Lubimy bajki (ale życie to nie bajka)

My, ludzie lubimy bajki. Lubimy historie i opowieści. To chyba niezastąpiony Terry Pratchett zasugerował, że zamiast Homo Sapiens (człowiek rozumny), nasz gatunek powinien się nazywać Pan Narrans (małpa opowiadająca historie).  Lubimy je tak bardzo, że staramy się dopasowywać świat w którym żyjemy do tych opowieści. Często z dość dziwnym, a niekiedy wręcz szkodliwym efektem.


Np. klasyczny podział na „tych dobrych” i „tych złych”,  który pojawia się w niemal każdej bajce czy opowieści i który z pasją przenosimy do codziennego życia. Tyle tylko, że w prawdziwym życiu za tymi „dobrymi” i tymi „złymi” często stoi ta sama osoba/organizacja.

Wczoraj, dla przykładu, prowadziłem dyskusję ze znajomym, który nalegał na to, że wszelkie badania n.t. tego, że żywność organiczna nie jest zdrowsza ani bardziej odżywcza od nieorganicznej, są manipulowane  przez „lobby spożywcze”, mające dużo większą siłę przebicia w stanach niż „lobby organiczne”. Ot, klasyczna historia „dobrzy, naturalni maluczcy vs źli, nienaturalni wielcy”. Brzmi dobrze? Brzmi. Budzi emocje? Budzi.

Jednak problem z tą argumentacją jest następujący: „lobby spożywcze” i „lobby organiczne” to dokładnie te same organizacje. Przytłaczająca większość rynku żywności organicznej w USA należy do tych samych wielkich korporacji, które produkują też żywność nieorganiczną. Przy czym rynek organiczny rośnie dużo szybciej i margines zysku na nim jest zdecydowanie większy, gdyż żywność „organiczną” o podobnych kosztach produkcji można sprzedać niekiedy nawet z 200-300% narzutem w stosunku do „nieorganicznej”.* Więc potrzeba by dość specyficznej logiki by uzasadniać, że korporacjom opłaca się zniechęcać do organicznego jedzenia, na którym mogą więcej zarabiać ;)

*Swoją drogą, ten podział jest skrajnie absurdalny, bo nieorganicznym pożywieniem jest co najwyżej kawałek granitu, który mogą szamać tylko trolle z powieści wspomnianego Pratchetta. Albo, ostatecznie, płatki złota w nalewce Goldwasser ;)


Podobnie wygląda sytuacja w odniesieniu do rynku farmaceutycznego, gdzie firmom farmaceutycznym zarzuca się czasem atakowanie rynku suplementów. Tylko znów, zwykle dominację na rynku leków i na rynku suplementów mają… dokładnie te same firmy, używające tylko innych marek lub spółek-córek.


Nie mówię tutaj, że korporacje są z natury dobre i miłe. Nie są ani dobre, ani złe. Są motywowane przez chęć zysków z jednej strony, a z drugiej przez chęć utrzymania własnego stołka przez poszczególnych pracowników. Do tego, jak sądzę, dochodzi indywidualna chęć przynajmniej dużej części ludzi by ich praca miała jednak jakiś sens, mitygowana przez fakt, że w zarządzie korporacji jest jednak nieproporcjonalnie duża ilość psychopatów w stosunku do rozkładu psychopatii w społeczeństwie. Czyli wychodzi tak dość średnio. Natomiast zdecydowanie nie są komiksowymi, karykaturalnymi „złymi”, którzy zachowywaliby się źle dla samej idei zachowywania się źle – a w takiej roli stawia je wiele historii, które lubimy sobie opowiadać. Co gorsza, w efekcie koncentrujemy się na takich bezsensownych, wyssanych z palca, ale atrakcyjnych scenariuszach, nie dostrzegając realnych negatywnych zachowań korpów. Np. w przypadku korpów farmaceutycznych problemem nie jest manipulacja danymi w badaniach. Problemem jest nie publikowanie pełnych danych, które takie korporacje posiadają, przez co ocena klinicznej wartości różnych leków jest nietrafna (tzw. efekt szuflady). Ale ten, rzeczywisty problem, nie jest tak atrakcyjny jak opowieść o spisku i manipulacji.


Stąd moja propozycja – raz na jakiś czas spójrz z boku na historie, które przyjmujesz i przyjrzyj się samym faktom, do jakich masz dostęp. Może warto z niektórych z nich zrezygnować na rzecz po prostu samych faktów :)



Rekrutacja na wiosennego Praktyka Beyond NLP już się rozpoczęła :) Zarezerwuj swoje miejsce już teraz i skorzystaj ze zniżki w przedpłacie! Więcej informacji znajdziesz na BeyondNLP.pl


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • kuba

    cześć Artur,

    napisałeś: „w zarządzie korporacji jest jednak nieproporcjonalnie duża ilość psychopatów w stosunku do rozkładu psychopatii w społeczeństwie”.
    dość odważnie :) są na to jakieś badania przeprowadzane na członkach zarządów/top managerach?

    • Tak, są, choć z głowy ich w tym momencie nie podam – tu masz podsumowanie badań z CNN, ale jak to dziennikarskie teksty, lepiej poszukać źródeł. Generalnie psychopatia to w większości przypadków nie seryjni mordercy, z jakimi popularnie kojarzy się ten termin, co po prostu brak zdolności do empatii i brania pod uwagę emocji drugiego człowieka. A to układ, który w wielu korporacjach sprawdza się całkiem nieźle jako politykierska ścieżka na szczyt. Stąd faktycznie w zarządach korporacji mamy większą ilość psychopatów niż wynikałoby z występowania psychopatii w populacji – ok. 4%w stosunku do normalnego 1%.

      Podobnie wśród guru rozwojowych będzie nieproporcjonalnie wielu psychopatów, z podobnych powodów – tacy ludzie są najlepsi w bezwstydnym wciskaniu kitu i sprzedawaniu marzeń, o których wiedzą, że nie sposób ich zrealizować.