Czy faktycznie wypoczywasz w czasie przeznaczonym na wypoczynek?

Jednym z tematów, które regularnie powracają mi na szkoleniach jest kwestia jakości wypoczynku. Niezależnie od tego, czy mowa o krótkiej przerwie w pracy, o regeneracji po niej, można to robić dobrze, albo kiepsko. Ludzie są coraz bardziej świadomi tego, że nie zawsze wypoczywają wydajnie. Zaczynają szukać metod na usprawnienie tego obszaru.


Ktoś może oczywiście powiedzieć „zaraz, odpoczynek to odpoczynek, po co tu drążyć”?

Cała zabawa w tym, że dobry odpoczynek ma Ci pomóc zregenerować siły. Natomiast wiele zachowań, które obecnie postrzegamy jako relaksujące, tak naprawdę średnio sprzyja faktycznemu wypoczynkowi. Mówię tutaj o takich rzeczach jak Facebook czy oglądanie telewizji.

Jasne, są przyjemne – i pod tym względem mogą być wypoczynkiem od nielubianych czy obojętnych działań. Obowiązków domowych, wykonywanej pracy, itp. Ale z perspektywy tego, co dzieje się w Twojej głowie, takie rozrywki, w najlepszym razie, nie męczą Cię bardziej. Nie pozwalają jednocześnie w pełni odpocząć.


Na szkoleniach tłumaczę to głównie w oparciu o model serotoninowy. To jeden z kilku rywalizujących modeli. W mojej ocenie – bo poważnym osłabieniu modelu glukozowego w ostatnich latach – najbardziej prawdopodobny kandydat do wyjaśnienia kwestii wypoczynku, siły woli i kilku pokrewnych kwestii.

Serotonina jest neuroprzekaźnikiem, który najczęściej kojarzony jest z poczuciem szczęścia, ale który przede wszystkim ułatwia funkcjonowanie mózgu jako takiego, przyśpieszając przesyłanie sygnałów. Produkujemy ją non stop, ale na jawie zużywamy wyraźnie szybciej niż produkujemy. Im bardziej obciążające poznawczo działanie, tym więcej serotoniny zużywamy.

Zapasy odtworzyć możemy właśnie w czasie odpoczynku. Czy to snu, czy takich działań relaksujących, które nie wymagają za wiele naszej uwagi i nie obciążają nas zbytnio. Spacer, słuchanie muzyki, medytacja, nawet zrobienie sobie kawy i zamienienie paru słów z kolegami w kuchni – to wszystko daje nam okazję do drobnego odtworzenia zapasów.


Facebook? No już nie do końca – wymaga zbytniej uwagi, zbyt duża ilość bodźców do nas trafia.

Podobnie telewizja, gry komputerowe, czy inne tego rodzaju rozrywki. Ilość bodźców jest po prostu za duża.

Te rzeczy mogą być przyjemne. Mogą pomóc, jeśli nie potrafimy w inny sposób wyłączyć myślenia o pracy (bo są na tyle angażujące, że do tego nadają się całkiem dobrze). Ale są zbyt angażujące, żebyśmy w ich trakcie odtworzyli zapasy serotoniny. Co najwyżej zostaniemy na tym samym poziomie, co przed rozpoczęciem takiego niepełnowartościowego wypoczynku. Tyle, że wtedy już byliśmy wyczerpani, więc to trochę za mało.


Nie znaczy to oczywiście, że powinniśmy zrezygnować z takich rozrywek jak telewizja, gry czy social media. Jeśli sprawiają nam przyjemność, to nie ma żadnego powodu, by je odrzucać.

Chodzi jednak o to, żeby nie traktować ich w kategorii „relaks”, tylko „przyjemność”. To różnica może subtelna, ale dość kluczowa. Mając ją na uwadze możemy zadbać o zarezerwowanie odpowiedniego czasu na faktyczny relaks i regenerację. Dopiero gdy już o to zadbamy, można jakiś czas przeznaczyć na przyjemności. Warto myśleć o tych rzeczach w kategorii deseru, nawet wielkiego, ale jednak tylko deseru po podstawowym posiłku. Najpierw zadbajmy o zjedzenie czegoś sensownego (relaks), a dopiero potem o deser (przyjemność).



Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis