Zauważyłem, że części z Was bardzo pasują takie „wspominkowe” posty, pomyślałem więc, że poświęcę kilka słów moim doświadczeniom z ezoteryką. Nieco już o tym pisałem przy innych okazjach, np. Od ezoteryka do sceptyka, ale nigdy nie próbowałem „strzelić” dłuższego wpisu w temacie. Czas to nadrobić :)

Jest taka sytuacja, która zawsze mnie niezmiernie bawi w dyskusji. Ktoś, najczęściej osoba która dopiero weszła w świat ezoteryki i wydaje jej się, że oto stanęły przed nią tajemnice nieznane zwykłym ludziom, rzuca mi tekst o tym, jak to zamykam się w świecie nauki, a tam jest cały wielki, prawdziwy świat o którym nie mam pojęcia.

Cóż… Potrzymaj mi piwo.


W „ezo” wszedłem w zasadzie na równi z rozwojem osobistym. Moje pierwsze lata zainteresowania NLP, hipnozą, coachingiem i pokrewnymi upłynęły w środowiskach mocno zaangażowanych w różne ezoteryczne koncepcje. Bioenergia, reiki, szamanizm, magia rytualna – wszedłem w to wszystko z ogromnym zaangażowaniem i fascynacją.

Wyczuwanie aury i próby „przesuwania” ludzi bioenergią? Było! Łącznie z trenerem opowiadającym o wywoływaniu bioenergią orgazmów i innych powalonych odlotach, które wspominam dziś z niemałym zażenowaniem.

Rytuały szamańskie, wzbogacone różnymi dziwnymi środkami? Były! (W tamtych czasach zresztą legalne było dużo więcej niż dziś – gdzieś w połowie tego okresu jakiś poseł wszedł na pierwszą stronę przykładowego etnoszopu i wpisał wszystkie zawarte tam substancje do ustawy delegalizującej… co zresztą doprowadziło do zabawnych sytuacji w których ta sama substancja aktywna była legalna lub nielegalna, w zależności od rośliny z której pochodziła. Ot, jeden korzeń został zdelegalizowany, a drugi nie… Zdaje się, że sytuacja pozostała taka sama do dzisiaj.)

Magia rytualna, przyzywanie bóstw i demonów? Była! (Choć zawsze sugerowałem, by zacząć od przyzwania ciasteczkowego potwora…) Uczucie przyzwania Marduka było niesamowite, a znajomy długo reagował nerwowo na „Tomek, podaj nóż” po jednym demonicznym motywie.

Wychodzenie z ciała? Dziwne medytacje w środku nocy w lesie Kabackim? Nie takie rzeczy się robiło!

Eeh, młodość… Dobra, oddawaj mojego Guinessa!


Jest naprawdę niewiele rzeczy z ezoteryki, których nie próbowałem. Z tych o których wiem – nie bawiłem się w faktyczny wamipiryzm (za moich czasów były ponoć w Warszawie dwa środowiska „sanguinarian”, czyli po prostu ludzi pijących krew innych -ochotników, często miało to podtekst sadomaso – i stylizujących się na wampiry). Choć stosowałem różne medytacje, nie wybrałem się nigdy na Vipassanę – szkoda mi było tygodnia, tak po prawdzie. Ale praktycznie wszystko inne z czym się zetknąłem próbowałem. Czasem było ciekawie, czasem bezsensownie, ale próbowałem.


Wszystko zaczęło się od tego, że środowisko przez jakie wszedłem do rozwoju osobistego było mocno osadzone w ezoteryce. Grzegorz Halkiew, u którego byłem na pierwszym Praktyku, szkolił też z „uzdrawiania” bioenergią (tak, załapałem się na takie szkolenie – powtarzam, w tamtym czasie łykałem wszystko jak pelikan po rocznej głodówce). Również Michał Jankowiak, do którego grupy znajomych/uczniów dołączyłem później, mocno siedział w tematyce ezoteryki – pod wieloma względami dużo mocniej niż Halkiew. Zresztą duża część ówczesnego środowiska rozwoju osobistego poznała się przez zainteresowanie tematyką świadomych snów czy doświadczenia wychodzenia z ciała (OOBE). W tamtych zamierzchłych czasach internetu, wiele takich osób kręciło się po różnych mikroforach rozwojowych, zarażając się wzajemnie różnymi ideami.

To wszystko było, oczywiście, takie fascynujące i niezwykłe. Cały nowy świat, o którym nie miałem pojęcia. Dlatego z tej perspektywy doskonale rozumiem tych wszystkich ezoterycznych neofitów, którzy myślą, że właśnie złapali Hastura za macki i oto odkrywają prawdę o świecie nieznaną innym…

Tylko, jakby to ująć… Ja tam byłem, w bębenek rytualny z nimi waliłem, zaklęcia intonowałem. Zwłaszcza w środowisku Michała robiliśmy ogromną ilość różnych dziwnych eksperymentów i doświadczeń. Michał był też bardzo otwarty jeśli chodzi o dzielenie się wiedzą. Co wybrał się na jakiś zjazd czy szkolenie i przywlekł jakąś inicjację Reiki czy innego Pokemona, to już ochoczo inicjował naszą grupkę. Próbował nas zapoznać z różnymi ludźmi z ezo środowiska (nigdy nie zapomnę wampira energetycznego, który wstydził się z nami spotkać).  Organizował różne grupy ćwiczeniowe, długie dyskusje na różne ezotematy przy kebabie i inne ciekawe sytuacje. Dużo ciekawych opcji podrzucił też Piotr „Hanif” Krupa, wieloletni praktyk buddyzmu, ale też różnych okołomagicznych metod.

Potem, gdy ja już powoli z ezoteryki wychodziłem, w środowisku forum NLP Polska, z którym byłem wówczas związany wybuchła ogromna moda na tzw. Hemi-Synki, dudnienia różnicowe majce wprowadzać różne dziwne stany. W ogóle nieco rozminąłem się z NLP Polska – ja już wychodziłem z takich okołoduchowych i ezoterycznych idei, gdy tam one wybuchły pełną parą, ze względu na chwilowe fascynacje założyciela forum.


Jakkolwiek na ezoterykę patrzeć – to były niewątpliwie ciekawe doświadczenia. W kolejnych częściach tego wpisu postaram się opisać nieco z metod, które wtedy poznałem, jak również moje wnioski i obserwacje z tych lat, oraz – może nieco się tu powtarzając -co skłoniło mnie do zmiany podejścia i odejścia od tych klimatów. Mam nadzieje, że będzie to dla Was ciekawe :)



Potrzebujesz dawki solidnej determinacji do działania? Chcesz zaangażować się bardziej, usprawnić swoje działanie, wesprzeć swoją motywację? Chcesz by Ci się bardziej chciało, a co ważniejsze - chcesz być w stanie robić to co trzeba, nawet gdy Ci się niezbyt chce? Poznaj e-kurs Determinacja w Działaniu! 26 lekcji wideo, 210 minut, praktyczne i konkretne rozwiązania do wprowadzenia w życie od razu! Już teraz na Mindstore.pl


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis