Moje doświadczenia w redukcji szkód od narkotyków, cz. 2

W pierwszej części opisałem moją historię w środowisku redukcji szkód od narkotyków. W tym wpisie chciałem podzielić się swoimi wnioskami i przemyśleniami z tego okresu. Czego mnie te lata nauczyły?

1. Polak potrafi

Pamiętam, jak wiele lat później rozmawialiśmy ze znajomymi na temat tego, że pracując na emigracji zawsze trzeba będzie zrobić więcej niż „lokalni”by uzyskać te same efekty. Że po prostu nie będzie się miało takiego zaufania, że będzie trzeba dodatkowo dowodzić swoich kompetencji.

Moje zdanie w tej dyskusji: „Tak, owszem. Ale to nie problem, bo i tak ich kompetencjami bijemy na głowę.”

I takie faktycznie było moje doświadczenie w pracy w UK. Przynajmniej osoby z pokolenia X wydawały się być po prostu nieporównywalnie bardziej ogarnięte, niż nasi rówieśnicy z zachodu. Jasne, to pewnie kwestia selekcji – zwłaszcza wtedy, przed wejściem do UE, na zachód trafiały raczej osoby bardziej ogarnięte i potrafiące sobie lepiej poradzić. Jednak nawet porównując typowy poziom zastany w UK, a typowy poziom zastany potem w Polsce w porównywalnych firmach… Cóż, naprawdę nie mieliśmy się czego wstydzić.

Miałem i będę pewnie jeszcze miał w karierze wiele chwil, z których jestem dumny. Ale nic chyba nie przebije wspomnienia miny mojego pierwszego szefa w Cranstoun, Edoardo Spaccy (Spacci? jak to się odmienia). Dostałem od niego zadanie, które miało być moim głównym projektem na stażu. Aktualizację publikacji firmowej, przeglądu literatury naukowej nt. redukcji szkód od narkotyków. Wtedy liczył on jakieś 250 publikacji – owoc kilku miesięcy pracy czterech czy pięciu poprzednich stażystów. Edzio dał mi zlecenie dodania kolejnych przez najbliższy miesiąc, gdy on będzie na urlopie. Jakieś pół dnia później przychodzę do niego i pytam ile tych publikacji mam dodać.

„No, jak ci się uda koło pięćdziesięciu przez ten czas jak będę na urlopie to będzie spoko.”

„Aha. Bo wiesz, mam już nieco ponad sto i zastanawiam się jak wiele jeszcze dodać.”

Jego mina, akcent z którym powtórzył „A hundred…” – to wspomnienie pozostanie ze mną do końca moich dni.


Takich sytuacji było bardzo wiele. Dotyczyły one też innych Polaków z którymi miałem okazję pracować w UK, dotyczyły całego naszego polskiego zespołu w Conference Consortium. Byliśmy po prostu dużo wydajniejsi i bardziej wszechstronni od Brytyjczyków. Dlatego mam duże zaufanie co do kompetencji naszych krajan. Gdybyśmy jeszcze tylko zdołali podbić nasze problemy z zaufaniem społecznym…


2. Patologia systemowa

Pamiętam konferencje w Pradze 2004, gdzie przedstawiciel służby więziennej bodajże Słowacji (a może Słoweni?) stanął przed salą terapeutów, pracowników więzień, prokuratorów i osób decydujących o polityce narkotykowej… Po czym stwierdził, że w więzieniach jego kraju nie ma problemu z narkotykami, bo mają w więzieniach jednego (jednego!) narkomana. I on narkotyków nie przyjmuje w więzieniu.

Pamiętam te spojrzenia na sali, połączenie rozbawienia i niedowierzania… To, co działo się w głowach chyba całej publiczności… „Czy ten facet na serio wierzy w to co gada, czy po prostu ma oficjalną linię polityczną, którą musi głosić niezależnie od jej absurdu?” Dla wszystkich było bowiem oczywiste, że narkomani w więzieniach są i są tam też narkotyki. Pytanie tylko jak duża jest realna skala problemu i jak do niego podchodzi system. W tym wypadku system wolał udawać, że problemu nie ma.

Było to moje pierwsze realne zetknięcie z taką systemową patologią. Z tym, że organizacje mogą zakopywać problemy pod dywan. Dziś, pracując z biznesem widzę jak powszechne jest to zjawisko, ale wtedy było dla mnie szokiem.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz dojść do siebie po zakończonym związku? Pakiet Autocoachingowy Odkochanie pomoże Ci o to zadbać!


Wracamy do artykułu :)



3. Nawet bardzo inteligentni ludzie w dużych grupach robią się bardzo głupi

I trzeba to przewidzieć i odpowiednio dostosować przekaz.

Ilekroć mieliśmy doprowadzić dużą grupę delegatów np. na zwiedzanie więzienia czy kolację konferencyjną, prawa Murphy’ego wkraczały do gry. Zwłaszcza w odmianie „jeśli coś może być źle zrozumiane, zostanie źle zrozumiane.”

To nie jest tak, że ci ludzie byli głupi. Byli bardzo inteligentni, kompetentni, nieporównywalnie bardziej światowi, jakkolwiek to rozumieć, niż ja wtedy. Ale w dużych grupach nagle odkrywali, że nie rozumieją podstawowych kwestii i instrukcji. Tak było, tak jest, trzeba to po prostu brać pod uwagę.


4. Idź szybko, ale nie biegaj

Jedna z prostych lekcji, które przez lata dużo mi dały. Przy pierwszych konferencjach jako (umiarkowanie) żwawy dzieciak byłem gotowy biegać by załatwiać co trzeba. Dość szybko jeden z moich szefów, Patrick „Paddy” Costall wziął mnie na stronę i powiedział mi coś takiego: „Nie biegaj. Idź szybko, ale nie biegaj. Jak idziesz szybko, ludzie myślą, że jesteś dynamiczny. Jak biegasz, myślą, że jest kryzys i obsługa panikuje. Dlatego jakkolwiek byś się śpieszył, nigdy w takich sytuacjach nie biegaj. Bądź jak łabędź. Na powierzchni wody sunie z gracją i bez wysiłku, a pod wodą te małe nóżki machają ile wlezie.”

To mądra lekcja. Tak przy organizacji eventów, jak i w każdej innej sytuacji.


5. Mężczyźni odpowiadają kobietom, kobiety odpowiadają mężczyznom

To dość zabawna obserwacja, jaką mieli moi współpracownicy. Na równorzędnych stanowiskach pracowały dwie osoby, Grzesiek i Magda, obydwie odpowiedzialne m.in. za kontakt z naszą siecią ekspertów. Gdy pisali do kobiety – nie ważne kto pisał – odpowiedź przychodziła do Grześka. Gdy do mężczyzny – odpowiedź przychodziła do Magdy. Czemu? Oto jedna z wielkich tajemnic życia ;)


6. Wprowadzenie nawet jednej osoby może drastycznie zmienić kulturę firmy

Prywatnie całkiem lubiłem „Świętego Marcina” Martina Holly, ale jego wejście sygnalizowało głębokie zmiany w Cranstoun. Chciał je bowiem prowadzić jak korporacje, z której się wywodzi – co od razu wywołało opór, bo ludzie m.in. po to pracują w NGO, by mieć inną atmosferę pracy niż w korpo.

Jasne, Martin miał dość wpływową pozycję i błogosławieństwo zarządu. Ale i tak, to tylko jedna osoba. Wydawałoby się, że to raczej ona dopasuje się do standardów firmy. Tymczasem było zupełnie inaczej. Czy było to dla firmy dobre czy złe, to inna kwestia, ale to ładne studium przypadku na wprowadzanie zmian.


7. Opieranie się na jednym-dwóch głównych źródłach dochodu to bardzo, bardzo ryzykowna strategia dla firmy

Od tego czasu poznałem sporo osób, które straciły wszystko lub prawie wszystko tylko dlatego, że jeden ich kluczowy klient zbankrutował lub się wycofał. Ale wtedy sytuacja w Cranstoun, firmie, którą znałem od trzech lat i która nagle dostała drastyczny wręcz cios, była jak kubeł zimnej wody. To tak się da?

Organizacja przetrwała do dzisiaj, nawet w dyrekcji widzę wiele znajomych twarzy, ale wtedy było to silne doświadczenie i poważna zmiana moich wyobrażeń n.t. rozwoju firm.


8. Dobrze jest rzucić się na głęboką wodę (jeśli masz koło ratunkowe)

Fakt, że trafiłem do Cranstoun, firmy o takiej średniej wieku, wtedy gdy tam trafiłem, był dla mnie jednym z kluczowych punktów mojego życia.

Chciałem i pewnie też trochę musiałem wydorośleć. Szybko i dyskretnie. Udało mi się i bardzo na tym skorzystałem. Ale prawda jest też taka, że gdybym nie wydoroślał, nic by mi się złego nie stało. Ot, wróciłbym do mojego starego życia. Miałem to koło ratunkowe, które sprawiało, że nie bałem się porażki w tej sytuacji. Więc łatwiej mi było chcieć być lepszym.

To ten element, który ludzie często pomijają, sugerując podejmowanie ryzyka. Tak, warto „skakać na głęboką wodę”. Ale tak, żeby nie utonąć.


9. Ludzie brali, biorą i brać będą, to co możemy zrobić, to ograniczać szkody

Jeśli jest jedna rzecz, którą zrozumiałem przez lata w kontekście narkotyków, to bezsens karania ludzi więzieniem za ich branie. Ludzie odurzali się, ćpali, zmieniali swoje stany świadomości, używali – zwał jak zwał – przez całą naszą historię. Eskimosi fermentują odchody zwierząt, po czym je palą, by mieć czym się odurzać! Ewidentnie skłonność ta jest zbyt silna, by próbować ją wyplenić (zwłaszcza, że akceptujemy i tak niektóre formy odurzania, np. alkohol, herbatę czy kawę).

Zamiast zakazywać powinniśmy się więc skupić na edukowaniu oraz redukcji szkód. Dbaniu o to, by ludzie wiedzieli w co się pakują – z wadami i zaletami – oraz by robili to jak najbezpieczniej. Bo tam – w odróżnieniu od prób zlikwidowania narkotyków-  możemy coś realnie osiągnąć i zrobić coś dobrego.


10. Szaleństwo kontra radość życia

Jedną z niesamowitych rzeczy, które utkwiły mi w pamięci z moich lat z firmą, były doświadczenia z konferencji w Budapeszcie. A zwłaszcza kolacje z ekipą, gdzie średnia wieku wynosiła wtedy koło 60…

Wiem, wydaje się – nuda i sztywniactwo. No cóż…

Byłem już wtedy na studiach, swoje imprezowałem… Ale nikt z moich znajomych ze studiów, nawet najdziksi imprezowicze, nie czerpali z życia tak, jak tamto towarzystwo. Może właśnie dlatego, że ci ludzie już się nie musieli starać czy pozować. Więc po prostu się cieszyli. Pijąc sporo mniej, niż moi kumple – ale mogąc cieszyć się winem, a nie próbować upić. Mam wrażenie, że moi imprezowi znajomi mieli pewną presję pt. „pokaż jak dobrze się bawisz.” Tu tego nie było, ci ludzie po prostu się bawili. Mając po prostu ogromną swobodę, której nie widziałem na żadnych studenckich imprezach. Strasznie mi to zaimponowało wtedy- ten rodzaj bawienia się i cieszenia życiem.  Do dziś go cenię :)


I to chyba najważniejsze moje lekcje z tych lat. Mam nadzieje, że do czegoś się te przemyślenia Ci przydadzą :)



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Kamil Kaczmarek

    Mógłbyś rozwinąć punkt 3.? O jakie zjawisko dokładnie chodzi? O konformizm społeczny?

    • Nie jestem pewien jakie źródło. Raczej nie konformizm, bardziej jakaś forma rozproszenia odpowiedzialności.

  • Daniel

    To niesamowite, że tak szybko udało Ci się dostać na staż w organizacji zajmującej się redukcją szkód od narkotyków. To na pewno było bardzo wartościowe w rozwinięciu kariery jako psychologa. Nie wiem jak to było w tedy kiedy Ty zaczynałeś, ale teraz mam wrażenie, że jest bardzo dużo studentów kończących psychologię. Konkurencja dostania się nawet na płatny staż, jest bardzo duża, przez co zostaje tylko praca za darmo. Artur, mógłbyś podzielić się radami dla osób kończących psychologię, którzy chwieliby pracować w zawodzie ? Wiadomo, że po samych studiach poziom wiedzy nie jest na tyle wysoki by zarabiać duże kwoty, ale dobrze by było zarobić chociaż na życie, a nie pracować kilka lat za wiedzę.

    • Trudno mi coś powiedzieć, o tyle, że ja jednak nie poszedłem klasyczną ścieżką na psychoterapeutę, psychologa w organizacji, itp. więc tutaj mam ograniczoną wiedzę n.t. prawidłowych działań.