Ludzie łatwi (i niełatwi) w utrzymaniu…

„Jaka kawa? Z ekspresu, parzona, rozpuszczalna?”

„Wiesz co, wszystko mi jedno, jak dostanę coś czarnego do picia, będę szczęśliwy.”

„Z ekspresu, arabica, najlepiej z Brazylii ciemnopalona jeśli masz. Do tego pół łyżeczki cukru brązowego, tylko dodaj proszę do kubka przed wlaniem kawy, wtedy idealnie się rozchodzi…”

Czyli o ludziach łatwych (i niełatwych) w utrzymaniu…

Są ludzie, którzy mają sprecyzowane wymogi. Jeśli nie mogą ich dokładnie zaspokoić, często wolą ich nie zaspokajać w ogóle. Nie masz białej herbaty? A to jednak nie napiję się herbaty, dzięki. Takie osoby można określić mianem osób niełatwych w utrzymaniu (high maintenance people).

Są też ludzie, których wymogi są dużo luźniejsze. Co do picia? A w sumie cokolwiek. Jeśli mam coś do wyboru, to mogę mieć preferencje, ale jeśli jest to jakimkolwiek problemem, to inne opcje też mnie w pełni zaspokoją. Takie osoby można określić mianem osób łatwych w utrzymaniu (low maintenance people).


No, „łatwy w utrzymaniu” to pewna propozycja. Nie znam dobrego odpowiednika angielskiego „high/low maintenance person” – jak przegapiłem coś, co już funkcjonuje, dajcie znać. Nie wiem też, czy w temacie są jakieś badania – choć takich szukałem, nie udało mi się niczego znaleźć. Jednocześnie taki podział występuje w popularnej świadomości, jestem więc bardzo ciekawy, czy mamy tu jakieś faktyczne różnice osobiste i jeśli tak, to co ciekawego może z nich wynikać.


Być może gra tu rolę kwestia „zaspakajaczy” i „maksymalizatorów”, o której już kiedyś pisałem na blogu, ale na tym etapie mam poczucie, ze to jednak nie o to chodzi. Myślę, że mówimy tu o nieco innych cechach.


Naturalnie może się też kojarzyć „ugodowość” z wielkiej piątki, ale moim zdaniem, nie o to chodzi. Każdy kto widział mnie w dyskusji wie, że ugodowy to ja specjalnie nie jestem :P Ale w codziennym życiu jestem niewątpliwie łatwy w utrzymaniu. Kawa? Jasne, lubię dobrą, ale w gościach proszę o coś czarnego, zrobionego tak, jak gospodarzom najłatwiej. Siąść mogę sobie na podłodze, krzesła nie potrzebuję. Mam silne wrażenie, że przynajmniej w moim przypadku ugodowość nie gra większej roli. (Oczywiście wiecie jak to jest z trafnością introspekcji…) To nie jest tak, że czuję się niekomfortowo, ale akceptuję to by nie wywoływać konfliktu. Zamiast tego faktycznie nie ma dla mnie znaczenia jaka będzie ta kawa, byle była kawa. Albo gdzie siądę, na podłodze będzie mi równie wygodnie, jak na krześle.

I na tyle, na ile obserwuję popkulturowy obraz ludzi łatwych w utrzymaniu, myślę, że nie jestem w tym sam. Że kluczowa w tym rozróżnieniu jest pewna doza obojętności, takie poczucie, że to naprawdę nie ma większego znaczenia, bo niemal cokolwiek co będzie, będzie dobre.

Myślę, że to poczucie może być dość ciekawą różnicą między ludźmi. Oczywiście to wszystko na razie hipotetyczne, może to złudna różnica. Jeśli jednak występuje, to przekłada się na bardzo wiele kwestii – spędzanie czasu, preferencje żywieniowe, potencjał konfliktów w związku.


Co ważne, hasła „łatwy w utrzymaniu” i „niełatwy w utrzymaniu” są niesprawiedliwie stronnicze. To nie jest tak, że „łatwy w utrzymaniu” jest lepszą opcją. Wcale nie musi tak być, być może ta osoba, która ma szczegółowe wymogi wychodzi na tym lepiej. Bardziej chciałbym tu wskazać na same potencjalne różnice i ich konsekwencje. Np. w zwiazku, w którym jedna osoba jest łatwa w utrzymaniu, a druga niełatwa, ta niełatwa może czuć się sfrustrowana czymś, co postrzega jako pewną nierównowagę. W końcu nieporównywalnie częściej para działa zgodnie z jej preferencjami (bo dla niełatwej w utrzymaniu te preferancje są istotne, a dla łatwej w utrzymaniu co będzie, będzie dobre). Oczywiście, dwie niełatwe w utrzymaniu mogą z kolei mieć wiele sytuacji konfliktowych lub wymuszonych kompromisów, a dwie łatwe kłopoty w tym, by zrobić cokolwiek. Problemy są więc potencjalnie w każdym układzie, warto mieć więc przede wszystkim ich świadomość i wyczulenie na drugą osobę oraz jej skłonności.


Tak jak wspominałem – na ten moment nie znam żadnych badań na ten temat. Jeśli o czymś słyszeliście, dajcie znać. A jeśli szukacie jakiegoś pomysłu na badania, może to dobry temat? ;)



Jeszcze tylko kilka dni zostało na skorzystanie z przedpłaty na wiosennego Praktyka Beyond NLP! 17-25 marca 2018, Warszawa, 9 dni intensywnej pracy nad sobą. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • stałyczytelnik

    Zawsze możesz z własną kawą w woreczku strunowym chodzić w gości i prosić o zaparzenie wg instrukcji.

  • Piotr Bekier

    mi się wydaje że może to być kwestia w której trzeba byłoby rozpatrzeć kilka czynników. Jednemu może być wsia ryba bo nie czuje się na tyle pewnie w danej sytuacji by powiedzieć że chce coś co na przykład mogłoby sprawić kłopot gospodarzowi (sam czasami łapie się na tym), komuś innemu może być to po prostu obojętne jak sam piszesz. Również wydaje mi się że stwierdzenie że jeśli w dyskusjach jesteś bezkompromisowy to w innych sytuacjach też musisz taki być nie ma sensu. Czy nie może być sytuacji gdzie chce być bezkompromisowy i innej sytacji gdzie już pozwalam na kompromis ?

  • Pavel K.

    Hmm… wydaje mi się, że to niekoniecznie dotyczy ludzi, ile konkretnych sytuacji. Na swoim przykładzie mogę podać dwie przeciwstawne sytuacje:

    Lubię dobre, rzemieślnicze piwo, nie przepadam za popularnymi, korporacyjnymi markami, które dla mnie są słabe w smaku. To tak jak porównywać dobrą herbatę z herbaciarni do najtańszej torebkowej herbaty z dyskontu. Jednak jeśli znajdę się w knajpie, w której mają tylko popularne piwa, bo np. tu przyszli znajomi, albo jest koncert, który chcę zobaczyć, to nie mam problemu z tym, żeby się takiego słabego piwa napić.

    Z drugiej strony, gdyby znajomi mnie wyciągali do knajpy w której grają disco-polo, to już byłby wystarczający powód, żeby odmówić. Notabene z tego względu zawsze wykręcam się od tradycyjnych wesel, takich na których tańczy się właśnie do disco-polo. Żadna ilość alkoholu nie sprawi, że będę się dobrze bawił przy takiej muzyce.

    Dlatego wydaje mi się, że zależnie od kontekstu raz możesz być drogi w utrzymaniu, a w innej sytuacji wprost przeciwnie.

  • Adam314

    Haha! To coś o mnie. Nieraz wywołałem zdziwienie idąc do sklepu i np. mówiąc – proszę sok, – jaki?, – aaa.. pierwszy z brzegu.

    Nie ma to nic wspólnego z uległością. Na logikę, jeśli mam ochotę na sok i w sklepie będzie tylko jabłkowy to go wezmę, jeśli będzie tylko pomarańczowy to też go wezmę. W obu przypadkach będzie ok, więc mając wybór między oboma ten wybór nie ma znaczenia. Wybór jest wart poświęcenia pracy mojego mózgu tylko, jeśli jedna opcja daje inne efekty od drugiej. W wielu przypadkach wybór jest nic nie wnoszący.

    Co do badań – stawiam hipotezę, że osoby, dla których faktycznie takie drobne wybory są ważne mogą robić to z potrzeb zaspokojenia swojej potrzeby np. poczucia kontroli nad otaczającą rzeczywistością. Można byłoby przeprowadzić badania dając wymieszane wybory znaczące i te bez znaczenia oraz obserwować reakcje. Potem porównać z poziomem samooceny, poczuciem kontroli nad własnym życiem itp.

  • Ppp

    Jest i druga strona medalu:
    – Zjesz coś?
    – Dzięki, niedawno jadłem.
    – A może jednak? Mam pyszne X, Y, Z, będziesz głodny, ma mnóstwo witamin, bla-bla-bla…
    – Powiedziałem NIE!
    Ludzie dzielą się na takich, co rozumieją język ojczysty oraz takich, którzy go nie rozumieją i tych drugich jest więcej – są tak nastawienia na “goszczenie gościa”, że nie dociera do nich, że gośc może chcieć pogadać, a nie jeść.
    Pozdrawiam.

  • Koziolek666

    IMO, poza sytuacjami gdzie odzywa się nasz hedonizm np. lubię dobrą herbatę i jak mam okazję to wykorzystuję gospodarza na maksa, to postawa ludzi „łatwych w utrzymaniu” wynika z chęci minimalizacji kosztów podejmowanych decyzji.

    Inaczej mówiąc, jeżeli jest potrzeba, którą muszę zaspokoić i N równoważnych sposobów jej zaspokojenia, to nie ma sensu kombinować. Trochę lenistwo ;)