Największy problem z prawdziwą nauką polega na tym, że jest ona zwykle strasznie pomieszana. Naturalną ludzką skłonnością jest poszukiwanie prostych odpowiedzi, tym czasem rzeczywistość jest często zdecydowanie bardziej złożona. Owszem, są rzeczy, które są dla Ciebie jednoznacznie złe – wedle całej naszej wiedzy, narażenie na wirus HIV jest złe i już, kropka. Jednak są też rzeczy, których wartość zależy od dawki – w pewnych dawkach są wręcz niezbędne, w innych dobre, a w jeszcze innych złe. Dobrym przykładem jest tu woda – potrzebujesz jej do życia, wiele osób mogłoby skorzystać z bycia bardziej nawodnionymi, ale jak wypijesz jej na raz za dużo, to możesz nawet umrzeć na miejscu przez zaburzenie równowagi elektrolitów w ciele. Są w końcu rzeczy, które w pewnych kontekstach mogą być dobre, a w innych złe. Na przykład nadwaga i otyłość, które zwiększają ryzyko niektórych chorób, ale zmniejszają ryzyko i śmiertelność innych.

Taki układ się ludziom nie podoba. Szukają czegoś prostego i łatwego. To prowadzi często do tego, że najpierw jakaś rzecz jest ubóstwiana, a zaraz potem demonizowana – bo łatwiej ją postrzegać czarno-biało niż w zróżnicowany sposób.

net3

Tak właśnie, niestety, jest z tzw. multitaskingiem/ wielozadanowością, czyli robieniem wielu rzeczy na raz.

Przez ładnych kilkadziesiąt lat, gwiazda multitaskingu rosła. Jak robisz jednocześnie kilkadziesiąt rzeczy, to znaczy, że jesteś produktywny i wydajny. Nie marnujesz czasu, przeciwnie, wyciskasz każdą jego sekundę! Osiągniesz sukces, to wiadome!

A potem, niczym misternie budowany domek z kart, wszystko się popisowo zawaliło. Multitasking okazał się ZUEM. Gdzieś pod koniec ubiegłej dekady popularna zaczęła się robić krytyka wielozadaniowości i dziś bez problemu znajdziesz dziesiątki artykułów typu „mit wielozadaniowości”.

Co się stało? Czy nagle odkryto jakieś nowe, niesamowite informacje, które drastycznie zmieniły obraz sytuacji?

No cóż, nie. Po prostu, media potrzebowały nowej ciekawej informacji, nad którą mogłyby się pastwić, a pod ręką było kilku głośnych autorów krytykujących multitasking. Nowy przekaz mówi: multitasking jest zły i nieskuteczny, rób jedną rzecz na raz. Rzeczywistość, jak to zwykle bywa, jest jednak deczko bardziej złożona.


Czy wielozadaniowość szkodzi?

Wątpliwości odnośnie ludzkiej zdolności do zajmowania się wieloma zadaniami na raz pojawiały się w literaturze naukowej już od lat 60-tych XX wieku. Naukowcy wskazywali na potencjalne „poznawcze wąskie gardło”, ograniczające możliwości przerobowe. Późniejsze badania wskazały również na istnienie tzw. „kosztów przełączenia”, czyli krótkiego okresu zredukowanej wydajności, wymaganej przez mózg przy przełączaniu się między zadaniami.

Wielozadaniowość wydaje się więc, na pierwszy rzut oka, faktycznie mieć głównie wady. Sytuacja nie jest jednak tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać.


Wielozadaniowość a nawarstwianie działań

Kluczową kwestią w dyskusji o wielozadaniowości jest rodzaj zadań, jakie chcemy łączyć. Negatywne efekty wielozadaniowości występują przede wszystkim w przypadku zadań obciążających podobne procesy poznawcze, zwłaszcza uwagę. Innymi słowy, jest mała szansa, że zdołasz się wydajnie skupić jednocześnie na rozmowie telefonicznej i na bezpiecznym prowadzeniu samochodu. Nie licz również na jednoczesne czytanie książki i obmyślanie strategii biznesowej.

Nie ma jednak najmniejszego powodu żebyś nie mógł jednocześnie czytać książki i trenować na orbitreku czy rowerku stacjonarnym, albo prasować i oglądać telewizji. Zadania te obciążają bowiem odmienne obszary mózgu i nie wchodzą ze sobą w konflikt.

Dla odróżnienia od wielozadaniowości, takie strategie zaczyna się określać mianem layering, czyli nawarstwiania, składania różnych, nie przeszkadzających sobie działań w większą strukturę. Nie ma powodu by oczekiwać, że taka forma wielozadaniowości miałaby być szkodliwa.


Wielozadaniowość a przewidywalność

Współczesne badania sugerują też inną formę nawarstwiania, opartą na specyfice pamięci roboczej, czyli pamięci, której używamy w codziennym funkcjonowaniu. Badania te pokazują, że nasza pamięć robocza operuje na trzech poziomach.

1) Główny obszar, przechowujący jeden kluczowy element, na którym się skupiamy.

2) Obszar wspierający, przechowujący co najmniej trzy dodatkowe elementy.

3) Obszar pasywny, przechowujący większą ilość pobocznych elementów.

Co jednak istotne, przy odpowiednim treningu i powtarzalnych wzorcach, główny obszar może poszerzyć swoje możliwości przerobowe i przechowywać na raz nawet cztery różne elementy. A to oznacza możliwość wielozadaniowości między tymi elementami, bez dodatkowego obciążenia i dodatkowych strat – pod warunkiem, że są one przewidywalne i możliwe do zautomatyzowania.


Wielozadaniowość a korzystne odwracanie uwagi

Choć wielozadaniowość jest zwykle krytykowana jako metoda utraty cennej uwagi, w przypadku działań kreatywnych czy rozwiązywania problemów taka „strata” może być w rzeczywistości zyskiem. Fiksacja na problemie potrafi zamknąć na możliwe, alternatywne rozwiązania. Kreatywność wymaga tzw. procesu inkubacji, a wielozadaniowość może zapewnić takie chwile inkubacji.

Oczywiście, w przypadku zadań nie wymagających takiej kreatywności, wielozadaniowość nie dawałaby żadnych korzyści tego typu.


Wielozadaniowość a typ działania

Pojawiły się też badania sugerujące, że negatywne skutki wielozadaniowości nie są aż tak zerojedynkowe, jak by się wydawało. Studenci wielozadaniowo podchodzący do nauki uzyskiwali gorsze efekty gdy łączyli naukę z facebookiem, ale już nie wtedy, gdy przerywali uczenie się pisaniem maili. Wskazuje to, że temat może być bardziej złożony, niż się wydawało.


Wielozadaniowość a emocje

Trzeba również wskazać, że straty wywołane przez wielozadaniowość nie są, aż tak duże, a wielozadaniowość ma pozytywny wpływ na samopoczucie ludzi. Daje złudzenie większej produktywności i płynące z niego poczucie satysfakcji. W przypadku nielubianych zadań jest to aspekt, którego nie można tak łatwo pominąć. Lepiej bowiem, żeby ludzie robili takie zadania niewydajnie, ale je robili, niż, w imię wydajności, obrzydzili je sobie na tyle, by w ogóle się ich nie podejmować.


Podsumowując

Wielozadaniowość jest szkodliwa, pomijając te sytuacje, kiedy nie jest ;)

A nieco poważniej: wciąż jest w temacie wiele do zbadania i może się okazać, że jest więcej rodzajów wielozadaniowości, które są jednak dopuszczalne. Do tego czasu warto jednak przestrzegać poniższych wskazówek:

– W wykonywaniu codziennych zadań wielozadaniowość będzie ograniczała Twoją wydajność.

– Wyjątkiem będą zadania bardzo zrutynizowane i przewidywalne, wtedy nie będzie stanowiła problemu.

– Jeśli masz łączyć zadania, to lepiej łączyć je w sposób komplementarny i nawarstwiający się, tak by obciążały różne procesy Twojego mózgu, zamiast rywalizować o uwagę jednego procesu.

– W przypadku zadań kreatywnych wielozadaniowość może być korzystna, dając większe zróżnicowanie i „wyciągając” z mentalnych kolein, w których można się zagłębić.

– Jeśli wyjątkowo nienawidzisz jakiegoś zadania, robienie go wielozadaniowo może mimo wszystko być do przyjęcia.


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis