 2 też ma niskie poczucie wartości.

    • Janek, jeszcze raz – nie chodzi o niskie poczucie wartości, a o niskie poczucie WŁASNEGO ZNACZENIA. Duża różnica. Osoba nieśmiała ma zwykle zbyt duże poczucie swojego ZNACZENIA, nie wartości. Jaka jest różnica? Podstawową jest nadmierny autofokus/ brak autofokusu. Przy poczuciu własnego znaczenia, zakładasz, że ludzie się na Tobie skupiają (pozytywnie lub negatywnie, ale, że się skupiają). Przy niskim poczuciu wartości taka osoba jest poza obszarem zainteresowania ludzi, uważa, że nie jest go warta (więc niespecjalnie przejmuje się tym, co ludzie sobie o niej pomyślą, bo wie, że nie pomyślą).

      Osobie o niskim poczuciu wartości pomoże podniesienie tego poczucia.

      Osobie o zbyt wysokim poczuciu własnego znaczenia pomoże obniżenie tego poczucia i zrównanie jej z innymi ludźmi.

      Zbyt niskie poczucie własnego znaczenia będzie się, dla porównania, przejawiało w nihilizmie, podejściu rodem z „i tak nie mam na nic wpływu, więc po co cokolwiek robić?”

      • Paweł

        A czy możliwe jest żeby osoba miała zmiennie wysokie poczucie i niskie z dominacją jednego z nich.

        • Nie spotkałem się, natomiast ktoś z przerośniętym będzie przeskakiwał między „czuję się malutki” i „czuję się ogromny (ale wciaż w centrum uwagi)” – to wpisane w patologiczny układ.

          • Paweł

            Hmmm, rzeczywiście coś w tym jest.

          • Paweł

            No tak. Mogę sie mylić, ale to tak jakby podświadoma chęć zwrócenia na siebie uwagi różnymi sposobami, wręc skrajnymi- czy to poprzez wywyższanie się, czy robienie z siebie ofiary. Choć zakres tych sposobów może być różnorodny i szeroki. Natomiast nadal stawia on własną osobę w centrum.

  • Green

    Książka jak dla mnie świetna. Fajnie jest przeczytać o tym jak wygląda praca z klientem i do tego opis metod jakie stosujesz w konkretnych przypadkach, to coś co spodobało mi się najbardziej :) Ogólnie wnosisz bardzo wiele do środowiska rozwoju osobistego w Polsce, takiego racionalnego spojrzenia które jest baaaardzo pożyteczne. Dzięki !

  • Green

    Artur, kiedyś napisałeś „Likwidując przywiązanie do statusu (poczucia znaczenia)zyskamy wolność i większą swobodę działania, przestaniemy być uzależnieni od potwornie wrednej siły.”
    Więc, jeżeli dążenie do wysokiego statusu jest w genach to jak można się do tego nie przywiązywać ? Jak to co mamy w genach i tak będzie robiło swoje, bo to dalej jest w nas.

    • Green, w genach mamy skłonności, ale możemy wyjść ponad te skłonności. To, że ktoś ma genetyczną skłonność do otyłości nie oznacza, że musi być gruby, jedynie, że musi bardziej uważać.

      Także możemy wyjść ponad takie skłonności. Albo możemy się nauczyć traktować je jako grę, co działa szczególnie dobrze w wypadku statusu. I tak większość z nas robi to w stosunku do swoich bliskich przyjaciół, gdzie status staje się zabawą. Podstawą jest tutaj świadomość – gdy zdamy sobie sprawę, że chodzi o status, możemy coś z tym zrobić.