Nieco o tym, jak miłość pokonała małżeństwo… cz. 1

Skończyłem właśnie świetną „Marriage, a history: How love conquered marriage” („Historia małżeństwa: jak miłość pokonała małżeństwo”) Stephanie Coontz i nie wiem czy jest druga książka, w której zaznaczałem tak wiele ciekawostek.

Biorąc pod uwagę jaki dziś mamy dzień, pomyślałem, że to idealna okazja do podzielenia się obserwacjami i wnioskami z lektury. (W recenzję nie będę się nawet bawił: 5/5, kup, przeczytaj, warto!)

Autorka jest historyczką specjalizującą się w badaniach nad rodziną. Zainspirowana popularnymi narzekaniami jakoby to instytucja małżeństwa ulegała zniszczeniu w tych współczesnych czasach, zdecydowała się napisać historię małżeństwa, by pokazać, że te narzekania są fikcją, a małżeństwo niespecjalnie się zmieniło… Po czym ku swojemu dużemu zdziwieniu odkryła, że jest w błędzie. Małżeństwo faktycznie ulega zniszczeniu… tyle, że w zupełnie innym znaczeniu, niż stojące u podstaw wszystkich narzekań. Jej historia jest fascynująca, szczegółowa i bardzo dobrze uargumentowana – mnie zdecydowanie przekonała.


Historycznie rzecz biorąc, niemal wszystkie układy i relacje małżeńskie, które dziś postrzegamy jako wyjątkowe dla naszych czasów, kiedyś miały już miejsce. Mieliśmy już społeczności gdzie było nieporównywalnie więcej (i bardziej akceptowanego) seksu pozamałżeńskiego i dzieci urodzonych poza małżeństwem. Ponowne małżeństwa, choćby ze względu na wysoką śmiertelność, były historycznie dużo popularniejsze niż obecnie. Mieliśmy większe proporcje rozwodów. Mieliśmy akceptowane małżeństwa jednopłciowe.

Co ciekawe, nieco „tradycyjnych” zwyczajów małżeńskich okazuje się być bardzo świeżych. Np. państwowe lub kościelne „licencjonowanie” małżeństwa – w takim np. starożytnym Rzymie jedyną różnicą między małżeństwem, a współzamieszkiwaniem były intencje partnerów. Przez ponad tysiąc lat nawet kościół katolicki uznawał, że „małżeństwo” sprowadzało się do wspólnej deklaracji partnerów. Kiedy i gdziekolwiek, bez żadnej oficjalnej ceremonii.

Jednocześnie jednak historyczna rola małżeństwa była zdecydowanie inna, niż ta, którą przypisujemy mu obecnie. Dzisiaj myślimy o małżeństwie jako o wyrazie miłości, czymś, co ma wzbogacić życie pary ludzi i uczynić ich szczęśliwszymi. To bardzo nowa idea, licząca nieco ponad dwieście lat… i już gdy zaczęła być wprowadzana, jej przeciwnicy deklarowali, że może postawić na głowie relacje społeczne i związki. Mieli rację.


Małżeństwo, a miłość

Nie ma wątpliwości, że miłość towarzyszyła ludzkości od zarania dziejów. Historycznie jednak miłość niemal nigdy nie była postrzegana jako powód do małżeństwa. Miłość małżeńska była wręcz traktowana jako coś patologicznego w wielu kulturach. Platon uważał, że miłość to szlachetna emocja, prowadząca mężczyzn do honorowych czynów… Ale była to miłość między mężczyznami, nie miłość do kobiet jaką odczuwali „mężczyźni gorszego sortu”… W średniowieczu francuzi uznawali miłość za chorobę psychiczną leczoną seksem ( z ukochaną osobą lub innymi osobami!). W Chinach nadmierną miłość postrzegano jako zagrożenie dla wielopokoleniowej rodziny i rodzice mogli zmusić syna do rozwodu z żoną, którą, w ich opinii, zbyt kochał, lub której zachowanie ich nie zadowalało. W języku chińskim termin „miłość” w ogóle nie dotyczył relacji między mężem, a żoną, a opisywał społecznie potępiane, nieuprawnione relacje – zmieniło się to dopiero na początku XX wieku, wraz z wprowadzeniem nowego terminu. W XII-XIII wiecznej Europie szlachta uważała, że prawdziwa miłość może mieć miejsce tylko w ramach cudzołóstwa! Klasa średnia i niższa nie odbiegały w swoich poglądach od przekonań szlachty!

Nawet w społeczeństwach bardziej tolerancyjnych dla miłości małżeńskiej, np. starożytnym Rzymie, wciąż traktowano ją z wielkim dystansem. Słynny rzymski filozof Seneka stwierdził, że „Nie ma nic bardziej nieczystego niż kochanie własnej żony tak, jakby była naszą kochanką.” Jeden z senatorów utracił miejsce w Senacie, bo kiedyś… pocałował swoja żonę na oczach swojej córki! Niektórzy filozofowie rzymscy i greccy mówili wręcz, że mężczyzna nadmiernie kochający żonę był cudzołożnikiem. (W Europie w okresie reformacji głoszono zaś, że taka miłość była grzechem bałwochwalstwa!)

Wszystkie te przykłady (i wiele innych przytoczonych) pokazują, że historycznie miłość w małżeństwie traktowana była w najlepszym razie jako fajny dodatek, ale nigdy podstawa dla takiego związku. Nigdy -aż do teraz.



Przerwa na reklamę ;)


Problemem wielu coachów jest brak możliwości skonfrontowania swojej pracy z tym, jak pracują ich inni koledzy po fachu. Sesje Coachingowe: Demonstracja to nagranie 8 sesji coachingowych (oraz 7 krótszych materiałów), pozwalające Ci zobaczyć jak takie sesje wyglądają w praktyce u innych.


Wracamy do artykułu :)



Układy rodzinne

Choć we współczesnym społeczeństwie zachodu standardem są relacje monogamiczne, historycznie bynajmniej nie były one regułą. W starożytnych Chinach żona często sprowadzała swoją siostrę (lub nawet kilka sióstr) do domu męża jako żony zastępcze. Pary eskimoskie często wchodzą w układy „swingujące” z innymi parami. W Tybecie, Indiach, Nepalu i Kaszmirze są społeczności w których kobieta może być żoną kilku braci. Co istotne, w takich układach rzadko kiedy pojawia się zazdrość seksualna, co sugeruje jej silne podstawy kulturowe, nie biologiczne. Tam, gdzie występuje wielożeństwo, żony postrzegają się często jako sojuszniczki i wzajemnie wspierają.

Brak zazdrości i swobodne podejście do ojcostwa jest w ogóle dużo bardziej powszechny, niż sugerowaliby to np. zwolennicy tzw. psychologii ewolucyjnej. Oczekiwanie wzajemnej wierności jest dość świeżym wynalazkiem – częściej zgodę na niewierność ma mężczyzna, ale i kobiety w wielu kulturach mają takie opcje. Są np. społeczności, w których mężczyźni mogą swobodnie uprawiać seks z mężatką w ciąży, ale są potem traktowani jako współojcowie jej dzieci.

Również układy wspólnego życia w różnych kulturach bardzo się różnią od „rodziny nuklearnej”, która jest naszym kulturowym wzorem rodziny. W wielu społecznościach mężczyźni i kobiety mimo małżeństwa niemal nie spędzają ze sobą czasu w ciągu dnia – mężczyźni przebywają z mężczyznami, kobiety z kobietami. Historycznie w Europie małżeństwa z klas niższych były często podzielone przez wiele lat, gdy obydwoje partnerów pracowało jako służący w domu innego pana. W niektórych kulturach pary nie prowadza wspólnego gospodarstwa domowego, a dzieci utrzymuje np. rodzina po linii męskiej lub żeńskiej.

Są kultury, w których kobiety mogą być ożenione z kobietami, a meżczyźni z mężczyznami. Ba! W Chinach i Sudanie była tradycja małżeństwa duchowego, w którym jedna z osób była martwa (i była to dla wielu kobiet jedyna droga do relatywnej niezależności życiowej). Niektóre z tych kobiet mówiły później historykom, że nie było wcale łatwo znaleźć wolnego nieboszczyka do zaślubin!

Najciekawszą w końcu formą jest relacja stosowana przez Na, jedną ze społeczności w Chinach, w których podstawową jednostką rodzinną są zespoły braci i sióstr, wychowujące wspólnie dzieci sióstr. Bracia mogą być ojcami dzieci w innych takich zespołach, ale mają bardzo niewielki kontakt i wpływ na „swoje” potomstwo.


