Moje doświadczenia w redukcji szkód od narkotyków, cz. 1

Swoją karierę zawodową zaczynałem w wieku 18 lat, w Londynie, w organizacji zajmującej się redukcją szkód od narkotyków. Przez kolejne lata regularnie współpracowałem z tą i innymi organizacjami. Dużo mi ten czas dał.

Dostałem w sekcji „o mnie” pytanie na czym ta współpraca dokładnie polegała i pomyślałem, że może to być ciekawy temat na artykuł. Trochę o samej współpracy, trochę o pewnych wnioskach i obserwacjach z tego czasu.

Konferencja w Edynburgu, 2004, pakowanie teczek

To, że miałem szansę podjąć się takiej pracy było ogromnym łutem szczęścia. Pomagałem tłumaczyć spotkanie z przedstawicielami ENDIPP – Europejskiej Sieci Prewencji Narkotyków i Infekcji (związanych z narkotykami) w Więzieniach, w luźniejszej chwili była okazja zapytać, czy nie mieliby czegoś dla obrotnego 18-latka i okazało się, że mogę trafić do nich na płatny staż na wakacje. Do nich, to znaczy do sponsora ENDIPP, czyli Cranstoun Drug Services, organizacji pozarządowej, która w tamtym czasie obsługiwała większość angielskich i szkockich więzień pod kątem terapii uzależnień (prowadziła też kilka ośrodków otwartych, poza więzieniami).

To był dla mnie skok na głęboką wodę, ale bardzo cenny. Przede wszystkim, jako zdecydowanie najmłodsza osoba w biurze – ja miałem 18 lat, druga najmłodsza osoba po mnie 24, a średnia była koło 40-ki – musiałem szybko dorosnąć. Musiałem i chciałem, dodam – było to też ambicjonalne, wyrwanie z liceum i trafienie do takiego świata. Zaczynałem jako stażysta „od wszystkiego”, dosłownie chodziłem od biurka do biurka i pytałem się „w czym mogę Ci dziś pomóc?” Było to o tyle fajne, że miałem okazję „liznąć” dużej części tego, co się działo w firmie, od organizacji konferencji i wyszukiwania danych (co zostało moimi głównymi zadaniami), po księgowość i płace.


Wakacje się skończyły, ja wróciłem do Polski, ale w kolejnych miesiącach pomagałem im jeszcze przy konferencji w Wiedniu. Ehh, Wiedeń… Jakiś idiota ustawił w hotelu ksero jakieś pół kilometra od centrali konferencyjnej i kilkanaście razy w ciągu dnia trzeba było śmigać na drugi koniec hotelu z papierami ;) Ale poza tym było miło :)

Sprawdziłem się na tyle, że miałem okazję podjąć u nich pracę też w kolejnym roku. Była to też moja pierwsza lekcja urzędowego kombinowania. Nie byliśmy wtedy jeszcze w Unii, brakowało nam roku do akcesji, więc żeby móc kolejny rok mieć staż w tej samej firmie potrzebowałem założyć w Polsce firmę, podpisać umowę z Londynem na obsługę konferencji, którą akurat robiła w tym roku w Popowie pod Warszawą, wraz z polską służbą więzienną oraz wysłać samego siebie w delegacje szkoleniową do Londynu. Po latach miało to mnie nieco kosztować, bo gdy zakładałem ChangeMakers nie minął jeszcze odpowiedni okres od zamknięcia Black Tower, mojej pierwszej firmy. Więc nie przysługiwał mi niższy ZUS.

Wtedy jednak po prostu cieszyłem się, że udało mi się po raz kolejny podjąć pracę w Cranstoun. Kolejny udany rok, po czym przyszedł czas na trzeci i ostatni. W firmie doszło bowiem do sporych zmian. Z NGO zaczęła się bardziej profesjonalizować, czego oznaką było zatrudnienie eks-korporacyjnego dyrektora finansowego, „Świętego” Martina Holly. Jednocześnie, akurat za mojego pobytu, Cranstoun stracił kontrakt na obsługę angielskich więzień (inna organizacja zaproponowała dumpingowe ceny), a potem, chyba chcąc sobie to nieco odbić przesadzili w przetargu na Szkocję i stracili również tamte kontrakty. Nagle firma zaczynała się zwijać, tracąc ogromną większość swoich źródeł przychodu.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz dojść do siebie po zakończonym związku? Pakiet Autocoachingowy Odkochanie pomoże Ci o to zadbać!


Wracamy do artykułu :)



Paradoksalnie, dla mnie nie było to takie złe. Szukając oszczędności firma przeniosła bowiem część swojego europejskiego projektu do Polski, gdzie zatrudniali pracowników za pieniądze świetne dla polaków, a śmieszne dla brytyjczyków. (A był to czas, gdy funt sięgał 6 zł, a średnia pensja w Polsce wynosiła niecałe 2.5 tysiąca.) Tak zacząłem dla nich pracować na pełny etat jako część polskiej ekipy, najpierw pod egidą CEENDSP (Centralno-wschodnioeuropejskiej odmiany ENDIPPu), a potem Conference Consortium, firmy, którą założył były dyrektor generalny Cranstoun. To z nimi organizowaliśmy m.in. konferencje w Budapeszcie, czy ogromną, ponad 1.5-tysięczną konferencje IHRA w Warszawie. (To z jej powodu mam do dziś przypływ nostalgii, ilekroć trafiam do ówczesnej Gromady Airport, np. na 4Dev czy ostatnio na Whisky Live Warsaw).

To w tamtych czasach uczyłem się podstaw html’a i php, korygując firmowe strony (jeszcze na joomli – jeden z powodów dla których moja strona krolartur.com tak długo stała na tym CMS ;) ). Koordynowałem mówców konferencyjnych. Cały czas przygotowywałem też publikacje badawcze z sieci i robiłem sporo innych rzeczy. Byliśmy małym zespołem – cztery, w szczytowych okresach sześć osób – więc na każdego spadała masa różnych zadań. Dobrze, że psychologia na 3-4 roku pozwalała na dużo swobody w zakresie godzin zajęć. Tym bardziej, że weekendy często spędzałem na szkoleniach – to w tamtym czasie byłem najbardziej zaangażowany w różne szkolenia rozwojowe, to z tej pracy miałem też na te zainteresowania pieniądze.


Po IHRA w 2007, Conference Consortium wyszło z Polski. Część naszej ekipy podążyło za nimi do Londynu. Ja skupiłem się na dokończeniu studiów. (Choć magisterium, jak się okazało, i tak miałem bronić po kolejnych dwóch latach – psychologia tak miała, że jak się nie przysiadło na studiach, to potem można było naprawdę długo z tym zwlekać, niestety.) Z CC miałem jeszcze nieco luźnej współpracy, m.in. przy konferencji w Barcelonie w 2008.


Bardzo sobie cenię ten okres mojego życia. Brałem udział przy świetnych konferencji, na których specjaliści z branży wymieniali się wiedzą i praktykami. Liverpool, Wiedeń, Nottingham, Praga, Edynburg, Popowo, Budapeszt, Lubljana, Warszawa i Barcelona – każdą z nich zapamiętam, każda miała swój urok i jakoś mnie ukształtowała. Kilkoma wnioskami z tych wydarzeń chętnie podzielę się w drugiej części wpisu. Poznałem szereg niesamowitych ludzi z całego świata. Dorosłem. (Jasne, też bym pewnie dorósł bez tego, ale zdecydowanie wolniej.) No i nie kryjmy się – fakt, że zarabiałem przez ten czas w funtach sprawił, że zakładając własną firmę miałem poduszkę, bez której nie miałbym szans przetrwać tych pierwszych lat na rynku.

To kawał mojego życia i zawsze będę go wspominał z nostalgią. Dlatego tak bardzo lubię odwiedzać Londyn, który jest dla mnie z tymi latami nierozrywalnie związany.

Przez ten czas zwiedziłem szereg więzień i ośrodków terapeutycznych (czasem w ramach dokształcania mnie w roli pracownika, czasem jako tłumacz, łącznie z jedną sytuacją, gdzie musiałem nieporadnie tłumaczyć na rosyjski, w którym to języku byłem bardzo słaby). Wykonywałem ogromną różnorodność prac – od bezmyślnej fizycznej roboty typu wypychanie teczek dokumentami, pakowanie ich do kopert i wysyłanie do kilku tysięcy naszych kontaktów, po bardzo złożone działania logistyczne czy grzebanie w bazach danych. Nauczyłem się strasznie dużo, ale też miałem okazję odkryć jak wiele już umiem. Więcej o tej kwestii w drugim wpisie w temacie ;)



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis