Jedną z rzeczy, które zacząłem w tym roku regularnie robić na blogu jest upraszczanie sobie życia. Przygotowuję artykuły – odpowiedzi na co regularniej powtarzające się argumenty, triki retoryczne czy po prostu pytania, dzięki czemu gdy po raz 50-ty się z nimi spotykam, mogę po prostu wkleić link do odpowiedzi i oszczędzić czas :)

Przy okazji może to co niektórym rozmówcom uświadomić, że ich wyjątkowa i przełomowa argumentacja jest tak naprawdę czymś, z czym się już dziesiątki albo i setki razy spotkałem i dlatego niespecjalnie na mnie robi wrażenie. Nic osobistego, po prostu już to znam ;)


Jednym z takich regularnie powtarzających się zarzutów wobec mnie jest to, że „uważam się za nieomylnego”, „nikt nigdy nie widział, bym komuś przyznał rację”, itp. itd. Ponieważ nie chce mi się do tego za każdym razem odnosić i tłumaczyć, postanowiłem to zrobić raz, „masowo”:

1. Odnośnie tego, że nigdy nie przyznałem nikomu racji, itp. Cóż, nawet przeglądając archiwa tego bloga można znaleźć nieco takich sytuacji, gdy ktoś mnie jednak przekonał (choćby w kwestii kadyceusza TUTAJ). Ba, jest kilka osób, które regularnie mają możliwość mnie do czegoś przekonać czy wskazać błędy w myśleniu, choćby (mniej aktywny w ostatnim roku niestety) Michał Kulczycki czy Jan Jędrzejczyk. Kwestia tego JAK to robią – stosując konkretne, merytoryczne, uzasadnione badaniami argumenty.

2. Jeśli dyskutujesz by mnie przekonać/wykazać mój błąd, możesz to zrobić łatwo, demonstrując odpowiednie badania, niezależne analizy, itp. Dobrze by przy tym było, żebyś sam je wcześniej przeczytał – jeśli zacytujesz teksty w rzeczywistości niezwiązane z Twoją tezą lub wręcz je podważające (a Ty podasz je jako wspierające), cóż, może nie jesteś zupełnie skreślony, ale Twoje szanse bardzo mocno spadają.

3. Faktem jest jednak, że pewne rzeczy na pewno mnie nie przekonają i mogę je z góry wymienić, tak, żebyśmy nie marnowali sobie nawzajem czasu:

a) Nie przekonasz mnie tym, że Twój znajomy tak zrobił i to go uzdrowiło, pomogło mu, lub przeciwnie, zaszkodziło. Korelacja nie jest równoznaczna z przyczynowością – efekt Twojego znajomego mógł być konsekwencją czegoś zupełnie innego, czego nie bierzesz pod uwagę.

b) Nie przekonasz mnie zarzucając mi motywację w rodzaju zazdrości, zawiści, nienawiści, bycia finansowanym przez wielkie korporacje czy dowolnej innej próby „zabójstwa charakteru”, która i tak nijak się nie ma do tematu.

c) Nie przekonasz mnie tym, że zarzucisz iż nikt nie jest w stanie mnie nigdy przekonać i nikomu nie przyznaję racji. Przyznaję ją osobom kompetentnym, chcesz bym przyznał Tobie, zademonstruj swoje kompetencje i niech będą naprawdę niezłe.

d) Nie przekonasz mnie tym, że będziesz mnie obrażał. Naprawdę sądzisz, że to kogokolwiek może przekonać?

e) Nie przekonasz mnie tym, że będziesz się powoływał na swoje doświadczenie, z niego naprawdę nie da się wiarygodnie wnioskować.

f) Nie przekonasz mnie tym, że będziesz się powoływał na materiały propagandowe czy reklamowe, czy naprawdę muszę wyjaśniać czemu?

g) Nie przekonasz mnie tym, że będziesz twierdził, że badania są złe i kupowane przez korporacje. Jeśli strzelasz taki argument, praktycznie pewne jest, że nie rozumiesz realnych mechanizmów związanych z wynikami badań.

h) Nie przekonasz mnie tym, że będziesz twierdził, że wg. statystyki Ty i Twój pies macie trzy nogi. Takie twierdzenia demonstrują, że nie rozumiesz statystyki i tylko tyle.


Tak naprawdę, bracie, siostro, wujku Zegrzysławie, tudzież słodziaku, nie przekonasz mnie niczym, poza twardymi, obiektywnymi faktami. Ale o tych ostatnich z przyjemnością podyskutuję i masz tam jak najbardziej okazje mnie przekonać :)

www.dianadomin.com

Dziś będę wredny. Zdjęcie autorstwa Diana Domin (www.dianadomin.com)


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)



Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis