Jedną z kluczowej funkcji, jaką pełnią w grupie autorytety jest uwiarygadnianie zaangażowania każdego z jej członków. Autorytet, który zdaje się świetnie coś robić, jest żywą, chodzącą reklamą ideologii grupy, niewypowiedzianą obietnicą p.t. „jeśli też się postarasz, również możesz to zrobić.”

To dlatego NLPowcy i hipnotyzerzy tak wielbią Derrena Browna i tak chętnie łykają „psychologiczne” wyjaśnienia jego trików.* Wyjaśnienia celowo fałszywe, ale pozwalające uwierzyć w fantazję p.t. „ja kiedyś też tak będę mógł robić”. I to mimo tego, że sam Derren o NLP wyraża się ze sporym dystansem.

Oczywiście, często autorytety faktycznie potrafią zrealizować to, co uważa się na ich temat. Nie wątpię, że Feynman był genialnym fizykiem i świetną osobą. Nie mam wątpliwości, że Gordon Ramsey cudownie gotuje, a Groucho Marx potrafił świetnie improwizować i władać słowem. Jest jednak wiele sytuacji, gdy rzeczywistość n.t. danej osoby przykryta jest grubą warstwą mitu, mitu, w który w zasadzie wszyscy zainteresowani chcą wierzyć.

Chciałem tu zasugerować, że jedną z takich postaci jest Milton Erickson. Postać Ericksona jest podstawą mitów założycielskich nie jednej, ale przynajmniej czterech grup.

a) Jest duchem przewodnim wszelkiej terapii krótkoterminowej, ze względu na jego szybkie, skuteczne interwnecje.

b) Jest dziadkiem terapii ericksonowskiej (dziadkiem, gdyż ojcami byli de facto jego uczniowie, którzy „tłumaczyli” jego podejście na metody pracy z klientem.

c) Jest również jednym z trojga oficjalnych (i rzeszy nieoficjalnych) dziadków NLP, gdzie „tłumaczami” byli Bandler i Grinder

d) Jest w końcu na przemian z Mesmerem (Braida jakoś wszyscy ignorują), duchem przewodnim hipnozy, zwłaszcza hipnozy niedyrektywnej, określanej zresztą od jego nazwiska Ericksonowską.

Powiedzmy sobie szczerze, Erickson świetnie nadawał się na centralną postać mitu założycielskiego**. Klasyczna historia od zera do bohatera, dziecko chore na polio, które pokonało paraliż wywołany chorobą siłą umysłu. Mistrz skrytego wprywu, zmieniający pacjentów bez ich świadomości. Niesamowity terapeuta, którego dziwne, ale skuteczne metody pozwalały zmieniać ludzi, których nie potrafil zmienić nikt inny. Jeśli dodamy do tego nawrót polio na starość, gdy pojawiał się na wykładach częściowo sparaliżowany, ubrany wyłącznie w fioletowe ubrania***, otrzymujemy postać, która zapada w pamięć, kogoś kto zdaje się być nieco nie z tego świata – idealną postać do mitu założycielskiego różnych ruchów. Nic dziwnego, że był rozchwytywany. Jednocześnie wiele wskazuje na to, że sam Erickson również temu mitowi bardzo pomógł…

Przez lata byłem takim samym fanem Ericksona jak większość innych osób w środowisku rozwoju. W pewnym momencie zacząłem jednak trafiać na pewne nieścisłości w jego wypowiedziach. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, na początku w zasadzie je ignorowałem, z czasem zacząłem jednak nieco drążyć temat i zastanawiać się nad tym, na ile jego legenda ma oparcie w faktach.

Pierwszą nieścisłością, która skłoniła mnie do weryfikacji twierdzeń Ericksona, było coś z czym spotkałem się przy tłumaczeniu jednej z pierwszych książek n.t. NLP, „Patterns of Hypnotic Techniques of Milton Erickson”. Książka ta zawiera duże fragmenty własnych artykułów Ericksona, w tym historię jego eksperymentów z Aldusem Huxleyem. W ramach tych eksperymentów, zahipnotyzowany Huxley miał być w stanie przywołać idealnie dowolne słowo z dowolnej strony  książki, którą czytał wiele lat temu. Fascynująca historia, demonstrująca potęgę hipnozy.

Jest jeden problem – wedle wszelkiej współczesnej wiedzy n.t. pamięci, jest to po prostu niemożliwe. Mózg po prostu nie pracuje w ten sposób, nie zapisuje pamięci w tym stylu. Wszelkie próby hipnotycznego i niehipnotycznego wywoływania wspomnień wskazują dziś, że owszem, ludzie są sobie w stanie wyobrazić bardzo dokładnie i szczegółowo daną sytuację, ale te wyobrażenia nie są bynajmniej wierne. To fantazje, bardzo rozbudowane i realistyczne, ale nie wspomnienia****. Oczywiście, można argumentować, że to Erickson był tak niezwykle kompetentny, ze zdołał wydobyć z ludzkiego mózgu coś, czego nikt inny nie zdołał w kontrolowanych warunkach zreplikować. Jednocześnie jednak dużo bardziej prawdopodobną interpretacją jest to, że Erickson po prostu w tym wypadku skłamał. Oryginalne protokoły eksperymentów nie istniały, gdy pisał ten artykuł. Huxley już nie żył i nie mógł zaprzeczyć.  To wszystko jedynie poszlaki, jednak składające się razem na bardzo prawdopodobny scenariusz. A w „kolekcji” Ericksona było więcej takich nieprawdopodobnych tez, np. opowieść o jego kliencie, który w ciągu roku hipnozy urósł o 30 centymetrów! Chińczycy, którzy posuwają się do silikonowych wszczepów na szczycie czaszki by urosnąć o zaledwie kilka centymetrów oddaliby własną matkę za urośnięcie nawet o 6 cali, nikt jednak nie zdołał, ponownie, zreplikować tego rzekomego wyniku.

To była pierwsza wątpliwość, a gdy zacząłem kopać, okazało się, że takich niepokojących detali jest więcej.

Np. Szybkość terapii. Erickson jest symbolem szybkiej i skutecznej terapii krótkoterminowej. Gdy ludzie myślą o Ericksonie, myślą często o różnych jego „trikach”, w rodzaju tych opisanych w „Mój głos podąży za tobą”. Ot, zlecenie pacjentowi jednej, błyskotliwej rzeczy i wychodzi z gabinetu uzdrowiony…

No cóż, nie do końca.  Po pierwsze, co do czasu pracy, mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, które opisywałem już kiedyś w swoich „Opowieściach Zmieniacza”. Opisuję tam sesję z Piotrem, ze skupieniem na jednej krótkiej i prowokatywnej wymianie zdań, która miała rozwiązać problem. W rzeczywistości oczywiście wymiana ta, choć miała duże znaczenie, była jedynie jednym z wielu elementów interwencji, która sama w sobie trwała zdecydowanie dłużej. Podobnie było w wypadku Ericksona, który z wieloma pacjentami pracował przez dosłownie SETKI godzin. Z kórych to setek wydobywano później jedną śliczną anegdotkę do case’a.

Nie znaczy to, że u Ericksona nie zdarzały się szybkie interwencje. Nie były jednak taką regułą, jak sugeruje mit.

Również ze skutecznością nie jest tak różowo. W jednym ze swoich artykułów Erickson opisuje sytuacje, w którym przyszła do niego, z polecenia przyjaciółki, kobieta prosząca o skierowanie na aborcję. Erickson odmówił, na co kobieta zagroziła, że się zabije. Rzekomy mistrz niedyrektywnego wpływu, najlepszy hipnotyzer w historii, ktoś, kto miał być w stanie wpływać na podświadomość każdego klienta, zastosował wtedy wyjątkowo zaawansowaną technikę hipnotyczną. Ta indukcja nosiła tytuł 911***** i polegała na wezwaniu policji.  Dość zastanawiające, a w połączeniu z powyższą kwestią potencjalnego oszustwa przy opisywaniu sprawy Huxleya, każe się zastanowić ile historii Ericksona n.t. jego rzekomo cudownych interwnecji nie było tak naprawdę podkoloryzowane.