Historia małżeństwa – fakty i mity

Mamy dwa popularne kulturowo, ale błędne wyobrażenia n.t. historii małżeństwa. Jedno mówi, że małżeństwo wymyślono jako środek do ochrony kobiet przez mężczyzn (gdzie kobiety miały oferować seks w zamian za tą ochronę), drugie, że vice versa, chodziło o wykorzystanie pracy kobiet przez mężczyzn.

Żadne z tych wyjaśnień nie wytrzymuje jednak historycznej weryfikacji. Ochrona i opieka u szympansów (a to na modelu szympansim opierano powyższe koncepcje) zachodzą między matkami i potomstwem, nie między samcami i ich samicami. Wymiana pożywienia itp. między dorosłymi zachodzi, owszem, ale niezależnie od relacji seksualnych. Nie jest też wcale tak, że kobiety potrzebują jakiejś szczególnej opieki ze względu na wysiłek związany z odchowaniem dzieci – we współczesnych społecznościach zbierackich, matki z dziećmi wykonują podobną pracę jak kobiety bezdzietne. Również pierwsze polowania – zwykle polegające na zagonieniu zdobyczy na bagna lub w przepaść – były prowadzone całą grupą, przez mężczyzn ORAZ kobiety.

Z drugiej strony, koncepcja wykorzystania pracy również nie zdaje egzaminu. To co widzimy to bardziej współzależność, obydwie płcie rozwijające swoje, wyspecjalizowane umiejętności. Co więcej, argumentem za koncepcją wykorzystywania pracy ma być fakt, że to zwykle kobieta przenosiła się do męża, nie vice versa. Jest jednak dostatecznie dużo antropologicznych kontrprzykładów, w których to mężczyzna się przenosi, by móc odrzucić tą koncepcję.

Skoro więc małżeństwo nie służyło ani ochronie, ani wykorzystywaniu kobiet, to jaka była jego rola?


Dowody wskazują, że była przede wszystkim polityczna i ekonomiczna.

Małżeństwo, pierwotnie, pozwalało na stworzenie sieci koneksji między rozproszonymi wędrownymi plemionami. Plemiona te miały okazjonalnie wspólne interesy, a przy braku działającej ekonomii (brak pieniędzy czy trwałych dóbr do wymiany), układ wzajemnych przysług, opartych na liniach rodzinnego zaufania dobrze się sprawdzał jako ich wsparcie. Mając „swoich” ludzi w innym plemieniu łatwiej było przejść przez ich terytorium czy w inny sposób korzystać z takich relacji.

To właśnie, wg. współczesnych źródeł historycznych i antropologicznych, było pierwotną podstawą małżeństwa. Przyczyną, która w dużej mierze utrzymała się niemal do czasów współczesnych. Historycznie sojusze regularnie zawierane były właśnie na podstawie małżeństwa (co prowadziło też do licznych wysiłków by małżeństwa uniemożliwić lub unieważnić). Małżeństwo pozwoliło zmienić obcych w krewnych, a wrogów w sojuszników.


O ile małżeństwo zwykle inspirowane było rodzinnie, w celu uzyskania sojuszu, o tyle na tyle na ile możemy dziś to ocenić, rozwody w pierwotnych plemionach były stosunkowo proste, a kobiety łatwo mogły zostawić swoich mężów. Sytuacja uległa zmianie gdy niektóre rodziny zaczęły gromadzić większe zasoby. Małżeństwa w tych rodach stały się metodą konsolidacji majątku i wpływów oraz strategicznych sojuszy z innymi majętnymi rodzinami. Istotne zaczęły się stawać kwestie prawa do dziedziczenia, a swoboda partnerów w decydowaniu o małżeństwie, jego zakończeniu, itp. drastycznie spadła. To na tym etapie widzimy wprowadzenie wielu absurdalnych z dzisiejszej perspektywy reguł (np. zasada wg. której bezdzietna wdowa musiała wyjść za brata męża, aby zapewnić ciągłość dziedziczenia, stosowana m.in. w Indiach i Izraelu).

To właśnie ta rola małżeństwa miała zdefiniować tą instytucję przez kolejne tysiąclecia… O tym jednak dowiesz się więcej w kolejnej części tego wpisu :)



Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  przedpłata na e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Do premiery (15 czerwca 2017), promocyjna cena w przedpłacie! Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Kamil

    Brakuje właśnie tego rodzaju tematów (historia małżeństwa, historia warunków życia, historia pieniądza itd.) w naszym programie edukacji, a byłoby to mega ciekawe i chyba nawet trudne do uczynienia nudnym przez nauczycieli :)