Amerykanie mają takie powiedzenie „All sizzle, no steak.” Można by je luźno przetłumaczyć jako „masa skwierczenia (w domyśle: pieczonego mięsa), ale kotleta brak”. Sprzedawców uczy się często, by sprzedawali właśnie to budujące apetyt skwierczenie, zapowiadające wspaniałą ucztę… Tylko niestety bardzo często sprzedawca sprzedał masę skwierczenia, a kotleta albo nie było, albo był mały, twardy i nieświeży…

Tak jak ostatnio pisałem o prawdziwej przedsiębiorczości, tak to dla mnie stanowi przykład nieprawdziwej przedsiębiorczości. Takie obiecywanie klientom wspaniałego kotleta, nęcenie ich rozpylanym z aerozolu zapachem i nagranym na taśmę skwierczeniem, by w końcu podać im kawałek zabłoconej podeszwy od buta na talerzu. To właśnie dla mnie nieprawdziwa przedsiębiorczość. To również coś, co niestety bardzo często widzę we własnym środowisku rozwojowym.

Nie zrozum mnie proszę źle. Cenię ludzi, którzy tworzą materiały rozwojowe, zarówno płatne, jak i darmowe. Natomiast ostatnimi czasy przeraża mnie tak powszechny przerost reklamy nad treścią.

Co pewien czas zapisuje się na różne newslettery, kursy online, itp. innych trenerów. Chodzi mi o wybadanie rynku, zobaczenie kto robi coś wartościowego, z kim warto ew. współpracować i kogo polecać w danym zakresie, itp. Ostatnio zapisałem się tak na „Porady Praktyka Biznesowego” jednego z Polskich trenerów, kurs reklamowany hasłami w stylu „nauczysz się jak oszczędzać 30-70% na tym co kupujesz”. No cóż, już to uczyniło mnie nieco sceptycznym, ale w końcu kurcze, wszystkich rozumów naprawdę nie pozjadałem, może faktycznie są takie możliwości? W końcu ludzie potrafią być niesamowicie kreatywni i przedsiębiorczy, dowodem na co byli Ghamelawallas, Hindusi opisani w poprzednim poście.

No cóż, zaczęły do mnie przychodzić kolejne lekcje. Ich praktyczna wartość była po prawdzie dość przeciętna – np. pisząc o stosowaniu barteru autor zapomniał o kwestii odpowiedzialności podatkowej. Aż w końcu doszła lekcja z przepisem na oszczędzanie…

Przepis na oszczędzanie 30-70% (wraz z kosztami dostawy) przy zakupach wg autora kursu?

KUPUJ NA ALLEGRO…

Serio, nie żartuję. Wg autora, kupując na allegro, ŚREDNIO zaoszczędzisz od 30 do 70% (Swoją drogą, nie ma czegoś takiego, jak średnio od 30 do 70%. Średnio może być np. 35% – ale to oczywiście dużo gorzej brzmi marketingowo). Serio, 30 do 70%? Jeśli kupujesz używane lub powystawowe towary, albo obciążone dodatkowymi wadami, to może uzyskasz tych „średnio” 30-40% taniej -ale tak naprawdę nie za te same towary, które kupiłbyś w sklepie. Lub inaczej – idąc do sklepu i prosząc o powystawowy sprzęt uzyskałbyś bardzo podobną zniżkę, jeśli nawet nie większą.

Kupuję na allegro od lat, głównie książki i elektronikę, ale też np. wyposażenie sportowe, itp. Jeśli się dobrze poszuka, można NOWE rzeczy kupić o 5-15% taniej niż ich odpowiedniki w lokalnym sklepie, to prawda. Ale twierdzenie, że ŚREDNIO oszczędza się 30-70% to mrzonka, albo potężna manipulacja danymi (np. przez porównanie do najdroższych, a nie najtańszych sklepów oferujących ten sam towar, a i to odnośnie bardzo specyficznego zakresu towarów). Nie wspomnę już o tym, że większość sklepów oferujących towar taniej w internecie oferuje go w identycznej, niskiej cenie u siebie w lokalu, więc nie ma żadnej różnicy…

Dlaczego tak się pastwię nad tym 30-70%? Ponieważ jest to mocno bezczelny przykład psucia rynku przez dawanie ludziom obietnic bez pokrycia i wymigiwania się nie dość, że truizmami, to jeszcze bzdurnymi truizmami. To otwarte sprzedawanie skwierczenia bez choćby skrawka kotleta i to w jednej z najgorszych wersji. Dany sprzedawca może się jeszcze trochę dorobi, zwłaszcza na osobach nowych na rynku, które przyjmą jego słowa za wyrocznię nigdy go nie testując. Ale dużo więcej osób, podchodzących do sprawy trzeźwo i logicznie, taka „przedsiębiorczość” po prostu do danego rynku zniechęci.

Podkreślam, zniechęci do CAŁEGO rynku, nie tylko do samego autora. Jeśli chodzi o niego, pies go trącał, sam sobie na takie zniechęcenie zasłużył. Gorzej, że przy okazji szkodzi wszystkim innym, którzy muszą wkładać sporo pracy w nadrobienie tego.

Tacy „nieprawdziwi przedsiębiorcy” – czy raczej handlarze-naciągacze  – są w każdej branży. W działce rozwojowej jest ich chyba nieco więcej niż w innych, bo jest to jedna z tych działek gdzie łatwo obiecywać niemierzalne i nieweryfikowalne rezultaty. Ale może mi się tak po prostu wydaje, dlatego, że lepiej znam tą działkę i bardziej dostrzegam w niej takie wypaczenia, niż np. w działce budowlanej, o której nie mam najmniejszego pojęcia.

Kończąc ten wpis ze smutkiem zauważam, że wyszedł on dwa razy dłuższy od poprzedniego wpisu, o prawdziwych przedsiębiorcach i zachowaniu, które mnie naprawdę pozytywnie poruszyło. Niestety jest to pewna cena pisania o negatywach. Jeśli chce się je porządnie opisać, nie stosując jedynie pustej krytyki, ale starając się ogarnąć zjawisko, to wymaga to sporo czasu. Może stąd Pratchettowskie powiedzenie, że „Kłamstwo obiegnie cały świat, podczas gdy Prawda będzie dopiero kończyła wiązać buty”.

No dobrze, wypadałoby zakończyć na praktycznej sugestii. A jest ona taka: jak najbardziej sprzedawaj skwierczenie i zapach i inne rzeczy, które budują apetyt. Ale zadbaj o to, żeby, gdy przyjdzie czas podania mięska, zaoferować klientowi ucztę, którą będzie długo i ciepło wspominał. Wiem, truizm – ale jeden z tych truizmów, który zdecydowanie za rzadko jest wprowadzany w życie.

Stek, czy jedynie skwierczenie?

Lean Actions  - chcesz zoptymalizować swoje działanie, tak by łatwiej, szybciej i pełniej realizować swoje zamierzenia? Ten kurs zapewni Ci narzędzia do realizacji tego celu. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich codziennych działań. Już w październiku w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis