Kontynuując cykl o błędach, nieudanych projektach oraz lekcjach z nich wydobytych, chciałem dziś opisać coś, z czym wiązałem duże nadzieje. Forum „Sekrety Rozwoju” i powiązany z nim ruch „Ambasady Rozwoju”. O tym, że był to projekt, na który liczyłem może choćby świadczyć fakt jego pojawiania się w podsumowaniach rocznych oraz projektach na nadchodzący rok, jakie opisywałem na blogu.

Kilka lat temu rozmawiałem z przyjacielem, który stwierdził, że ma cały czas aktywne forum „SekretyNLP”, któremu pozwolił „zarosnąć” spamem, ale które wciąż było nieźle wypozycjonowane i miało dużo wejść. Zdecydowaliśmy się ruszyć ze wspólnym projektem „ożywienia” tego forum i stworzenia w jego oparciu pewnej podstawy do spotkań bardzo różnych osób ze środowiska rozwojowego, w odróżnieniu od ówczesnego modelu kilku większych forów należących do pojedynczych firm i promujących wyłącznie je.

„Sekrety Rozwoju”, bo tak miało się nazywać nowe forum, miało mieć inną strukturę. Miało to być miejsce, w którym całe środowisko może się spotkać, a do tego każdemu miało się opłacać je wzbogacać. Po pierwsze dlatego, że każdy jego uczestnik miał mieć prawo umieścić własne reklamy, ale dla uniknięcia „zasypania” forum spamem, ceną za każdą reklamą było minimum 5 postów z konkretną treścią. W efekcie mielibyśmy układ dobra wspólnego (1), gdzie każdemu opłacałoby się zgromadzić jak najwięcej osób na forum, by więcej osób trafiło na jego reklamy oraz dawać jak najbardziej wartościową treść, by osoby zgromadzone przez innych zainteresowały się jego pracą. Badzo fajny motyw „powiększania tortu”, na którym wszyscy by zyskali.

(1) Układy dobra wspólnego zawsze są obciążone dodatkowym ryzykiem. Logicznie o tym wiedziałem, ale emocjonalnie byłem mimo tego zbyt optymistyczny i liczyłem, że uda się tu coś zorganizować. Dziś wiem, że jeśli planowałbym coś takiego, zacząłbym od zaoferowania konkretnych, namacalnych dla wszystkich korzysci (np. wspólnego eventu, na którym wszyscy zaangażowani mogliby nieco zarobić).

Dodatkowo założeniem było uczynienie administratorami jak największej ilości aktywnych użytkowników, tak by forum faktycznie mówiło wieloma głosami i wiele osób czuło się jego gospodarzami. Wcześniejsze doświadczenia z forum „Bezpłatne Porady Psychologiczne i Coachingowe” sugerowały, że coś takiego może się łatwo przyjąć i dobrze sprawdzić (2).

(2) Przenoszenie doświadczeń z pokrewnych pól – pomijając już same problemy z wyciąganiem trafnych wniosków z doświadczenia – jest niestety dość ryzykowne. Aktywność na „Bezpłatnych poradach” miała jednak inny profil niż ten, który był planowany na „Sekretach”.

 

Dodatkowym elementem forum miała być idea Ambasad Rozwoju. Ten pomysł, zapożyczony od Danny’ego Wallace’a i jego „Join Me”, sprowadzał się do tego, że osoby zebrane wokół forum miały raz na tydzień zrobić coś fajnego dla innych. Emocjonalnie czułyby się dzięki temu lepiej (to jeden z silniejszych czynników decydujących o subiektywnym poczuciu szczęścia), robiłyby realnie coś dobrego dla świata, a przy tym byłaby to opcja niezłej promocji idei rozwoju osobistego jako całości, wyjście poza tradycyjne, nieco sekciarskie podejście do tematu.(3)

(3) Idea Ambasad nie była zła, ale wymagała dużo lepszej sprzedaży i większego zaangażowania, niż byłem w tamtym momencie gotowy jej poświęcić. Trzeba było np. zrobić darmowy event z elementami rozwojowymi ale także przewidzianym czasem na to, by po prostu wyjść na miasto, zrobić coś fajnego, potem wrócić i omówić efekty w podgrupach i na łamach całej grupy.  Kilka takich eventów dałoby całemu systemowi moc rozruchową i pozwoliło naprawdę rozkręcić sprawę.

 

Miałem dużo swojej treści do wykorzystania w zbudowaniu podstaw forum, jednocześnie liczyłem również na to, że wraz z rozwojem forum będzie się tam pojawiało dużo więcej zewnętrznej treści i zewnętrznych wpisów (4). Dodatkowo duże nadzieje wiązałem ze współpracą z innymi ośrodkami szkoleniowymi i rozwojowymi, które nie miały własnych forów, ale które miały swoje listy kontaktowe i grupy klientów. Miałem nadzieję, że uda się dzięki temu osiągnąć niezbędną masę krytyczną użytkowników, powyżej której forum zaczyna żyć własnym życiem. Jeśli po drodze udałoby się zgromadzić na forum kilku aktywistów – bardzo zaangażowanych użytkowników, inwestujących w projekt dużo swojego czasu – całość rozwinęłaby się cudownie.

(4) Tu lepiej sprawdziłaby się zasada Tadeusza Witkowicza, czyli „moje najbardziej pesymistyczne oszacowania okazywały się zawsze zbyt optymistyczne”. Owszem, w pewnym momencie pojawiłoby się pewnie więcej zewnętrznej treści, ale wymagało to dużo więcej czasu, niż zakładałem. Lekcją z tego jest dla mnie pesymistyczna korekta założeń. A następnie pesymistyczna korekta pesymistycznej korekty. I tak będzie zbyt optymistyczna, ale nie aż tak bardzo.

 

W praktyce sytuacja potoczyła się niestety inaczej. Mimo umówienia wspólnej akcji promocyjnej z ponad dziesięcioma osobami, realnie mailing o forum wysłały może ze dwie, nikt też nie podjął się aktywnego udziału w forum. Większość osób albo miało swoje sprawy na głowie, albo czekało „co z tego wyjdzie”. (5)

(5) W moim dotychczasowym doświadczeniu ze światkiem rozwoju (i nie tylko moim zresztą), wspólne projekty na dużą skale są w tym środowisku bardzo trudne do przeprowadzenia. Niezorganizowanie, niezależność, upór, itp. są na tyle doskwierające w takich działaniach, że z zasady zakładam na przyszłość, że jakikolwiek projekt, który organizuje musi być w stanie stanąć na własnych nogach, bez zewnętrznego wsparcia. Jeśli inni przyłączą się i wesprą – super, bardzo fajnie. Ale, choć będzie to wymagać więcej czasu, nie będę opierał żadnego projektu na założeniu „inni się dołączą i pomogą to wprowadzić w życie”.

Chciałem przy tym podkreślić, że ten punkt nie ma na celu zrzucenia winy na innych „chciałem dobrze, tylko oni się nie wywiązali”. Zdecydowanie nie! Tutaj sam ponoszę odpowiedzialność – za nadmierne pokładanie nadziei we współpracy z innymi, za niewystarczajace dopilnowanie ich zaangażowania, być może za nie przedstawienie im wstarczających korzyści takiego zaangażowania. To ja chciałem, by ten projekt został zrealizowany, więc to ja powinienem był tego dopatrzyć ze strony innych osób, które chciałem do niego włączyć.

 

Muszę tu przyznać, że sam także nie byłem w pełni zaangażowany w ten projekt. Poświęcałem na niego kilka godzin tygodniowo, miałem jednak również wiele innych równolegle rozwijanych planów. (6)

(6) Przy szykowaniu takich projektów trzeba realistycznie szacować czas niezbędny do ich wprowadzenia w życie oraz poziom zaangażowania, jaki jest do tego niezbędny.  Bez tego łatwo znaleźć się – tak jak w moim wypadku – w swoistym limbo, gdzie z jednej strony brak czasu i energii na pełne zajęcie się projektem, a z drugiej poświęca się na niego tyle czasu, że trudno go ot tak odrzucić i zamknąć.

 

Trudno mi dziś ocenić, czy gdybym pełniej online’owo angażował się w projekt, udałoby mu się dojść do tej niezbędnej masy krytycznej, czy też potrzebne były tam jakieś dodatkowe rzeczy, zagrania marketingowe, itp. dla rozruszania całości. Choć długo podtrzymywałem nadzieję, że uda mi się jednak zaangażować bardziej w „Sekrety” i rozhulać forum, koniec końców zostało ono zamknięte ok. rok temu. Szkoda, ale też dało to nieco ciekawych lekcji…


Tradycją jest już, że w okresie od Świąt do moich urodzin - 5-go stycznia - mamy na MindStore promocję. 

Tak jest i w tym roku. 30% na wszystko (niedługo będzie też okazja kupić kilka szkoleń otwartych zaplanowanych na 2019, tak stacjonarnych jak i webowych). Zapraszam!


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis