Raz na jakiś czas – zwykle przy okazji artykułów w stylu anty-guru, gdzie próby zdyskredytowania autora czy jego intencji są wygodnym sposobem na odrzucenie nie pasującej treści – spotykam się z hasłami w stylu „piszesz te teksty by wywołać sobie ruch, bo potem robisz jakąś kampanię reklamową na stronie”.

Cóż, pomyślałem, że warto tu odnieść się do takich założeń i stojącego za nimi  mitu – przyznaję, całkiem pochlebnego – o cwanym blogerze, dokładnie planującym kolejne posunięcia i kampanie reklamowe, przygotowującym z góry masę postów i doskonale wiedzącym co i jak i kiedy opublikuje. Dzięki temu w odpowiednim momencie wywołuje afery, podbija zainteresowanie i sprzedaje swoje produkty.

To jednak mit. Może nawet fajnie by było, gdyby nie był to mit, ale tego się po prostu nie da realnie wprowadzić w życie. Bo pisanie bloga to praca kreatywna, a ta rządzi się własnymi prawami.

Owszem, ogólnie piszę od pewnego czasu nieco więcej tekstów „opiniowych”, niż wcześniej, a nieco mniej „treściowych”. Jest to spowodowane jedną dość prostą kwestią – artykuły „treściowe” trafiają głównie do moich kolegów po fachu. Niektórych nawet lubię, ale niespecjalnie są oni moją grupą docelową (zdecydowanie zbyt wielu wkurzyłem ;) ). Natomiast artykuły „opiniowe” są czymś, co lepiej trafia do typowego czytelnika i jeśli chcę by ten blog rósł, musi być na nim – i będzie – więcej takich artykułów. Przy czym artykuły „opiniowe” to zarówno artykuły z cyklu „anty-guru”, jak i np. „moje błędy” czy „10 niedocenianych cudów współczesnego świata”. To jednak raczej ogólna polityka wydawnicza niż szczegółowy plan – bo w pisaniu bloga tak często po prostu nie byłbym w stanie takiego planu się trzymać.

Każdy, kto regularnie pisuje bloga treściowego i stara się trzymać terminów -zwłaszcza, gdy pisuje raz w tygodniu lub częściej – zna ten ogromny ból jakim jest uświadomienie sobie, że nie ma o czym napisać danego dnia. I tu nawet nie chodzi o to, że nie ma tematów – bo mam w szkicach rozpoczętych kilkanaście tematów. Niektórych z nich nawet udało mi się nie opisać przypadkiem przy innej okazji, gdy zapomniałem, że jakiś temat już zacząłem. Tylko co z tego, gdy siadasz przed klawiaturą i wiesz, że owszem, to jest temat do opisania, ale nie masz absolutnie żadnej weny do poruszenia go? Gdy od godziny tłuczesz w klawiaturę tam i z powrotem, pisząc i kasując, przeskakując na facebooka, youtube i wszystko co się da, bo po prostu nie chcesz tego dnia pisać na ten temat i za nic nie możesz się skłonić by to jednak napisać?

Jakiekolwiek cwane plany, jakie mógłbyś w tym momencie mieć biorą po prostu w łeb i często szukasz czegokolwiek by napisać. Bo potrzebujesz pisać regularnie, bo blog żyje z nowych wpisów. Pod tym względem owszem, cykle w stylu anty-guru bywają szalenie przydatne, ale po prostu dlatego, że wiesz co masz w nich napisać i dużo łatwiej jest wejść w pewien schemat i opisać coś zgodnie z tym tematem. Tu nie ma miejsca na plany – często jedyne co masz, to determinacja by napisać COKOLWIEK.

W sumie nie dziwi wiec fakt, że nigdy nie spotkałem się z takim zarzutem „cwanych planów” odnośnie pisania ze strony kogoś kto sam bardzo regularnie prowadzi swojego bloga. Bo takie osoby doskonale wiedzą jak to w rzeczywistości wygląda i że nie ma tu miejsca na specjalne kombinowanie – kombinujesz by napisać cokolwiek, bonusowe punkty za to,żeby to było dobre. Ale napisać cykl tekstów, akurat teraz, akurat robiących aferę, bo to jest potrzebne marketingowo? Bez żartów. Szczytem marzeń jest napisanie paru postów, jakichkolwiek, na zapas, na sytuacje gdy będzie się zbyt zmęczony, zbyt zajęty, zbyt urlopujący by móc coś napisać.

Oczywiście są blogerzy, którzy mają tego rodzaju długoterminowe plany i dokładnie analizują co i kiedy opublikują i na jaki temat napiszą, tak by wywołać największe zainteresowanie jakąś reklamą. Głęboko jednak wątpię, żeby takie osoby uzupełniały swój blog 2-4 razy w tygodniu, a tym bardziej prowadziły kilka blogów i to jeszcze samodzielnie, bez kupowania treści do nich. Sam znam kilka takich osób na naszym rynku, ale ich pisanie na blogu jest wybitnie nieregularne – potrafią pisać dużo w czasie kampanii reklamowej, ale potem nie pisać przez miesiąc, dwa czy nawet pół roku. W takim rytmie jest to możliwe.  Jeśli jednak pisujesz regularnie, kilka razy w tygodniu, własne treści i do tego starasz się zbytnio nie powtarzać, to, co tu dużo mówić, raczej nie ma opcji by robić to w formie długoterminowego, szczegółowego i zawsze realizowanego planu. Ja w każdym razie nie jestem w stanie tego zrobić i nie znam nikogo, kto by był – jeśli ktoś taki jest, to jest dużo lepszy w te klocki ode mnie. To po prostu zbyt dużo pracy, zbyt wyczerpującej i wymagającej poznawczo, by dało się to tak zawsze robić.

Mit cwanego blogera fajnie brzmi. Z rzeczywistością regularnie blogujących nie ma jednak wiele wspólnego.


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis