Wiele tekstów na tym blogu wywodzi się po prostu z życia. Tak też jest z tym tekstem, który zawdzięczam jednemu z uczestników wykładu, jaki miałem okazję prowadzić w ten weekend. Można śmiało powiedzieć, że byliśmy zdecydowanie z innej bajki – on był fanem MLMu, Kiyosakiego i prawa przyciągania/potęgi podświadomości, dla mnie każda z tych rzeczy to przejaw oszustwa (także samooszukiwania).

Jako, że mój wykład dotyczył mojej historii biznesowej, lekcji, których się po drodze nauczyłem, oraz tego jak w zdrowy sposób korzystać z rozwoju, nie było tam specjalnie miejsca na dyskusję na temat MLMu czy prawa przyciągania. Z tego też powodu, kiedy ten uczestnik zaczynał dyskusję, starałem się ją zamknąć w jak najmniej konfliktowy sposób. Debata na ten temat, w tamtej sytuacji, odwracałaby uwagę od głównego tematu wykładu, ze szkodą dla wszystkich uczestników.

Zwróciłem jednak uwagę na styl argumentacji, który stosował – zarówno w trakcie wykładu, jak i próbując ciągnąć dyskusję w temacie w trakcie jednej z przerw. Polegał on na odwołaniu do autorytetu (co samo z siebie jest błędem logicznym) rzekomo wspierającym daną dziedzinę. MLM jest dobry, bo wspiera go Bill Gates, Warren Buffet i Forbes przedstawia to jako zawód przyszłości. Prawo przyciągania działa, bo Einstein tak powiedział.

Przy pierwszych stwierdzeniach miałem jeszcze jakieś wątpliwości. Może faktycznie coś takiego zostało kiedyś powiedziane przez te źródła?*Kiedy jednak doszło do Einsteina i jego rzekomego wspierania sekretu, sprawa stała się jasna. Mój rozmówca opierał swoją argumentację na niezweryfikowanych cytatach, których w internecie jest cała masa.

Przy okazji – weryfikacja pokazała, że wspomniane źródła nic takiego nie powiedziały. Ale dzięki temu mamy fajne przykłady, które możemy wykorzystać do zademonstrowania zjawiska fałszywych cytatów.

*Nawet jeśli – wciąż byłby to błąd p.t. „argument do autorytetu”, ale tu już trzeba by się zająć wyjaśnianiu rozmówcy dlaczego taka argumentacja jest błędna.


Skąd się biorą fałszywe cytaty?

Cóż, pierwotna potrzeba jest dość oczywista. Słuchanie autorytetów jest ludzką skłonnością. Szkodliwą i nierozsądną, ale naturalną i ludzką. Jeśli więc chcesz sprzedać coś komuś – produkt, usługę, ideologię – wsparcie tej ideologii jakimś cytatem ze strony jest jakimś pomysłem.

 

Einstein1921 by F Schmutzer 2

Źródło: Wikimedia Commons

Co jednak, jeśli żaden autorytet zdaje się nie wspierać naszej ideologii? Cóż, wtedy zawsze możemy wyrwać jego słowa z kontekstu, by wydawały się nas wspierać. Tak jest np. z Einsteinowskim „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.” , który to cytat owszem, mówi o roli wyobraźni – ale w kontekście prowadzenia badań naukowych. Podobną sytuacja okazało się rzekome wsparcie Warrena Buffeta dla MLMu. W rzeczywistości kupił on jedną firmę sprzedaży bezpośredniej o chwalił sobie zakup jej akcji. To mniej więcej tak, jakby twierdzić, że skoro ktoś chwali sobie zakup akcji McDonalds, to rekomenduje zatrudnienie się na stanowisku kucharza w restauracji McDonalds ;)


Szukanie cytatu do wyrwania z kontekstu jest jednak trudne i pracochłonne. Trzeba się wysilić, poczytać nieco książek. Po co się więc wysilać, skoro można taki cytat po prostu wyssać z palca i przypisać danemu autorytetowi? Albo, ostatecznie, wziąć fajny cytat innej osoby i przypisać jego autorstwo komuś, kogo wybierzemy.

Tak swego czasu zrobił znajomy trener. Spodobał mu się cytat „Najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej tworzenie”. Nie jest jasne, kto jest prawdziwym autorem tego cytatu. Proponowano m.in. Alana Key’a, Petera Druckera i Dandridge’a Cole’a. Nie pamiętam już od którego z nich wziął ten cytat mój znajomy – wydaje mi się, że od Druckera, ale głowy nie dam. Pamiętam natomiast, że znajomemu strasznie nie podobało się nazwisko tego autora i stwierdził, że to ktoś zupełnie nieznany i głupio brzmiący. Trener ten wymyślił więc nazwisko, które jego zdaniem lepiej pasowało do cytatu i zaczął go cytować z podpisem Richard Blacksbury lub Sir Richard Blacksbury. Do dziś można gdzieniegdzie znaleźć takie jego wersje, powielane przez kolejne osoby, którym spodobał się ten cytat.

Tak wygląda również sytuacja z rzekomym wsparciem Einsteina dla „prawa przyciągania”, „sekretu” i podobnych odlotów. Najczęściej przytaczanym „cytatem” jest tu „Wszystko jest energią. Wszystko. Dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka” . Problem w tym, że Einstein nigdy niczego takiego nie powiedział. Ba, Einstein traktował już „zwykłą” fizykę kwantową jako dziwne odloty i był jej zażartym przeciwnikiem, nie ma więc szans, by wspierał idee pokrewne „sekretowi”. W rzeczywistości cytat ten pochodzi od Darryla Anaki, gościa, który twierdzi, że opętuje go kosmiczny byt znany jako Bashar. To jednak brzmi podejrzanie jak zwykłe obłąkanie, zdecydowanie więcej wiarygodności przydaje temu cytatowi przypisanie go Einsteinowi. Zresztą ilość bzdurnych cytatów przypisanych Einsteinowi w necie jest niemal nieskończona.

Fajnych niestety również, gdyż słynne „Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do wszechświata.” również prawdopodobnie nie pochodzi od Einsteina.


Innym sposobem na fałszywe cytaty są bowiem zwykłe błędy w działaniu ludzkiej pamięci. Cytaty zostają nam w pamięci, nie pamiętamy jednak skąd się wzięły i często przypisujemy je „na wyczucie”. Tak było z cytatem o głupocie, który psychoterapeuta Fritz Perls przypisał w swojej książce Einsteinowi – nie ma jednak żadnych dowodów na to, że Einstein faktycznie to powiedział.

Tak również jest z wędrującym obecnie po internecie cytatem, wg. którego Bill Gates wspiera MLM, twierdząc, że gdyby miał zaczynać dziś od nowa, zacząłby w network marketingu. Gates oczywiście nic takiego nie powiedział (jest mocno wątpliwe, czy w ogóle ma świadomość istnienia czegoś takiego jak MLM), cytat ten pochodzi od Donalda Trumpa, który powiedział to przy okazji promocji swojego MLMu, Trump University (oskarżanego o liczne oszustwa, sprawy – wytoczone z urzędu – w toku). Łatwo jednak sobie wyobrazić, jak ktoś mógł zapamiętać ten cytat, kojarząc go z kimś bogatym, po czym uznać „Bogaty? To pewnie Gates!” i przypisać go Gatesowi. Swoją drogą, to, że Trump mógł powiedzieć taką bzdurę, niespecjalnie mnie dziwi – facet okazał się wybitnie uzdolniony w marnotrawieniu pieniędzy ojca, więc kolejne demonstracje braku kompetencji biznesowych nie są żadnym zaskoczeniem.


Pewną alternatywą dla fałszywych cytatów osób są fałszywe cytaty instytucji, lub innego rodzaju wypowiedzi korzystające z autorytetu danego środowiska. Stało się to szczególnie łatwe w przypadku dużych mediów, które – zwłaszcza na zachodzie – otwierają się jako platformy blogowe dla wszystkich chętnych. W efekcie praktycznie każdy może dziś pisać na amerykańskiej stronie np. Forbes’a, a osoby nieświadome sytuacji będą traktowały takie prywatne blogi jako równie wiarygodne, co artykuły, które przeszły weryfikacje redakcyjną. Tak – na tyle na ile byłem w stanie wyszukać – było m.in. z wsparciem Forbesa dla MLMu.

Oczywiście, w przypadku mediów nawet „redakcyjne” artykuły potrafią być wyjątkowo kiepskiej jakości, ale to już inna kwestia.


Jak weryfikować wiarygodność cytatu?

„Wniosek z tego artykułu jest dość prosty – nie wierz w to, co czytasz w sieci. Weryfikuj, sprawdzaj.” – Budda

Fakt, wykazanie fałszywości cytatu ma pewna wadę – wymaga dużo pracy i wyjaśnień. W tym samym czasie rozmówca może wyssać z palca i wyrzucić kolejnych 50 fałszywych wypowiedzi, rzekomo wspierających jego tezę. Na szczęście rzadko kiedy będzie na tyle kreatywny – zwykle w takich sytuacjach ludzie opierają się na argumentacji, którą już znają, powtarzając te same fałszywe cytaty. Dlatego odrobina wyszukiwania w internecie pomoże Ci się „zaszczepić” przeciwko większości bzdur powtarzanych w danym temacie. Jak się do tego wyszukiwania zabrać?


1. Po pierwsze – zacząć od uświadomienia sobie, że wiarygodny, czy niewiarygodny, cytat naprawdę nie ma żadnej wartości dowodowej.

2. Jeśli jednak się uprzesz, zacznij od sprawdzenia Wikiquote – internetowego zbioru cytatów. Zdecydowanie polegaj raczej na angielskiej wersji – wiarygodność polskiej jest niestety wyraźnie niższa.

3. Warto też sprawdzić w popularnych serwisach obalających kaczki dziennikarskie i miejskie legendy, np. Snopes.com

4. Możesz też poszukać samego cytatu z dopiskiem „źródło” i postarać się dotrzeć do pierwotnego źródła, z którego ma się wywodzić. Jeśli źródło to nie jest źródłem z pierwszej ręki – napisanym przez sam autorytet – należy podchodzić do wiarygodności cytatu bardzo, bardzo sceptycznie.

5. W ramach cyklu Popularne Argumenty na Sceptycznie.pl zaczęliśmy też budować bazę fałszywych cytatów.

6. W przypadku twierdzeń przypisywanych różnym mediom:

a) pamiętaj, że dziennikarze też popełniają błędy, niekiedy wybitnie popisowe

b) sprawdzaj, czy źródłem jest faktycznie samo medium, czy też jest ono używane np. jako platforma blogowa, której autorzy mają swobodę wypowiedzi. Bywa to często wykorzystywane przez PRowców różnych firm, chcących zbudować wrażenie wsparcia dla ich tytułu ze strony dużego medium.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis