Mit Socjolizowanego Dziecka

Wszyscy jesteśmy tak naprawdę małymi dziećmi, na które zostały narzucone oczekiwania społeczne, wymogi rodziców, szkoły, itp. Wystarczy jednak, że je wyczyścimy, że dojdziemy do tego, czego pragnęliśmy jako małe dzieci i już znajdziemy prawdziwych siebie!

No, tak przynajmniej głosi jedna z popularnych szkół myśli w środowisku rozwoju. Grzechem głównym i źródłem wszelkiego zła jest tutaj ta wredna socjalizacja, która zmienia idealnie szczęśliwe i cudowne dzieci w małe maszynki. Na szczęście możesz się przez tą warstwę socjalizacji przebić i dotrzeć  do oryginalnego siebie…

Bzdura do kwadratu.

Idea „socjolizowanego dziecka” jest w mojej ocenie odmianą mitu „szlachetnego dzikusa”. Wg. niego prymitywni ludzie (w tej roli najczęściej indianie) żyli w sposób dobry, szlachetny i „zgodny z naturą” (cokolwiek miałoby to znaczyć). A potem przyszedł ten wredny biały człowiek z jego wredną cywilizacją i zniszczył tą szlachetność, wypaczył ją i zepsuł.

Mit ten, z kolei, ma w sobie jakieś takie echa biblijne. Naiwni praludzie żyli sobie szczęśliwie w Ogrodzie Edenu. A potem spróbowali owocu z drzewa wiedzy i upadli. Całe nieszczęście wywodzi się więc z wiedzy. Z cywilizacji. Lub, w najnowszej odmianie mitu, z socjalizacji.


Sęk w tym, że to po prostu nieprawda! Pod każdym względem!

Owszem, są pewne rzeczy w różnych prymitywnych kulturach, które mogą mieć w sobie wartość. Ale było w nich także wiele rzeczy złych, okrutnych i – nomen omen – barbarzyńskich. Zdecydowanie nie sposób twierdzić, że były one po prostu szlachetne i dobre. Zdecydowanie nie żyły też „zgodnie z naturą” – tacy indianie potrafili spędzić całe stado bawołów z urwiska, po czym wycinać tylko najlepsze kąski z trucheł, zostawiając resztę na zgnicie.


Podobnie w wypadku dzieci. Z perspektywy dorosłego może się czasem wydawać, że są non stop szczęśliwe i „naturalne”, ale to tylko jedna strona monety. Patrząc wstecz część z nas będzie pamiętało tylko szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa. To jednak złudzenie, błąd naszej pamięci, który sprzyja lepszemu przywoływaniu pozytywnych wspomnień i pewnej idealizacji swojej przeszłości. W rzeczywistości dzieci bywają zarówno szczęśliwe, jak i nieszczęśliwe. Cieszą się i boją. Faktycznie, ze względu na stopniowy rozwój pełnej funkcjonalności mózgu, małe dzieci będą miały tendencję do bardziej całościowego doświadczania emocji niż dorośli. Innymi słowy, jak są szczęśliwe, to są SZCZĘŚLIWE. Cały ich świat jest szczęściem. Kropka. Dorośli, dla odmiany, zwykle mają bardziej zniuansowane emocje. „Cieszę się, że przeniosłem się do nowego, fajniejszego mieszkania, ale przeszkadza mi, że jeszcze nie do końca wiem gdzie są wszystkie rzeczy.” Ale podobnie działa to z nieszczęściem. Z lękiem. Itp. Dzieci po prostu się boją. Dorośli moga np. „bać się, ale zdecydować się podjąć decyzję w imię długoterminowych korzyści.”

Co więcej, dorośli są w stanie doświadczyć też tych pełnych stanów emocjonalnych (choć zwykle wymaga to intensywnej pracy z własnymi emocjami, albo środków psychoaktywnych). Dzieci nie mogą natomiast doświadczyć stanów złożonych. O ile więc potrafię zrozumieć tę tęsknotę za czystymi emocjami, to nie powinna być podstawą do idealizacji życia dzieci.


Nie jest też tak, że dzieci są jakoś nieskończenie kreatywne. Kreatywność jest umiejętnością, wymaga treningu. Praktyczna kreatywność – taka, która daje konkretne, ciekawe wyniki, czy to w formie nowych nurtów w sztuce, czy nowych rozwiązań technologicznych – wymaga solidnej wiedzy. Aby łamać granice, trzeba wiedzieć, że one w ogóle istnieją.


Nie jest w końcu tak, że dzieci są jakieś „prawdziwe”, „naturalne” i socjalizacja czyni z nich kogoś innego. Tak, pewne rzeczy, których doświadczyłeś jako dziecko, miały na Ciebie długotrwały wpływ. Jednak późniejsze zmiany, jakie zaszły w Tobie w wyniku socjalizacji, oczekiwań krewnych, itp. są, no właśnie ZMIANAMI, KTÓRE ZASZŁY W TOBIE.

Nikt inny nie zareagowałby na nie akurat w ten sposób. Wynik tych reakcji może Ci się nie podobać. Jasne! Masz do tego pełne prawo. Lepiej jednak skupić się nie na tym, czemu doszło do takiej sytuacji – a jak ją zmienić. Co potrzebujesz zrobić, by zmienić się na taką osobę, która będzie Ci się podobać?

Tak, jako ludzie dorośli myślimy, zachowujemy się i działamy inaczej niż dzieci. Tylko to naprawdę nie wina socjalizacji. To prosta konsekwencja tego, że nasz mózg po prostu jest inny. Działa inaczej, ma więcej struktur, opiera się na niezliczonej ilości połączeń, których jako dziecko po prostu nie miałeś. Nie ma w tym nic złego czy nienaturalnego. Po prostu się zmieniłeś. Pozwól sobie na to. No i ponownie – jeśli chcesz, możesz zawsze zmienić się dalej. Nic Cię nie ogranicza do obecnej sytuacji.

Nie rozumiem, naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, jak można z nieakceptacji siebie uczynić kult. Jak można wyciągnąć „wewnętrzne dziecko” na sztandary.

Nie ma żadnego wewnętrznego dziecka. Jesteś Ty. Po prostu. To nie znaczy, że nie możesz sobie pozwolić na „dziecinne” zachowania. Hej, pisze to koleś, który dosłownie przedwczoraj zapitalał z lateksowym mieczem udając norsmeńskiego bękarta z klanu Królików Chaosu. Nad którego monitorem szereg transformersów miesza się z figurkami ze Świata Dysku, statkami z Gwizdnych Wojen i wieżyczką z Portal. Który ma ulubionego pluszowego rekina z Ikei imieniem Frank. A jednocześnie koleś, który pewnie dla wielu jest podręcznikowym wzorem „książkowego sztywniaka siedzącego tylko w badaniach”. Jedno drugiemu nie przeszkadza. Możesz być i poważny i dziecinny. Nie potrzebujesz do tego „wewnętrznego dziecka”, ani żadnych innych pierdół. Więc zostawmy je już za sobą, co? ;)



15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Michał Stolarczyk

    Potencjalnie bardzo ważny tekst. Dzięki :)

  • stałyczytelnik

    I to dogłębne, głębokie przeżywanie swoich emocji czy to z środkami psychoaktywnymi (czy bez, jeśli ktoś potrafi) sprawia, że jesteś lepszy w czymś jakieś swojej roli (jako trener samorozwoju, partner dla partnerki itd.)?

    • Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to realnie jakoś wzbogacało, poza samym doświadczeniem.

  • Dziecko

    Widziałeś, jak się śmieje dziecko? Płaczu bardzo szybko uczy się sztucznego, natomiast śmiech stosunkowo długo pozostaje naturalny. Większość dzieci śmieje się czy śpiewa naturalnie, większość dorosłych nie potrafi tego robić naturalnie przy innych ludziach. Choćby bardzo chcieli, to nie będą potrafili. Ich śmiech jest zawsze wyuczony. Albo rżą pokazując – patrzcie się jakie to dla mnie zabawne, patrzcie się jak ja się tu wspaniale bawię albo mają jakiś stały wyuczony kulturalny śmiech, albo robią to ze wstydem, czerwienią się i wstydliwie podśmiechują co czasami dla nieznajomej osoby jest żenujące. Większość dorosłych umie bardzo dużo ale nie potrafi się szczerze śmiać. Nie musieliby wcale zapominać tej nagromadzonej wiedzy, wystarczyłoby żeby potrafili się śmiać jak dziecko. Nie sprawiłoby to, że staną się głupi i prymitywni tylko dodało sporo uroku.

    • Kamil Kaczmarek

      Ja się zgodzę z tym, że istnieje jednak pewien proces kulturowy narzucający takie a nie inne zachowania (w tym przypadku sposób śmiania się), bo te inne są uznawane za „dziecinne” w znaczeniu nieprzystające do dorosłego. Więc jak Artur piszesz, że „to nie znaczy że nie możesz sobie pozwolić na dziecinne zachowania” to od razu myślę „no tak, możesz sobie również pozwolić na bycie transwestytą, ale to nie znaczy, że będzie to w społeczeństwie akceptowane”. Oczywiście, to trochę inny kaliber, ale chyba zgodzisz się, że takie standardy kulturowe odnośnie zachowań „dziecinnych” istnieją?

      • Dziecko

        Po kolejnym zastanowieniu się dochodzę do wniosku, że te trzy opisane przeze mnie sposoby nienaturalnego śmiechu to właśnie jest dziecinne. Zwłaszcza pierwszy i trzeci. Pierwszy to jest przecież dziecinada na 100%. A popatrzmy na ludzi w starszym wieku, na tych którym zdrowie, brak tragicznej sytuacji materialnej czy traum pozwala się śmiać. Przecież duża część takich ludzi śmieje się naturalnie, jak dziecko. Wyrośli z 1 i 3, wielu też z 2. Oczywiście nie wymieniłem wszystkich rodzajów sztucznego śmiechu, tylko te które z pewnością każdy skojarzy ale to co teraz piszę dotyczy ogólnie nienaturalnego śmiechu.

  • Luke

    Tam dziecko. Afirmujmy zwierze. Przecież napewno JEST jakiś kontekst w którym pewne wartości zwierzęce są zgodne z wartościami dorosłych europejczyków. Afirmumy zwierzęta, na wszelki wypadek. Natomiast nieakceptowanie zachowań zwierzęcych to duchowa pustka i zaścianek ;)

  • Roman

    Oj arturku arturku, od razu widać, że nie masz dzieci a wymądrzasz się jakbyś wszystkie rozumy pozjadał

    • Zapraszam jednak do merytorycznej dyskusji :) Z góry dziękuję :)

  • Ppp

    Z drugiej strony mamy pewne fakty i doświadczenia.
    Małe dziecko lubi się uczyć i jest to dla niego naturalne – potem idzie do szkoły i przestaje to lubić, lub przynajmniej zaczyna unikać pewnych przedmiotów, ponieważ są uczone w sposób niedostosowany dla niego.
    Małe dziecko jest przekonane, że wszystkiego może się nauczyć – potem idzie do szkoły i okazuje się, że nie jest w stanie, a przynajmniej nie jest w stanie nauczyć się czegoś w przepisanym tempie.
    Socjalizacja wprowadza pewien porządek, ale też zabija pewne cenne zjawiska, nakazując robić coś w sposób nienaturalny, a czasem wręcz bezsensowny.
    Moje doświadczenie:
    W liceum miałem olbrzymie problemy z językiem angielskim, opuściłem je w przekonaniu, że go nie umiem i nigdy nie będę umiał. Kilkanaście lat później zacząłem się kontaktować z cudzoziemcami i okazało się, że pewne problemy poza szkołą nie występują. W szkole minutę układałem zdanie, bo za nieprawidłowe dostałbym złą ocenę – w życiu mówię, jak umiem i jestem rozumiany. W szkole za zapomnienie nazwy dnia tygodnia dostajemy złe oceny – w życiu Środę nazywam “trzecim dniem tygodnia” i nikt nie ma o to pretensji.
    Mit Socjolizowanego Dziecka może nie jest prawdą w całej rozciągłości, ale trzeba przyznać, że są w nim prawdziwe elementy.
    Pozdrawiam.

    • Czy dziecko faktycznie lubi się uczyć i jest to dla niego naturalne to dość dyskusyjny temat. A zdecydowanie nieprawdą jest, że jest przekonane, że wszystkiego może się nauczyć – bo w tym wieku nie ma jeszcze w ogóle przekonań, mózg nie jest wystarczająco rozwinięty do tworzenia takich abstrakcji. Zgadzam się przy tym, że oceny w szkole są błędnie używane- testy itp. powinny służyć weryfikacji „co już umiem, a co jeszcze powinienem usprawnić”, a nie spełniają tej funkcji.