Pośród wielu mitów n.t. ludzkiej psychiki, ten jest chyba jednym z najwredniejszych. Jest podły, gdyż uderza w populację osób, które i tak są już w ciężkiej sytuacji – ludzi chorych na raka – i jeszcze bardziej ich dobija, sugerując, że ich choroba jest wynikiem tego, że nieodpowiednio myśleli.


No więc nie, nie jest.


Powtórzę to – nie ma rzetelnych dowodów na powiązanie nowotworów z psychiką. Nie ma nawet powodów na to, żeby takie powiązanie miało istnieć – w końcu zwierzęta też chorują na nowotwory, jakież one mają niby mieć szkodliwe przekonania?


Idea „to jak myślisz może sprowadzić na Ciebie raka” jest niezwykle atrakcyjna w środowiskach rozwojowym i altmedowym. Jest atrakcyjna z prostego powodu – rak to przerażająca sprawa:

– każdy może go dostać. Dosłownie – każdy z nas ma już teraz w swoim organizmie masę komórek, które mogą przekształcić się w raka, po prostu nasz system immunologiczny sobie jak na razie z nimi radzi,

– za wyjątkiem kilku bardzo wyraźnych czynników jak palenie czy pierwiastki radioaktywne, nie ma tak naprawdę zbyt wielu jasno potwierdzonych przyczyn raka, nie wiadomo więc czego unikać, ani jak się przed nim bronić,

– choć wiele rodzajów nowotworów jesteśmy w stanie skutecznie pokonać, zwłaszcza przy odpowiednio wczesnym wykryciu, istnieje też nieco takich, na które nie jesteśmy w stanie niemal nic zrobić, które stają się tak naprawdę wyrokiem śmierci,

– która to śmierć jest też często po prostu paskudna i bolesna.


Paskudna, bolesna śmierć, która może być nie do uniknięcia, przed którą w zasadzie nie wiadomo jak się bronić i na którą każdy jest narażony? Powiedzmy sobie szczerze, to paskudna perspektywa. Nic wiec dziwnego, że ludzie szukają ulgi i poczucia bezpieczeństwa w temacie, choćby złudnego. Łatwiej jest w końcu zwalić chorobę na błędy w myśleniu niż stwierdzić, że po prostu wyciągnęło się nieodpowiednią kartę w loterii genetycznej.


Sam należałem do takich osób. Sam wierzyłem i powtarzałem, że psychika pozwala redukować szanse na raka i pomóc się go pozbyć. W końcu co z pacjentami Simontona?  Co z panem Wrightem, słynnym pacjentem dr. Westa, którego rak zdawał się znikać i powracać w  zależności od jego wiary w eksperymentalny lek kreiboizen?

Cóż, gdy wziąłem się w końcu za weryfikację tych historii, okazywały się dużo mniej różowe.

Weźmy pacjenta dr. Westa… No właśnie, pacjent był dr. Westa, ale całą sprawę opisał z drugiej albo i trzeciej ręki psychoanalityk Bruno Kopfler. Nikt inny nie opisywał tego przypadku – na tyle szokującego, że należałoby oczekiwać, by zrobił to choćby jego lekarz prowadzący, West. Ten jednak się na to zdecydował. Kopfler nie opisał też tego przypadku w piśmie medycznym, a piśmie poświęconym badaniom osobowości – a więc takim, gdzie standard weryfikacji medycznej był zdecydowanie niższy.

Dalej jest jeszcze ciekawiej. Choć artykuł jest często cytowany, niemal zawsze są to cytaty wtórne. Innymi słowy, ludzie przytaczający ten artykuł nie wiedzą zwykle o czym on jest, wierzą na słowo innym autorom w takie deklaracje. Tymczasem można by oczekiwać, że artykuł będzie ogromnym studium tego wyjątkowego przypadku, ale… Nie. Jest on w nim wspomniany, ale bynajmniej nie jest to artykuł koncentrującej się tylko na tej kwestii.

Ej, coś mi tu nie gra. Case, który jest w zasadzie przełomowy dla medycyny, a nie został opisany nigdzie poza pismem zajmującym się testami osobowości? Przez faceta, który specjalizował się w teście Rorschacha i nie był nawet głównym obserwatorem całej sytuacji?

Co więcej, przez ponad 50 lat, które minęło od publikacji artykułu, nigdzie na świecie nie zdarzył się drugi taki przypadek? Wszyscy cytują ten sam art z 1957?

Coś tu nie gra.


Co w takim razie z Simontonem? On przecież opisuje swoich najlepszych pacjentów w książce „Getting well again”? Cóż, tu również analiza pięciu najbardziej obiecujących raportów wskazuje, że u dwóch pacjentów zadziałała normalna terapia, jedna osoba miała wolno rozwijający się nowotwór, jedna prawdopodobnie nie miała raka, a ostatnią dało się uratować dzięki normalnej terapii (Friedlander ER. Mental imagery. In Barrett S, Cassileth BR. Dubious cancer treatment. Tampa, Florida: American Cancer Society, Florida Division, 1991, s 73-78.). Również jego twierdzenia okazują się być wątpliwe.


Nie ma również żadnych dowodów na postulowane powiązanie raka z negatywnym myśleniem, negatywnymi emocjami, itp. Jak wspominałem, nowotwory regularnie występują również u zwierząt, więc postulując związek raka z negatywnym myśleniem musielibyśmy postulować również bardzo złożoną świadomość (zdolną do tworzenia werbalnych przekonań!) u takich np. szczurów. Albo postulować, że ludzie są z jakiegoś powodu ultrawyjątkowi i tylko u nas rak powstaje z innych przyczyn niż u innych gatunków.

Obie tezy są w zasadzie nie do obrony.


I tu pojawia się problem, bo ideologia pozytywnego myślenia sugeruje, że ludzie chorują na raka przez to jak myślą. Czyli sugeruje, by osobom, które już cierpią, już są w absolutnie wrednej i często zupełnie niezasłużonej sytuacji (palaczy pomijamy),  wyrzucać, że to z ich myśleniem jest coś nie tak, skoro są chore.

Trudno o większy brak empatii i bardziej ideologiczne draństwo.


Czy to znaczy, że pozytywne nastawienie, itp. nie ma w ogóle miejsca w przypadku raka?

Jak się okazuje:  jest. Tylko nie w obszarze jakiegoś domniemanego wpływu ciała na umysł, a w bardzo podstawowej kwestii zachowań. Po prostu, pacjenci, którzy wierzą w to, że mogą wyzdrowieć z większym zaangażowaniem poddają się terapii, pilnują terminów brania leków i ich dawek, są zwykle bardziej zaangażowani w ten proces. Jednak pacjent negatywnie nastawiony do wyzdrowienia, ale stwierdzający, że się uprze i będzie robił co lekarze nakazują, będzie miał dokładnie taką samą szansę na wyzdrowienie. Bo chodzi o trzymanie się zaleceń terapii i rekonwalescencji, a nie o jakiekolwiek subiektywne oczekiwania.

Twoje nastawienie może Ci pomóc w walce z rakiem tylko o tyle, o ile zachęci Cię do aktywnego poddania się terapii. Tylko o tyle – ale i aż o tyle.

P.S. A co z tworami w rodzaju Totalna Biologia czy Nowa Germańska Medycyna? Zachęcam do trzymania się jak najdalej od tego bezwartościowego, a często wręcz szkodliwego shitu.  Szkodliwego, gdyż często łączony jest z sugestiami opóźnienia/odrzucenia normalnej terapii, niekiedy stosując dość wredne manipulacje w tym celu – np. w RPA zwolennicy NGM odpowiedzialni są za przedwczesną śmierć dziesiątek tysięcy ludzi, których oszukali i przekonali do nie przyjmowania – dostępnych za darmo dzięki organizacjom humanitarnym – leków przeciw objawom AIDS.


Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem. Pierwszy zjazd rozpoczyna się już 21 września! 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis