Jakiś czas temu kursantka napisała do mnie z kilkoma pytaniami o tematykę LGBT. Czy homoseksualiści powinni móc mieć dzieci? Czy osoby trans są w jakiś sposób zaburzone? Wiedziała, że jestem kimś, kto opiera swoje podejście na badaniach i chciała się dowiedzieć co w temacie mówi nauka. Stwierdziłem, że warto wykorzystać tamtą rozmowę i zrobić na jej podstawie dłuższy artykuł.

LGBTQ. Lesbijki – kobiety, które czują pociąg seksualny do kobiet. Geje – faceci, którzy czują pociąg do facetów. Biseksualiści – osoby, które czują pociąg do obydwu płci. Transseksualiści – osoby o płci mózgu innej niż płeć fizyczna ich ciała. Q rozwija się natomiast albo jako Queer – termin na całą tą społeczność – albo jako Questioning, osoby dopiero poszukujące swojej tożsamości. Zdumiewające jak wiele z tych terminów było pierwotnie obelgami, które przedstawiciele tych grup zaczęli w pewnym momencie nosić z dumą, jako sygnał „nie damy się zastraszyć”.

O co z tym wszystkim chodzi? Czy to, jak chcą niektórzy, przejaw zepsucia współczesnego świata? Fanaberie i moralne wypaczenie nadmiernie liberalnego zachodu? Czy może, jak wskazują inni, o prostu mniejszości dotychczas spychane na margines przez społeczeństwo, które chciało wszystkich ustawiać wg. tej samej sztancy? Co o tym mówi nauka?


Seksualność jako skala

Pierwsza rzecz, którą należy powiedzieć, gdy zaczynamy dyskusje w tym temacie – seksualność nie jest zerojedynkowa. Choć kulturowo nauczyliśmy się myśleć o seksualności jako o precyzyjnym, zerojedynkowym układzie p.t. „podobają mi się faceci” i „podobają mi się kobiety”, współczesna seksuologia patrzy na seksualność raczej jako na ciągłą skalę, od „podobają mi się wyłącznie faceci” po „podobają mi się wyłącznie kobiety” i z bardzo zróżnicowanymi opcjami pomiędzy. (Od „podobają mi się wszyscy”, przez „nie podoba mi się nikt”, aż po „podobają mi się wyłącznie osoby, które stymulują mnie intelektualnie” i całą masę innych mieszanek.)

Większość ludzi nie mieści się na jednym z końców tej skali, tylko gdzieś pomiędzy. Inna sprawa, że normy kulturowe nie zawsze pozwalają nam to przyznać czy nawet odkryć o sobie, mamy jednak nieco narzędzi badawczych, które pozwalają takie kwestie weryfikować. Możemy np. sprawdzać poziom pobudzenia narządów płciowych przy oglądaniu pornografii w różnych układach. (Jako ciekawostka, silne pobudzenie seksualne przy oglądaniu filmów z pornografią gejowską jest wysoce skorelowane z poglądami homofobicznymi. Daje to solidną podstawę dla obiegowej opinii, że duża część homofobów tak naprawdę wypiera po prostu własne preferencje.)

Mówiąc o seksualności jako skali trzeba też odróżnić preferencje seksualne od libido/ chęci na seks. Tym bardziej, że te dwie kwestie zdumiewająco często są ze sobą łączone w popularnych mediach. Dla przykładu, osoby biseksualne są w popkulturze niemal zawsze przedstawiane jako hiperseksualne (próbujące zaciągnąć do łóżka wszystko co się rusza i nie ucieka na drzewo, albo jak ucieka to na niezbyt wysokie). Prawdopodobnie jest to przejaw słabości kompetencyjnej scenarzystów, którzy nie potrafią pokazać biseksualnej natury takiej osoby inaczej, niż przez to, że leci ona równo na wszystkich i wszędzie.


Przyczyny homoseksualizmu

No dobrze, seksualność jest skalą. Ale czemu niektóre osoby lądują bliżej heteroseksualnego, a niektóre bliżej homoseksualnego końca tej skali?

Seksualność wydaje się być na tyle złożoną kwestią, że nie ma tu jednej jasnej przyczyny. Nauka wskazuje raczej na interakcję czynników genetycznych i środowiskowych. Bezdyskusyjnie homoseksualizm ma silny aspekt genetyczny, a niektóre nowe badania wskazują na bardzo silny aspekt epigentyczny (a więc wpływ niegenetycznych czynników odpowiedzialnych za ekspresje genów). Jednocześnie czynniki środowiskowe, takie jak np. kolejność urodzin również wydają się odgrywać rolę, choć nie wiadomo czy tu nie pojawiają się wspomniane kwestie epigenetyczne.

Na homoseksualizm nie wpływają natomiast takie kwestie jak wychowanie, przemoc seksualna w dzieciństwie czy preferencje seksualne rodziców. (Istnieją natomiast badania wskazujące na wpływ takich czynników na chęć ujawniania swojego homoseksualizmu, co nie powinno jednak nikogo dziwić).


Homoseksualizm, a ewolucja

Popularnym argumentem osób mających problemy z tolerancją homoseksualizmu jest kwestia ewolucji. Ich argumentacja brzmi mniej więcej tak: „homoseksualiści zwykle nie mają dzieci, więc powinni wymrzeć”.

Tyle tylko, że ewolucja jest deczko bardziej złożona. Po pierwsze, homoseksualizm może być czymś co zwiększa szanse na przetrwanie i sukces rozrodczy krewnych. Nawet jeśli osoby homoseksualne same się nie rozmnażają, ich geny byłyby przekazywane wśród dzieci rodzeństwa, którymi takie osoby mogłyby pomóc się opiekować, itp. Są faktycznie badania pokazujące, że osoby spokrewnione z homoseksualistami po linii matki są bardziej płodne, jak również, że każdy kolejny młodszy syn tej samej matki ma większe prawdopodobieństwo bycia homoseksualistą. Sugeruje to przynajmniej częściową ewolucyjną trafność tego wyjaśnienia.

Dodatkowo, genetyka jest nieco bardziej złożona, niż prosty przepis „gen X391 = homoseksualizm”.  Jak pokazuje przykład eksperymentów nad udomowieniem lisa srebrnego, selekcja pod kątem jednej jedynej cechy, może prowadzić do rozbudowania szeregu innych cech. (U wspomnianego lisa srebrnego selekcja pod kątem otwartości na ludzi doprowadziła do zmiany zwierzęcia w coś bliskiego psu – zmienił się m.in. kształt jego uszu, takie udomowione lisy zaczęły też… szczekać!) Jest więc jak najbardziej możliwe, że zmiany genetyczne prowadzące do homoseksualizmu są przenoszone „w pakiecie” z innymi genami, które zwiększają szanse na rozmnażanie. W zależności od ekspresji genów i dominacji poszczególnych alleli, u części populacji takie geny przekładałyby się na większy sukces reprodukcyjny, a u innych na homoseksualizm.

Możliwy jest również trzeci czynnik. Istnieją uwarunkowania genetyczne, które u jednej z płci zmniejszają szanse na sukces reprodukcyjny, ale przeniesione na drugą płeć znacząco je zwiększają. Przykładem mogą tu być mężczyźni o bardzo kobiecych rysach twarzy i kobiety o bardzo męskich rysach twarzy. Szanse takich osób na znalezienie partnerów są mniejsze, ale jeśli im się uda, to ich dzieci przeciwnej płci będą prawdopodobnie wyjątkowo atrakcyjne fizycznie i miały dużo większe szanse na sukces reprodukcyjny.  Być może uwarunkowania genetyczne odpowiadające za homoseksualizm są specyficzne dla każdej z płci i działają zgodnie z podobnym mechanizmem.

Mamy więc co najmniej trzy mechanizmy w oparciu o które możemy odrzucić argument o „ewolucyjnej nietrafności” homoseksualizmu. Co więcej, jeden z tych mechanizmów ma już solidną weryfikację stricte w kontekście homoseksualizmu. Argument ewolucyjny należy wiec odrzucić.


Pytanie o naturalność

Wbrew popularnym poglądom, homoseksualizm jak najbardziej występuje u innych gatunków niż tylko ludzie. Np. wśród naczelnych mamy dwójkę najbliższych krewnych, szympansy i bonobo. O ile szympansy rozwiązują konflikty raczej agresją, o tyle bonobo są dużo bardziej pokojowe i zwykle rozwiązują konflikty seksem – także homoseksualnym. Homoseksualizm występuje praktycznie u każdego rodzaju kręgowców i bezkręgowców, który wykształcił też płcie. Niekiedy jest powszechny, niekiedy jest mechanizmem tymczasowym i przejściowym, ale w naturze występuje zdecydowanie wszędzie. Oskarżenie o nienaturalność homoseksualizmu jest więc dość absurdalne. (Inną kwestią pozostaje pytanie o to, czy naturalność lub nienaturalność czegoś powinna być dla nas kryterium akceptacji jakichkolwiek zachowań. Kanibalizm jest jak najbardziej naturalny. Podcieranie się papierem toaletowym bynajmniej… Skoro jednak ktoś podniósł kryterium naturalności, można się też do niego odnieść.)


Ciekawe jest swoją drogą to, że wiele osób lubi zarzucać homoseksualności nienaturalność – choć jest to zjawisko powszechnie spotykane w naturze.  Nikt jednak nie zarzuca nienaturalności temu zjawisku, które jest faktycznie absolutnie unikatowe dla ludzi.

Co to za zjawisko? Cóż to za „wynaturzenie przeciwko prawom natury”?  Odstępstwo od normy, jakiego nie ma nigdzie?


BABCIE


Starsze samice gatunku domyślnie niezdolne do rozpłodu są absolutnym ewolucyjnym wyjątkiem. Żaden inny gatunek nie ma menopauzy. Żaden inny gatunek nie ma babć – jednostek już niezdolnych do rozpłodu (choć kiedyś były) i ewentualnie pomagających w wychowaniu swoich dalszych krewnych.

Ale serio, czy jest jakiś mocniejszy oksymoron niż „nienaturalna babcia”? Przecież w naszej kulturze babcie kojarzą się z ciepłem domowym, wsparciem, świeżo upieczonymi ciasteczkami… No z byciem babciami po prostu. Nie ma niczego bardziej naturalnego, ciepłego i normalnego niż babcia…

Tyle tylko, że biologia niespecjalnie chce się z tym zgodzić. Homoseksualizm? Jasne, szalenie naturalne. Mamy homoseksualne jaszczurki, homoseksualne ryby, homoseksualne ptaki, homoseksualnych ssaków mamy bez liku, o małpach nie wspominając.

Ale menopauza? Babcie? Oj, to jedna rzecz, której natura zdecydowanie nie zna.

To jak, dalej ktoś ma ochotę argumentować, że homoseksualizm jest nienaturalny?



Przerwa na reklamę ;)


Potrzebujesz więcej motywacji do działania? A może potrzebujesz więcej, potrzebujesz determinacji? E-kurs Determinacja w Działaniu na MindStore to rozwiązanie dla Ciebie. 26 lekcji VOD wypełnionych skondensowaną wiedzą i praktycznymi rozwiązaniami. Bo Twój czas jest za cenny na lanie wody!


Wracamy do artykułu :)



„Homoseksualizm był chorobą, tylko lobby gejowskie w 1973 roku przegłosowało, żeby było inaczej”

Mówiąc wprost, było dokładnie odwrotnie. Homoseksualizm został przez APA (Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne) uznany za chorobę/włączony do katalogu diagnostycznego DSM w dużej mierze pod wpływem ostrego lobbingu ówczesnego prezesa, który opierał się w tym na badaniach porównujących homoseksualnych więźniów i ludzi heteroseksualnych z normalnej populacji. Nowe badania w temacie, tym razem porównujące osoby na wolności o różnych preferencjach seksualnych, skłoniły radę APA do rewizji stanowiska w aktualizacji DSM, co jednak nie zostało przyjęte dobrze przez niektórych członków organizacji. Jeden z nich wymusił na radzie ogłoszenie powszechnego głosowania… Które to głosowanie przegrał.

Więc owszem, było głosowanie – ale jako próba nieudanej podważenia decyzji opartej na bardziej aktualnych i reprezentatywnych badaniach.

Warto też dodać, że w latach 60-tych XX wieku homoseksualiści stanowili znaczący procent pacjentów psychiatrycznych. Członkowie APA mieliby więc silne ekonomiczne motywacje do utrzymania klasyfikacji homoseksualizmu jako choroby psychicznej. Pod wpływem danych zmienili jednak zdanie.


Czy homoseksualizmem można się „zarazić”?

Nie. Homoseksualizm nie jest „chorobą”. Nie jest wyuczonym upodobaniem.

Jest czymś wrodzonym, co możemy obiektywnie mierzyć.

Czy homoseksualizm da się leczyć?

Tak samo, jak nie da się homoseksualizmem zarazić, bo nie jest chorobą, tak samo nie da się go leczyć.

Co nie znaczy, że co niektórzy – najczęściej motywowani konserwatywną religijnością – nie próbowali.

„Terapie” tego typu opierają się często na zwykłym praniu mózgu, niekiedy wspieranym czymś, co trudno określić inaczej niż tortury – np. stosowaniem rażenia prądem albo leków wywołujących nudności, połączonych z demonstrowaniem homoseksualnej pornografii.

„Skuteczność”takiej „terapii” mają rzekomo potwierdzać świadectwa osób, które ją przeszły. Niestety, rzeczywistość daje prawdziwe świadectwo i nie jest ono pozytywne. „Sukces” takiej „terapii” w najlepszym razie prowadzi do zabicia libido i usunięcia pożądania w ogóle (co jest w takiej sytuacji formą patologii), a bardzo często przekłada się na problemy z uzależnieniami, depresje i samobójstwa. Jesteśmy w stanie bólem uwarunkować człowieka na unikanie tego, co dla niego atrakcyjne, ale nie oczekujmy, że będzie przy tym mógł wieść spełnione czy szczęśliwe życie.


Homoseksualizm, a wychowanie dzieci

Czy pary homoseksualne powinny wychowywać dzieci? Czy powinny mieć prawo do adopcji?

To dyskusja trochę pusta o tyle, że ok. 5% wszystkich par homoseksualnych już wychowuje dzieci, choćby pochodzące ze związku jednego z partnerów przed jego/jej ujawnieniem się jako geja/lesbijki. Mamy więc solidną, wieloletnią próbę tego, jak homoseksualiści wychowują dzieci. Próba ta pokazuje, że dzieci osób LGBT typowo rozwijają się równie dobrze, a wg. niektórych badań nawet lepiej, niż dzieci osób heteroseksualnych.  Lepszy rozwój dotyczył zwykle większych zdolności tolerancji i empatii.

Co istotne, dzieci wychowane w rodzinach homoseksualnych, wbrew popularnym wyobrażeniom,nie okazały się być bardziej narażone na społeczne wykluczenie ze strony rówieśników. Wyniki te potwierdzają także badania prowadzone w Polsce. W świetle tych danych trudno uzasadnić racjonalnie opór przed umożliwieniem parom homoseksualnym adopcji. Dobry wpis w temacie jest tutaj.

Tak jak wskazałem mojej kursantce w dyskusji – model „ojciec, matka, normalna rodzina” jest ewolucyjnie równie obcym modelem wychowawczym, co model „dwie matki” czy „dwóch ojców”. Jeśli ewolucja przystosowała nas do jakiegoś modelu wychowania to było nim plemię, z wspólnym wychowywaniem gromadki dzieci przez gromadę rodziców, przyszywanych „wujków”, „cioć”, starszych i młodszych „braci” i „sióstr”, „dziadków” i „babć”. Najbliższe „naturze” byłoby dla nas życie w komunach. Jako, że nie celujemy w takim kierunku, możemy chyba sobie darować tezy, że „tradycyjny” model XIX-wieczny jest rzekomo lepszy od patchworkowego modelu rodziny z XXI wieku. Jedno i drugie to ewolucyjne nowum.

Swoją drogą, wychowanie dzieci przez homoseksualistów też występuje w naturze. Barwny przykład to np. homoseksualne pingwiny kradnące jaja heteroseksualnym parom ;)


Transseksualizm

„No dobrze, ale jak do tego wszystkiego ma się transseksualizm? Niech sobie już ci geje będą, ale czemu jakiś facet miałby z siebie robić babę?”

Żeby odpowiedzieć na tą kwestię, zacznijmy od pewnego specyficznego przypadku. Około jedno niemowlę na 20 tysięcy przychodzi na świat z narządami płciowymi obydwu płci. Ma zarówno penisa, jak i waginę.

Gdy do tego dojdzie, rodzice i lekarz podejmują decyzję które narządy zachować, a które operować. Statystyka mówi, że „trafią” w połowie przypadków. Takie dziecko „błędnie” będzie miało penisa, ale rodzice każą usunąć waginę, bo akurat chcieli synka, albo vice versa.

Taki człowiek dorośnie więc z narządami płciowymi i ciałem rozwijającym się hormonalnie inaczej, niż powinno. Wszystko przez wadę rozwojową połączoną ze złą decyzją rodziców. Wywołuje to poważne cierpienie, problemy z identyfikacją ze swoim ciałem, zaburzenia tożsamości i wiele innych problemów. Wszystko wskazuje na to, że neurologiczna mapa czuciowa ciała jest dość szczegółowa i zawiera wpisane „na twardo” struktury, jakie ciało powinno posiadać. (Neurolog V. Ramachandran w swoim „Phantoms in the Brain” przytacza przypadki pacjentów urodzonych bez rąk, którzy wszelako odczuwają istnienie fantomowych rąk i dłoni!) Trudno sobie nawet wyobrazić jak musi wyglądać życie z mapą neurologiczna nie dopasowaną do sygnałów regularnie płynących z ciała.

Czy jest jakąkolwiek patologią czy problemem przywrócenie tej osobie płci, która była naturalnie jej? Skoro dyskutujemy tutaj o czymś, co było ewidentnie wynikiem błędnej decyzji rodziców/lekarza?

Większość osób po zapoznaniu się z tą historią uznaje, że jest to uzasadnione i słuszne.


Cóż, są też osoby które przeszły podobną historię, ale już bez błędu rodziców i podwójnych organów płciowych. Po prostu, płeć mózgu ustalana jest na innym etapie i pod wpływem innych bodźców, niż płeć ciała. Zwykle, w miażdżącej większości przypadków, te dwa procesy zachodzą w sposób skoordynowany. Ale co kilkanaście tysięcy przypadków coś „nie zaskoczy” w skomplikowanej maszynerii rozwoju embrionu (wiele wskazuje na mieszankę czynników genetycznych i środowiskowych – z jednej strony słabsze wiązanie hormonów płciowych w rozwijającym się mózgu noworodka, z drugiej mniejszą ilość tych hormonów w wodach płodowych matki) i rozwija się dziecko o odmiennych płciach ciała i mózgu. Ponownie, skoro dysponujemy metodami na pomoc takim osobom, okrucieństwem i uprzedzeniem byłoby ich nie zastosować.


Trzeba tu też wskazać, że płeć mózgu jest czymś innym niż preferencje seksualne. Może być więc np. kobieta urodzona w ciele mężczyzny, ale z homoseksualnym  pociągiem do kobiet. Choć w jakimś sensie możnaby twierdzić, że „lepiej” byłoby jej pozostać w męskim ciele (wybór partnerów homoseksualnych jest mniejszy niż heteroseksualnych), byłoby to potwornie okrutne z naszej strony. Ignorowałoby bowiem cały ogromny aspekt niedopasowania i poczucia alienacji we własnym ciele.

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis