Nieco o tym, jak miłość pokonała małżeństwo… cz. 5

Kontynuując cykl o wnioskach z „Marriage, a history” (cz. 1 tutaj , cz. 2 tutaj, cz.3 tutaj, cz.4 tutaj), w tym wpisie zajmiemy się gwałtownymi przemianami, jakie czekały małżeństwo w XVIII i XIX wieku…

Umarł król, niech… mężczyźni będą z Marsa, a kobiety z Wenus?

XVII i XVIII wiek były okresami wielkich społecznych niepokojów. Królestwa upadały,  a nadludzka pozycja królów stawała się zdecydowanie mniej pewna. Rewolucja Cromwella, wojna o niepodległość kolonii w Ameryce, w końcu rewolucja Francuska… Król nie był już tym, kim kiedyś.

Co rodziło pewien dość istotny problem.


Tradycyjnie mężczyzna był w rodzinie postrzegany jako mini-król. Jego władza nad rodziną była domyślnie tak absolutna, jak władza króla nad swoimi poddanymi. (Cynik skomentowałby tu „czyli równie niewielka” i miałby oczywiście dużo racji – tak jak królowie często byli bardziej zależni od swoich poddanych, niż chcieliby przyznać, tak i mężowie nie mieli często takiej kontroli nad rodziną jak by chcieli. Prawo i obyczaje dawały obydwu jednak przynajmniej potencjał takiej władzy…)

A potem nadchodzi epoka rewolucji i rola króla już nie jest tak niezwykła. Skoro więc król nie ma absolutnej władzy nad poddanymi, to i mąż nie ma jej nad żoną… W połączeniu z rosnącą sympatią dla życia rodzinnego* i postrzegania go jako relacji między dwiema niezależnymi osobami, groziło to skrajną społeczną rewolucją! Kobiety mogłyby zostać uznane prawnie za równe mężczyznom! Na to, delikatnie mówiąc, świat nie był gotowy.

*Rosnące przywiązanie do życia rodzinnego miało też wiele dobrych stron. Doprowadziło na przykład do postrzegania przemocy domowej jako do czegoś negatywnego,  zachowania typowego dla „niższych klas”, niegodnego „szanującego się” mężczyzny. Obraz ten, wydaje się, utrzymywany jest do dzisiaj.


Jako ciekawostka, ówcześni krytycy małżeństw z miłości wskazywali na dokładnie to zagrożenie jako na problem z takimi małżeństwami. Jeśli bowiem miłość może prowadzić do małżeństwa,to jej brak powinien prowadzić do rozstania. Mieli rację, choć spełnienie ich przewidywań zostało opóźnione przez dość nietypowe rozwiązanie, jakie przyjęli ówcześni myśliciele.


Ich dyskusje, pamflety i publikacje z tego okresu są zresztą fascynujące z dzisiejszej perspektywy. Moim prywatnym brylancikiem jest przestroga brytyjskiej pisarki konserwatywnej, Hanny More, która przestrzegała, że domaganie się „praw” jest śliskim zboczem i może prowadzić do katastrofy. Najpierw będą „prawa człowieka”, potem „prawa kobiet”, a niedługo można oczekiwać absurdalnych żądań „praw dzieci, nastolatków i niemowląt”!

Kluczem do zrozumienia tego okresu jest jednak coś innego. Skoro mężczyzna utracił królewską władzę nad kobietą, myśliciele tego okresu zaproponowali inne rozwiązanie problemu równości płci…

Mężczyźni byli z Marsa. Kobiety były z Wenus.


No, nikt tego wtedy tak nie nazwał, ale to właśnie wtedy, na przełomie XVIII i XIX wieku zaczęto postulować wrodzone różnice płci. Tak głębokie, że nie ma ich nawet jak porównywać, każde należy oceniać w jego własnych kryteriach.

W tym ujęciu kobiety nie były już domyślnie podległe czy gorsze mężczyznom. Zamiast tego, jako wybitnie moralne, musiały być chronione przed zanieczyszczeniem przez codzienne, często brutalne doświadczenia mężczyzn. Wykluczenie kobiet z polityki czy przemysłu było więc nie przejawem męskiej dominacji, ale oznaką szacunku dla wyjątkowych talentów kobiet, które należało chronić od takich brudnych sfer! Równe prawa dla kobiet byłyby więc, w tym podejściu, robieniem im krzywdy!


Wszystkie podziały płciowe, wszystkie stereotypy na temat płci, które dzisiaj mamy… To wszystko wywodzi się z tych koncepcji na temat obydwu płci. Kult ogniska domowego, kobiety jako istoty aseksualne, a mężczyźni jako napalone zwierzęta – to wszystko owoce tej prostej ucieczki poznawczej.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  dostępny jest e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!

 


Wracamy do artykułu :)



Podział ról płciowych miał, dla dużej części społeczeństwa, również znaczenie ekonomiczne. Działały tu dwie rywalizujące siły. Z jednej strony rozwój pracy najemnej za regularne pensje zwiększył rolę gotówki w codziennym funkcjonowaniu. Miało to o tyle duże znaczenie, że pensje mężczyzn i kobiet były skrajnie odmienne. Prace dostępne dla kobiet były ograniczone, a jeśli już je wykonywały – zarabiały w nich nawet trzykrotnie mniej niż mężczyźni.

Z drugiej zaś strony, choć pieniądze były coraz bardziej istotne, nie były wystarczające. O ile nie stać Cię było na służącego wykonującego większość prac manualnych, ktoś musiał wkładać ogromny wysiłek w codzienne funkcjonowanie domu. Mogłeś kupić mąkę – ale przed upieczeniem chleba trzeba ją było przesiać, oczyścić z owadów, kamyczków, itp. Mogłeś kupić kurczaki, ale trzeba je było oskubać. Nawet same zakupy wymagały czasu i wysiłku, a ubóstwo jedynie zwiększało ten trend. (Popularną strategią zakupów było np. kupić po kilo ziemniaków od pięciu różnych sprzedawców, zamiast pięć kilo od jednego. Ograniczenia ówcześnie stosowanych wag sprawiały, że z „naddatków” od każdego sprzedawcy mogło wyjść kilka dodatkowych pyr – a od tego zależało czy ktoś w rodziny nie będzie głodny.) Kobieta pracując w domu często miała dla rodziny większą wartość ekonomiczną, niż gdyby poszła do pracy najemnej.

Równocześnie na procesy te wpływały również kwestie statusu społecznego. Rodzina, w której kobieta nie pracowała była postrzegana jako stojąca wyżej w hierarchii społecznej niż ta, gdzie musiała chodzić do pracy. Wiele rodzin ubogich aspirowało więc do tego, by zarabiał ojciec rodziny i ew. starsze dzieci, a matka zostawała w domu.


W miarę jak te podziały – mężczyzna pracujący, kobieta dbająca o dom – się utrwalały, zaczęto coraz wyraźniej postrzegać je jako oddzielne sfery życia. Miało to jednak też negatywne konsekwencje dla kobiet. Skoro domeną mężczyzn była praca, to praca jaką kobiety wykonywały w domu przestawała być traktowana jako przejaw pracy czy wysiłek równoważny męskiemu. Zamiast tego były postrzegane jako wyraz troski i miłości, a nie wspólne przyczynianie się do przetrwania rodziny.


W takim podziale zadań kobiety tworzyły pewne wyidealizowane ognisko domowe, a ich głównymi sferami zainteresowań były emocje, troska i rodzina. Mężczyźni zaś mieli za zadanie to ognisko chronić, ale w nim też wypoczywać od ciężarów i brudów świata. W tym świecie mieli zaś być aktywni, racjonalni i dominujący…

Podział ten miał też wpływ na postrzeganie seksualności.


Załamanie starego systemu, w którym małżeństwo było odkładane na lata, a młodzi ludzie na tyle zależni od rodziny i otoczenia, że łatwo było na nich wpływać, zmusiło rodziców do wymyślenia nowych sposobów wpływania na „przedwcześnie usamodzielnione” potomstwo. Rozwiązaniem było promowanie kultu kobiecej czystości. Klasa średnia zaczęła określać się w kategoriach wstrzemięźliwości seksualnej, przedstawiając seksualną otwartość jako cechy klas niższych i „upadłych kobiet”. Społeczeństwo pamiętało jeszcze poglądy średniowieczne, w których to kobieta miała mieć większe apetyty seksualne, na początku wstrzemięźliwość miała wiec być osiągana przez samokontrolę i siłę woli… Wystarczyło jednak zaledwie kilkadziesiąt lat by model ten uległ głębokiej przemianie.

Kobiety nie potrzebowały już samokontroli w sprawach seksu. W XIX wieku uważano powszechnie, że kobiety są aseksualne, że jeśli nie zostały odurzone albo od młodego wieku nie były deprawowane, to nie będą w ogóle reagowały na sygnały seksualne. Co ciekawe, presja społeczna była w tym obszarze tak wielka, że duża część kobiet faktycznie internalizowała te standardy jako swoje własne. „Powszechną wiedzą” wśród XIX wiecznych autorów poradników i lekarzy było twierdzenie, że „normalne” kobiety nie mają żadnego popędu seksualnego!  (Ciekawym efektem ubocznym było to, że uczyniło to kobiety bardziej wartościowe w oczach kapłanów i osób wierzących… wcześniej postrzegane jako kusicielki, teraz ich naturalna czystość czyniła je kimś lepszym!) Kult czystości stał się tak wielki, że w późnym XIX wieku wśród niemieckiej klasy średniej dopuszczalnym powodem zerwania zaręczyn była… zgoda narzeczonej na seks przedmałżeński! Z drugiej strony mężczyźni również nie celebrowali swojej seksualności – wielu traktowało swoje pragnienia jako coś złego, zwieręcego i wymagającego kontroli.


Połączenie tych czynników – silnie zdefiniowanych ról płciowych, domniemanej aseksualności kobiet i kultu ogniska domowego – doprowadziła do ciekawych zmian społecznych. Co ważne, większość kobiet w XIX wieku nie postrzegała takich zmian, w tym ograniczenia swojej roli publicznej, jako czegoś negatywnego! Przeciwnie, chętnie odrzucały „głupiutkie rywalizacje mężczyzn” w imię moralnej wyższości. Presja na czystość seksualną doprowadziła w końcu do ograniczenia zachowań seksualnych i socjalizacji między płciami, najpierw u arystokracji i klasy średniej, a w końcu również u ubogich.

Dom stał się kluczowym obiektem fantazji i kulturowej obsesji, ognisko domowe główną sentymentalną fantazją ludzi. Jednocześnie takie skupienie na domu i ognisku domowym doprowadziło do poluzowania innych relacji rodzinnych i pozarodzinnych. W XVII czy XVIII wieku rodzina żyła dość publicznie, ze służącymi, dalekimi krewnymi, itp. W XIX wieku znacząco się to zmieniło – to wtedy „małżeńskie objazdy” dla odwiedzenia odległych krewnych po ślubie zaczęły się zmieniać w skupiony na parze „miesiąc miodowy”.

Kobiety z klas średnich, mając więcej wolnego czasu – zarówno przez odcięcie od sfery zawodowej, jak i przez rzadsze rodzenie i wychowywanie dzieci w wyniku kultu aseksualności – zaangażowały się w tym okresie w wiele akcji dobroczynnych, w tym w ruchy trzeźwości czy przeciwko niewolnictwu. Niewątpliwie przyczyniało się do tego domniemanie moralnej wyższości kobiet, dające im podstawy do wielu zachowań, które ledwie sto lat temu wzbudziłyby silny opór.

Skupienie na bliskiej rodzinie sprawiło, że relacje na tym poziomie, razem z relacjami z przyjaciółmi, sięgały poziomów nieznanych wcześniej ani później w historii. Aseksualizacja życia sprawiała, że wiele przekazów, które dziś budziłyby natychmiastowe skojarzenia z seksualnością, uznawano wtedy za normalne. Kobieta mogła pisać do przyjaciółki, że „Oczekiwanie na ponowne ujrzenie Twojej twarzy sprawia, że cała płonę w środku.” Bliskie relacje były również w męskich przyjaźniach, gdzie normalnym było zasypianie w ramionach przyjaciela.


Z czasem jednak małżeństwa wiktoriańskie zaczęły drżeć w posadach. Jeśli małżeństwo miało być wyrazem miłości, to miłość była dla niego kluczem, a jej brak problemem… Co więcej, kobiety, które posmakowały sprawczości w ruchach dobroczynnych zaczęły dostrzegać, że chciałyby jej też w innych dziedzinach życia. Powoli, ale nieubłaganie zbliżał się wybuch przewidywany przez XVIII-XIX wiecznych krytyków „małżeństwa z miłości”.

Jak w końcu do niego doszło i jakie były jego konsekwencje -to temat na kolejny wpis…



Chcesz być bardziej kreatywny? Skuteczniej rozwiązywać problemy? Pomoże Ci w tym e-kurs Techniki Praktycznej Kreatywności - jeden z wielu praktycznych materiałów rozwojowych dostępnych na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis