Nieco o tym, jak miłość pokonała małżeństwo… cz. 3

Kontynuując cykl o wnioskach z „Marriage, a history” (cz. 1 tutaj , cz. 2 tutaj), w tym wpisie zajmiemy się tym jak małżeństwo działało w średniowieczu…

Jak może pamiętasz, w starożytnym Rzymie – z którego tradycji rozwinęło się podejście do małżeństwa w średniowieczu – żona, podobnie jak reszta rodziny, była traktowana jako własność ojca rodziny (czy to własnego ojca/dziadka, czy ojca rodziny w którą się wżeniła).

Ostatnie wieki Rzymu to rozwój Chrześcijaństwa. To, w swoich początkach zakładało, że królestwo boże nadejść ma lada dzień, więc należy zerwać ze świeckimi relacjami takimi jak małżeństwo. Mogą one bowiem przeszkadzać w oddaniu się Bogu. Było to duże odstępstwo od tradycyjnych podejść do małżeństwa. Problematyczny był tu zwłaszcza seks, postrzegany jako zła pokusa.

Co ciekawe, choć wczesne Chrześcijaństwo było niechętne małżeństwu, nie wspierało też rozwodów („Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”) i stosowało tą regułę na równi do obydwu płci. Oczywiście w praktyce te zwyczaje były wdrażane z różną intensywnością i przez pierwszych kilkaset lat tej religii nie było tu jakichś absolutnych standardów. Wraz ze wzrostem znaczenia kościoła po rozpadzie cesarstwa rzymskiego, zwyczaje zaczęły się zmieniać…


Dla jasności – duża część omawianych zwyczajów dotyczyła głównie arystokracji i królów. Plebs podlegał nieco innym regułom i przyjrzymy się im szczegółowo później. Nawet plebs jednak był pod pewnym wpływem obyczajów władców…


Armia bękartów

Małżeństwa w średniowiecznej Europie były jednym z najważniejszych metod uprawiania polityki.W Bizancjum, ze względu na religijno-historyczne umocowanie władzy cesarza w Imperium Rzymskim, ich rola była nieco mniejsza. Bizantyjski cesarz miał też własną armię i aparat administracyjny. Rody, które przejęły władzę w Europie nie miały nic takiego, polegały na więziach rodzinnych. Małżeństwo było zaś kluczem do ich budowania, podtrzymywania i zmiany. Celne małżeństwo zmieniało sąsiada w sojusznika, wroga w przyjaciela i krewnego. Dawało dostęp do armii i skarbca tegoż krewnego. Duże polityczne znaczenie małżeństwa często sprawiało, że gdy jeden władca żenił się z kobietą z potężnego rodu, jego rywal błyskawicznie dążył do małżeństwa z jej siostrą, by zabezpieczyć sobie „plecy”. W pewnym sensie był to powrót do zwyczajów i polityki funkcjonujących przed nastaniem reguł panujących w starożytnej Grecji czy Rzymie.

Z czasem kluczowa dla tego małżeństwa stała się akceptacja kościoła. Jego reguły miały też bardzo praktyczne znaczenie – zabraniał bowiem wielożeństwa oraz ograniczał rozwody i ponowne małżeństwa. A to było bardzo ważne, bo przekładało się na mniejsze ryzyko wojen domowych o dziedziczenie władzy (choć za cenę większego ryzyka wygaśnięcia rodu). Było to silnym motywatorem do stopniowego wdrażania takich zasad (przy czym królowie zwykle NAJPIERW narzucali je swoim rywalom i podwładnym, sami radośnie ignorowali, a co najwyżej przekazywali je swoim potomkom). Historycznie przyjęcie tych reguł doprowadziło do znaczącego ograniczenia wojen domowych w świecie chrześcijańskim.

Monogamiczne małżeństwo nie oznaczało przy tym wierności małżeńskiej. To również było królowi na rękę – mógł mieć jednego syna- dziedzica (i drugiego, „na zapas”), oraz szereg bękartów. Dzieci, które wciąż wiązały go z innymi rodami i miały silną motywację by go wspierać i życzyć mu długiego życia, ale które nie stanowiły problemów przy dziedziczeniu. Tacy synowie z nieprawego łoża często okazywali się najwierniejszymi sojusznikami danego władcy. (A czasem było ich dość na małą armię, np. Henryk I miał co najmniej 27 synów z nieprawego łoża + dwójkę prawowitych synów i jedną prawowitą córkę).

Europa kazirodztwem stoi

No dobrze, ale przecież musiały być przypadki, gdy np. żona króla okazywała się bezpłodna, a on przecież musiał mieć potomków! Jak to obejść?

Albo, patrząc z drugiej strony, ten wredny ród z sąsiedniej doliny ogłosił małżeństwo potomka ze świetną partią z innego rodu, jak im przeszkodzić by nie mieć przeciwko sobie dwóch przeciwników?

Rozwiązaniem były średniowieczne prawa na temat kazirodztwa. Kościół traktował ten termin bowiem, cóż… szeroko.

My rozumiemy kazirodztwo jako związek z osobą blisko spokrewnioną, zwykle między dzieckiem i rodzicem lub między rodzeństwem (choć większość osób czułaby się niekomfortowo też ze związkami między np. kuzynostwem.) W średniowieczu było to deczko szersze. Kolejne prawa wprowadzano z biegiem czasu, ale stopniowo za kazirodcze uznawano:

  • małżeństwo z wdową po bracie
  • małżeństwo z kuzynami 1 i 2 stopnia
  • małżeństwo z macochami i pasierbicami
  • małżeństwo z wdową po wuju
  • małżeństwo z ojcem lub matką chrzestną
  • małżeństwo z osobą z którą jest jakiekolwiek pokrewieństwo do siódmego stopnia (lub tak daleko jak sięga pamięć) – czyli nie można było wyjść za żadnego potomka swojego pra-pra-pra-pra-pradziadka…
  • małżeństwo z krewnym kogoś, z kim uprawiało się kiedyś seks
  • małżeństwo z krewnym kogoś, komu kiedyś obiecało się małżeństwo, ale do tego ślubu nie doszło…
  • i kilka innych ciekawych rzeczy…

Ciekawostką jest to, że trzymając się wprost tych przepisów, wielu młodych mężczyzn z plebsu miało pewność, że  z grona potencjalnych żon mają wykreślone absolutnie wszystkie młode kobiety, jakie kiedykolwiek mieli okazję poznać… Oraz wiele takich, których nigdy by nie poznali ;) U plebsu reguły te były więc, jak już wspominałem, luźniejsze.



Przerwa na reklamę ;)


Problemem wielu coachów jest brak możliwości skonfrontowania swojej pracy z tym, jak pracują ich inni koledzy po fachu. Sesje Coachingowe: Demonstracja to nagranie 8 sesji coachingowych (oraz 7 krótszych materiałów), pozwalające Ci zobaczyć jak takie sesje wyglądają w praktyce u innych.


Wracamy do artykułu :)



Prawo królowej

Oczywiście, większość z tych powodów do uznania związku za kazirodcze pojawiało się u arystokracji i władców. Nawet wtedy kościół bywał mniej lub bardziej surowy – wszystko zależało od koneksji, kwot wydanych na dyspensy, itp. A przede wszystkim wtedy, gdy któraś z zaangażowanych rodzin zdołała zaangażować kościelnych oficjeli po swojej stronie (lub stronach – bo były i też takie walki). Na dyspensę nie można było nigdy jednak liczyć absolutnie, więc wierni brali to pod uwagę przy planowaniu małżeństw. Miało to niebagatelne znaczenie społeczne – w efekcie średniowieczna szlachta w europie była, na tle reszty świata, grupą stosunkowo szeroką i dobrze współpracującą. Nie mogąc wżeniać się za blisko musiała tworzyć szersze sojusze, w odróżnieniu od tendencji do „wsobnych” małżeństw znanych w dużej części świata. (Klasycznym przykładem jest tu purytańska pod tym względem Korea, gdzie pilnowanie czystości rodów było tak surowe, że 50% populacji przypada na zaledwie 5 nazwisk rodowych!)


W Europejskiej tradycji, linia kobieca miała stosunkowo duże znaczenie. Kobiety mogły dziedziczyć majątki i linię krwi, a żona zostawiająca męża zabierała ze sobą swój posag. To dawało kobietom ponadprzeciętną – jak na ten okres historii-  władzę. Nie bez powodu w większości Europy szachowy „wezyr”, albo „hetman”  był określany mianem królowej. Tak długo, jak królowa „produkowała” dziedziców, jej pozycja mogła być bardzo silna i mogła mieć ona ogromny wpływ – niekiedy większy niż jej mąż!

Wpływy te zaczęły ulegać rozmywaniu około XI-XII wieku, gdy coraz więcej rodów zaczęło wprowadzać prawo primogenitury – dziedziczenia wszystkiego przez najstarszego syna. Nigdy jednak nie było to prawo absolutne i większość królów wolało oddać państwo w dziedziczenie córce, niż dalszym krewnym.

Kobiety-arystokratki, dysponujące swoim majątkiem, były też w stanie budować potężne sojusze z kościołem, m.in. finansując zakony, do których następnie mogły się przenieść, poza zasięg swojego męża (który, jeśli kościół nie pozwolił mu się ponownie ożenić,kończył w potrzasku.


A co tam u plebsu?

Jak to często bywało w historii, prawo obowiązujące szlachtę i zwykłych obywateli było dość odmienne. W tym wypadku często na korzyść plebsu. Kościół nie miał takich wymogów odnośnie kazirodztwa (choć nikt się nie obrażał, jeśli jakiś wyedukowany wierny miał ochotę zapłacić za dyspensę). Kościół częściej akceptował też rozwody „ze względu na niezgodę między małżonkami”. Uznawanym powodem do rozwodu było np. plotkowanie o tym, czy małżonka jest dobra w łóżku! (Co ciekawe, Irlandia, ostatni Europejski kraj, który w nowożytności zalegalizował rozwód… był też ostatnim, który go historycznie zdelegalizował!)

Mężczyzna postrzegany był jako pan domu, odpowiednik króla nad rodziną, aczkolwiek wkład kobiety we wspólny majątek był doceniany i przy rozwodzie miała ona prawo do proporcjonalnej do swojej pracy części majątku.

Mniej więcej w tym samym czasie, co delegalizacja rozwodów, ruszyły próby wprowadzenia celibatu u księży… Były przyjmowane tak gorąco, że kilku zwolenników tych reform zostało spalonych żywcem przez wściekłych kapłanów. W końcu jednak Rzym wygrał i narzucił celibat.


O ile jednak kościół ograniczał małżeństwa kapłanów, o tyle jeśli chodzi o małżeństwa ludności… czegoś takiego w zasadzie nie było. Przynajmniej nie oficjalnie. Aż do XVIII wieku nie było oficjalnych rytuałów czy wzorców małżeństwa. Obopólna deklaracja chęci, potwierdzona seksem, była wystarczająca przez większość europejskiej historii (a i to potwierdzenie seksem nie zawsze było wymagane). „Biorę cię za męża”/”Biorę cię za żonę” powiedziane gdzieś i kiedyś było wystarczające…

Z jednej strony ułatwiło to małżeństwo młodym parom wbrew woli rodziców – bo zawsze mogli deklarować krótką chwilę gdzie wymienili deklarację, nawet pod okiem czujnych rodziców. Ale z drugiej strony, jeśli jedno z pary twierdziło, że do wymiany obietnic doszło, a kościół uwierzył, drugie było uwięzione w takim związku do końca życia. Reguły te zresztą sprawiły, że najczęstsze sprawy sądowe dotyczące małżeństwa były wnoszone nie przez porzucone żony czy matki… ale przez wzgardzonych mężczyzn próbujących wymusić małżeństwo na kobiecie, która ich odrzuciła. (Albo nawet wyszła już za kogoś innego!)


To władzom kościelnym nie przeszkadzało, ale to postępowanie wbrew rodzicom już tak. Dlatego zaczęto wprowadzać prawa mające gwarantować decyzyjność rodziców na zawarcie związku. To zaczęło też bardzo powoli prowadzić do większej formalizacji małżeństwa.


Tak przy okazji – o ile „prawo pierwszej nocy” (prawo feudała do spędzenia nocy poślubnej z każdą nową mężatką ze swoich ziem) było mitem, o tyle mieli oni inne faktyczne prawa związane z małżeństwem. Mogli blokować małżeństwa prowadzące do wyprowadzki chłopów do innego terenu, narzucać poddanym małżeństwa lub nawet wskazywać z kim mają się żenić! (Dotyczyło to często nawet wdów i wdowców!)

Dziś może to nam się wydawać absurdalne, ale z perspektywy średniowiecznej miało to wielki sens. Podział pracy w typowym gospodarstwie wymagał pary pracowników i małżeństwa były podstawową jednostką gospodarczą na średniowiecznej wsi. Pan miał więc aktywny interes w utrzymaniu odpowiednich relacji wśród poddanych.

Taki interes mieli też inni mieszkańcy wsi – bo wieś wiele rzeczy robiła razem. Sąsiedzi często sięgali po mniej lub bardziej otwarty ostracyzm, a nawet przemoc by wymusić np. odpowiednie związki wśród sąsiadów. Odpowiednie także pod względem wieku czy statusu. Sęk w tym, że „niedopasowana” z perspektywy wsi para oznaczała usunięcie atrakcyjnego kawalera lub panny z ograniczonej grupy potencjalnych małżonków dla innych młodych ludzi w niewielkiej wspólnej społeczności…


O ile to, kto wyjdzie za kogo było istotne dla społeczności, o tyle już obyczaje odnośnie seksualności były dużo luźniejsze. Ludzie nie mieli większych problemów z małżeństwem już po narodzinach dziecka, samotne matki czy kobiety nie chcące się żenić z ojcem swojego dziecka również nie spotykały się zwykle z niechęcią. Analiza ksiąg parafialnych w XII-wiecznej Anglii sugeruje, że ok 1/3 dzieci rodziła się poza małżeństwem.


Małżeństwo miało też istotne znaczenie społeczno-prawne. Było kluczowym elementem dorosłości – mężatka miała w lokalnej społeczności większy status niż nawet starsza, ale panna, podobnie z mężczyznami. Dla tych mężczyzn, którzy pracowali jako rzemieślnicy, małżeństwo było często kluczowym etapem kariery – samotni nie mogli awansować powyżej pewnego poziomu (co wiązało się ze wspomnianym małżeństwem jako podstawową jednostką gospodarczą).

W ogóle wybór małżonka był w tym okresie, podobnie jak w starożytności, czymś bliższym wyborowi partnera biznesowego, niż bratniej duszy. Z tego względu zwracano uwagę na zupełnie inne kryteria, niż dzisiaj wiążemy z dobrym małżeństwem. Zwracano uwagę raczej na zgodną współpracę, niż zgodne pożycie. Na skłonność do ciężkiej pracy, sumienności, oszczędności, a nie na kwestie sentymentalne czy związane z wzajemną sympatią…


Nie znaczy to, że w takich małżeństwach nie zdarzała się sympatia, czy nawet miłość. Była ona jednak zawsze dodatkiem (niekiedy wręcz wstydliwym). Ogólnym założeniem było traktowanie mężczyzny jako pana domu, „małego króla”. Jego władza była wprawdzie mniejsza, niż rzymskiego ojca rodziny (dużo większe były choćby wpływy rodziny i sąsiadów), ale wciąż rozległa. Ideałem żony była uległość, jak w przypowieści o Griseldzie, która najpierw pokornie znosi deklarację męża, że zabije ich córkę (w rzeczywistości oddał ją na wychowanie krewnej), później podobny los ich syna, odprawienie samej Griseldy na lata, a w końcu nakaz przygotowania mężowi ślubu z nową, nastoletnią partnerką. (Pokora Griseldy zostaje w tej przypowieści nagrodzona – „panną młodą” jest jej córka, ślub mistyfikacją by sprawdzić jej posłuszeństwo, a zadowolony mąż żyje z nią szczęśliwie przez lata…) O ile zwykle nie stawiano tak ostrych wymogów, o tyle wszelkie poradniki z tego czasu sugerowały posłuszeństwo mężowi, unikanie zbytniej poufałości w rodzaju zdrobnień… Nawet kobiety w szczęśliwych związkach pisząc listy do mężów używały sformułowań typu „Mój Panie” i kończyły deklaracjami wiecznego posłuszeństwa… W społeczeństwie i prawie była też duża akceptacja dla wymuszania posłuszeństwo przemocą (aż do poziomu, w którym „pantoflarz” mógł być ukarany przez lokalną społeczność!)

A, jako ciekawostka – w średniowieczu powszechnie uważano, że to kobiety są tą bardziej seksualną i zmysłową płcią i to one miały sprowadzać mężczyzn, skupionych na bardziej praktycznych kwestiach, na złą drogę. Ideał oziębłej kobiety to pomysł dopiero XIX wieczny i jeszcze do niego wrócimy…


Jak widać z powyższego, średniowieczne małżeństwa były odległe od obecnych standardów związków. Wciąż, dla większości ludzi, sprowadzały się do kwestii wzajemnego przetrwania i przeżycia, a nie wspólnego szczęścia. Jednocześnie jednak w tych średniowiecznych, zwłaszcza plebejskich małżeństwach zaczęły pojawiać się pierwsze nuty tego, co miało doprowadzić do kolosalnej transformacji tego związku. Temu przyjrzymy się w kolejnej części cyklu.



Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  przedpłata na e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Do premiery (15 czerwca 2017), promocyjna cena w przedpłacie! Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • „„prawo pierwszej nocy” (prawo feudała do spędzenia nocy poślubnej z każdą nową mężatką ze swoich ziem) było mitem” – możesz podać źródło tego stwierdzenia? Ja nie znalazłem żadnego mocnego dowodu na to, że ‚prawo pierwszej nocy’ było mitem.

  • Polska wiki jest niestety ogólnie słabawa i przy tym odporna na zmianę (sam korygowałem bzdurę o tym, że kosynierzy używali normalnych kos rolniczych, tylko postawionych na sztorc i wyleciała… ehh, ktokolwiek to powiela w życiu nie trzymał kosy w ręku…)

    Wpis po angielsku wskazuje na to co jest problemem z tym rzekomym prawem – tzn. piszą o nim PÓŹNIEJSI autorzy, ale nie współcześni. Co mocno sugeruje, że był wstecznym mitem.