Czy istnieją duchy i demony, które mogą opętać człowieka i przejąć nad nim kontrolę?

Filmy, książki i religie mówią oczywiście tak, ale co mówi o tym psychologia i nauka?

W końcu w DSM-V, katalogu zaburzeń psychicznych i psychiatrycznej biblii zarazem mieści się kategoria opętania… coś więc musi być na rzeczy!

opet

Krótkie wprowadzenie: w jednym z poprzednich wpisów poruszałem temat osobowości wielorakiej. Zachęcam do zapoznania się z nim, bo bardzo ułatwi to zrozumienie materiału, który czytasz.


Faktycznie, w DSM-IV  i jego nowszej wersji, DSM-V pojawia się termin opętania. Nie występuje on jednak samodzielnie, a stanowi część dłuższej nazwy, tzw. Possesion Trance Disorder albo Dissociative Trance Disorder (Zaburzenie Transów Opętańczych lub Zaburzenie Transów Dysocjacyjnych). Przejawy rzekomego opętania okazują się bowiem, przy realnym zbadaniu, po prostu objawami różnych chorób psychicznych i neurologicznych.


Łączenie chorób psychicznych (i szerzej patrząc, po prostu zmienionych stanów świadomości) z koncepcją opętania jest stare jak świat. Aż do niedawna ludzie nie mieli przecież neurologicznej koncepcji umysłu, nie potrafili powiązać stanów umysłowych ze zmianami w mózgu (ba, często w ogóle nie wiązali umysłu z mózgiem!). Nic więc dziwnego, że gdy ludzie w ich otoczeniu zaczynali się dziwnie zachowywać, przypisywano to zachowanie jakimś tajemniczym zewnętrznym bytom, które przejmowały nad nimi kontrolę.

Klasycznym przejawem takiego opętania były ataki padaczkowe – gdy np. w Biblii pojawiają się sformułowania o wypędzaniu złych duchów, autorom chodzi prawdopodobnie właśnie o osoby, które akurat doświadczyły ataku padaczki. Opętanie wiązano też ze schizofrenią, psychozami, stanami halucynogennymi czy zachowaniami które dziś rozpoznajemy jako syndrom Touretta. Za opętanie uznawano też, w końcu, przejawy dysocjacyjnego zaburzenia osobowości – czyli osobowości wielorakiej. To w tej ostatniej diagnozie kryją się dziś ostatnie przypadki rzekomego opętania.


Dlaczego w takim razie nie każdy przypadek osobowości wielorakiej przejawia się „demonicznie”? Cóż, wiele zależy od kultury, w jakiej wychowała się taka osoba. Nie bez powodu częstotliwość „wykrywanych” „opętań” jest bezpośrednio powiązana z poziomem religijności w danym rejonie geograficznym. Jeśli w lokalnej kulturze „opętanie przez demona/ducha/przodka” stanowi dopuszczalną interpretację tego, co doświadcza pacjent, ma on większą szansę sięgnięcia po taką interpretację. Gdy już przyjmie interpretację, będzie ją chętnie wzmacniał.

Ze swojej strony, pracując z klientami np. z fobiami, nieakceptowanymi nawykami czy innymi niechcianymi zachowaniami, często napotykałem przejawy wypierania danej subosobowości. To był „potwór”, „wiedźma”, „szlam”, „zakapior”, itp. Czasem po prostu się pojawiał i przejmował kontrolę. Łatwo można sobie wyobrazić, jak u osób o słabszej strukturze tożsamości taka „wiedźma” mogłaby stać się faktyczną oddzielną osobowością i być postrzeganą jako coś zewnętrznego, co nas opętuje.

I na odwrót – sądzę, że wiele magicznych czy religijnych technik obcowania z demonami czy aniołami stanowiło de facto pierwowzory psychologicznych mechanizmów pracy z sobą samym i swoimi problemami o ograniczeniami, podobne do współczesnych metod pracy z częściami czy aspektami. Uważam wręcz, że przy zachowaniu odpowiedniego dystansu takie stare materiały mogą być ciekawą inspiracją odnośnie kierunków w jakich można rozwinąć taką pracę ze zdrowymi ludźmi.

Pod tym względem w niektórych przypadkach egzorcyzmy czy inne rytuały wypędzenia mogą faktycznie pomóc choremu – ponieważ opierają się na kulturowo bliskich mu wzorcach, oraz pewnie w jakimś w stopniu na wykrytych po omacku narzędziach zahaczających o psychoterapię. Nie jest to jednak bynajmniej rekomendacja takich rozwiązań – skoro psychoterapia ma lepsze, pewniejsze i skuteczniejsze rozwiązania, to na nich powinniśmy się opierać.



Przerwa na reklamę ;)


Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem. 


Wracamy do artykułu :)



„No dobra, Królu, cwaniaczku jeden. Taki naukowyś? To jak wyjaśnisz takie niezwykłe zachowania osób opętanych?”

Spokojnie, spokojnie. Dopiero do tego przechodzimy :)


Osoby rzekomo opętane przez demony, bóstwa itp. mają ponoć zachowywać się w bardzo nienaturalny, często paranormalny sposób. Przyjrzyjmy się tym zachowaniom i zobaczmy czy można je inaczej wyjaśnić.


Brak pamięci o czasie opętania – jeden z typowych objawów osób z wieloraką osobowością, „główna” tożsamość nie pamięta zwykle tego co działo się, gdy uruchomiły się inne osobowości (ich wzajemne wspomnienia niekiedy działają dobrze, a niekiedy kiepsko).


Inny, często „demoniczny” głos – pacjenci z osobowością wieloraką, przy zmianie osobowości, zmieniają często akcenty, ton głosu, itp. Mówienie bardzo niskim czy chrapliwym głosem nie jest naprawdę niczym zaskakującym. Większość ludzi nie jest świadoma skali ludzkiego głosu i różnorodności z jaką ta sama osoba potrafi mówić. Co jest w sumie dość zabawne, bo przecież wszyscy znamy aktorów przyjmujących skrajnie odmienne role, znacząco zmieniające m.in. ich dykcję, ton  i wysokość głosu, itp.


Mówienie w nieznanych językach – podstawową kwestią w takiej sytuacji jest fakt, że praktycznie nigdy nie próbuje się nagrać takiego materiału, zrobić kontrolnego, podobnie brzmiącego bełkotu tylko stylizowanego na dany język i dać lingwiście do weryfikacji. Gdyby ktoś się tego podjął, szybko okazałoby się, że rzekomy nieznany język jest zwykłą sałatą słowną, przypadkową mieszanką dźwięków jedynie brzmiących jak jakiś język – a często wręcz celowo tak interpretowanych przez zainteresowanych słuchaczy. Jeśli np. ktoś kojarzy jak brzmi łacina, może próbować interpretować „demoniczne słowa” jako łacinę. Jeśli zna hebrajski, jako hebrajski (ignorując fakt, że tradycyjnie demony powinny, jeśli już, mówić w staroaramejskim albo starożytnej grece, względnie sanskrycie ;) ).

Osoby zaburzone, schizofrenicy, itp. często stosują sałatę słowną. Sam miałem znajomego który zaliczył epizod schizofreniczny, w którym wierzył, że jest reinkarnacją Ghandiego i mówił wtedy sałatą słowną brzmiącą bardzo podobnie jak hindi – ale będącą tylko sałatą słowną.


Niedozwolona wiedza – opętani mają ponoć posiadać wiedzę, której nie mogą mieć. Cóż, czekam aż ktoś przedstawi im jeden z wielkich problemów matematycznych, albo pytanie o orbitę jednej z odległych gwiazd :) To pytania, na które odpowiedzi faktycznie ujawniłyby wiedzę, której mieć nie można. W innych przypadkach może to być raczej wiedza której nie oczekujemy od danej osoby – a której np. nauczyła się jako inna osobowość (ponownie, taka specjalizacja jest dość powszechna u osób z osobowością wieloraką), albo nieuświadomiony cold reading – podawanie wysnutych z drobnych sygnałów haseł na tyle ogólnych, by słuchacze mogli się do nich dopasować i znaleźć w nich sens.


Nadludzka siła – doniesienia o drobnych dziewczynach których nie mogli utrzymać wielcy faceci… Przypominają mi treningi sistemy, na których odpowiednie selektywne rozluźnianie ciała robiło to samo… Oraz raporty o zachowaniu ludzi po PCP, gdy wychudzony narkoman czy drobna babcia potrafili miotać policjantami, albo np. ignorować kilka strzałów z tazera oraz liczne uderzenia z pałki policyjnej. (Dla zainteresowanych, warto poczytać zachodnie fora policyjne w temacie.) Również raporty o pacjentach z osobowością wieloraką sugerują, że niektóre osobowości są w stanie w podobny sposób kontrolować ciało, uzyskując niezwykłą siłę i/lub wytrzymałość.

Co ciekawe, taka nadludzka siła prawdopodobnie nie bierze się, wbrew temu co przyszłoby większości osób do głowy, z adrenaliny. Tak jak w wypadku PCP, głównym mechanizmem będzie prawdopodobnie całkowite odłączenie sygnałów bólu, które normalnie powstrzymują nas od wykonania działań, które mogłyby zagrażać nam uszkodzeniami (np. podnoszenia nadmiernych ciężarów). Jeśli dodamy do tego fakt, że osoby zajmujące się rzekomo opętanym człowiekiem zwykle ograniczają swoją siłę, bo starają się nie zrobić mu krzywdy, łatwo możemy zobaczyć skąd bierze się wrażenie „nadludzkiej siły” niektórych opętanych.


Podsumowując – „opętanie” wedle wszelkich przesłanek stanowi po prostu specyficzną formę MPD, osobowości wielorakiej i powinna być poddawane terapii przeznaczonej dla pacjentów z takim zaburzeniem. Osoby, które traktują je jako dowód na coś nadnaturalnego zapraszam po prostu do lepszego zapoznania się z tym jak działają ludzie i ludzki mózg – może Was zafascynować co jeszcze odkryjecie w tych tematach.



Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis