Neurologia: Co wspomnienia mają wspólnego ze snami?

Jakiś czas temu pisałem w tym cyklu o pracach Wildera Penfielda, które miały na celu stworzenie mapy mózgu poprzez pobudzanie kolejnych jego obszarów elektrodą. Wtedy skupiłem się na tym, co wynikło z jego prac dla zrozumienia map ciała, dziś natomiast chciałem napisać więcej o jego odkryciach związanych z pamięcią… a być może również z marzeniami sennymi.

Jak być może pamiętasz, Penfield pobudzał kolejne obszary mózgu świadomych pacjentów elektrodą i pytał ich o ich doświadczenia. Mógł to robić, ponieważ sam mózg jest pozbawiony czucia, taka interwencja nie sprawiała więc pacjentom żadnej przykrości, a stanowiła wprowadzenie do operacji mającej pomóc im w przezwyciężeniu poważnej epilepsji.

W trakcie takiej pracy odnalazł neurologiczne mapy tego jak odczuwamy i jak sterujemy ciałem, ale znalazł też dużo więcej. Dotarł do ludzkich wspomnień… A przynajmniej tak się wydawało na początku. Np. pobudził określony neuron i nagle pacjent opowiedział, jak przyszło mu na myśl bardzo realistyczne wspomnienie, w którym jako dziecko odwiedzał z matką tartak. Wydawało się, że oto udało się odkryć sekrety ludzkiej pamięci i wykazać, jak zapisywane są wspomnienia… Stąd wzięły się m.in. poglądy Penfielda n.t. tego, że mózg zapisuje dokładnie wszystkie nasze wspomnienia i doświadczenia i wystarczy go pobudzić w odpowiedni sposób, by je przywołać.

Tyle tylko, że gdy po początkowej fazie entuzjazmu zaczęto dogłębniej badać temat, zaczęło się okazywać, że coś tu nie gra. Np. rozmawiano z matką wspomnianego pacjenta i okazało się, że sytuacja z tartaku nigdy się nie wydarzyła, nie za bardzo nawet miała jak się wydarzyć. A więc przywołane wspomnienia niekoniecznie były prawdziwe.

Ponieważ procedura badania zakładała nagrywanie operacji (fragmenty operacji Penfielda można i dziś znaleźć online), zwrócono uwagę na treść nagrania i na to, co działo się przed przywołaniem „wspomnienia” o wizycie w tartaku. Jak się okazało, kilka minut przed tym wspomnieniem rozmowa zeszła na tematy rąbania drewna. Ten kontekst został następnie włączony do doświadczenia będącego wynikiem pobudzenia konkretnego neuronu.

Innymi słowy, struktura naszej pamięci mniej przypomina dokładny zapis, a bardziej pewne punkty centralne (np. matka, wyjazd), do których na bieżąco dobudowywany jest odpowiedni kontekst. Można wręcz oczekiwać, że podobny proces ma miejsce w naszym świadomym funkcjonowaniu – w oparciu o sygnały, jakie dochodzą do nas z różnych źródeł zewnętrznych i kontekst w jakim się znajdujemy, budowane jest określone doświadczenie w którym funkcjonujemy.

Daje to również bardzo ciekawą perspektywę na sny i to co dzieje się w naszej głowie podczas śnienia. Patrząc na sen z perspektywy tego modelu, mamy sytuacje w której mózg w sposób na wpół losowy pobudza różne neurony i aktywuje skojarzenia z nimi związane, a system odpowiedzialny za utrzymanie spójności naszych doświadczeń tworzy z tego mniej lub bardziej składną opowieść. Wyjaśnia to dlaczego niektóre sny mogą się wydawać znajome lub wręcz budować pozornie spójną historię – są efektem aktywacji tych samych punktów centralnych, tych samych neuronów. Zgodnie z główną zasadą działania mózgu (neurony, które odpalają się razem, łączą się) mogą w ten sposób powstać nawet całe cykle neuronów aktywujących się razem – czyli coś, czego doświadczalibyśmy jako powtarzający się, identyczny lub bardzo podobny sen.

Pisałem o tym, że podczas snu mózg pobudza różne neurony w sposób na wpół losowy i jest to coś, co muszę rozwinąć. Na wpół losowy, ponieważ, chociaż nie ma jakiejś stałej procedury ich aktywacji, faza rem snu jest fazą integracji wspomnień i doświadczeń, a więc to czego doświadczamy podczas minionych kilku-kilkunastu dni będzie dominowało wśród tego, co jest pobudzane.

Jakie są z tego praktyczne wnioski?

Z pierwszej części, dotyczącej pamięci, takie – które mamy już potwierdzone też z innych źródeł – że wspomnienia nie są wierne, trafne i realistyczne, ale niesamowicie plastyczne i płynne.

Z drugiej, dotyczącej snów, wnioski są dużo ciekawsze. Z jednej strony pokazują one bowiem bezsens wszelkich senników czy prób odgórnej i zewnętrznej interpretacji snów. A z drugiej pokazuje, że własna interpretacja snów może być, w pewnych specyficznych warunkach, przydatna. Jakie to warunki? Jeśli mamy pewien, określony i powtarzający się wzorzec marzeń sennych – sny, które wydają się znajome, lub wręcz są identyczne, to niemal na pewno pobudza je ten sam bodziec z naszego życia, bodziec niekoniecznie uświadomiony. Takie sny, jeśli wiemy w jakich sytuacjach się pojawiają, mogą stanowić dla nas sygnał alarmowy pt. „słuchaj, znów jesteś w takiej sytuacji, zwróć na to uwagę.”

To, co widzimy lub nie, jest ledwie snem we śnie


Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Michał Wieradzki

    Szczególnie końcowy wniosek bardzo ciekawy :)