Nie, wcale nie jestem wariatem – coś o sygnałach społecznych…

To zabawne ile wysiłku wkładamy w to, by ludzie wokół uznali nas za normalnych…

No, dla niektórych z nas jest już za późno by udawać normalnych…

Wychodzisz do sklepu. W połowie drogi zdajesz sobie sprawę, że portfel został w domu.

I teraz racjonalnym i sensownym byłoby po prostu nagle odwrócić się na pięcie i wrócić do domu, prawda?

Ale większość z nas, zwłaszcza jeśli wokół są ludzie, zrobi coś nieco bardziej złożonego.

Zatrzymamy się. Klepniemy się w czoło. Złapiemy się za głowe. Rzucimy fakiem. Poklepiemy się po kieszeni. I dopiero wtedy, niezbyt szybko, odwrócimy się i zaczniemy wracać.


Siedzisz w biurze, nagle przypominasz sobie, że musisz porozmawiać z osobą z innego działu. Najwydajniej byłoby od razu wstać i pójść tam.

Ale nie robisz tego.

Nie. Ty sygnalizujesz, że coś Ci się przypomniało. Może coś mrukniesz pod nosem, może powiesz głośniej, może klepniesz się w czoło. Dopiero wtedy wstaniesz i pójdziesz.


Pijesz kawę w kawiarni. Kończysz.

Racjonalne byłoby po prostu wstać i wyjść.

Ale ludzie tego nie robią. Wychylą jeszcze filiżankę, by zademonstrować, że na pewno jest pusta. Rozejrzą się. Może sprawdzą zegarek. Powoli wstaną i zaczną się zbierać.


Wsiadasz do windy, wciskasz przycisk wyższego piętra, ale ona jedzie w dół. Na samym dole do windy wsiada inna osoba.

Racjonalnie byłoby nic nie mówić i nie robić. Ale większość ludzi da jakiś sygnał lub komentarz typu „wywiozła mnie w dół niepotrzebnie.”


Biegniesz na peron metra (wiem, wiem, Warszawocentryczny przykład :P ), ale drzwi zamykają Ci się tuż przed nosem.

Racjonalne – zamknęły się i trudno.  Ale większość z nas pokaże w jakiś sposób swoje rozczarowanie, to, że nie urządzamy sobie szaleńczych biegów po peronie tylko dla zabawy. Że miało to jakiś cel, którego nie udało nam się osiągnąć.


To wszystko i wiele, wiele innych zachowań jest tylko po to, by dać innym ludziom prosty sygnał.

„Jestem normalny. Przewidywalny. Nie zrobię niczego dziwnego. Nie wezmę nagle zszywacza i nie spróbuję Cię nim przymocować do tablicy ogłoszeniowej. Jestem normalny. Nie ma się czego bać.”

Zdajemy sobie przynajmniej w pewnym stopniu sprawę, że inni nie wiedzą co dzieje się w naszej głowie. Nauczyliśmy się więc odgrywać taki teatr jednego aktora. „Ah, zobaczcie drodzy ludzie, ja czegoś zapomniałem! Wracam się bo czegoś zapomniałem! Nie zmieniam kierunku marszu jak wariat, ja po prostu czegoś zapomniałem!”

Co ciekawe, takie zachowania robimy zwykle nawet wtedy, gdy w okolicy nie widzimy nikogo. „Na wszelki wypadek”, może akurat ktoś obserwuje. Albo po prostu dlatego, że jest to już automat – ale pierwotną przyczyną tego automatu jest właśnie taki sygnał „nie jestem szalony/nie jestem nieprzewidywalna”.


Takie „uspakajanie ludzi” ma oczywiście na celu pozostanie w grupie, zasygnalizowanie, że nie jesteśmy zagrożeniem dla stada. Nieważne, że dziś nie obowiązują już stare plemiona i miażdżąca większość osób oglądająca nasz teatrzyk nigdy więcej nas nie zobaczy. I tak ten teatrzyk urządzamy. Na wszelki wypadek.


Z jednej strony to po prostu ciekawostka. Fajna rzecz do obserwowania, jeśli bawi Cię obserwacja ludzi i zastanawianie się co robią i czemu.

Z drugiej ciekawe narzędzie jeśli chcemy wpłynąć na czyjeś emocje. Celowe zahamowanie takich sygnałów „normalności” może być cennym narzędziem np. w negocjacji, jako metoda wyprowadzenia drugiej strony z równowagi. (Oczywiście lepiej działa to w negocjacjach ostrych w modelu win-loose, niż na negocjacjach w długoterminowje współpracy win-win.)

Przy czym, oczywiście, nie przeceniałbym wpływu tej techniki. Bo choć naturalnie urządzamy taki teatrzyk, to jest on w dużej mierze zbędny – większosć ludzi, na widok człowieka zawracającego na pięcie sama sobie dopowie historię pt. „pewnie zapomniał telefonu…” Dopiero przy wielokrotnym braku takich sygnałów lub wyjątkowo nagłej zmianie zachowania może zajść efekt „coś tu jest nie tak.”



Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Piotr Szostak

    Zarówno ja jak i osoby z mojego otoczenia to robią, ale nigdy nie zastanawiałem się nad tym, że może to być zbędne :)

  • Zdzisiu

    Też tak robię. Nawet zastanawiałem się, czy bardziej naturalnie nie byłoby właśnie nie robić tych teatralno-kreskówkowych gestów.

    Koty mają podobnie. Jak nie uda im się gdzieś wskoczyć i zlecą, to zaczynają lizać sobie łapę i z godnością udawać, że tak miało być.