Warta poruszenia jest tu też kwestia etyki w pracy z pacjentem. Nie chodzi mi tu o to, że jego żoną została jego była pacjentka – takie rzeczy się zdarzają i nie muszą naruszać granic etycznych. Były jednak inne rzeczy, które już naruszały. Erickson sugerował wielu rodzicom stosowanie technik rodem z wyjątkowego draństwa, jakim jest attachement therapy/holding, polegającego na krępowaniu dziecka, przygniataniu go, ograniczaniu jego ruchów – de facto torturowaniu go aż podda się i stanie się potulne. Nie jest to też plotka czy legenda – sam o tym z dumą pisał. Ograniczanie było również czymś, co lubił u dorosłych pacjentów – prowadził wiele wykładów n.t. zalet wiązania pacjentów w szpitalach psychiatrycznych. Trzeba tu wskazać, że te poglądy zdają się nieco stać w sprzeczności z legendą o skuteczności i stosowanymi przez niego technikami – po co mistrz dopasowania i genialny hipnotyzer potrzebowałby unieruchamiać siłą swoich pacjentów? Gdzie byłaby w tym dla niego realna korzyść?

Oddzielnym problemem etycznym były kwestie seksualne – Erickson napisał (choć nie opublikował za życia) artykuły n.t. zachowań, które trudno określić inaczej niż molestowanie seksualne pacjentek, rodem z gabinetu dr Gapika. Kazał np. pacjentce zrobić przed nim striptiz na sesji… Będąc przy tym, trzeba dodać,  wyjątkowo dyrektywny.

Co więc z ludźmi, którzy zmieniali się bardzo pod wpływem Ericksona? Nie chcę twierdzić, że wszystkie te historie były zmyślone, część na pewno zmieniała się pod wpływem normalnych interwencji. Jednak, zwłaszcza w późniejszym stadium jego kariery, był tam jeszcze jeden czynnik, jakim była narosła wokół niego legenda.

Jakiś czas temu byłem na szkoleniu pewnego słynnego, zagranicznego trenera (tej osoby nie ma na mojej liście szkoleń, nie chcę też zdradzać płci ani innych szczegółów umożliwiających identyfikację). Niemal wszyscy, którzy u niego byli wcześniej, rozpływali się z zachwytu nad tym, jaka to cudowna osoba i niesamowity trener. Nie przeczę, był bardzo sympatyczną osobą. Był też skrajnie, absurdalnie, niemożebnie niekompetentny jako trener. Nie chodzi mi nawet o kwestiie „to mówca, a nie trener”. Ta osoba była niekompetentna i jako mówca i jako trener. Była bardziej niekompetentna, niż większość znanych mi początkujących trenerów. Popełniała błędy w sztuce tak podstawowe, że gdyby stanęła przed zamkniętą, biznesową grupą szkoleniową, zostałaby żywcem pożarta w czasie krótszym, niż potrzebny na przeczytanie tego zdania. Podczas demonstracyjnej  pracy z uczestnikami szkolenia trener stosował techniki, które z klientem „z ulicy” nie miałyby prawa zadziałać, oparte na głębokim niezrozumieniu tego, jak działa ludzki umysł.

Ale uczestnicy byli generalnie zachwyceni. Wychodzili na środek i niesamowicie angażowali się w pracę z tym trenerem, uzyskując świetne efekty. Z prostego powodu – to był TEN trener. To była LEGENDA. I to wystarczało. Nie zdziwiło mnie przy tym, gdy dowiedzialem się, że ta osoba od wieeelu lat nie miała kontaktu z „prawdziwym” klientem, z kimś, kto przyszedłby do niej „z ulicy”, nie znając legendy, a czas pracy z takimi osobami wspomina jako bardzo stresujący.

W przypadku tego trenera, zbudowana legenda wystarczała, by ludzie sami nakłonili siebie do zmiany. I sądzę, że w wypadku Ericksona również miało to często miejsce. W takiej sytuacji nie miało w zasadzie znaczenia co on robił – wystarczyło, że ON to robił.

Podsumowując, próby weryfikacji legendy Miltona Ericksona dały dość niepokojący obraz, daleki od popularnego mitu. Rozumiem, czemu ten mit mógł powstać, czemu potrzebował powstać, czemu ludzie chcieli wierzyć nawet w najbardziej naciągane twierdzenia Ericksona. Jednocześnie analiza dostępnych faktów po prostu tego mitu nie potwierdza. Erickson mógł być skutecznym terapeutą, nie był jednak ani tak skuteczny, ani tak szybki, ani nawet tak niedyrektywny jak się zwykle uważa. Wykazywał też wiele dość niepokojących zachowań, o których dziś się raczej nie wspomina.

Oczywiście, dopuszczam, że moje dochodzenie było niepełne i że są dane, które warto by rozwinąć. Z przyjemnością zapoznałbym się z wynikami badań pokazującymi, że prawdziwe były historie o urośnięciu (nawet o kilka centymetrów) czy idealnym wspominaniu przy użyciu hipnozy. W innych kwestiach opierałem się wprost na twierdzeniach samego Ericksona, ale może ktoś jest w stanie zaproponować inną interpretację kwestii stosowania holdingu wobec dzieci, wiązania pacjentów, czy zachowań zachaczających o molestowanie. Jestem otwarty na dyskusję i chętnie zgłębiłbym temat, jeśli ktoś może dostarczyć argumentów poszerzających tą perspektywę.

Niezależnie od tego, czy powyższe uwagi są trafne, chciałbym podkreślić jedną rzecz- ten artykuł nie ma na celu sugerowania, że Erickson nie był kompetentny w tym co robił, albo że techniki ericksonowskie nie mają wartości. Nawet, gdyby wszystkie powyższe wątpliwości znalazły swoje potwierdzenie, Erickson koloryzował swoją pracę, itp. to i tak pozostałby całkiem skutecznym terapeutą i wciąż możnaby skorzystać z wielu jego narzędzi. Po prostu nie byłby tą mityczną, legendarną postacią, w której roli jest osadzany i w której roli, jak wiele wskazuje, sam starał się siebie osadzać.

*Sam się do tej grupy zaliczałem, zanim nie poduczyłem się nieco z zakresu iluzji.

** Warto np. zwrócić uwagę, że choć NLP od Ericksona wzięło najmniej spośród trojga „oficjalnych dziadków”, a Bandler, Grinder i Pucelik spędzili z nim zdecydowanie mniej czasu niż z Pearlsem czy Satir, to anegdoty o tym co robił Erickson pojawiają się w materiałach NLP dużo częściej niż anegdoty o Pearlsie i Satir. Zwłaszcza ta ostania jest tak jakby nieco zapomniana, co jest o tyle ciekawe, że to z nią założyciele mieli najwięcej kontaktu.

***Erickson rzekomo widział tylko kolor fioletowy (ang. purple to raczej śliwkowy niż nasz ciemnoczerwony purpurowy). Jest jeden problem z tym twierdzeniem. Na tyle na ile udało mi się sprawdzić, nie istnieje wada wzroku, która umożliwiłaby widzenie tylko tego koloru (a reszty w czerni i bieli). Nie istnieje również żadne uszkodzenie neurologiczne, które się do tego sprowadza. Są wady ograniczające wzrok tylko do jednego czy dwóch kolorów poza skalą szarości, ale żadna z nich nie sprowadza się do fioletu.

**** Ktoś może tu argumentować „a co z pamięcią ejdetyczną/fotograficzną?” Współczesne badania podważają istnienie takiej pamięci w normalnym rozumieniu tego słowa. Rzekomi ejdetycy, w tym „S” Łurii, okazywali się być mnemonikami lub odżegnywać się od jakichkolwiek testów, które mogłyby podważyć ich rzekome kompetencje.

***** Amerykański nr. alarmowy


Lean Emotions  - chcesz bardziej zadbać o swoje emocje i nauczyć się jak zrobić, by wspierały Twoje życie i doznania? Ten kurs pomoże Ci w nauczeniu się tego. Trzy intensywne dni poświęcone wprowadzeniu podejścia Lean Mind do Twoich emocji. Już w listopadzie w Warszawie! Kurs dostępny jest samodzielnie, lub jako fragment szerszego cyklu Lean Mind Experience


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis