Opętanie i egzorcyzmy – struktura psychologiczna

Czy istnieją duchy i demony, które mogą opętać człowieka i przejąć nad nim kontrolę?

Filmy, książki i religie mówią oczywiście tak, ale co mówi o tym psychologia i nauka?

W końcu w DSM-V, katalogu zaburzeń psychicznych i psychiatrycznej biblii zarazem mieści się kategoria opętania… coś więc musi być na rzeczy!

opet

Krótkie wprowadzenie: w jednym z poprzednich wpisów poruszałem temat osobowości wielorakiej. Zachęcam do zapoznania się z nim, bo bardzo ułatwi to zrozumienie materiału, który czytasz.


Faktycznie, w DSM-IV  i jego nowszej wersji, DSM-V pojawia się termin opętania. Nie występuje on jednak samodzielnie, a stanowi część dłuższej nazwy, tzw. Possesion Trance Disorder albo Dissociative Trance Disorder (Zaburzenie Transów Opętańczych lub Zaburzenie Transów Dysocjacyjnych). Przejawy rzekomego opętania okazują się bowiem, przy realnym zbadaniu, po prostu objawami różnych chorób psychicznych i neurologicznych.


Łączenie chorób psychicznych (i szerzej patrząc, po prostu zmienionych stanów świadomości) z koncepcją opętania jest stare jak świat. Aż do niedawna ludzie nie mieli przecież neurologicznej koncepcji umysłu, nie potrafili powiązać stanów umysłowych ze zmianami w mózgu (ba, często w ogóle nie wiązali umysłu z mózgiem!). Nic więc dziwnego, że gdy ludzie w ich otoczeniu zaczynali się dziwnie zachowywać, przypisywano to zachowanie jakimś tajemniczym zewnętrznym bytom, które przejmowały nad nimi kontrolę.

Klasycznym przejawem takiego opętania były ataki padaczkowe – gdy np. w Biblii pojawiają się sformułowania o wypędzaniu złych duchów, autorom chodzi prawdopodobnie właśnie o osoby, które akurat doświadczyły ataku padaczki. Opętanie wiązano też ze schizofrenią, psychozami, stanami halucynogennymi czy zachowaniami które dziś rozpoznajemy jako syndrom Touretta. Za opętanie uznawano też, w końcu, przejawy dysocjacyjnego zaburzenia osobowości – czyli osobowości wielorakiej. To w tej ostatniej diagnozie kryją się dziś ostatnie przypadki rzekomego opętania.


Dlaczego w takim razie nie każdy przypadek osobowości wielorakiej przejawia się „demonicznie”? Cóż, wiele zależy od kultury, w jakiej wychowała się taka osoba. Nie bez powodu częstotliwość „wykrywanych” „opętań” jest bezpośrednio powiązana z poziomem religijności w danym rejonie geograficznym. Jeśli w lokalnej kulturze „opętanie przez demona/ducha/przodka” stanowi dopuszczalną interpretację tego, co doświadcza pacjent, ma on większą szansę sięgnięcia po taką interpretację. Gdy już przyjmie interpretację, będzie ją chętnie wzmacniał.

Ze swojej strony, pracując z klientami np. z fobiami, nieakceptowanymi nawykami czy innymi niechcianymi zachowaniami, często napotykałem przejawy wypierania danej subosobowości. To był „potwór”, „wiedźma”, „szlam”, „zakapior”, itp. Czasem po prostu się pojawiał i przejmował kontrolę. Łatwo można sobie wyobrazić, jak u osób o słabszej strukturze tożsamości taka „wiedźma” mogłaby stać się faktyczną oddzielną osobowością i być postrzeganą jako coś zewnętrznego, co nas opętuje.

I na odwrót – sądzę, że wiele magicznych czy religijnych technik obcowania z demonami czy aniołami stanowiło de facto pierwowzory psychologicznych mechanizmów pracy z sobą samym i swoimi problemami o ograniczeniami, podobne do współczesnych metod pracy z częściami czy aspektami. Uważam wręcz, że przy zachowaniu odpowiedniego dystansu takie stare materiały mogą być ciekawą inspiracją odnośnie kierunków w jakich można rozwinąć taką pracę ze zdrowymi ludźmi.

Pod tym względem w niektórych przypadkach egzorcyzmy czy inne rytuały wypędzenia mogą faktycznie pomóc choremu – ponieważ opierają się na kulturowo bliskich mu wzorcach, oraz pewnie w jakimś w stopniu na wykrytych po omacku narzędziach zahaczających o psychoterapię. Nie jest to jednak bynajmniej rekomendacja takich rozwiązań – skoro psychoterapia ma lepsze, pewniejsze i skuteczniejsze rozwiązania, to na nich powinniśmy się opierać.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz dojść do siebie po zakończonym związku? Pakiet Autocoachingowy Odkochanie pomoże Ci o to zadbać!


Wracamy do artykułu :)



„No dobra, Królu, cwaniaczku jeden. Taki naukowyś? To jak wyjaśnisz takie niezwykłe zachowania osób opętanych?”

Spokojnie, spokojnie. Dopiero do tego przechodzimy :)


Osoby rzekomo opętane przez demony, bóstwa itp. mają ponoć zachowywać się w bardzo nienaturalny, często paranormalny sposób. Przyjrzyjmy się tym zachowaniom i zobaczmy czy można je inaczej wyjaśnić.


Brak pamięci o czasie opętania – jeden z typowych objawów osób z wieloraką osobowością, „główna” tożsamość nie pamięta zwykle tego co działo się, gdy uruchomiły się inne osobowości (ich wzajemne wspomnienia niekiedy działają dobrze, a niekiedy kiepsko).


Inny, często „demoniczny” głos – pacjenci z osobowością wieloraką, przy zmianie osobowości, zmieniają często akcenty, ton głosu, itp. Mówienie bardzo niskim czy chrapliwym głosem nie jest naprawdę niczym zaskakującym. Większość ludzi nie jest świadoma skali ludzkiego głosu i różnorodności z jaką ta sama osoba potrafi mówić. Co jest w sumie dość zabawne, bo przecież wszyscy znamy aktorów przyjmujących skrajnie odmienne role, znacząco zmieniające m.in. ich dykcję, ton  i wysokość głosu, itp.


Mówienie w nieznanych językach – podstawową kwestią w takiej sytuacji jest fakt, że praktycznie nigdy nie próbuje się nagrać takiego materiału, zrobić kontrolnego, podobnie brzmiącego bełkotu tylko stylizowanego na dany język i dać lingwiście do weryfikacji. Gdyby ktoś się tego podjął, szybko okazałoby się, że rzekomy nieznany język jest zwykłą sałatą słowną, przypadkową mieszanką dźwięków jedynie brzmiących jak jakiś język – a często wręcz celowo tak interpretowanych przez zainteresowanych słuchaczy. Jeśli np. ktoś kojarzy jak brzmi łacina, może próbować interpretować „demoniczne słowa” jako łacinę. Jeśli zna hebrajski, jako hebrajski (ignorując fakt, że tradycyjnie demony powinny, jeśli już, mówić w staroaramejskim albo starożytnej grece, względnie sanskrycie ;) ).

Osoby zaburzone, schizofrenicy, itp. często stosują sałatę słowną. Sam miałem znajomego który zaliczył epizod schizofreniczny, w którym wierzył, że jest reinkarnacją Ghandiego i mówił wtedy sałatą słowną brzmiącą bardzo podobnie jak hindi – ale będącą tylko sałatą słowną.


Niedozwolona wiedza – opętani mają ponoć posiadać wiedzę, której nie mogą mieć. Cóż, czekam aż ktoś przedstawi im jeden z wielkich problemów matematycznych, albo pytanie o orbitę jednej z odległych gwiazd :) To pytania, na które odpowiedzi faktycznie ujawniłyby wiedzę, której mieć nie można. W innych przypadkach może to być raczej wiedza której nie oczekujemy od danej osoby – a której np. nauczyła się jako inna osobowość (ponownie, taka specjalizacja jest dość powszechna u osób z osobowością wieloraką), albo nieuświadomiony cold reading – podawanie wysnutych z drobnych sygnałów haseł na tyle ogólnych, by słuchacze mogli się do nich dopasować i znaleźć w nich sens.


Nadludzka siła – doniesienia o drobnych dziewczynach których nie mogli utrzymać wielcy faceci… Przypominają mi treningi sistemy, na których odpowiednie selektywne rozluźnianie ciała robiło to samo… Oraz raporty o zachowaniu ludzi po PCP, gdy wychudzony narkoman czy drobna babcia potrafili miotać policjantami, albo np. ignorować kilka strzałów z tazera oraz liczne uderzenia z pałki policyjnej. (Dla zainteresowanych, warto poczytać zachodnie fora policyjne w temacie.) Również raporty o pacjentach z osobowością wieloraką sugerują, że niektóre osobowości są w stanie w podobny sposób kontrolować ciało, uzyskując niezwykłą siłę i/lub wytrzymałość.

Co ciekawe, taka nadludzka siła prawdopodobnie nie bierze się, wbrew temu co przyszłoby większości osób do głowy, z adrenaliny. Tak jak w wypadku PCP, głównym mechanizmem będzie prawdopodobnie całkowite odłączenie sygnałów bólu, które normalnie powstrzymują nas od wykonania działań, które mogłyby zagrażać nam uszkodzeniami (np. podnoszenia nadmiernych ciężarów). Jeśli dodamy do tego fakt, że osoby zajmujące się rzekomo opętanym człowiekiem zwykle ograniczają swoją siłę, bo starają się nie zrobić mu krzywdy, łatwo możemy zobaczyć skąd bierze się wrażenie „nadludzkiej siły” niektórych opętanych.


Podsumowując – „opętanie” wedle wszelkich przesłanek stanowi po prostu specyficzną formę MPD, osobowości wielorakiej i powinna być poddawane terapii przeznaczonej dla pacjentów z takim zaburzeniem. Osoby, które traktują je jako dowód na coś nadnaturalnego zapraszam po prostu do lepszego zapoznania się z tym jak działają ludzie i ludzki mózg – może Was zafascynować co jeszcze odkryjecie w tych tematach.



Chcesz uczyć się skuteczniej, łatwiej zapamiętywać i wydajniej przywoływać informacje? Nie obiecuję nauki szybszej - obiecuję, że czas, który na nią poświęcisz będzie zdecydowanie lepiej wykorzystany. Skuteczna Nauka już teraz na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Czy latanie osoby opetanej w powietrzu przez cały Kościół, samowypalanie sie pentagramow w różnych miejscach na ciele i ich znikanie w trakcie egzorcyzmow, wypluwanie przez zniewolonych zyletek i łańcuchów w trakcie egzorcyzmow, lub szczegółowa wiedza opetanych/zniewolonych o przodkach nieznanych im osob lub grzechach tych osob też da sie wyjasnic choroba psychiczna? Zgodze sie z Toba ze wiele przypadków potencjalnych zniewolen/opetan wynika z zaburzen psychicznych (egzorcysci scisle wspolpracuja z psychiatrami) , ale nie wszystkie. niestety, nie wyczerpales tematu tym tekstem. a przypadki o ktorych wspominalem na poczatku widzialem na wlasne oczy ja sam (poslugujac przy modlitwach o uwolnienie) lub moi znajomi.

    • Jak to mawiają w internecie, pics or it didn’t happen :) Innymi słowy prosiłbym o dokumentację wideo tego rzekomego latania, wypalania się pentagramów i wypluwania żyletek i łańcuchów :) To, że widziałeś coś na własne oczy nie jest dla mnie argumentem (a tym bardziej to co widzieli Twoi znajomi – którzy mogli po prostu kłamać lub ubarwiać). Sam mogłeś mieć urojenia, dopowiadać coś sobie, albo wręcz możesz tutaj po prostu fantazjować :)

      „Szczegółowa wiedza” jest już wyjaśniona powyżej jako zwykły cold reading, którym się okazuje przy szczegółowej weryfikacji (tak jak rzekomo szczegółowa wiedza różnych mediów).

      • Notabene jeden wiarygodny przypadek takiego powiedzmy latania opętanego:
        1) natychmiast uwiarygadnia Kościół na poziomie absolutnie nieporównywalnym z czymkolwiek innym, świątynie pękałyby w szwach
        2) daje Ci podstawy do odebrania ok. 6 milionów złotych nagród (Randi + Wyzwanie Syzyfa) – pomyśl ilu biednych mógłbyś pomóc
        3) Otwiera przed nauką nowe kierunki umożliwiające uratowanie życia i zdrowia ogromnej ilości osób, darmową energię (wypluwanie łańcuchów! no stary, nie dość że generujesz masę z niczego, to jeszcze konkretne wiązania atomowe, czy Ty sobie wyobrażasz jakie by to miało zastosowania?!) i wiele innych fajnych rzeczy.

        Twoim absolutnym moralnym obowiązkiem jest w świetle powyższych dowiedzenie tego, co twierdzisz, że widziałeś, w formie niezbitych, materialnych dowodów. Jeśli jest jak mówisz z przyjemnością zmienię zdanie, bo będzie to oznaczało dla nauki możliwości rodem ze steampunku, który mnie wybitnie jara, po prostu nową epokę wielkich odkryć. No to dalej, do dzieła :)

        • A teraz pozwól, że się pobawię we wróżbitę – jedyne co faktycznie widziałeś z powyższych na własne oczy (jeśli w ogóle coś widziałeś a nie jest to tylko wszystko zasłyszane od znajomych), to wyjaśniona już „szczegółowa wiedza”. Mam rację, czy też może mam rację? :)

          • Nie polecam wróżenia, bo to poważne zagrożenie duchowe ;) Nie masz racji i nie masz racji, bo miałem okazję posługiwać przy egzorcyzmach i wiem, co widziałem i słyszałem.

            A Tobię mogę polecić jeszcze, oprócz modlitw wspólnoty Mamre, rozmowę z księżmi egzorcystami. Pozwoli ci to szerzej spojrzeć na poruszną tematykę.

            Mimo wszystko dziękuję za ten tekst, w którym dostarczyłeś wiedzę, jakie mechanizmy mogą kierować ludźmi potencjalne zniewolonymi/opętanymi, bo jak wspominałem wcześniej – niektóre przypadki faktycznie mogą wskazywać na choroby psychiczne, co jeszcze szczegółowo rozeznawane.

            Ps. Inna rzecz, że nawet funkcjonowanie w tym temacie psychicznych, opisanych i przebadanych naukowo, dysfunkcji nie wyklucza ich demonicznego pochodzenia. Zły duch może posługiwać się różnymi narzędziami, a jedną z rzeczy, na której mu najbardziej zależy, to pozostawanie w ukrycie. Manifestacje zewnętrzne, będące ujawnieniem obecności, są już działaniem Boga i początkiem drogi do uwolnienia.

          • Dzięki, nie bawią mnie brednie :)

        • Nikt nie jest w stanie dać takiego uwiarygodnienia. Nie dlatego, że to ściema. Po prostu – nikogo nie zmusisz do wiary. Wszystko można zanegować, nawet jeśli potwierdzają to rozliczne badania naukowe. I uznać np. za propagandę.

          Równie dobrze mogę i ja poprosić Ciebie o udowodnienie, że Bóg nie istnieje, a szatan i jego działanie jest bajeczką dla ciemnego ludu. Też nie jesteś w stanie tego zrobić i przekonać do tego wszystkich.

          Wystukamy na klawiaturze tony argumentów i nic to nie da. Każdy będzie wierzył w to co chce.

          • Złotko Ty moje, ale Ty nie postulujesz wiary, tylko realne, fizycznie zachodzące zjawiska typu latanie człowieka przez kościół :) Tu nie ma miejsca na wiarę, tu jest miejsce na pomiar. Twoja wymówka jest absurdalna. Nie masz mnie zmuszać do wiary, masz przedstawić dowody :)

            Odemnie nie usłyszysz negowania czegoś, co potwierdzają liczne badania naukowe (dobrej jakości tak jak definiuje to metodologia naukowa, opublikowane w pismach typu peer review, replikowane, z wynikami na poziomie metaanaliz i systematycznych przeglądów). Ani od żadnego innego prawdziwego racjonalisty :)

            Co do dowodzenia, że Bóg nie istnieje – nie dowodzi się nieistnienia :) Dowodzi się istnienia. Czajniczek Russela się kłania, a na deser probabilistyka Bayes’owska.

            Różnica między nami jest taka, że Ty faktycznie opierasz się na wierze i nie dopuszczasz zmiany zdania. A ja bym bez problemu zmienił zdanie, gdyby badania naukowe pokazały, że jest inaczej niż uważam. Bo już to nie raz robiłem, także w tematach do których byłem silnie emocjonalnie przywiązany. Nie jest to miłe ani fajne, ale jest niezbędne jeśli chce się dążyć do prawdy.

          • „złotko ty moje?” – czyżby to jakies urojenie? ;)

            Co do moich pogladow – byłbym w stanie zmienić zdanie, co ani trochę nie zachwiałoby moja wiarą. Sęk w tym, że traktujesz temat wybiórczo…

            Chcesz dowodów o jakich piszesz, to zorganizuj ekipę badaczy i idź mierzyć i badać pierwiastki. Wystarczyłoby zebyś uczestniczył raz w takiej modlitwie, by wiedzieć, że nie ma miejsca na żadną iluzje czy triki. Ale nie interesuja cię przecież brednie. tym bardziej dziwie się wiec, że je opisujesz… gdybys był dziennikarzem sportowym tez pisalbys o piłce, nie bedac ani razy na stadionie w czasie meczu?

          • 1) Nie, nie wystarczyłoby. Serio, jestem człowiekiem równie podatnym na oszukiwanie i samooszukiwanie jak inni ludzie :) Dlatego opieram się na badaniach naukowych, które pozwalają to samooszukiwanie obejść :)

            2) To nie ja mam dowodzić. To Ty postawiłeś tezę, a teraz okazujesz się być niezdolny jej dowieść, na tym polega ciężar dowodowy ( http://blog.krolartur.com/sztuka-dyskusji-ciezar-dowodu/ ) Nie jesteś tego jak widać w stanie zrobić. A i tak brniesz.

            3) Przy okazji dziękuję za idealne zademonstrowanie mechanizmów obronnych stosowanych przy przekonaniach drugiego rodzaju (pisałem o nich np. tutaj http://blog.krolartur.com/trzy-rodzaje-przekonan/ ). Gdybyś faktycznie wierzył w to co piszesz (a nie jedynie miał nadzieję), nie tworzyłbyś hipotez jak to zareaguję wbrew dowodom, tylko uznałbyś, że dowody wystarczą bym zmienił zdanie :)

          • Katarzyna Walaszczyk

            „Nie jest to mile ani fajne, ale jest niezbedne jesli chce sie dazyc do prawdy.” – jak rzadko mozna spotkac te gotowosc postawienia nawet malego znaku zapytania nad prawdziwoscia twierdzen w ktore wierzymy…a co dopiero przyznac po latach bronienia pewnych idei „mylilem sie..”. Dziekuje Panie Arturze.

          • Bycie sceptykiem naukowym zobowiązuje.

        • Krykiet

          Niestety nic nauka nie ma wiele do zdziałania w tym temacie. Przecież działanie demona podlega jego wolnej woli a przez to nie nadaje się do sprawdzenia metodą naukową. Jak zrobisz powtarzalne eksperymenty nad wypluwaniem łańcuchów, jak akurat demonowi się nie będzie chciało wtedy robić takich rzeczy? Nici też z darmowej energii. Demona do współpracy nie zmusisz.

          • Taaak, jakimś dziwnym trafem demonowi się „chce” wyłącznie w obecności wkręconych wiernych (którzy nigdy nie pamiętają, by zachować cudowne – demonicznie cudowne, ale wciąż cudowne – łańcuchy do badania ;) ). Proszę następną absurdalną wymówkę :D

            Albo wiem, cudowny sposób na załatwienie sprawy opętania. Każdemu opętanemu dajcie do towarzystwa jednego naukowca racjonalistę. To zgodnie z Waszymi wymówkami powinno zagwarantować totalny brak jakichkolwiek nadnaturalnych zdarzeń :D

          • Krykiet

            Ja nie staję po żadnej stronie w tej dyskusji. To jest tylko uwaga filozoficzna. Po prostu zwracam uwagę, że nauka nie mogła by zbadać takich zdarzeń, które zależą od „woli demona” nawet gdyby rzeczywiście się zdarzały. Metoda naukowa zakłada pewne aksjomaty i takie zdarzenia ich nie spełniają.

          • Piotr Bekier

            Krykiet zanim w ogóle stwierdzi się, że to diabeł kontroluje człowieka trzeba było by wykluczyć inne opcje (oszustwo, choroba itp. ) do tego nie potrzeba filozofii o woli diabła tylko sceptyczne oko które dokładnie obada sytuacje i wyjaśni co dokładnie jest przyczyną. Jeśli nie da się danego zajścia wyjaśnić racjonalnie dopiero wtedy można badać sprawę czy to był diabeł. Specjalnie użyłem tutaj słowa badał ponieważ nawet jeśli teraz nie znajdziemy racjonalnego wyjaśnienia danego zajścia to nie znaczy, że takowego w ogóle nie ma.
            Proponuje odstawić czcze filozofowanie o istocie diabelstwa na bok… Jeszcze jakiś klecha (tak by powiedział diabeł pewnie :) ) się dowie i spali na stosie za bluźniercze myśli ;). Proponuje zapoznać się z tym jak hipotezy badawcze w środowiskach naukowych są formułowane. Artur nawet o tym wspomina w jego następnym wpisie ;)

          • Tak, metoda naukowa bada zjawiska realne. Opętania przez demona, jako zjawiska nierealne, nie spełniają kryteriów metody naukowej. W tym zakresie masz rację :)

          • Krykiet

            Najpierw jest rzeczywistość, później metafizyka a dopiero później, po przyjęciu pewnych założeń (nieudowodnionych aksjomatów) mamy naukę. To, że przyjmujemy jakieś aksjomaty w metodzie naukowej, nie sprawia magicznie, że rzeczywistość zaczyna być ograniczona tymi aksjomatami. To jest nieuprawnione logicznie twierdzenie. Polecam zapoznać się z epistemologią, filozofią nauki itp.

      • Serio? Naprawdę przekonałyby Cię zdjęcia albo wideo? Przecież zawsze możesz zarzucić, że to było zmontowane. Na modlitwy też chodzę po to, by się modlić, a nie latam tam z kamerą, by robić show dla kogoś, kto ma problemy z wiarą.

        Polecam za to wybranie się do wspólnoty Mamre, na ich msze z modlitwą o uwolnienie.

        • Zestaw nagrań wideo dokonany przez niezależne grupy naukowców, najlepiej w konsultacji z iluzjonistami którzy mogą zlikwidować typowe triki używane w takich sytuacjach, opisane w publikacjach typu peer review? Tak, przekonałyby mnie i zmieniłbym zdanie.

          Różnica między modlitwami, a tym co postulujesz to fakt, że modlitwa nie łamie praw fizyki, a Twoje fantazje o lataniu już tak :)

          Notabene, nawet odłóżmy latanie, weźmy te łańcuchy wypluwane? Badał je ktoś? Datowanie stopów po śladowych pierwiastkach radioaktywnych, itp? :) To wszystko też da się robić :)

          Ale widzę już, że buńczuczne tezy zaczynają się uskramniać, gdy oczekuję twardych dowodów :) Cóż za zaskoczenie :)

    • Kamil

      A to ciekawe :) Nie wystarczy powiedzieć, że się widziało coś tak niezwykłego, co przeczy milionom dobrze sprawdzonym faktom, dobrze by było to jakoś udowodnić ;) Zresztą wystarczy, że to byli jacyś iluzjoniści, którzy mieli przy tym niezły ubaw ;)

    • Załóżmy, że faktycznie udowodnisz, że ktoś latał w kościele, na jego ciele samoistnie wypaliły się tajemnicze znaki i że wypluwał przedmioty, których nie miał prawa wypluć. Załóżmy, że ponad wszelką wątpliwość zostanie wykluczona mistyfikacja, iluzja czy zmowa dużej ilości osób.

      Wiesz co się wtedy stanie? Właściwie to bardzo niewiele, a już na pewno nic, co postulujesz. :) Jedyny uprawniony wniosek jaki będziemy mogli wysunąc to: „O kurczę! Te rzeczy faktycznie są niezwykłe! Musimy to bardzo dokładnie zbadać i poszukać wyjaśnienia jak to w ogóle jest możliwe!”.

      Stwierdzanie aktywności demonów/diabła to po prostu klasyka błedu wnioskowania z ignorancji. Wytłumaczeń jest nieskończenie wiele, łącznie z działaniem czynników lub agentów, o których istnieniu jeszcze nie mamy pojęcia.

      Tezy, które postulujesz domagają się o wiele dłuższego procesu.

      1) Udowodnienie, że latanie, stygmaty, materializacja w ogóle mają miejsce.
      2) Udowodnienie, że powyższe mają charakter nadnaturalny.
      3) Udowodnienie, że demony istnieją.
      4) Udowodnienie, że w przypadku tychże nadnaturalnych zdarzeń było to działanie demonów.

      Na razie totalnie niewzruszony stoi ciągle punkt 1. ;)

      PS Powoływanie się na wiarę jest o tyle problematyczne, że wiara ma tylko dwa rodzaje:
      – przyjęcie czegoś za prawdziwe pomimo braku dowodów, czyli naiwność
      – przyjęcie czegoś za prawdziwe mimo dowodów przeciwnych, czyli urojenie

  • Ja wierzę, że nie wszystko na tym świecie da się racjonalnie wytłumaczyć i istnieje także strefa duchowa. No ale ja nie mam osobowosci wielorakiej, to co ja tam moge wiedziec. No i technik retorycznych nie ogarniam, więc to juz w ogole szczyt wszystkiego.

    • Kamil

      Być może pewnych rzeczy faktycznie nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć/zrozumieć. Ale czyż nie warto próbować zamiast poddać się, bo „tego się nie da racjonalnie wytłumaczyć”?

    • Sorry, Twoja wiara nikogo naprawdę nie interesuje. Na tym blogu prawo do swojej opinii masz tylko wtedy, gdy potrafisz ja uargumentować. http://blog.krolartur.com/nie-masz-prawa-do-wlasnego-zdania/

      Przyjmij to do wiadomości albo nie zaracaj głowy.

      • Jeżeli nie życzysz sobie komentarzy pod artykułami, to zawsze możesz zlikwidować disqus. Po co komu komentarze, skoro wszyscy są tacy niegodni wypowiadania się?

        • Ale zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś wszystkimi?

          Jest wiele sensownych osób komentujących pod tym blogiem – bynajmniej niekoniecznie się ze mną zgadzających, niekiedy wręcz dość aktywnie debatujących.

          Jest nieco trolli i ideologów – tych staram się plenić by nie marnować czasu.

          I jest nieco osób takich jak Ty, wychodzących z założenia, że samo posiadanie przez nie opinii, niezależnie od wartości tej opinii, już uzasadnia jej wygłaszanie. No cóż, nie zgadzam się z tym :)

          Masz prostą opcję:
          a) dostosujesz się do standardów na tym blogu – gwarantuje że na tym skorzystasz i to w różnych obszarach życia
          b) dobrowolnie zrezygnujesz z komentowania na tym blogu, jeśli chcesz to i odwiedzania go
          c) niedobrowolnie zrezygnujesz z komentowania na tym blogu, bo Cię po prostu zbanuje. To też opcja, jeśli bardziej Cię jara bycie wykopaną z klubu, którego reguł nie chcesz przestrzegać, niż dobrowolne go opuszczenie, nie ma sprawy :)

          • Ok, chcesz to mnie zbanuj. Jeżeli to ma ci poprawić samopoczucie, to banuj, ile chcesz.

          • Naprawdę przeceniasz swoje znaczenie zakładając, że zbanowanie Ciebie jakkolwiek wpłynie na moje samopoczucie :)

  • Szymon Rajczakowski

    Masz jakieś badania nt. nadludzkiej siły ? Nie mogę znaleźć jednoznacznego wytłumaczenia tego zjawiska ponieważ znalazłem element który nie pasuje do teorii. Całkowite odłączenie od bólu nie zawsze skutkuje nadludzką siłą. Przykładem jest analgezja wrodzona. Ludzie chorzy na tę przypadłość mimo ,że nie odczuwają bólu to nie wykazują się nadludzką siłą.

    • Analgezję wrodzoną trudno porównywać z innymi kontekstami, bo te osoby nie mają wyuczonego wzorca p.t. „ból skłania do rezygnacji z działania”- od początku uczyły się wg. innych kryteriów.

      Polecam zgłębienie tematu np. skutków PCP/angel dust (w tym wielu dość hardkorowych raportów policyjnych w temacie).

    • Aczkolwiek poszukałem jeszcze nieco w temacie i są badania sugerujące, że obok sygnału bólowego dodatkowym ograniczeniem jest zbyt precyzyjna kontrola ruchów przez układ nerwowy. Pozwala to nam na delikatne działanie, ale kosztem redukcji maksymalnej siły. Zaburzenia psychologiczne, środki psychoaktywne, itp. mogłyby ograniczyć tą kontrolę na tyle, by dodatkowo wzmocnić efekt.

      • Szymon Rajczakowski

        Znalazłem informacje nt. PCP o tym ,że powoduje on nadprodukcje adrenaliny. Adrenalina sama w sobie nie znieczula organizmu a jedynie wydłuża działanie anestetyczne fencyklidyny. Ma też szereg innych właściwości mi.n. zwiększenie siły skurczu mięśniowego serca i poprawienie ukrwienia mięśni co teoretycznie powinno dać więcej siły w mięśniach