Mit Syndromu DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików)

Jak stali czytelnicy bloga wiedzą, jestem cięty na ideologię AA i 12 kroków, uważając ją za szkodliwą, nieskuteczną w realizowaniu postawionych przed nią zadań i mocno sekciarską. Zdecydowanie polecam w jej miejscu inne rozwiązania terapeutyczne, np. terapię kontrolowanego picia.

Ten wpis będzie jednak nie o AA – o nim chyba dość już pisałem – ale o innej ideologii wyrosłej na łonie AA i 12 kroków.

Mowa o „syndromie DDA” i jego „terapii”.


Syndrom DDA/ Dorosłych Dzieci Alkoholika to szereg cech, które mają rzekomo wyróżniać osoby, których rodzice byli alkoholikami. Do tych cech należą m.in.

– niska samoocena (w rozumieniu społecznym, więc wysoka w moim ;) ),

– silne poczucie winy i wstydu,

– skłonność do brania na siebie nadmiernej odpowiedzialności za innych,

– potrzeba uzyskiwania ciągłej aprobaty

– problemy z poczuciem bliskości

– problemy z panowaniem nad odruchami

– skłonność do syndromu współuzależnienia


Za źródło tych cech uznaje się oczywiście wychowanie dziecka przez alkoholicznego rodzica, które w konsekwencji prowadzi do takich, a nie innych negatywnych cech.


I wydaje się to mieć ręce i nogi, prawda? W końcu to sensowne, że dziecko alkoholika będzie miało niskie poczucie wartości, potrzebę akceptacji, itp. Idealnie pasuje do społecznych fantazji n.t. alkoholizmu.

I jest przy tym absolutnie, w 100% błędne.


Owszem, badania pokazują, że dzieci alkoholików mają większe tendencje do pewnych zachowań i cech niż dzieci nie-alkoholików.  Problem w tym, że te zachowania mocno odstają od obrazu, który rysuje Syndrom DDA. Rzeczywiste skłonności dzieci alkoholików to:

– większy poziom niepokoju (anxiety), co uogólnia się zarówno na nerwowość jak i na agresję

– większa towarzyskość i silniejsza skłonność do szukania towarzystwa poza domem

– większa skłonność do szeroko rozumianego podejmowania ryzyka, w tym do zachowań niebezpiecznych

„Nieco” inny obraz, niż ten rysowany przez Syndrom DDA, prawda?


„Zaraz, zaraz!” Zawołają niektórzy. „Ja jestem DDA i Syndrom DDA opisuje mnie świetnie! Co na to powiesz?”

Tylko tyle, że gratuluję i dołącz do pozostałych 70% populacji, które odnajdują się w opisie Dorosłego Dziecka Alkoholika. Oraz w dowolnych innych równie ogólnych sformułowaniach na własny temat, bo opis DDA to nic innego jak twierdzenia Forerowskie/ Barnumowskie – czyli stwierdzenia na tyle ogólne, że w zasadzie każdy może się w nich znaleźć. Amerykańscy badacze – Sher, Beth i Frensch – opublikowali w 1992 bardzo ciekawe badanie. Pokazało ono m.in. że jeśli będziemy oceniali czy ktoś jest DDA na podstawie tego, czy spełnia cechy Syndromu DDA, nasza skuteczność w odgadywaniu czy rodzice danej osoby byli alkoholikami będzie dokładnie taka sama, jak gdybyśmy… rzucali monetą.

Innymi słowy – Syndrom DDA nie daje ŻADNEJ trafności w przewidywaniu. To czysta loteria. Ale w momencie gdy 70% populacji dopasowuje się do opisu DDA, zrobi to też 70% faktycznych dzieci alkoholików. A że ludzie mają tendencję do szukania potwierdzenia swoich tez, nie do prób ich podważenia, forerowska natura Syndromu DDA sprawia, że ten mit dość uparcie się rozwija.


Czy to znaczy, że dzieci alkoholików nie potrzebują terapii? Niektóre mogą potrzebować. Ale absolutnie niezbędne jest, by taka terapia dotyczyła REALNYCH problemów danej osoby, a nie prób wyleczenia wyimaginowanego syndromu, zawdzięczającego swoje istnienie ideologii, a nie trafnej obserwacji rzeczywistości.


Przy okazji: kto z Was, czytając listę cech DDA, znalazł któreś z nich w sobie? To właśnie efekt Forera w działaniu ;)


Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Sylwia Kowalska Dietetyk

    Czytam komentarze na pańskim blogu i coraz bardziej skłaniam się ku prawdziwości zdania usłyszanego wczoraj w radio autorstwa Tomasza Raczka. Powiedział, ze 50 % filmu odbieramy poprzez siebie i jakby tracimy prawdę tego filmu a późniejsza rozmowa i dyskusja na ten temat ukazuje nam kolejne przez nas niewidzianie obrazy i sens filmu. Podobnie jest z treścią, którą czytamy. Od 10 lat gdy uczę się coraz więcej z dziedziny dietetyki zauważam jak nasza wiedza i umiejętność realnego odbioru tekstu ma znaczenie w ocenie człowieka. To już nie jest zwykła umiejętność czytania tekstu i zrozumienia dosłownego słów. To jest umiejętność filtrowania podczas czytania tekstu poprzez pryzmat naszych potrzeb, oczekiwań i tego czego szukamy lub kto nas zawiódł, oszukał itp. Czy tak trudno zrozumieć Państwu zdanie : z wykształcenia jestem psychologiem? To tak jakby lekarz napisał : z Wykształcenia jestem lekarzem. Lecz nie wykonuję tego zawodu , nie zrobiłem praktyk itd. Wykształcenie to wykształcenie. A po za tym zawsze możecie dopytać autora o resztę. Skąd w Was chęć i siła do poodawania najpierw w wątpliwość tego jakie ktoś ma kwalifikacje a dopiero potem silenie się na ewentualne przepraszanie. Dziękuję za artykuł o DDA. Kilka lat temu napisałam o krytyce 12 kroków DDA i nie spotkałam wielu osób, które by myślały podobnie. A sama nie byłam w stanie zgodzić się z oddawaniem swego życia sile wyższej czy uznania, że ktoś poza mną kieruje moim życiem. Obecny czas to chyba niestety dopiero początek nowego kierunku osób określanych jak ja DDA. Kiedy to się umocni na tyle by ludzie potrzebujący mogli sobie pomagać alternatywnie do terapii DDA? Może nigdy. Może każdy z nas sam dla siebie przy pomocy po prostu psychologa ma dowiedzieć się, że robi sam przez ileś lat w życiu swoją terapię. A czasem po prostu może wrócić nawet na zwykła rozmowę z psychologiem gdy tego będzie potrzebował. Jak na badania kontrolne raz na rok w przychodni.

  • Sylwia Kowalska Dietetyk

    Przepraszam, Że nie korzystam z logowania przez Fb ale nie umiem się tutaj w ten sposób zalogować. Pozdrawiam. Dane osobiste pochodzą właśnie z Fb. Moje imię i nazwisko i drugi zawód także z wykształcenia i nie wykonywany poprzez pracę zawodową zarobkową.

  • Kris

    Przeczytałem komentarze. Trafiają do mnie uwagi Artura nt poczucia własnej wartości / megalomanii. Psychologia jest pełna przewrotnych wniosków i to jest kolejny z nich. Będąc przez lata ciągle ganionym za każde działanie, człowiek z jednej strony wytwarza lęk przez kolejnym ganieniem (bo nieprzyjemne), z drugiej jednak może wytworzyć poczucie bycia kimś ważnym, bo przecież ciągle się go gani, ciągle zwraca na niego uwagę. Złym, niedobrym, ale ważnym. Ciągle przez niego coś jest źle, i następuje duże zamieszanie wokół tego, to znaczy, że istotny ten człowiek jakiś, prawda?
    Niedowierzanie, gdy ktoś chwali jest tu też naturalne. W końcu człowiek do tego nieprzyzwyczajony, to trudno, żeby się umiał naturalnie zachować.
    To nie jest niskie poczucie własnej wartości, to jest coś wręcz mocniejszego. To jest poczucie własnej całkowitej anty-wartości powiązane z poczuciem bycia ważnym i koniecznością ciągłego wytężonego poprawiania się oraz niemożności usatysfakcjonowania innych.

    Jednak chciałbym wzrócić uwagę, Arturze, na stosowane również przez ciebie nieuczciwe „triki” w dyskusji. Mianowicie argumentowanie, że czegoś nie ma na oficjalnych listach schorzeń i przypadłości jest typowym argumentem do autorytetu. Do tego, do autorytetu, który swoje decyzje podejmuje często przez głosowanie lub popularność (liczbę cytowań). Niekoniecznie więc muszą być te listy wyznacznikami prawdy. Pamiętajmy, że w jakiś też sposób, kolejne rzeczy potrafią się na tych listach pojawiać i trudno przecież oznajmić, że chwilę wcześniej były one szarlatanerią, tylko dlatego, że ich na tych listach nie było.

  • Sandra

    Ciężko o konkretne badania ponieważ odpowiedzi we wszelkich testach są bardzo subiektywne. To tak jakby pytać kogoś o skalę bólu. Jeden oceni poziom bólu na 10 a dla drugiego to samo doświadczenie to tylko 3. Wszystko jest kwestią punktu odniesienia. Ktoś z „normalnej” rodziny może oceniać swój stan na ciężki, może czuć się niezrozumiany ale tak naprawdę nie ma wyobrażenia jak źle może być. Tak samo osoba DDA może nie znać innego życia, dlatego w testach bagatelizuje swój stan. Ukłucie się w palec to ból, rana zadana nożem ma tą samą nazwę ale jednak nie jest tym samym. Nie można zaprzeczyć, że krzywdy z dzieciństwa mają wpływ na całe życie. Wydaje mi się, że nazwanie problemu pomaga po prostu w dostrzeżeniu tego co jest nie tak a tym samym w walce o siebie.

    • Tyle tylko, że istnieje coś takiego jak skala bólu, używana w różnych badaniach. Wiec nawet tak subiektywne rzeczy jak ból da się badać.

      Nie można zaprzeczyć, że krzywdy z dzieciństwa MOGĄ mieć wpływ na całe życie. Można bez żadnego problemu zaprzeczyć, że zawsze muszą mieć. U niektórych osób będą miały, u innych nie. To powiedziawszy wskazuję na to, że owszem, dzieci z rodzin dysfunkcyjnych mają pewne zwiększone tendencje do określonych problemów, ale nie są to akurat objawy podsumowane jako syndrom DDA.

      • BlaszanyNed

        Z tego wynika obrona medycznego status quo, że nic już nie można dodać do tego co znamy. Podobne problemy przeżywa dziś świat fizyki i chemii, który przez komercjalizację i zyski z tego idące, nie zmienia błędnych teorii.

        • Hmm, nic nie można dodać… Ciekawa teza biorąc pod uwagę jak wiele fajnych rzeczy się regularnie dodaje. Do medycyny, do fizyki, do chemii. Mnie np. urzekł pomysł autorstwa zaledwie 25-latki, wykorzystania polimerowych „pocisków” zamiast antybiotyków, przeciwko superodpornym bakteriom. Jakoś status quo z tym nie walczył, przeciwnie, przyjął z otwartymi ramionami ;)

          Więc Twoja teza uroczo obalona :)

          • BlaszanyNed

            Sam Pan przyznał, że jest klasyfikacja ICD. Sam Pan przyznał, że DDA nie istnieje, bo tak ta klasyfikacja mówi. Czy potrzeba innego dowodu ? Co do fizyki i chemii to pierwsza z brzegu teoria mechaniki słońca oparta o reakcje termojądrowe. Przy czarnych planach wymięka i nie potrafi opisać ich bytu.

  • ewa

    lepiej by było dla wszystkich, gdyby ktoś kto nie posiada wiedzy w temacie lub osobistych doświadczzeń nie wypowiadal sie na dany temat …
    nie chciałabym na Pana trafić jako na psychologa …

    • Ewo, problem w tym, że wiedzę jak najbardziej posiadam. (A wnioskowanie z doświadczenia jest potwornie ryzykownym błędem poznawczym i logicznym – doświadczenie nie jest reprezentacyjne) Przywołuje w artykule i dyskusji stosowne badania. Jeśli chcesz dyskutować, zachęcam do dyskusji w odniesieniu do nich. Dziękuję :)

  • Paulina

    Witam Panie Arturze. Każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie i opinię jak również każdy ma prawo zwyczajnie się z tym nie zgadzać. Nie musi Pan zaznaczać że nie jest Pan żadnym DDA ponieważ to bardzo jasno wynika z treści Pana wpisu,podejścia do tematu i znacznie ograniczonym pojęciu na temat tego o czym Pan się wypowiada. Syndrom DDA nie jest chorobą tym bardziej nie da się na podstawie kilku wyminionych cech uznać że się go ma lub nie. Niezbędna jest do tego rzetelna opinia i ocena wykwalifikowanego terapeuty oparta między innymi na wnikliwym wywiadzie. Czy fakt że uznam iż posiadam wszelkie wymienione w internecie objawy większości nowotworów czynią mnie chorą? Na tym polega diagnoza? Przecież te informacje mają poparcie… badania to potwierdzają..Fakt iż większość udzielających się w dyskusji osób dotknęło to w jaki sposób przedstawia Pan swoje poglądy dla mnie jest całkowicie zrozumiała. Rozumiem że istotą tego wpisu było raczej uświadomienie i doinformowanie a nie świadome poniżenie ludzi którzy nie z własnego wyboru czy kaprysu dorastali w naprawdę trudnych warunkach które odcisnęły prawdziwe piętno na kształtowaniu się ich osobowości a mimo to nie ulegli potwierdzonym badaniami wymienianym przez Pana rzeczywistym skłonnościom…w skrócie ani się nie stoczyły ani nie powielily schematu. Mam 30 lat zarówno moja mama jak i ojciec pili na umór.czy uznaję istnienie i wiarygodność zjawiska jakim jest „syndrom Dda”- odkąd 2 lata temu usłyszałam o takim pojęciu od terapeuty zdecydowanie tak.czy uważam że to usprawiedliwia moje wszelkie życiowe błędy złe wybory i decyzje i traktuje to jako całkowite wyjaśnienie mojej niezaradności życiowej i oczekuje że teraz każdy musi się nade mną użalać i oceniać z perspektywy biednego zagubionego dziecka ktore w wieku 30 lat nadal nie potrafi zapanowac nad swoim życiem? Pewnie że nie… jednak wole wierzyć w sekciarskie mity i terapie które daja ppzytywne efekty po 28 latach pozwolily mi pierwszy raz w życiu poczuć zrozumienie, poznać prawdziwą mnie,uwierzyć w sens i zmotywowac do pracy nad sobą niż opierać się na statystykach i teorii że wg wskazań nauki najbardziej realna wizja dla mojego życia to społeczny margines, dno i otaczanie się nowymi patologiami by czuć się „jak w domu”…względnie dalszy ciąg odbijania się od psychiatry do psychiatry którzy stwierdzą kolejny epizod depresyjny i chociaż prochami pomogą nam choć na chwile zapomnieć o tym jacy czujemy się beznadziejni i bez żadnych wartości….istnienie syndromu DDA ma na celu pomóc się podnieść dodać otuchy i nie mam pojęciaco ma na celu sugerowanie że to fikcja…tym bardziej że nie widzę nic co podważało by skuteczność terapii współuzależnienia mimo że w przeciwieństwie do autora ja mam doświadczenie w tym temacie i wiem co zyskuja osoby korzystające z takiej pomocy to jest praktycznie nowe zycie….

    • Kiedy dyskutujemy o istnieniu syndromu psychologicznego, nie ma miejsca na opinie – bo dyskutujemy o faktach.

      Jeśli nie da się jasno zdefiniować istnienia lub nieistnienia syndromu DDA u danego pacjenta, to znaczy, że jest to koncepcja pseudonaukowa i nie ma na nią miejsca w psychologii. Rzetelny psychoterapeuta NIGDY nie ma prawa zdiagnozować syndromu DDA, bo jest to paranaukowa koncepcja. Terapeuta stosujący tą koncepcje łamie więc podstawowe zasady fachu oraz kodeks etyczny PTP.

      Diagnoza polega na potwierdzeniu kryteriów diagnostycznych. Nie z internetu, a z ICD-10 lub DSM-VI. Syndromu DDA w tych podręcznikach diagnostycznych nie ma i nie ma wielkich szans, by się pojawił. Internet (to co można w nim wyczytać) nie opiera się na badaniach niestety, więc porównanie które stosujesz jest nieuprawnione.

  • BlaszanyNed

    Bajania ślepego o kolorach :)
    Nie byłeś wychowywany przez osobę z uzależnieniem to wiedzę na ten temat masz tylko teoretyczną. Dam sobie rękę uciąć, że gdybyś miał możliwość wejścia w ciało takiej osoby to padłbyś z rozpaczy na kolana, a twój kolorowy świat legł by w gruzach.

    Dodam ad personam, że wszelkiej maści psychoterapeutów i innych psychoanalityków uważam za szarlatanów, po doświadczeniach z jedną bogatą znajomą co terapię ma już 8 rok i końca nie widać.
    P.S.
    800 zł za 2h – takiemu to dobrze :)

    • Nie kochany, tak sobie nie pogadamy :) Chcesz dyskutować agresywnie, to a) pod imieniem i nazwiskiem, publicznie oraz b) mimo wszystko merytorycznie. Inaczej wylecisz :)

      • BlaszanyNed

        Moja wypowiedź nawet nie stała koło agresywnych. Prawda w oczy kole :)

  • Gość

    Gość

  • Gość

    Z Pana wypowiedzi przebija arogancja, ignorancja i zwyczajne chamstwo. Nie obrażam Pana, stwierdzam tylko fakty. Są na tym forum ludzie, z problemami, o których się Panu prawdopodobnie nie śniło. Pan tym ludziom mówi, żeby nie marudzili. Twierdzi Pan, że dziecko wychowane w rodzinie z problemem alkoholowym, zaniedbywane, bite, poniżane ma taki sam start w dorosłe życie jak dziecko będące oczkiem w głowie rodziców, kochane, wspierane, wychowane w poczuciu bezpieczeństwa i własnej wartości. Jeśli wg Pana powyższe nie ma na człowieka żadnego wpływu to co ma? Pana wypowiedzi są szokujące, abstrahując nawet od koncepcji DDA, ale zwyczajnie, po ludzku. Nawet jeśli Pan w DDA nie wierzy to pański sposób mówienia o tym jest żałosny. Radzę się zająć naprawą pralek, a nie ludzkiej psychiki.

    • 1. Wszystko co napisałeś to oceny, a nie fakty :) Zacznijmy od tego rozróżnienia.

      2. Zarzucając rozmówcy ignorancję wypadałoby przedstawić dowody na to. Ja dowody na to, że syndrom DDA to fikcja przedstawiłem :) Do czasu gdy nie przedstawisz dowodów na istnienie takiego syndromu, niestety, ale to Ty stoisz po stronie ignorancji.

      3. Dyskutuj z tym, co piszę, nie ze swoimi fantazjami. Nie twierdzę, że „dziecko wychowane w rodzinie z problemem alkoholowym, zaniedbywane,
      bite, poniżane ma taki sam start w dorosłe życie jak dziecko będące
      oczkiem w głowie rodziców, kochane, wspierane, wychowane w poczuciu
      bezpieczeństwa i własnej wartości”. Twierdzę, że „Owszem, badania pokazują, że dzieci alkoholików mają większe tendencje do pewnych zachowań i cech niż dzieci nie-alkoholików. Problem w tym, że te zachowania mocno odstają od obrazu, który rysuje Syndrom DDA. Rzeczywiste skłonności dzieci alkoholików to:

      – większy poziom niepokoju (anxiety), co uogólnia się zarówno na nerwowość jak i na agresję

      – większa towarzyskość i silniejsza skłonność do szukania towarzystwa poza domem

      – większa skłonność do szeroko rozumianego podejmowania ryzyka, w tym do zachowań niebezpiecznych”

      Innymi słowy – takie wychowanie MOŻE mieć pewien wpływ na daną osobę (i na to są badania). Jednocześnie wpływ ten jest zupełnie inny niż opisywany jako rzekomy syndrom DDA (i na to również są badania).

      Dyskutuj z moim stanowiskiem, albo nie dyskutuj wcale. A i dyskutuj pod imieniem i nazwiskiem – anonimowej trollerki nie trawię.

  • M.

    Witam serdecznie,
    trafiłam przez przypadek…i żałuję. Mogę mieć tylko nadzieję, że każdy, kto ma problem wynikający z dorastania w dysfunkcyjnej rodzinie, uśmiechnie się i poszuka merytorycznych tekstów na ten temat gdzie indziej. Dziękuję
    M.

    • Witam serdecznie. Przykro mi, że żałujesz – konfrontacja przekonań z faktami może być bolesna. Tym niemniej zarzucanie niemerytoryczności jest samo w sobie niemerytoryczne. Jeśli gdzieś w arcie jest błąd – wskaż na konkretne badania. Z góry dziękuje :)

      • Krzysztof

        Dzień dobry,
        No ładnie. Artykuł napisany 4 lata temu, a komentarze żyją do dziś. Trafiony temat.

        Temat mnie zainteresował. Nie muszę pisać, że oczywiście znajduję u siebie cechy „syndromu DDA”, lub/czyli wpadam w 70% populacji :-)
        Dyskutować nad tym, czy syndrom istnieje, czy jest pop-psychologią nie będę. Za mało mam na ten temat wiedzy. Zresztą to nieważne.
        Jak ktoś w komentarzach napisał, „syndrom DDA” ma wartość… przynajmniej popularyzatorską. Skłania do rozwoju osobistego. Nieważne z jakich przyczyn :-)

        Obserwuję u siebie zachowania, które uważam za warte zmiany. I już guzik mnie obchodzi, czy je wykazuję, bo mnie mamusia nie przytulała, czy tatko pił. Było, minęło, a żyć warto dobrze.
        Zobaczyć złe nawyki mentalne to już połowa sukcesu. Niech sobie żyje „syndrom DDA”!
        I tu pytanie do Pana, Panie Arturze.
        Co Pan właściwie proponuje osobom, które mają takie, czy inne problemy ze sobą i w relacjach z innymi, a w tle dysfunkcyjną rodzinę i spaprane dzieciństwo? Wizyta u psychologa? A może proponuje Pan jakieś narzędzia do pracy nad tworzeniem nowych nawyków i wygaszaniu starych? I jak się przekonać, które rozwiązanie jest właściwsze dla konkretnej osoby (np. dla mnie, żeby daleko nie szukać?)

        Pozdrawiam,

        K.

        PS. Za odwoływanie się do logiki, badań i „mordowanie” poczucia „mam rację bo wiem, że mam”;piątekczka z plusem.
        Mam nadzieję, że robi Pan, to co robi, ze szlachetnych pobudek. Grzebanie w samopoczuciu innych ze złych pobudek, byłby wstrętne.

        • Moje pobudki już, mam wrażenie, wyjaśniałem kilka razy w dyskusjach w tym wątku – trafne rozpoznanie rzeczywistości jest po prostu ważne. Tylko dzięki niemu możemy coś realnie zdziałać w życiu. Dlatego ważne jest promowanie sprawdzonej wiedzy, oraz punktowanie mitów. Choćby emocjonalnie atrakcyjnych.

          Idąc dalej – dla Ciebie (będę się jednak trzymał netykiety) łatka syndromu DDA dała impuls do rozwoju i fajnie. Dla wielu osób da zamiast tego wymówkę by się nie rozwijać. I to już nie jest fajne. Przydałby się jednak rachunek zysków i strat.

          Jeśli chodzi o to „co proponuję”, to na hasło „takie, czy inne problemy ze sobą i w relacjach z innymi” nie podejmę się zaoferowania czegokolwiek. Bo jest po prostu skrajnie ogólne i równie dobrze mogłeś napisać „co właściwie proponujesz osobom, które mają problemy”, albo „co właściwie proponujesz ludziom” ;) Jeśli wskażesz na bardziej konkretne kwestie, wtedy będę w stanie faktycznie coś zasugerować.Natomiast nie ma jednej metody na „problemy” czy nawet na „problemy w relacjach”. Czasem przyda się psychoterapia, czasem psychiatra, czasem trening behawioralny różnych kompetencji (czy to nadzorowany, czy samodzielny), czasem jeszcze coś innego. Wszystko zależy od sprecyzowania problemów.

          Tak samo lekarz nie poradzi nic na „chorobę”, ale może poradzić coś na grypę, raka czy złamanie – ale musi najpierw wiedzieć o co chodzi.

          • Krzysztof

            No tak. Słuszność po Pana stronie; za ogólnie pojechałem.
            Zastanawiam się nad Pana kursem Beyond NPL. Sądzę, że potrzebuję narzędzi do zmiany niektórych nawyków.
            9 dni to sporo. Jak to jest zorganizowane? 9 dni z rzędu?
            Pozdrawiam,

            Krzysztof

            Ps. Napisał Pan …”Idąc dalej – dla Ciebie (będę się jednak trzymał netykiety)”. No i słusznie :-) Czy ja się gdzieś nie trzymałem?
            Czyżby duża liczba agresywnych komentarzy wyrobiła w Panu złe postrzeganie komentarzy w ogóle? :-D

          • Odwołanie do netykiety nie było zarzutem, tylko wyjaśnieniem czemu piszę per „Ty” :) Po prostu netykieta zakłada, że standardowo piszemy w tej formie (jeśli chcesz mi „panować”, to oczywiście Twój wybór, wyjaśniam po prostu czemu sam pozostanę przy formie „Ty”).

            Jeśli chodzi o praktyka – najbliższa, jesienna edycja to 9 dni z rzędu. Poprzednia była w formie 3 zjazdów (piątek-niedziela), nie jestem jeszcze pewien jaka będzie wiosenna 2018. Alternatywnie jest wariant e-learningowy, Beyond NLP w Praktyce, które można zrealizować we własnym czasie.

  • A veces

    A czy w badaniach uwzględniono, że te 70% ludzi, nie będących DDA a utożsamiających się z opisem DDA może pochodzić z rodzin dysfunkcyjnych?

    • A veces

      To istotne, gdyż dowodzi, że dzieciństwo, atmosfera w jakiej dziecko się wychowywało, ma niemały wpływ na dorosłe życie i charakter takiej osoby. Oznacza to zarazem, że cechy przypisywane DDA to również cechy osób, które niekoniecznie miały w rodzinie alkoholika a np. ojca który nie okazywał uczuć, matkę która uparcie próbowała przypodobać się zdradzającymi ja mężowi podczas, gdy zaniedbywała przy tym dzieci itp. Przykładów takich rodzin może być wiele.

      • Jednak bym prosił o badania, nie hipotezy rodem z pop-psychologii ;)

    • 1. Tak.
      2. Jeśli 70% ludzi pochodziłoby z rodzin dysfunkcyjnych, to wypaczamy termin „dysfunkcja” do poziomu, w którym jest treściowo pusty.

      • A veces

        Przepraszam, ale 70% ze 100% ludzi to liczba badanych a nie całej populacji, czy nawet wszystkich ludzi z Polski. Mnie nikt w tym zakresie nie badał. Ja przeprowadziłam swego czasu własne badania na ten temat, na ludziach mnie otaczających. Pan ich nie uzna, a ja absolutnie nie mam zamiaru Pana przekonywać co do moich racji, czy nawet tego, że syndrom DDA istnieje czy nie bo nie ma to sensu jak widzę. Obojętnie co napisze Pan poprosi o fakty w formie badań. Nie fakty wzięte z życia. Być może ma Pan rację. Być może, bo tak jak Pan te badania uznaje za święte i nie do podważenia ktoś inny może mieć je za nic. Może. I nikt mu tego nie zabroni.

        • A veces

          Idąc Pana tokiem myślenia człowiek, nie powinien prowadzić dyskusji na żaden temat, bez wyników badań potwierdzających jego rację.

          • Nawet krok dalej – człowiek powinien wstrzymywać się przed wyrobieniem sobie opinii na żaden temat (dotyczący obiektywnego stanu rzeczywistości, a nie gustów), jeśli nie ma badań w temacie na których mógłby się oprzeć.

            Wiem, naiwny ideał, ale ideał.

        • Jak masz badania na dużych, reprezentatywnych próbach, to 70% próby możesz uogólnić na 70% populacji. Po to się robi badania na dużych próbach. Nie wiem na ile tu się dogadamy, bo wydaje się, że nie znasz pewnych podstawowych koncepcji i narzędzi stosowanych w badaniach, stąd próbujesz je nieco naiwnie reinterpretować.

          Podobnie z „własne badania na ludziach otaczających” – ludzie Cię otaczający (czy mnie, czy kogokolwiek innego) nie są reprezentatywną próbą. To jeden z podstawowych błędów we wnioskowaniu (przez analogię, to tak, jakbyś prowadził sondaż wyborczy w siedzibie którejś partii, wyszłoby Ci 100% poparcia dla niej).

          Tak, proszę o fakty w formie badań, bo one są reprezentatywne „fakty z życia” to niewielki i niereprezentatywny wycinek rzeczywistości, dodatkowo zniekształcony przez kolejne warstwy błędów poznawczych i reinterpretacji.

          I oczywiście możesz mieć badania za nic. Możesz też uważać, że księżyc jest tak naprawdę namalowany na szklanej kopule wokół Ziemi. Tylko rzeczywistości to nie zmieni. Pytanie czy chcesz dyskutować o rzeczywistości, czy o swoich przekonaniach.

  • A veces

    Pragniesz wyłącznie rozgłosu. Kontrowersyjny temat, odmienne zdanie które zapewne „zaboli” setki ludzi, wyniki badań „nie do obalenia”, w kółko wałkowane zdanie „pokaz mi fakty” i proszę. Zadziałało.

    Teraz zapytam. Zajmujesz się terapią ludzi pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych? Ludzi którzy maja problem w życiu, są nieszczęśliwi bo uważają siebie za gorszych od innych i to utrudnia im życie skazując na wieczny smutek? Itp. Itd. Jeśli tak to proszę powiedz ile kosztuje u Ciebie taka sesja i czy jest efektywna. Tylko proszę. Pokaż mi badania udowadniające, że jest efektywna.

    • I ad personam – bo gdy nie sposób pokonać argumentacji, najłatwiej strzelać do posłańca, prawda? Zmiana zdania byłaby zbyt trudna. Szkoda.

      Jeśli o mnie chodzi, zajmuje się coachingiem, nie terapią. Badania na skuteczność narzędzi, które stosuje znajdziesz w wielu miejscach m.in. na tym blogu.

      • A veces

        Nie mam zamiaru pokonywać Twojej argumentacji. Tak jak wcześniej napisałam, być może jest słuszna. Zyskałeś rozgłos. To fakt.

        • Serio? Rozgłos z tego czegoś? Nah, było kilka artykułów na tym blogu, które miały duży zasięg faktycznie, natomiast ten niespecjalnie taki jest. Jest nasycony emocjonalnie dla niektórych ludzi – bo zbudowali sobie tożsamość wokół bycia DDA, co samo z siebie demonstruje jak patologiczny jest to konstrukt – ale niespecjalnie rozgłosowy. Muszę rozczarować byle „jak posiadanie zwierząt wpływa na ciebie psychologicznie” było bardziej rozgłosowe ;)

  • A veces

    I jeszcze jedno, badane było 100% populacji z czego 70% znalazło u siebie cechy syndromu DDA? Naprawdę? Ponad 7 mld. ludzi było pod tym katem badanych?

    • Ponownie – badania tak nie działają. Proszę, doczytaj w temacie doboru próby, jej reprezentatywności, możliwości uogólnienia prób określonych rozmiarów na całość populacji wraz z trafnością tego uogólnienia, itp.

      Na ten moment to co robisz, to próba – z mojej perspektywy dość rozpaczliwego – podtrzymania zdania n.t. świata, które dotychczas miałeś. Dlaczego aż tak bardzo boli Cię opcja, że możesz się tu po prostu mylić i możesz po prostu zmienić zdanie?

  • Ewelina Szczecińska

    Znam wiele osób, które dzięki AA nie piją. Uczestniczyłam w kilkunastu mitingach otwartych w czasie studiów. Nie zauważyłam żadnych cech „sekciarskich”, a jedynie grono ludzi skupionych na rozwiązywaniu wspólnego problemu. Kilku z nich miało abstynencję powyżej 10 lat, choć wcześniej trafili na samo dno,
    Nie generalizowałabym zatem pisząc, że AA i 12 kroków to nieskuteczna forma terapii (w dodatku szkodliwa – no, może dla psychologów, którzy mają mniej pacjentów, bo ci pomoc uzyskują we Wspólnocie).

    • Nie znasz ani jednej osoby, która dzięki AA nie pije – bo nie jesteś w stanie stwierdzić, czy taka osoba nie pije akurat dzięki AA, czy też nie pije z powodu innych czynników. Na studiach powinnaś była się nauczyć przede wszystkim tego, że nie da się trafnie wnioskować w sposób, w jaki próbowałaś powyżej – to dość podstawowa wiedza dla magistra.

      To Ty generalizujesz. Wyniki badań są w temacie natomiast jasne i nie stanowią generalizacji -AA i 12 kroków to metody nieskuteczne.

      • Ewelina Szczecińska

        Bez komentarza.

        • Szkoda, przydałby się komentarz typu „o fakt, głupi błąd, na przyszłość nie będę tak wnioskować”.

  • Adam

    To niezłe że trafiłem tu akurat dzisiaj, gdzie po rocznej terapii uzależnień zgłębiam samoświadomość uderzając własnie w DDA i szukając publikacji na ten temat.

    Pamiętam jak gorączkowo, w głodzie alkoholowym, szukałem badań na temat inny niż abstynencja. Jak Pana artykuł o piciu kontrolowanym sprawił, że rozjaśniło mi się w oczach na chwilę. Na szczęście nie wróciłem do picia. Dzisiaj nie piję. Nie ćpam.

    Nie hołduję zasadzie 12 kroków, byłem na dwóch mitingach AA i pewnie więcej tam nie wrócę. Na zakończeniu podstawowej indywidualnej rocznej terapii uzależnień usłyszałem to:”Trzeźwiałeś po swojemu, i chociaż próbowałam ściągnąć Cię na mi znaną drogę, Ty ciągle z niej schodziłeś i robiłeś po swojemu. Zaufałam temu.” Mieliśmy na terapii ustalony jeden cel – abstynencja. Czy nazwiemy mnie alkoholikiem, ćpunem, czy tym który pił ryzykownie, ale granicy uzależnienia nie przekroczył – abstynencja była celem. Piszę o tym bo DZIĘKI BOGU nie zacząłem pić kontrolowanie.

    Teraz, być może jak 70% populacji, podpasowuję siebie do syndromu DDA. Odnajduję tam siebie. Pisze Pan o tym, żę jednostkowe stwierdzenia – „Ja jestem dowodem” nie są żadnym dowodem. Na czym więc zostało oparte Pana badanie które zostało zlinkowane – mniemam, że na szeregu jednostek właśnie.

    Zatem tak – każdy z nas jest dowodem.

    Zatem – czy zna Pan chociaż JEDNĄ osobę, która pijąc kontrolowanie czuje się lepiej (czyli subiektywnie ocenia jakość swojego życia lepiej niż za czasów picia) i nie miała nawrotu do ciągów alkoholowych?

    Zatem – czy zna Pan chociaż JEDNĄ osobę, która pochodząc z rodziny alkoholowej czy dysfunkcyjnej która odnalazła siebie w sydromie DDA, a NIE poszła na terapię – potwierdziła że czuje się lepiej?

    Po co Pan pisze? Należę do ludzi nieustannie poszerzających swoją samoświadomość. Wybiorę czy terapia DDA będzie dla mnie czy nie. Jednak wiem, że ludziom którzy zostali na maxa skrzywdzeni przez swoich stworzycieli – rodziców odnalezienie siebie w syndromie DDA , terapia grupowa, gdzie spotkają podobnych sobie, tudzież indywidualna gdzie krok po kroku będą budować siebie na nowo po prostu POMOŻE. Śmiem twierdzić, że Pana artykuł może jedynie namieszać w głowie i w sercu pozostawiając jeszcze większe uczucie beznadziejności.

    Pamiętam jak uchwyciłem się tej tezy picia kontrolowanego, jak jakiejś brzytwy. Dzisiaj już wiem, że to była brzytwa która by mnie poharatała na amen.

    • Nie, każdy nie jest dowodem. Problem we wnioskowaniem z jednostek jest taki, że masz zbyt wiele czynników zniekształcających, których nie jesteś w stanie u jednostki wyeliminować, a które mogą mieć kluczowe wpływy. Natomiast jeśli bierzesz szereg jednostek – odpowiednio duży i odpowiednio dobrany (po szczegóły odsyłam do podręcznika metodologii prowadzenia badań) – to te czynniki zniekształcające się wzajemnie znoszą, dzięki czemu możemy coś faktycznie powiedzieć.

      Z tego też powodu moje odpowiedzi na Twoje pytania będą anegdotami i nie mają wartości. Ale tak, znam wiele osób, które „pijąc kontrolowanie czuje się lepiej (czyli subiektywnie ocenia jakość
      swojego życia lepiej niż za czasów picia) i nie miała nawrotu do ciągów
      alkoholowych?” Podobnie z terapią (w ogóle prowadzenie terapii DDA – jako fikcyjnego syndromu – jest sprzeczne z kodeksem etyki PTP, ale to inny temat).