Zdelegalizować rozwój osobisty

Magazyn Porażka

Smutni Trenerzy Rozwoju Osobistego

Liczne kpiące artykuły na popularnych blogach typu Make Life Harder

Co się dzieje? Skąd ta fala kpin, niechęci i agresji wobec coachingu i rozwoju osobistego? Czyżby to owieczki matriksa broniły się przed wyjściem ze strefy komfortu i napędzane zazdrością i zawiścią masowo hejtowały ludzi sukcesu?

Eee, nie. Nic z tych rzeczy. Po prostu brak odwagi ma swoją cenę.

ostrich-171313_1280

Przez wiele lat publicznie piętnowałem patologie rozwoju osobistego. Nie byłem oczywiście jedyną taką osobą, choć byłem zdecydowanie jedną z pierwszych i głośniejszych w temacie. (Za co zresztą część środowiska do dziś skrajnie mnie nie trawi.) Dziś krytyka, lub wręcz wykpiwanie rozwoju stało się popularne, mainstreamowe, wręcz modne. Pięć, osiem lat temu było to jednak przekroczeniem pewnego tabu. Przesadzałbym mówiąc, że wymagało odwagi – od ostracyzmu społecznego nikt jeszcze nie umarł. Wymagało jednak na pewno gotowości by płynąć pod prąd i narazić się na niechęć środowiska. Także niechęć osób które się lubiło i/lub szanowało.


Przez te wszystkie lata takie piętnowanie patologii spotykało się z bardzo przewidywalnymi, powtarzalnymi reakcjami. Dodam – reagowano tak nie tylko na moje wypowiedzi (tu można by przypisać odpowiedzialność stylowi krytyki), ale na argumenty wszystkich znanych mi krytyków rozwoju. Reakcje te to:

a) Atak ad personam. Nie znamy się, zazdrościmy, sami nie mamy klientów i wylewamy swoje frustracje. Jak byłeś na szkoleniach guru to się nie wypowiadaj, bo jesteś sfrustrowanym klientem i sam się nie starałeś. Jak nie byłeś na szkoleniach guru to się nie wypowiadaj, bo przecież cie tam nie było. Jak jesteś ekspertem w temacie to się nie wypowiadaj, bo dokopujesz konkurencji i to nieuczciwa konkurencja. Jak nie jesteś ekspertem w temacie, to stul pysk, kim ty jesteś, by krytykować guru?  Słowem, guru jest dobry, Ty jesteś zły bo śmiesz go krytykować.

b) Rynek zweryfikuje. Czyli naiwna wiara w magiczną moc rynku, w sytuacji w której klienci mają słabe możliwości dotarcia to trafnych informacji n.t. skuteczności oraz bardzo ograniczone możliwości samodzielnej weryfikacji tej skuteczności. Ignorowanie mocy marketingu (oraz możliwości nieetycznych guru w zakresie wykorzystywania różnych środków marketingowych). Ignorowanie czasu trwania takich procesów, nawet jeśli faktycznie działają i krzywdy ludzi, którzy wpadną w ręce guru w tzw. międzyczasie.

c) Nie kalajmy własnego gniazda. I różne odmiany tego („Klient przychodzi do takiego nauczyciela, na jakiego jest gotowy”, „Skupmy się na dawaniu dobrej jakości samemu”, i podobne zabawy). Innymi słowy, nie róbmy afery, nie nagłaśniajmy sprawy, rozejdzie się po kościach. Niczym klasyczny już mem internetowy…

d) W końcu ktoś powiedział co myślałem! Na początku takich reakcji prawie nie było. Z biegiem czasu jest ich coraz więcej i nastawienie odbiorców się zmienia. To dobrze, choć pokazuje to ile czasu wymaga taka praca u podstaw.



Przerwa na reklamę ;)


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)



Wracamy do artykułu :)



Pierwszą kategorię reakcji w tym artykule pominę – ot, fani guru. Podobnie czwarta – ta akurat była pozytywna, ale zbyt mało osób i zbyt rzadko decydowało się na to rozwiązanie. W tym artykule chciałem zwrócić uwagę na dwie środkowe reakcje. Bo to właśnie one odpowiadają za „Zdelegalizować rozwój”, „Magazyn Porażka” i podobne projekty.

Coachowie, trenerzy czy rozwojowcy, którzy rozglądają się spłoszeni i próbują rozpaczliwie zrozumieć czemu nagle świat tak znienawidził coaching i wylewa na rozwój osobisty falę kpin… powinni po prostu spojrzeć w lustro.

My wszyscy, jako środowisko coachingowe, sami sobie na to zapracowaliśmy. Wciąż pracujemy.

To nie zarzut wobec jednostek – jest wiele osób, które włożyły ogromnie wiele wysiłku w promocję zdrowego rozwoju i punktowanie patologii. Mam dla nich wielki szacunek za takie starania. Cieszę się, że sam mogłem do tego dorzucić kilka kamyczków. Te jednostki osiągnęły pewien sukces.

Natomiast jako środowisko, polegliśmy.


Chcieliście czekać, aż rynek sam zweryfikuje? No to proszę bardzo, weryfikuje! Tyle tylko, że nie działa z chirurgiczną precyzją, wyrzucając patologie i zachowując to co dobre. Łatwiej wylać dziecko z kąpielą, odrzucić cały rozwój osobisty.

Coaching to nie chleb. To nawet nie wódka.

Świat przeżyje bez rozwoju. Ludzie dadzą sobie bez nas radę.

Jasne, coaching, szkolenia, rozwój, to wszystko może wzbogacić świat, ułatwić ludzkie życie, zwiększyć skuteczność działań i jakość życia. To wszystko ma realną wartość.

Ale ludzie dadzą sobie radę zupełnie bez tego. Większość społeczeństwa daje sobie radę bez książek, naprawdę sądzisz, że bez coachingu sobie nie poradzi?

Każdy krytyczny artykuł o coachingu, każde równanie coachów z motywacyjnymi szarlatanami to właśnie przejawy tej weryfikacji, na którą tak czekaliście.

Podoba się Wam?


Nie kalamy własnego gniazda? No i spoko, tylko kał i tak do niego wpada. Szlam i tak się zbiera i ludzie i tak zaczynają czuć, że coś tu śmierdzi. I nie różnicują, że śmierdzi ten czy tamten pajacyk, ten palant od bicia ludzi po gębie, tamten oszołom od truizmów ze sceny czy inny klaun wyzywający swoich klientów.

Ludziom to wisi. Śmierdzi? To wywal całość! Po co ryzykować?!

To, co nazywacie „kalaniem własnego gniazda” to nic innego, jak wskazywanie na szajs, który już tam jest. Przecież jeśli my nie mówimy, że coś jest szajsem, to wszyscy wokół uznają, że dla nas to coś normalnego! Jasne, może im dłużej zająć odkrycie tego, ale jak już dostrzegą, to powiążą to też z nami! Jak wdepniesz w świeżą kupę na ulicy i nie będziesz jakoś próbował oczyścić butów, to ludzie nie uznają, że ulice są brudne, tylko, że to Ty śmierdzisz! I będą mieli rację – przez Twój brak działania syf przykleił się też do Ciebie!

Dlatego nie dziwię się „Porażce” ani innym podobnym ruchom. Nie dziwie się, bo przewidywałem dokładnie takie konsekwencje, wprost o nich pisałem, od wielu lat. To naprawdę było oczywiste, dla każdego kto spróbuje choć na chwilę wyjrzeć poza koniec swojego nosa i przeanalizować jakie konsekwencje mogą mieć takie, a nie inne postawy środowiska.


Co możemy zrobić?

Wziąć jaja w garść. Przestać uciekać przed tematem. Przestać go unikać. Przestać prawić dyrdymały o tym, że „to klient wybiera”, „rynek zweryfikuje”, „każdy trafia do odpowiedniego nauczyciela”, czy „nie należy hejtować”.

To wymówki i brednie. Sami doskonale to wiedzieliście, nawet gdy gardłowaliście te same hasła. Bo tak było łatwiej. Bo dzięki temu nie musieliście się angażować, mogliście się zająć swoim poletkiem, zamykając oczy na cholerny pożar, który coraz radośniej pochłania wszystko wokół.

To się musi skończyć. Jesteście coachami, pomagacie ludziom brać odpowiedzialność. Weźcie ją choć raz sami za siebie i swoje otoczenie! Jesteście trenerami, uczycie ludzi jak skuteczniej działać. Zacznijcie to robić sami. Jesteście rozwojowcami, pomagacie wyjść ze strefy komfortu.  Wyjdźcie ze swojej.

Jeśli nie chcecie, by większości ludzi coaching kojarzył się z szarlatanerią, oszustwem i nawiedzonymi świrami z telewizji śniadaniowych, to trzeba temu wspólnie postawić tamę.

Trzeba jasnych, wspólnych, precyzyjnych przekazów.

Ganienia patologii i punktowania ich.

Edukowania ludzi czym faktycznie jest coaching, ale z jasnym wskazaniem „te i te zachowania nie mają z tym nic wspólnego”; „taka i taka osoba to patologia i wypaczenie”.

To jedyna szansa, by coś tu osiągnąć. Tu nie ma co stać z boku i czekać. Jasny, spójny, MASOWY przekaz. Spokojny, wyważony, profesjonalny, ale spójny, regularny i masowy. Albo się na to zdecydujemy, albo mamy, jako branża, przewalone.

Bo alternatywą jest to, że, w najlepszym wypadku, przez kolejnych 20 lat zamiast przekonywać klienta czemu Twoja oferta jest najlepszą na rynku i skuteczniejszą od konkurencji, będziemy musieli przekonywać, że nie jesteśmy oszustami i naciągaczami, mamiącymi ludzi bredniami po to, by przez kilka dni nieco ciężej pracowali.

Nie wiem jak Ty, ale ja wolałbym tego scenariusza uniknąć.



Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem. Pierwszy zjazd rozpoczyna się już 21 września! 




Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis